Czy w Lasach Państwowych pracują dobrzy menadżerowie?

Pomysł na ten post przyszedł mi do głowy, gdy tylko zobaczyłem jak jeden z pracowników Lasów Państwowych, otrzymał nominację w regionalnym plebiscycie Menadżer Roku 2016. Zadałem sobie wtedy pytanie, czy w LP pracują w ogóle dobrzy menadżerowie, którzy zasługują na tego typu wyróżnienia? Jeżeli tak, to jak są wybierani oraz czy w procesie rekrutacji pod uwagę brane są cechy charakteru, wyniki finansowe z poprzednio zajmowanych stanowisk, czy tylko znajomości i przynależność do różnego rodzaju formacji polityczno-społecznych?  

Dwa sposoby wybierania menażerów

Uważam, że osobę na kierowniczym stanowisku vel menadżera można wybrać na dwa sposoby. Pierwszy to taki, w którym organizowany jest konkurs oparty na rozsądnych kryteriach- ilościowych, mierzalnych z poprzednio zajmowanych stanowisk. Mierzalne wyniki to na przykład zwroty z inwestycji, ogólna kondycja finansowa firmy w trakcie pełnienia przez niego tego stanowiska, czy na przykład wprowadzenie w życie innowacyjnych produktów, dzięki którym ogólny wynik ekonomiczny przedsiębiorstwa poprawił się.

Tak wygląda rekrutacja w firmach prywatnych na stanowiska dyrektora czy menadżera. Wyniki, wyniki i jeszcze raz wyniki. Firma prywatna zatrudniając kogoś, pierwsze na co patrzy to ile może na tej nowej osobie zarobić. A wiadomym jest, że najwięcej zarabia się na specjalistach, którzy wnoszą coś nowego do firmy.

Jednakże z tego co mi wiadomo to Lasy Państwowe działają na kompletnie innych zasadach, bo tu wyniki nie są brane pod uwagę. W firmie gdzie słowo inwestycja kojarzy się z wydanymi pieniędzmi na budowę drogi czy leśniczówki, a nie ze zwrotem z kapitału, nie możemy mówić o jakichkolwiek kryteriach związnaych z ROI, ROE czy ROA. Drugim problemem poza mentalnością i podejściem do zarządzania w chwili obecnej jest sprawa „nieporównywalności”. Gdyż, jaki problem w tym aby kandytat X z nadleśnictwa Y podważył przeprowadzony konkurs na podstawie ułożenia się Planu Urządzania Lasu, na który de facto nie miał najmniejszego wpływu, innego charakteru nadleśnictwa, różnych stopni trudności czy warunków panujących na jego terenie. W związku z tym, warunkiem koniecznym, aby w ogóle myśleć o wprowadzeniu kryteriów ilościowych, byłaby ich standaryzacja względem wielkości nadleśnictwa, aktywów czy liczby pracowników.

Wykształcenie menadżerskie nie leśne!

Następnym kryterium konkursowym mogłoby być wykształcenie menadżerskie, które moim zdaniem bardzo by się przydało w LP. No ale niestety, kolejna skucha. Rozporządzenie Ministra Środowiska z dnia 14 stycznia 2003 r. w sprawie stanowisk, stopni służbowych oraz zasad wynagradzania w Służbie Leśnej wyraźnie mówi, że aby objąć stanowisko kierownicze w LP trzeba posiadać skończone wykształcenie wyższe leśne. Dla mnie jest to kompletne nieporozumienie. Po pierwsze, firma w której większość menadżerów jest po praktycznie trzech szkołach wyższych (Poznań, Warszawa i Kraków) stwarza świetne warunki do kumoterstwa. Po drugie, takie wymagania blokują dopływ świeżej krwi do firmy, a głównie chodzi mi tutaj, o specjalistów, którzy ścieśle znają się na zarządzaniu i kierowaniu firmą. Innymi słowy, stworzony został rynek sam dla siebie. Uważam, że ludzie po zarządzaniu i z odpowiednim doświadczniem lepiej nadają się na stanowiska kierownicze w LP niż leśnicy. Mają po prostu większą gamę rozwiązań gotowych do zastosowania. Jak to powiedział Einstein:

“Jeżeli twoim jedynym narzędziem jest młotek, to wszystkie problemy zaczynają przypominać gwoździe”

I to uważam jest świetnie pasujący cytat do leśników w rolach menadżerów w Polsce, którzy nigdy nie mieli do czynienia z zarządzaniem zasobami ludzkimi, motywacją i coachingiem pracowników, zarządzaniem kapitałem, marketingiem itp. Leśnicy poświęcili swoje 5 lat studiów ucząc się grzybów, roślin, hodowli, urządzania, ale nie mają żadnych twardych umiejętności do prowadzenia i rozwoju firmy. I to właśnie między innymi dlatego atmosfera w LP jest taka słaba. Ludzie na kierowniczych stanowiskach w LP kompletnie nie rozumieją funkcjonowania firmy i elementów jej budujących.
Jestem również w stanie stwierdzić, że osoba na kierowniczym stanowisku w LP z wykształceniem i doświadczeniem biznesowym wcale nie musi znać się na leśnictwie. Dlaczego? Bo powinna mieć od tego zastępcę, z wykształceniem leśnym który dobrze doradza menadżerowi. Ten problem nie dotyczy tylko leśnictwa w Polsce, gdyż uważam konsekwentnie, że lekarz nie może być dyrektorem szpitala, czy kolejarz szefem PKP. We wszystkich trzech przypadkach są to specjaliści, ale nie powołani do zarządzania, lecz do rozwiązywania problemów natury technicznej czy inżynieryjnej.

Fikcyjne konkursy

W każdym razie, chyba każdy wie, że konkursy w Lasach Państwowych to fikcja. Bo jak inaczej nazwać konkursy bez jakichkolwiek ujednoliconych i transparentnych kryteriów?

A przecież mowa tutaj o firmie państwowej, gdzie wszystko powinno być jasne i przejrzyste dla społeczeństwa. No prawie wszystko, z wyjątkiem takich rzeczy jak dane osobowe pracowników czy informacje dotyczące strategicznych posunięć firmy.

Tymczasem, pomimo organizowanych konkursów na różnego rodzaju stanowiska, często można zaobserwować, że pracownicy, posiadający kwalifikacje na dany wakat nie decydują się aplikować. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta, obawiają się wyjść przed szereg i pokazać wyższe aspiracje, co mogłoby zostać uznane za zagrożenie przez kierownictwo czy kolegów z pracy.

Kolejnym problemem jest to, że często konkursy są organizowane, ale tylko wtedy kiedy zwycięzca jest już z góry znany.

Cóż nam pozostaje?

No to zostają tylko powołania, które bazują często na takich kryteriach jak: czy to miły gość, czy należy do jakiegoś związku bądź sympatyzuje z jakąś partią, czy pomógł mojej córce bądź synowi dostać pracę, czy znamy się ze studiów, a może po prostu jest on wiernym żołnierzem, ślepo wykonującym polecenia. Właściwie to mogą być to kryteria takie jakie się komu w danej chwili podoba, tylko, aby osiągnąć swój osobisty cel i powołać osobę która może nam się do czegoś przydać w przyszłości, albo wobec której mamy jakiś dług wdzięczności.

Smutne to kryteria, ale niestety taka jest moja obserwacja sytuacji, która wydarzyła się niedawno, zapoczątkowana zmianą Ministra Środowiska. Bo jak rozumieć wymianę większości dyrektorów, nadleśniczych, czy sprzątaczek w LP po zmianie władzy. Ci co nimi byli przez ostatnie X lat nagle przestali być dobrymi menadżerami, czy po prostu byli z innej formacji politycznej? Skoro brak jest jasnych i przejrzystych kryteriów to zarówno konkursy jak i powołania oparte są na subiektywnych doznaniach.

4 kroki do poprawy sytuacji

Po pierwsze należy stworzyć jawne i przemyślane kryteria konkursowe na stanowiska kierownicze. Kryteria te powinny zawierać wcześniejsze osiągniącia, wykształcenie i doświadczenie w pracy.

Następnym krokiem byłaby zmiana zapisów Rozporządzenia Ministra, która  otworzyłaby drogę w LP na nowych menadżerów. Innymi słowy odbetownowałaby podwórko i dopuściłaby do zarządzania ludzi, którzy się na tym znają i potrafią aktywnie działać, a nie wysłuchiwać rozkazów i podążać za planem.

Kolejnym krokiem jest dopuszczenie nowo powołanych menadżerów specjalistów do swobodnego aktywnego zarządzania. Innymi słowy dać im wolną rękę i prawdziwą odpowiedzialność za powierzony majątek.

Ostatnim byłoby stworzenie wskaźników jakimi należałoby mierzyć sukcesy i porażki nowych menadżerów. W obecnej sytuacji takich wskaźników brak.

Pogdybajmy…..

Moim zdaniem okazałoby się, że ponad 80% kadry zarządzającej w LP jest do całkowitej wymiany. Pomimo, że są to napewno wspaniali ludzie, powinni oni szybko zostać odsunięci od zarządzania bez względu  na to, jaką formację polityczno-społeczną reprezentują. Mogą z pewnością zasilić kadrę zajmującą się technicznymi aspektami gospodarki leśnej, ale nie stricte zarządzaniem na żadnym poziomie organizacyjnym.

Uważam, że taka wymiana kadry, która nie do końca ma pojęcie jak zarządzać zasobami finansowymi i ludzkimi wywołałaby lawinę pozytywnych zmian. Zmiana nastawienia pracowników do pracy i całego przedsiębiorstwa, polepszenie atmosfery panującej w jednostkach, czy poczucie bezpieczeństwa związane z profesjonalnym prowadzeniem firmy to tylko niektóre pozytywne aspekty, które jestem sobie w stanie wyobrazić. Przede wszystkim jednak zaowocowałoby to znacznym polepszeniem wyników firmy na każdej możliwej płaszczyźnie, a w szczególności finansowej.

16 myśli na temat “Czy w Lasach Państwowych pracują dobrzy menadżerowie?

  1. Rafał,

    Dzięki za ten wpis i ogólnie za aktywność na blogu. Zgadzam się z Tobą w pełni. LP „łakną dobrych menedżerów jak kania dżdżu”.
    Niestety zarządzanie to nie wszystko co ogranicza rozwój. Moim zdaniem jest dużo więcej problemów np.:
    – słaba edukacja i przygotowanie do zawodu (szkoły średnie i studia),
    – otoczenie ekonomiczno – prawne (niejasność i nadmiar przepisów, sprzeczności prawne itp., nieprzewidywalne zmiany koniunktury na rynku drzewnym),
    – trializm decyzyjny (generalna>regionalna>nadleśnictwo),
    – problemy z informatyzacją i wdrażaniem nowych rozwiązań technologicznych.
    To powoduje, że racjonalne zarządzanie w takich warunkach jest trudne, a w wielu przypadkach wręcz niemożliwe. Niestety bez głębokiej reformy Państwa nie przewiduję szybkich i dobrych zmian w LP.

    Pozdrawiam i czekam na nowe wpisy,
    Onosz

    1. Tak, masz zdecydowaną rację, że problemów w LP jest co niemiara. Staram się dlatego podzielić tematy na bloki tematyczne, aby bardziej uwydatnić sprawy, które warte są dyskusji. Tematy o których wspomniałeś, na pewno nie omieszkam poruszyć w moich następnych wpisach. Także, bądź czujny!

  2. Wydaje mi się Rafał, że jesteś dosyć niesprawiedliwy. Może nie posiadam wystarczająco wnikliwych analiz dotyczących kadry zarządzajacej LP, ale wydaje mi się, że Twój artykół pokazuje tylko jedną stronę medalu ( racja: Twój blog, więc Twoje święte prawo 🙂 ). Co niestety, ale może wprowadzać w błąd ludzi, którzy z Lasami mają niewiele wspólnego.

    Piszesz: “czy w LP pracują w ogóle dobrzy menadżerowie, którzy zasługują na tego typu wyróżnienia?” wydaje mi się, że tak. Masz racje – nie wszyscy i może system wyboru menadżeów nie jest na najwyższym poziome, ale skąd stwierdzenie, że 80% powinno iśc do wymiany? na czym opierasz tą wypowiedź?

    Nie mogę się też do końca zgodzić z Twoją wypowiedzią: “Leśnicy poświęcili swoje 5 lat studiów ucząc się grzybów, roślin, hodowli, urządzania, ale nie mają żadnych twardych umiejętności do prowadzenia i rozwoju firmy.” Owszem były to przedmioty wiodące, ale nie zapominajmy o innych, jak np. zarządzanie gospodarstwem leśnym, ekonomika w leśnictwie i innych, które może nie stanowią solidnej podstawy dobrego kierownika, ale wniosły istotne podstawy. I wydaje mi się, że przecież wielu z obecnych kierowników kończy studia dodatkowe, typu marketing itd..

    Jest wiele rzeczy, które możnaby zmienić, i wiele mechanizmów, które pokazują jak to zrobić, racja. Można przecież równie dobrze zacząć od programu nauczania. Bo dlaczegoby magister leśnictwa nie mógł mieć ukończonych kursów z “zarządzania zasobami ludzkimi, motywacją i coachingiem pracowników, zarządzaniem kapitałem, marketingiem” itd.? i to by mogła być główna różnica między inżynierem a magistrem.
    Nie wydaje mi się, że rozwiązanie typu: Nadleśniczy-menager, Zastepca -leśnik, zdałoby egzamin w 100%. Zależy od ludzi, i sytuacji.
    No, ale potrzeba kreuje niezbędne rozwiązania.

    1. Po kolei.
      Dlaczego 80%? Zakładam, że te 20% (to i tak bardzo optymistycznie i może przesadzam) to tak zwani naturalni menadżerowie, którzy znają się na biznesie. Albo ktoś z ich rodzin prowadził biznes wcześniej i pokazał im o co chodzi, albo to naturalni przywódcy, którzy może nie mają zdolności menadżerskich, ale są otwarci na wiedzę i się dokształcają sami na własną rękę. W biznesie tak to jest, że istnieją bardzo dobrzy menadżerowie, którzy osiągnęli fortuny i znacząco rozwineli swoje firmy, a nie skończyli żadnej szkoły wyższej, MBA, CFA itd. Na przykład Steve Jobs, Bil Gates, Michael Dell i inni. Tylko oni budowali swoje firmy od podszewki i uczyli się zarządzania wraz z rozwojem firmy. Tutaj mówimy o firmie dobrze ugruntowanej, która na już potrzebuje najlepszych menadżerów.

      Przedmioty z zarządzania i ekonomiki na WL, to jakby to powiedział klasyk Max Kolonko “to jest jakiś joke”. Uczą tylko jedno studium przypadku (case’a) pod nazwą Lasy Państwowe. Tak nawiasem to jedyną książkę do ekonomiki leśnictwa w Polsce, którą trzymałem w ręce to była Marszałek i Podgórski “Zarys ekonomiki leśnictwa”, która w pierwszy rozdziale cytuje Marksa i Engelsa:)
      A tak serio, to studia leśne są do kształcenia leśników czyli tych którzy pracują w lesie, a nie tych, którzy zarządzają firmą. Tak jest na zachodzie. To tylko u nas na wschodzie to się kompletnie pomieszało.
      Tak masz rację, są tacy, którzy kończą kolejne pełne studia dodatkowe z zarządzania, MBA i inne, ale Ci stanowią może na moje oko jakieś max. 5% w tych moich 20%. I tu zgoda, jeśli jest ktoś kto specjalizował się w dwóch kierunkach to jego korzyść i ma pełne prawo być na stanowisku kierowniczym, jeżeli jeszcze ma doświadczenie i wyniki w zarządzaniu. A sami wiemy, że jedynym życiowym doświadczeniem kierowników w LP to na ogół LP. Co do reszty (jakieś 15%) to są to zazwyczaj ludzie po kursach, studiach podyplomowych, szkoleniach czy innych słabej jakości kształceniach. Oraz im też na ogół brakuje innego życiowego doświadczenia i wyników poza LP, także patrz pierwsza linijka tego komentarza.

      Tak masz rację, program kształcenia nie jest może najlepszy, ale jest w mojej ocenie w miarę dobry do kształcenia leśniczych, czy podleśniczych, a nie ludzi na kierowniczych stanowiskach. Po co zmieniać ten program, jak można po prostu otworzyć firmę na innych specjalistów. Nie wiem czy wiesz, ale duża część informatyków w LP to także leśnicy:) I może to jest bardziej obrazujący przykład.

  3. masz rację, duża racji – z jednym ale. W obecnym systemie prawnym Nadleśnictwo, jak też każda inna jednostka LP nie działa dla zysku. Szereg działań lub zaniechań wymuszonych różnymi przepisami któe udało się przefrosowac ekologom sprawia że ma to się wszystko bilansować, a tu menager nic nie wskóra. Choć dobrze by było gdyby panowie na kierowniczych stanowiskach przygotowanie menagerskie by mieli ….

    1. Zgadzam się z Tobą, obecny system prawny nie ułatwia spraw. “Menadżerowie” z LP mają w pewnym stopniu związane ręce, ale trochę sami sobie je wiążą różnymi regulacjami, zarządzeniami itp. Dobrzy menadżerowie polepszyliby z pewnością atmosferę i motywację pracowników w tej firmie.

  4. Wszystko to brzmi mądrze, ale jakbym słuchała o zarządzaniu szpitalem, czy siecią sklepów. A LP to nie jest plantacja drzewna z zyskiem i kosztami. To przyroda, żywy organizm i coś niemierzalnego. Bo nie ubierze się w pieniądze kwestii natury.
    Jeśli by patrzeć na las, jak na pole uprawne, to ok, Twoj wpis ma rację. Przyda się menedżer niekoniecznie rolnik, itp., sa ryzyka, są plony, są zyski. Produktem są płody rolne.
    Ale PGL LP to nie jest tylko fabryka drewna. Nie mozna na lasy patrzec jak na prywatną firmę. Bo wtedy lepsze wyniki wg Twoich kryteriow bedzie mialo takie nadlesnictwo, które np. wprowadzi oplaty za korzystanie z lasu, zmaksymalizuje pozyskanie, natomiast nie będzie budować ścieżek, wiatek nad jeziorem czy prowadzić lekcji dla dzieci, bo to koszty, a brak ZYSKU.
    Trzeba się zastanowić jaki model LP chcemy mieć. Czy skandynawskie plantacje czy nastawione na ludzi i przyrodę przedsiębiorstwo państwowe.
    Nie mysl teraz, ze chcialabym, aby rzadzili nierozsadni ludzie wydajacy kase na glupoty.
    Mnie po prostu przeraża fakt, jak wieksze jest oderwanie od lasu na coraz wyższym szczeblu LP. Mam wrażenie że w dglp nie spostrzegliby się gdyby ich cichaczem podstawic do zarzadzania cmentarzami albo kolejami. Bo na górze juz zapomnieli, ze sa dodatkiem do lasu, a nie na odwrót

    1. Myślę, że Twoja retoryka jest bardzo zbliżona do retoryki Lasów Państwowych. Czyli trochę zasłanianie się naturą i przyrodą, i argumentowanie często błędnych decyzji pewną misją. Mamy tutaj do czynienia z leśnictwem misyjnym, kiedy często zwalnia się ludzi, bądź zatrudnia patrząc przez pryzmat misji całej organizacji i ich roli. Rodzi to jeden duży problem. Ciężko taką organizację rozliczyć. Pragnę tylko zauważyć, że zysk księgowy to jedno, a zysk ekonomiczny to zupełnie coś innego. Więc nie jest powiedziane nigdzie, że dobry menadżer musi wprowadzć opłaty za korzystanie z lasu, gdyż jest świadom, że koszty w przyszłości (np. odwracanie sie społeczeństwa od lasu) będą dużo wyższe niż opłaty z tytułu dostępu.
      Nasza dyskusja sprowadza sie prawdopodobnie do idei leśnictwa wielofukcyjnego. Według LP jest to jeden las zaspokajający najlepiej wszystkie funkcje, kiedy dla mnie na przykład dużo lepiej jest podzielić gospodarstwo leśne na wyspecjalizowane jednostki. Oczywiście, przy czym nie jest powiedziane, że las produkcyjny nie spełnia innych funkcji (gromadzenie CO2, mikroklimat, zbieranie grzybów itp.). Tylko wyspecjalizowane jednostki mają jasne cele, które mogą być mierzalne, a menadżerowie rozliczani. W sytuacji obecnej nie ma takich kryteriów, bo wszystko jest w jednym worze. I ostatnia rzecz, mając dobrych menadżerów, którzy generują zyski z produkcji surowca, mamy przede wszystkim pieniądze na inne rzeczy (inwestycje, wyłączanie lasów z produkcji, ścieżki edukacyjne). Cytując klasyka, pieniądze to nie wszystko, ale jednak bez pieniedzy to … nic:)

      1. W pewnym kraju na drugiej półkuli jest właśnie model o jakim piszesz. Czyli większość lasów to plantacje nastawione na zysk, zręby po kilkaset hektarow, odnowienie monokultura, itp. Za to pozostale naturalne lasy sa ultra chronione, rezerwaty, ale udostępnione dla ludzi, sa sciezki, przewodniki. Za cene kilku procent lasow “ekologicznych” maja pozostałe nastawione na zysk. Powiem Ci, ze mialam nieprzychylne wrażenie. Wolę mieć nasze lasy jak to nazywasz wielofunkcyjne, niz monolity, rzadek w rzadek do 40 r.z. a za to kilka pierwotnych laskow ze sciezkami do najgrubszych drzew. Możliwe, ze naciski finansowe drzewiarzy i pseudoekologiczne różnych aktywistow spowoduja, ze i u nas tak kiedys będzie. Będę musiała wybrać, czy chcę byc managerem plantacji desek, czy przyrodnikiem. Mnie się akurat to nie widzi.
        Nie przemawia też do mnie ten argument misyjnosci, a moze raczej ta lekko uszczypliwa nazwa. Ludzie mało wiedzą o lesie, leśnictwie. Jeśli LP zaniwchalyby edukacji, calej misji jak to nazywasz, z pewnością utracilibysmy jakis procent wiedzy w społeczeństwie, bo ta luke wypra krzykliwi aktywiści albo inni populisci. Moim zdaniem, firma panstwowa, obojetnie, czy to LP, czy inna, powinna niesc też takie niematerialne korzysci, co Ty nazywasz w skrocie misją.
        Podsumowujac, nie neguję w zupełności Twojego punktu widzenia, bo sprawne zarządzanie nam nie zaszkodzi, ale przesadą jest mowienie, ze taki manager, np, nadlesniczy, moglby nie mieć nawet wykształcenia lesnego. Wtedy już zupełnie oderwiemy sie od rzeczywistości. Tej leśnej, przyrodniczej. Może mam wąski punkt widzenia, ale nie mieści mi sie w glowie, ze taki np. generalny czy regionalny mogliby np. nie odrozniac szyszki sosny od swierka. Niby dla zarządzania instytucja nie ma to znaczenia, ale pewna przyzwoitosc…
        Choć sama pracuje w LP to wiele bym zmieniła (anonimowo można pomarzyć), ale akurat nie w tym kierunku jaki proponujesz.

  5. Ciekawy punk widzenia. I to właśnie mi się podoba, mamy różne punkty widzenia i możemy o czymś dyskutować. Tak samo jest z leśnictwem, przepiękna moim zdaniem jest różnorodność. Jedni lubią plantacje, inni lasy naturalne. Dlaczego nie pozostawiać im wyboru, gdzie chcą spędzać czas zawodowy, czy wolny. Nie wiem o jakim kraju piszesz, strzelę, że o Brazyli albo innym kraju tropikalnym. Uważam, że z drugiej strony chuchanie na lasy naturalne to lekka przesada. Myślę, że właśnie powinny służyć ludziom, w tym edukacji. Zamykanie ich na kłódkę niczemu nie służy. Innym problemem jest to, że mamy lasy państwowe, które tak jak piszesz narażone są na różne naciski. To do czego służą lasy powinno wychodzić od jego konsumetnów, a nie od jakiegoś dyrektora czy ministra, który myśli, że wie najlepiej czego chcą ludzie. Model o którym ja piszę powinien opierać się w dużej części na własności prywatnej, czyli każdy właściciel decyduje co chce robić w swoim lesie i jaką korzyść chce przynieść jego późniejszym użytkownikom. Odnośnie korzyści niematerialnych (nie misji, bo to trochę inna rzecz) to tak zgadzam się, postrzeganie firmy, czy to państwowej, czy prywatnej nie ogranicza się tylko do sprzedawanych produktów, lecz do wartości jakie niesie za sobą firma, z którą utożsamiają się użytkownicy.
    Wiem, że nie jest łatwe wyobrażenie sobie nadleśniczego, który nie potrafi rozpoznać gatunków ptaków, wszystkich drzew itp. Ja jednak potrafię to zrobić, gdyż dużo bardziej ceniłbym człowieka na tego typu stanowisku, który wie na czym stoi biznes. Żaden szef nie zna się na wszystkim, ale dobry szef, wie gdzie szukać informacji, komu delegować zadania i jak rozwiązywać problemy. Tak jak Ty, ja też pracowałem w LP i też anonimowo marzyłem o zmianach, o takich zmianach, po których będzie stawiało się na ludzi młodych zdolnych, gotowych do pracy i wyzwań. Ludzi, którzy będą tak jak my dyskutować o problemach firmy i starać się ją ulepszyć.

    Odnośnie drugiego komentarza, chodzi mi o to, że nasze leśnictwo opiera się w dużej mierze na dogmatach. To dlaczego sadzimy 10 tys sosny na hektar, dlaczego wiek rębności sosny jest w widłach 80-120 czy wiele innych to dogmaty. Nieprzebadane wymysły. Jedyną argumentacją jaką słyszałem to to, że sory, ale taki mamy klimat i że niby jesteśmy blisko natury.

  6. To, że wiek rębności sosny przyjmuje się w przedziale 80-120 to nie jest dogmat. Nikt tej wartości nie wymyślił sobie na spacerze po lesie a wynika ona z celów jakie są stawiane drzewostanom.
    A jeszcze odnośnie zarządzania to w wielu firmach (typowo komercyjnych) dobrzy menedżerowie nie mają wykształcenia strickte z zarządzania a często są ludźmi z branży którzy dokształcają się aby dobrze prowadzić zespół ludzi/firmę. Osobiście mam kontakt z branżą farmaceutyczną, motoryzacyjną, tam właśnie często tak jest i takie rozwiązanie najlepiej zdaje egzamin.

    1. Jeżeli to nie dogmat to chciałbym się dowiedzieć, jakie są te cele stawiane tym drzewostanom i jak te cele są mierzone? Moim zdaniem jest bardzo duża różnica między wiekiem 120 a 80. W tym zakresie istnieją różne cele, które zmieniają się dość drastycznie. Od pięknego surowca gotowego do sprzedaży, aż po wartościowe z biologicznego punktu widzenia siedliska dla owadów, ptaków itp. Zamiast może pisać o wiekach rębności 80-120, możnaby nazwać je po prostu “kiedyś trzeba ściąć, zanim się samo przewali” 🙂 Odnośnie celów i ich mierzalności, to jest to sprawa naprawdę ważna, która bezpośrednio ma związek z optymalizacją/maksymalizacją. Jeżeli nie wiemy co optymalizujemy, to znaczy, że niczego nie optymalizujemy.

      Odnośnie zarządzania, w wielu firmach komercyjnych (czytaj prywatnych) menadżerem może być kto chce. Tak się składa, że branża farmaceutyczna czy motoryzacyjna są prywatne. Myślę, że kiedyś może wykszatłcenie nie miało dużego znaczenia, liczyły się bardziej praktyczne zdolności i dobra intuicja (np. Henry Ford), jednakże w tych czasach znajomość produktu jest niewystarczająca. Trzeba znać sie na marketingu, sprzedaży, zarządzaniu zasobami ludzkimi, finansach i wielu innych. Leśnik się na tym nie zna, bo nie do tego był szkolony. Oczywiście jest parę przykładów świetnych menadżerów, prezesów firm bez wykształcenia z zarządzania (myślę, że na ich sukces nałożyły się dobry czas, miejsce i intuicja niż zdolności o których piszę). Jednak musimy pamiętać, że ich liczba jest względnia mała, w porównianiu do tych, którzy mają skończone studia z zarządzania. I ostatni punkt, mówimy o firmie publicznej, która ma służyć Polsce, tak? Dlatego ja nie chcę liczyć na łut szczęścia, że owy wybranek dyrektor może będzie strzałem w dziesiątkę. Ja chcę mieć człowieka na tym stanowisku, który się zna na rzeczy, ma doświadczenie i wyniki. Wtedy szanse na jego powodzenie w przyszłości są statystycznie większe. A obraz ostatnich 5 dyrektorów generalnych, których pamiętam, chyba mówi sam za siebie, dlaczego tak myślę.

  7. “W tym zakresie istnieją różne cele, które zmieniają się dość drastycznie. Od pięknego surowca gotowego do sprzedaży, aż po wartościowe z biologicznego punktu widzenia siedliska dla owadów, ptaków itp. ”
    Wg mnie właśnie o to chodzi, żeby te cele były różne bo wspomniana sosna może rosnąć w różnym drzewostanach które mają odmienne cele.
    Oczywiście zazwyczaj ten cel to wyciąć w momencie kiedy przyrost zaczyna spadać, a moment ten nie jest jednakowy w skali kraju.

    Trochę się dziwię, że dużą część tematów próbuje Pan zamknąć w sztywne wskaźniki…
    Owszem, dobrze/wygodnie jest mieć mierzalne parametry na podstawie których łatwo jest podejmować decyzje (w jakiejkolwiek temacie). Ale cała trudność (m.in. zarządzania) polega własnie na tym, że nie wszytko da się ubrać w parametry i wskaźniki. Potrzebne jest również doświadczenie intuicja i tzw. wiedza ekspercka…

    “Myślę, że kiedyś może wykształcenie nie miało dużego znaczenia,
    liczyły się bardziej praktyczne zdolności i dobra intuicja (np. Henry Ford), jednakże w tych czasach znajomość produktu jest niewystarczająca. Trzeba znać sie na marketingu, sprzedaży, zarządzaniu zasobami ludzkimi, finansach i wielu innych. Leśnik się na tym nie zna, bo nie do tego był szkolony.Oczywiście jest parę przykładów świetnych menadżerów, prezesów firm bez wykształcenia z zarządzania”

    Odnośnie tekstu powyżej, ja nie mówię o przeszłości tylko teraźniejszości i aktualnym rynku… Ponadto, osoby z prywatnych firm/korporacji (o których wspominałem) są z branży (czyli np. znają się na lekach) ale ponadto dokształcają się (dodatkowe studia czy szkolenia) z zakresu zarządzania ludźmi, projektami, marketingu itd. I sądzę, że takie rozwiązanie jest najlepsze. Dlatego też prosta zmiana np. nadleśniczych z leśników na typowych wykształconych menedżerów nie poprawi sytuacji. Kwestię dyrektorów generalnych nie ma co poruszać bo to są stanowiska czysto polityczne.

    1. Tak, myślę, że wskaźniki są potrzebne. Bo jak to powiedział R.S. Kaplan i D. P. Norton: “Czego nie można mierzyć, tym nie można zarządzać”. Bo jak inaczej coś zmierzyć niż wskaźnikami. Dlatego coś takiego jak Kluczowe Wskaźniki Efektywności (z ang. KPI) są potrzebne, gdyż dzięki nim można kompleksowo pomierzyć bieżącą działalność organizacji i jej wyników.

      Tak, doświadczenie i intuicja są ważne, ale tak jak już wspomniałem, też muszą na czymyś bazować. Nie można zdawać się tylko na intuicji menadżera. Co do szkolenia leśników, to proszę zajrzeć do mojego ostatniego postu zatytułowanego “Krótko o pewnym komentarzu”. Oczywiście kwestią dyskusyjną jest kto jest lepszym specjalistą, czy menadżer doszkolony na leśnika, czy leśnik na menadżera. Myślę, że obie opcje są możliwe, ale zależy to od sytuacji i konkretnego stanowiska.

Dodaj komentarz