Kąpiele leśne

Kąpiele leśne jako cząstkowy produkt turystyczny.

Kąpiele leśne jako cząstkowy produkt turystyczny. 

Forma leśnej terapii, nazwanej po szwedzku i polsku „leśną kąpielą” a po japońsku ”Shinrin-Yoku” stała się w Szwecji tak modna że słowo „kąpiel leśna”, po szwedzku „skogsbad” weszło do słownika języka szwedzkiego Akademii Szwedzkiej jako nowe słowo. Co roku kilka lub kilkanaście a czasem więcej słów, najczęściej przyswajanych z angielszczyzny lub języków imigranckich wzbogaca (lub nie) język szwedzki, wypychając z Akademii słowa staroświeckie (a przynajmniej uważane za takie.)

Popularność słowa jak i efektów pobytu w lesie doprowadziła w ostatnich latach do wypisywania przez szwedzkich lekarzy recept zalecających spacery leśne pacjentom będącym na granicy wyczerpania pracą czy tempem życia. 

Leśna kąpiel jest na Linnéuniversitet w Växjö (miasto w środkowo-południowej Szwecji) przedmiotem projektu naukowego prowadzonego przez Jenny Lovebo, naukowca biologa. 

Wcześniejsze studia na ten temat polegały przede wszystkim na wywiadach w których uczestnicy sami oceniali swoje samopoczucie po wizytach w lesie. 

Jenny bada również zdrowie fizyczne uczestników projektu, m.in. poprzez pobieranie prób krwi, ciśnienia, pulsu i innych badań. 

– Mam nadzieję na znalezienie biologicznych wyjaśnień dlaczego czujemy się dobrze po wizycie w lesie, mówi ona. 

Osoby „testujące” las zbierają się w lesie dwa razy w tygodniu, w ciągu miesiąca czasu i mogą wybierać formę pobytu, spacerować, leżeć, stać czy siedzieć pod warunkiem zupełnego odprężenia i przyzwolenia swoim zmysłom na coś w rodzaju Carpe diem, jak mówi Jenny. 

– Dotychczasowe badania i projekty wykazały pozytywny wpływ kąpieli leśnych na leczenie długotrwałego stresu czy symptomów wyczerpania.  Jeżeli ogólne zdrowie, nazwijmy je codzienne, może być lepsze po pobycie w lesie, to społeczeństwo wygra dużo, mówi ona. W Szwecji tracimy około 100 mld kr rocznie ze względu na koszty chorobowego w pracy i koszty dalszego leczenia. 

Ale badacze chcą pójść dalej i zbadać również jaki typ lasu nadaje się najlepiej do kąpieli leśnych. To przyciągnęło zainteresowanie Skogsstyrelsen (Państwowy Zarząd Lasów), oddział w Växjö jak i samego miasta Växjö, odpowiadającego za gospodarkę leśną tzw. lasów przymiejskich (närskogar). 

– Stawiamy pytania jak prowadzić gospodarkę leśną w lasach przymiejskich tak aby osiągnąć jak najlepsze efekty zdrowotne u ludzi, jak powinien taki las wyglądać, jakie środowisko leśne jest najbardziej przez nas ludzi, szukających w lesie zdrowia, pożądane, mówi Jenny Lovebo reporterce Skogsaktuellt, Elin Fries. 

Zarówno w Szwecji jak i w Polsce dr. Qing Li i jego Shinrin-Yoku jest dobrze znane. 

W kraju, jak czytam na sieci w opracowaniu naukowym pod tytułem „Leśny projekt turystyczny”Leczenie lasem” – analiza przypadku” autorstwa Artura Rutkiewicza i Moniki Agnieszki Hulewicz, z roku 2016, podobne badania o których pisze szwedzkie Skogsaktuellt były przeprowadzane już w roku 1991 przez Alicję Krzymowską-Kostrowicką. 

Badała ona oddziaływanie siedlisk borowych na zdrowie człowieka i brała pod uwagę takie czynniki jak: 

– Rozszerzające naczynia krwionośne

 – Uspokajające

 – Obniżające ciśnienie krwi

 – Przeciw astmatyczne

 – Przeciw gruźlicze

 – Przeciw bronchitowe

 – Odkażające

 – Wzmacniające odporność

 – Pobudzające czynności

 psychiczne

 – Pobudzające

 – Podwyższające ciśnienie krwi

 – Kurczenie się naczyń krwionośnych

Nie wiem w jakim stopniu książka napisana przez nią już w roku 1997 „Geoekologia turystyki i wypoczynku” może konkurować z „Shinrin-yoku. Sztuka i teoria kąpieli leśnych” autorstwa Qing Li i czy była zainspirowana przez japońską modę, ale jej badania jak i praca „Leśny projekt turystyczny „Leczenie lasem” – analiza przypadku” wskazują na szersze podejście do tematu niż badania Jeny Lovebo. 

W zasadzie czytając Artura Rutkiewicza i Monikę Agnieszkę Hulewicz zastanawiam się po co Jenny Lovebo przeprowadza swoje badania, skoro mogłaby skorzystać z polskich? 

Las typu bór świeży, widny, wysokopienny z luźnym podrostem, miejscami w biogrupach, z domieszką brzozy i świerka, opisywany jako Cząstkowy produkt turystyczny Lasoterapia Kopna Góra, pasuje jak ulał do lasów przymiejskich – närskogar w Växjö. 

Nawiasem mówiąc jaka piękna nazwa, prawda? Nikogo z jej twórców nie uderzyło komiczne zestawienie staropolszczyzny Kopna Góra z „cząstkowym produktem turystycznym”?

Kopna Góra na pewno jest w stanie przyciągnąć do siebie, choćby samą nazwą, ludzi chcących odpocząć i odprężyć się, ale ten „cząstkowy produkt turystyczny”?

Będący cząstką zintegrowanego leśnego produktu turystycznycznego  „Lasoterapia” w Puszczy Knyszynskiej (inne cząstki to Sokołda i Poczopek). 

Encyklopedia zarządzania uświadamia mnie jednak, żyjącego już długo poza Polską, że poza atomem i fizyką istnieje coś takiego jak produkt cząstkowy i jest to, cytuję : „Produkty cząstkowe są rodzajem wyników uzyskiwanych w ramach projektu, których syntezą są jego produkty końcowe.”

Powstaje więc automatycznie pytanie czym powinien być produkt końcowy oparty na cząstkowym produkcie Kopnej Góry, czyli czym powinien być „zintegrowany leśny produkt turystyczny”? 

Książka Qing Li pojawiła się na szwedzkim rynku wydawniczym w tym roku, podobnie jak w Polsce i stąd być może publikacja w Skogsaktuellt o badaniach Jenny Lovebo. 

Skogsaktuellt pisze o tym w zupełnie amatorskim stylu w porównaniu do pracy Artura Rutkiewicza i Moniki Agnieszki Hulewicz, 

Uderzył mnie jednak fakt iż te amatorskie, powiedzmy, badania Jenny Lovebo, rozpoczęte niedawno, owocują już współpracą z właścicielami lasów przymiejskich i co ważniejsze ze Skogsstyrelsen, szwedzkim leśnym urzędem państwowym. 

Artur Rutkiewicz i Monika Agnieszka Hulewicz podają przykłady Kopnej Góry, Sokołdy i Poczopka, wskazujące, już dwa lata temu, na docenienie wagi, tutaj znów ich zacytuję, „jednej ze służebnych roli Lasów Państwowych.”

Pozwalam sobie zacytować ostatnie słowa z podsumowania w ich pracy: 

„Produkt turystyczny „Leczenie lasem”, jako rodzaj, nie jest znany na polskim rynku jednak doświadczenia z wielu krajów, a także rosnące w Polsce zainteresowanie zdrowym stylem życia, wskazują na istnienie potencjalnego popytu w tym zakresie. 

Dlatego wskazane jest zainteresowanie taką ofertą organizacji turystycznych i innych pozarządowych stowarzyszeń czy fundacji oraz lokalnych Samorządów. 

W tym przypadku przedstawiony produkt będzie miał szansę na dalszy rozwój, jako składowa w innych złożonych produktach oferowanych regionalnie. Inicjatorem rozwoju ruchu na rzecz propagowania leczniczych walorów lasu powinny być Lasy Państwowe, nie tylko, jako zarządzający przeważającą powierzchnią polskich lasów, ale również, jako jedyna w kraju organizacja posiadająca wystarczające zdolności organizacyjne, z dobrze wykształconą kadrą oraz posiadająca moc sprawczą w tym zakresie. 

Koncepcja wspomagania medycyny klasycznej leczeniem lasem może być wykorzystana w sanatoriach posiadających odpowiednie warunki w otoczeniu ich funkcjonowania.

Doświadczenia przede wszystkim japońskie, wskazują, że niezbędne jest prowadzenie interdyscyplinarnych badań w zakresie leczniczych walorów lasu. Inicjatorem takich badań mogą być Lasy Państwowe wraz z wybraną Akademią Medyczną.”

Zgadzam się z tymi słowami, za wyjątkiem chwalby Lasów Państwowych, z której wynika jak zwykle że nic w polskich lasach państwowych, pod, w, i nad nimi, nie może dziać się bez współdziałania Lasów Państwowych oraz zgody urzędników tej organizacji. 

Jest to w zasadzie logiczne bo mamy tylko jedne Lasy Państwowe zarządzające polskimi lasami państwowymi, z bytem postawionym na fundamencie sejmowej ustawy o lasach z roku 1991 ale mnie zastanowiły słowa określające Lasy Państwowe jako „jedyną w kraju organizację posiadającą wystarczające zdolności organizacyjne, z dobrze wykształconą kadrą oraz posiadająca moc sprawczą w tym zakresie.”

Naprawdę? Jedyna? To do stworzenia ośrodka lub centrum terapii lasem na wzór japoński, o powierzchni przekraczającej 0,3 ha, wysokości lasu minimum 5 m i szerokości obiektu co najmniej 20 m, potrzebne jest 7,6 mln ha lasu i 26.000 urzędników leśnych? 

18% polskich lasów jest w rękach prywatnych, prawie 4% jest lasami publicznymi. W lasach tych nikt nie może zmusić ich właścicieli czy zarządców do wycinania starodrzewu jeżeli zachowanie starodrzewu odpowiada ekonomicznie ich właścicielom. Istnieją, nawet w Szwecji, metody cięć przerębowych, w Szwecji nawet coraz modniejsze, które pozwalają na zachowanie starodrzewiu i jego leczniczego efektu. 

W Szwecji tzw. närskogar czyli lasy przymiejskie, czasami nawet w rękach szwedzkich lasów państwowych Sveaskog, zachowują lasy z drzewami starymi, w których decydującą rolę odgrywa turystyka i rekreacja, a pewno niedługo ścieżki terapii leśnej z leśną kąpielą. 

Dla Sveaskog jest to po prostu taktyczne pociągnięcie, bo po co pokazywać mieszkańcom miast kilkadziesiąt ha zrębu zupełnego? 

O szwedzkich närskogar pisałem już kilkakrotnie, chcąc podsunąć pomysł np. Nadleśnictwu Gdańsk. Bez efektów, sądząc z protestów mieszkańców Trójmieścia. W tym przypadku cytowane słowa o „ jedynej w kraju organizacji…” brzmią jakby ironicznie. 

Jestem przekonany że do powstania polskiego „zintegrowanego leśnego produktu turystycznego” nie potrzeba pracy 26.000 ludzi a przede wszystkim licznej rzeszy decydentów rodem z regionalnych i warszawskich struktur organizacji Lasy Państwowe. 

Odpowiedników Kopnej Góry, Sokoldy i Poczopka nie brakuje w lasach prywatnych czy miejskich. A że Lasy Państwowe dalej, bo od czasów badań Pani Alicji Krzymowskiej- Kostrowickiej nie potrafią przejść od etapu badań do etapu działania, niezupełnie dobrze świadczy o wyjątkowości tej organizacji i wyjątkowości opisywanego przez nas niedawno polskiego modelu gospodarki leśnej. 

Ale dobrze wróży powodzeniu leśnym kąpielom poza lasami państwowymi. Pod jednym warunkiem – unikania w marketingu takich miłych określeń jak „cząstkowy produkt turystyczny”. 

Leśna kąpiel zupełnie wystarcza.  Albo Shinrin-yoku. 


Zdjęcie: sydved

Dodaj komentarz