Niewłaściwi eksperci…niewłaściwe wnioski – błędna retoryka w audycji Radia TOK FM

W ostatni czwartek nagrana była audycja w Radiu TOK FM (wyemitowana w sobotę). Prowadzącą była pani Ewa Podolska, która zaprosiła do studia dwóch gości: pana dr. hab. Michała Żmihorskiego – profesora w Instytucie Biologii Ssaków PAN Białowieża, oraz pana Radosława Ślusarczyka prezesa Stowarzyszenia Pracownia na rzecz Wszystkich Istot. Tematem audycji była zmiana definicji drewna energetycznego, którą podpisał niedawno Pan Prezydent (co raczej nie powinno nikogo dziwić). W audycji padło wiele nieprawdziwych, manipulacyjnych stwierdzeń, często nie na temat audyji, i w tym wpisie chciałbym się do nich odnieść. Zapraszam! 


Niewłaściwi eksperci…niewłaściwe wnioski

Błędna retoryka Pana Radosława Ślusarczyka

Pan Ślusarczyk powiedział tak:

„[…] czyli tak naprawdę taka mała zmiana, teoretycznie mała zmiana mówiąca o tym, że wprowadzamy w systemie prawnym definicję drewna energetycznego tak naprawdę jest ogromnym zagrożeniem dla bioróżnorodności polskich lasów, jest ogromnym zagrożeniem dla klimatu i jest również zagrożeniem dla przemysłu drzewnego jak również pozwala tak naprawdę Lasom Państwowym zdobyć nowy rynek zbytu, czyli z polskich lasów zostaną zasilane polskie elektrownie, które produkują ciepło czy prąd. I ta ustawa, która przeszła i Pan Prezydent ją podpisał  jest naprawdę fatalna z bardzo wielu powodów. A tak naprawdę, gdybyśmy wczytali się w uzasadnienie tej ustawy to jedynym sensownym uzasadnieniem jest to, że z uwagi na pandemię koronawirusa Lasy Państwowe odnotowały straty i posiadają wycięte drzewa, które są na składnicach, które nie zostały sprzedane, więc skoro nie zostały sprzedane to należy je teraz spalić w elektrowniach i patrząc na definicję tego drewna energetycznego jak tłumaczą Lasy Państwowe chociażby na swoich stronach jest to drewno pochodzące z polskich lasów najgorszej jakości, czyli takie, które jest chore, które jest obumierające, które jest drzewem martwym lub pochodzące z kataklizmów takich jak wichury i to jest różnica między ochroną bioróżnorodności to co Lasy Państwowe nazywają drewnem najgorszej jakości dla nas przyrodników jest to największa wartość polskich lasów i myślę, że dzisiaj powinniśmy rozmawiać o zagrożeniach tej ustawy o tej ogromnej wartości polskich lasów związanymi z w tym drewnem energetycznym, czyli tzw. drewnem biocenotycznym, które jest bardzo istotne oraz o ochronie klimatu, jak i o realnym dobrym zarządzaniem zasobami, bo na to zarządzanie zasobami i wykorzystywaniem surowca zwraca chociażby uwagę przemysł drzewny.”

Nie lubię się powtarzać, ale mamy tutaj widoczne przekłamanie. Pan Ślusarczyk stara się nawiązać zmianę definicji drewna energetycznego do zagrożenia bioróżnorodności, klimatu i przemysłu drzewnego, w sytuacji kiedy mówimy już o pozyskanym drewnie leżącym na składnicach. To, że drewno martwe, obumierające, czy najgorszej jakości będzie zakwalifikowane jako drewno energetyczne, to nie nowość, bo wcześniej na skutek zabiegów hodowlanych (czyszczenia i trzebieże) taki surowiec był już pozyskiwany, i najczęściej był też palony przez miejscową ludność jako opał (sortyment S4). Ustawa tutaj nic w tej kwestii nie zmienia!!! Skoro nic nie zmienia, to dlaczego Pan Ślusarczyk mówi nam, że nowa definicja drewna energetycznego jest „ogromnym zagrożeniem dla bioróżnorodności polskich lasów, jest ogromnym zagrożeniem dla klimatu i jest również zagrożeniem dla przemysłu drzewnego„. Uważam, że jest to błędna retoryka, przekłamanie stanu faktycznego. Oraz pozorna ochrona drewna biocenotycznego, martwego, które w sytuacjach bez zabiegów hodowlanych i tak jest pozostawiane w lesie, co leśnicy czynią obecnie (zobaczcie film na końcu tego wpisu).

Odnośnie klimatu, to już wiele razy było wspomniane na naszym blogu jak wygląda sytuacja, i również tutaj pan Ślusarczyk przesadnie generalizuje. Wystarczy sobie odpowiedzieć na pytanie czy spalanie odnawialnego drewna energetycznego z polskich gospodarczych drzewostanów może być dużo bardziej przyjazne klimatycznie/środowiskowo niż spalanie nieodnawialnego węgla? Pisaliśmy już na tym na naszym blogu, jak i była ta kwestia poruszana na łamach Kultury Liberalnej.

>>KOMENTARZ EKSPERCKI: Odnośnie felietonu Pana Łukasza Dąbrowieckigo i jego artykułu „Elektryczne auta napędzane spalonym lasem [część pierwsza]” – KULTURA LIBERALNA

>> To nie zmiany klimatyczne nas zabiją, lecz nasza własna ignorancja…

>> Katastroficzne wizje nie pomogą lasom [Polemika z tekstem Łukasza Dąbrowieckiego]

Czy definicja drewna energetycznego jest zagrożeniem dla przemysłu? Prawdopodobnie jest (ale nie mamy na ten temat żadnych danych jak na razie). A jeżeli już jest, to myślę, że jest mniejszym zagrożeniem niż koronawirus i zamrożenie gospodarki, sektora budowlanego itd. Pożyjemy, zobaczymy. Myślę, że pan Radosław stara się tutaj znaleźć grupę wsparcia swoich błędnych postulatów.

Dalej pani redaktor Ewa Podolska umiejętnie zapytała pana Radosława ze Stowarzyszenia Pracownia na rzecz Wszystkich Istot:

„Czy do tej pory definicja drewna energetycznego była taka, że nie można było spalać drzew obumarłych, obumierających i drzew zwalonych przez wiatr? To co spalano do tej pory?”

Odpowiedź:

„[…] tak naprawdę biomasa jest i była sprowadzana do Polski […]”,

Pytanie Pani Ewy:

„skąd?”

Odpowiedź eksperta:

„z bardzo wielu krajów…”

Piękna odpowiedź 🙂 Doprawdy…

Ale dalej. Pani Ewa pyta:

„Dlaczego w ogóle pali się tzw. biomasę w elektrowniach? Czy po to, żeby wypełnić wymóg, że jakiś procent energii pochodzi ze źródeł odnawialnych?”

Odpowiedź: pana Radosława:

„Tak to jest bardzo duża dyskusja, która rozgorzała w Unii Europejskiej, bo dawno, jakiś czas, było takie myślenie, że biomasa będzie czymś dobrym.  Ale okazało się, że ta biomasa pochodząca z lasów jest ogromnym zagrożeniem i teraz, chociażby nowa strategia różnorodności Unii Europejskiej, czy nowy zielony ład już wprost definiuje to, że biomasa, której pochodząca z ekosystemów leśnych jest zagrożeniem dla ekosystemów leśnych […]

Myślę, że ten cytat mocno wprowadza słuchaczy tylko w błąd. Co oznacza „biomasa pochodząca z ekosystemów leśnych”? Każde część roślinna z ekosystemów leśnych to biomasa, czy to wielko-, małowymiarowe drewno czy odpady pozrębowe. Pozyskana papierówka i paletówka (S2a, S2b odpowiednio) to również „biomasa pochodząca z ekosystemów leśnych” i myślę, że „ekosysemom leśnym” będzie wszystko jedno na co to drewno zostanie przeznaczone, czyż nie?

Dalej pan Ślusarczyk mówi o przykładzie Słowacji, że udało się ostatecznie naszym południowym sąsiadom zmienić definicję drewna energetycznego i drewnem energetycznym są tylko drzewne odpady przemysłowe i drewno z plantacji. W warunkach polskich ten przykład jest kompletnie chybiony, bo prawda jest taka, że odbiorca drewna w Polsce (czy to z definicją drewna energetycznego czy nie) może sobie zrobić ze swoim drewnem to co mu się tylko podoba. Kropka. Problemem są zielone certyfikaty i dopłaty z nimi związane. Ile razy w audycji padły słowa zielone certyfikaty, aby wyjaśnić sens zmiany drewna energetycznego? Powiem Wam. Zero.

Pan Ślusarczyk mówi dalej, że „my uważamy, że spalanie biomasy jest złe”. Nie rozumiem na podstawie czego Pan Ślusarczyk wyciąga tak pochopne wnioski i tak ogólne. Każdej biomasy? Nawet tej która zastępuje węgiel? Nawet tej pochodzącej z drewna, które i tak byłoby pozyskane z lasu? Czy przeprowadził pan Ślusarczyk jakieś badania na ten temat? Czy opiera się pan prezes w ogóle na jakiś badaniach? Myślę, że pan Ślusarczyk tylko „uważa” i to uważanie oparte jest na niewłaściwych przesłankach i niewłaściwych źródłach naukowych.

Następnie pada zdanie z ust pana Ślusarczyka:

” […] Polska nie patrząc na problemy Słowacji, poszła taką drogą chyba najgorszą, czyli taką, że pozwala spalać polskie lasy w elektrowni i tak jak powiedziałem na wstępie jeszcze to próbuje mówić o tym, że Lasy Państwowe poniosły straty więc teraz te straty należy sobie zrekompensować”

Po pierwsze Polska to nie Słowacja, nie ta struktura własności (dla przypomnienia 40% lasów na Słowacji jest w rękach państwa, 44.8% należy do podmiotów niepaństwowych, a 15.2% nie wiadomo do kogo należy – dokładnie tak. Tutaj link do źródła), nie ta struktura gatunkowa, nie ta sama historia leśnictwa itd. Brzmi to tak samo jak porównywanie Polski do Finlandii (do tego jeszcze nawiążę w przyszłości).

Po drugie, „polskie lasy” są obecnie spalane nie w elektrowniach a w domowych piecach. To źle? Drewna opałowego było pozyskane w 2018 roku ponad 5 milionów metrów sześciennych (źródło: GUS 2019), czyli blisko 11% rocznego pozyskania w Polsce.

Po trzecie, myślę, że jest za wcześnie mówić o rekompensacie Lasów Państwowych. Chyba, że autor słów ma dokładne dane na ten temat. Przypuszczenia? Insynuacje?

Absurd goni absurd w wypowiedzi pana Radosława Ślusarczyka

Widzę, że jak już brakuje argumentów, to nagle wielu osobom pojawia się w głowach Puszcza Białowieska i tak też było tym razem. Kompletne niezrozumienie materii.

„LP zapewniają wszystkich Polaków, że nie wzrośnie pozysk z lasów. Bo mają te LP dokument jak Plan Urządzenia Lasu. Dokładnie tak samo mówiono na Słowacji (chyba w tych 15.2% lasów bez określonego właściciela albo 44.8% lasów niepaństwowych- moja uwaga RC). 

PUL i tutaj przekonaliśmy się na przykładzie Puszczy Białowieskiej, można aneksować w każdej chwili, czyli można tak naprawdę zwiększyć ten pozysk. A państwo polskie nie ma żadnej kontroli nad tym, bo to zależy od decyzji ministra środowiska”

Aneks dotyczył tylko kilku nadleśnictw (z tego co pamiętam), a tutaj mówimy o definicji drewna energetycznego, która obejmuje całą Polsce. Czy według pana Ślusarczyka, minister środowiska będzie aneksował wszystkie PUL w całej Polsce? Z tej wypowiedzi wynika, że tak, bo „państwo polskie nie ma żadnej kontroli”.

Jedyne z czym się zgadzam z Panem Ślusarczykiem to zwrócenie uwagi na nieodpowiednie zarządzanie oraz na wysokie koszty administracyjne w LP (przypomnę >40% to koszty administracyjne). A także zgadzam się, że LP powinny lepiej dopasować swoją politykę sprzedażową drewna do obecnych klientów, a nie poszukiwać nowych, kosztem tych obecnych. Nie mniej jednak, pozostała retoryka pana Radosława Ślusarczyka jest oparta na niewłaściwych danych, przesłankach i swoich opiniach, nie potwierdzonych faktami.

Dr. hab. Michał Żmihorski

Pan doktor powiedział tak:

„[…] chciałbym państwu tutaj przeczytać krótki cytat, oddając głos po prostu Lasom Państwowym, które dosyć precyzyjnie definiowały na swojej stronie internetowej, jakie konkretnie drewno ma trafić do spalenia i leśnicy piszą tak „przede wszystkim będzie to drewno pochodzące z cięć sanitarnych, czyli usuwania drzew zawierających lub zamarłych, a często też drzew powalonych lub połamanych przez wichury. I to jest właśnie w sumie najlepsze uzasadnienie naszych obaw, naszych mówię o biologach zajmujących się ochroną przyrody w lasach, bo właśnie tak zdefiniowane drzewa, czyli martwe, zamierającej i drzewa, które będą wycinane w ramach cięć sanitarnych i można powiedzieć, że na zdecydowanej większości terenów leśnych w Polsce właśnie te drzewa utrzymują największym stopniu bioróżnorodność i właśnie w oparciu także o te drzew rozwijają się populacji licznych i roślin grzybów zwierząt. One są kluczowe dla zachowania bioróżnorodności w lasach dłuższej perspektywie czasowej […]”

Przypomnę, że to jest audycja poświęcona zmianie definicji drewna energetycznego. Drzewa pozyskane w wyniku cięć sanitarnych, zamarłe, zamierające i tak już trafiają na opał. Nie są spalane w elektrowniach, ale w domowych piecach, najczęściej w okresie zimowym. Te, które są lepszej jakości i trafiają do przerobu przemysłowego. Uważam, że te argumenty pana doktora Michała Żmihorskiego są tutaj użyte niewłaściwie, poza kontekstem całej audycji. Odnoszą się one do dyskusji wpływu gospodarki leśnej na bioróżnorodność, a nie definicji drewna energetycznego na bioróżnorodność.

Myślę, że Pani redaktor tutaj dobrze zapuentowała:

„Ja mam wrażenie, że ta dyskusja, i te argumenty jest przerabiany od kilku lat, kwestia kornika Puszczy Białowieskiej. Drzewo ma zostać czy ma być wycięte.”

Temat jak najbardziej bez związku ze sprawą zmiany definicji drewna energetycznego. Pani redaktor zauważyła, że zostawmy Puszczę na boku, a sprawa dotyczy lasów gospodarczych i zrobiła to słusznie, moim zdaniem. Powiedziała „[…] Jest różnica między owymi lasami plantacjami, a lasami takim jak Puszcza Białowieska”

Dalej pan doktor Żmihorski chciałby, aby mapować regiony w których drewno będzie przeznaczone do spalenia

„[…] te pomysły nie byłyby takie złe, gdyby w jasny sposób zdefiniować z jakich rejonów będzie pozyskiwane drzewo do spalenia, jakie konkretnie będą to drzewa, a ponieważ tutaj diabeł tkwi szczegółach my bardzo obawiamy się właśnie tego, że będzie można wycinać te drzewa wszędzie również na terenach mniej lub bardziej chronionych […]”

Kolejny nietrafny argument w kwestii drewna energetycznego (jeżeli o tym jeszcze rozmawiamy). Jeszcze raz powtórzę to drewno i tak jest pozyskane lub będzie pozyskiwane z tych terenów, i czy trafi do elektrowni czy do przemysłu, nie zmienia tutaj nic w tej sprawie. Przypomnę tylko, że w polskich parkach narodowych pozyskuje się obecnie więcej drewna niż w lasach prywatnych. I wierzcie mi lub nie, nowa definicja drewna energetycznego NIC TUTAJ NIE ZMIENII!!! 

W dalszej części audycji prelegenci już się tylko powtarzali, dyskusja kompletnie odbiegła od definicji drewna energetycznego, więc pozwolę sobie zakończyć mój komentarz tutaj.

Podsumowując

Nie ma nic bardziej nudnego niż dyskusja dwóch osób mających to samo zdanie. Nie ma nic bardziej irytującego, niż dyskusja dwóch osób, które moim zdaniem albo nie do końca rozumieją temat, albo na siłę starają się umotywować swoje lub swoich organizacji przedwcześnie postawione tezy. To popieranie swoich wcześniej postawionych tez objawiło się w audycji poprzez podawanie niewłaściwych przykładów (bioróżnorodność, Słowacja, Puszcza Białowieska). W tej audycji zabrakło mi głosu osoby, która miałaby inne zdanie na temat drewna energetycznego w Polsce, osoby, która swoimi argumentami kwestionowałaby tezy zaproszonych gości. Pani moderator dyskusji starała się to czynić, jednakże w sposób niewyraźny, moim skromnym zdaniem.

Niewłaściwi ludzie = niewłaściwe wnioski

Teraz ja się odniosę do Puszczy Białowieskiej, gdyż jest jedna rzecz, która moim zdaniem łączy Puszczę Białowieską ze zmianą definicji drewna energetycznego. W obu kwestiach wypowiadają się niewłaściwi ludzie i wysnuwają, na podstawie swojego zawężonego tematycznie doświadczenia i wykształcenia, ogólne wnioski. W obydwu przypadkach, problem nie jest problemem ekologicznym, jest to problem ekonomiczny. I aby dojść do właściwych wniosków, potrzebni są ekonomiści, którzy podejdą do tematu ponaddyscyplinarnie, zrobią odpowiednią analizę kosztów i strat i na jej podstawie wyciągną wnioski. Obaj panowie w audycji skupili się tylko na jednym aspekcie problemu i wiele stwierdzeń, które padło z ich ust nie ma niestety pokrycia w rzeczywistości. Ale chwila…, czy przypadkiem pracownicy Instytutu Badawczego Leśnictwa też nie mijali się z prawdą? Czy też nie wyciągali pochopnych wniosków, opartych na złych przesłankach?

Błędne przesłanki w artykule dr. inż. Jana Łukaszewicza oraz dr. inż. Tadeusz Zachary (obaj Instytut Badawczy Leśnictwa) prowadzące do niewłaściwych konkluzji

Także mamy sytuację, że z jednej strony nas straszą, że będzie masowa gradacja jak nie zmienimy definicji drewna energetyczneg. Z drugiej, że jak zmienimy to będzie to zagrożenie dla ekosystemów leśnych. Jak dla mnie to mamy wynik 1:1, albo 0:0 w argumentach, bo niestety, ale obie strony nieuczciwie podchodzą do tematu drewna energetycznego w Polsce. 

Na przyszłość polecam obejrzeć mój odcinek na YT, gdzie dokładnie analizuję problem związany z definicją drewna energetycznego. Może wtedy wielu uniknie rażących błędów i pochopnych wniosków…

Zdjęcie tytułowe: Printscreen ze strony Radia TOK FM. Jak widać teza postawiona w tytule. Czy faktycznie będą palić? Czy elektrownie będą zainteresowane? Mamy taką pewność? Czy Lasy Państwowe zarobią? A może stracą? A może wyjdą na zero? Co się stało z tym dziennikarstwem w tych czasach?

Jedna myśl na temat “Niewłaściwi eksperci…niewłaściwe wnioski – błędna retoryka w audycji Radia TOK FM

  1. Już sama dyskusja na ten temat wskazuje, że podobnie jak z węglem (kiedy z ropą, kiedy z gazem) mamy do czynienia z ideologią.
    Co przeszkadza nabywcy podjąć decyzję o spaleniu zakupionego drewna. Czy nie zbliżamy się do momentu, że to nie nabywca będzie decydował?
    Kiedyś dyskutowałem na ten temat z jednym z naczelników DGLP. I proszę sobie wyobrazić, iż podobnie jak ludzie uprawiający ideologię ekologistyczną (w tym przypadku R.Ślusarczyk i M.Żmihorski) nie traktował drewna i surowca jako towaru. W związku z tym i las przestał być traktowany jako biologiczna fabryka, i można mu wyszukiwać i przypisywać tysiące różnych funkcji. Jakby one wcześniej nie istniały i się nie wypełniały. Ograniczoność ludzka jest potężna, a zachłystywanie się tym, co istnieje od zarania to swoista egzaltacja.
    Dla mnie od lat jest jasnym, że ideologia, która rozsiadła się w DGLP pod zarządem Ministerstwa Środowiska, tak naprawdę niewiele się różni od tej z Dzikiego Życia. Markowanie walki, którą obserwujemy w mediach (które od dawna nie zajmują się dziennikarstwem) służy powolnym zmianom w kierunku ekologizacji państwa – nie tylko LP. Nie odbywa się to w celu ochrony przyrody i dbałości natury, lecz w celu niszczenia kraju i polskiego państwa, zawłaszczenia władzy. Żaden bowiem kraj nie skazuje na zagładę kolejnych dziedzin swoich gospodarek.
    Jak wskazuje specjalista od dywersji (https://www.cyberdefence24.pl/polska-jest-bezbronna-wobec-nowoczesnej-dywersji-wywiad), walka w kierunku osłabienia kraju zaczyna się już w szkołach mierną edukacją, trwa przez negatywny dobór ludzi władzy, nie realizujących celów wzrostu.
    Czymże jest tytuł naukowy M.Żmihorskiego (który nie tak dawno wskazywał jeszcze, że armagedon w Borach Tucholskich to wynik tego, że rośnie tam sosna, i w dodatku w rządkach – sic!) jak nie jaskrawym przykładem upadającej edukacji. Czymże innym jest działalność R. Ślusarczyka jak nie działalnością w imie interesu Fundacji Batorego, która dobiera ludzi i organizacje dla własnych korzyści. Czymże w końcu jest medium, które organizuje taki event.
    Drewno jest towarem i należy w pełni nabywcy – nie od producenta. To, że towarom przypisuje się inne cechy, manipuluje podatkami, to działalność ideologiczna państwa. W takim państwie możliwe jest wszystko: także tego rodzaju wywiady.
    http://www.polskawlesie.pl

Dodaj komentarz