Błędne przesłanki w artykule dr. inż. Jana Łukaszewicza oraz dr. inż. Tadeusz Zachary (obaj Instytut Badawczy Leśnictwa) prowadzące do niewłaściwych konkluzji

Myślę, że artykuł pt. „Wytwarzanie energii z biomasy leśnej – dobrym rozwiązaniem w dobie kryzysu klimatycznego i ekologicznego” autorstwa pana dr inż. Jana Łukaszewicza oraz dr inż. Tadeusza Zachary zasługuje na oddzielną merytoryczną krytykę oraz weryfikację tez i stwierdzeń stawianych przez obu autorów. Na co dzień obaj panowie pracują w Zakładzie Hodowli Lasu i Genetyki Drzew Leśnych w Instytucie Badawczym Leśnictwa (IBL). W tym wpisie, omawiam błędne przesłanki, które doprowadzają autorów do niewłaściwych konkluzji. Zapraszam! 


Merytoryczna krytyka artykułu autorstwa pracowników IBL

Ten wpis jest rozszerzonym komentarzem do odcinka „Drewno energetyczne – fakty i mity”, który ukazał się niedawno na naszym kanale na YouTube (link poniżej):

Drewno energetyczne – fakty i mity

Wstęp

Panowie z Zakładu Hodowli Lasu i Genetyki Drzew Leśnych w Instytucie Badawczym Leśnictwa podjęli się polemiki ze stanowiskiem Greenpeace Polska pt. „Czy spalanie polskich lasów to recepta na kryzys wywołany pandemią czy próba zwiększenia zysków koncernu Lasy Państwowe?” (2 lipca 2020 r.) i z komentarzem pt. „Walka o martwe drewno i polskie lasy”, do projektu zmiany ustawy o OZE, autorstwa Marty Grundland, koordynatorki kampanii przyrodniczej w Greenpeace Polska.

Przesłanka I: „Pozostawienie przez dłuższy czas pozyskanego drewna w lesie na stosach grozi niekontrolowanym rozrodem szkodliwych owadów, gradacjami, zamieraniem drzewostanów i znacznie zwiększa zagrożenie pożarowe.”

Autorzy napisali dalej:

„Kumulacja wszystkich tych czynników zagraża bezpieczeństwu ekologicznemu Państwa i wymaga aktywnego działania. Projekt nowelizacji ustawy o odnawialnych źródłach energii (OZE), który takie pozyskane, deprecjonujące się, długo przelegujące w lesie drewno pozwala traktować jako biomasę do wytwarzania energii, istotnie takie zagrożenie zmniejsza.”

Rozród szkodliwych owadów + zamieranie drzewostanów

Zacznijmy od szkodliwych owadów, gradacji i zamierania drzewostanów. Autorzy nie precyzują o jakie szkodliwe gatunki owadów dokładnie chodzi. Ponieważ nie jestem ekspertem od entomologii postanowiłem zasięgnąć opinii dwóch niezależnych (od Lasów Państwowych) naukowców, którzy specjalizują się w tej dziedzinie. Nie chcę wyprzedzać tutaj zakończenia, ale zaznaczę, że Pan doktor Zachara i Łukaszewicz specjalizują się w hodowli lasu a nie entomologii czy ochronie lasu, a to duża różnica.

Przy okazji uzasadnienia nowelizacji ustawy o drewnie energetycznym, otrzymałem najpierw od pana Adama Bohdana (Fundacja „Dzika Polska”) komentarze pana dr. inż. Lecha Buchholza w przedmiotowej sprawie. Pan doktor Buchholz jest członkiem Polskiego Towarzystwa Entomologicznego i Śląskiego Towarzystwa Entomologicznego. Prowadzi i koordynuje badania dotyczące chrząszczy występujących w Polsce. Według Pana doktora Buchholza wszystko zależy jak długo drewno na składnicach zalega. Jeśli jest to okres dłuższy niż 2-3 miesiące, to już nie stanowi ono środowiska możliwego do wzmożonego zasiedlania przez kambiofagi, więc de facto nie zwiększa zagrożenia.

>> CZYTAJCIE RÓWNIEŻ: Ile Lasy Państwowe tracą na ochronie przyrody? 

Takie zdanie podziela pan dr hab. Tomasz Mokrzycki (Wydział Leśny SGGW), który zaznacza, że drewno na składnicy, aby było atrakcyjne dla kambiofagów musi spełnić jeden warunek: kambium i miazga muszą być jeszcze żywe, albo obumierające. Martwe tkanki nie przyciągają kambiofagów, a kambium na składnicy jest w stanie przeżyć niedługo. Także, takie drewno może stanowić zagrożenie przez kilka tygodni (w tym czasie mogą zasiedlić go kambiofagi i zakończyć rozwój). Pan doktor dodaje, że jeżeli na składnicy znajduje się już posusz, to nie ma o czym w ogóle mówić. Pewne zagrożenie mogą natomiast stanowić ksylofagi i chrząszcze ambrozyjne. Zadałem następujące pytanie:

Czy są takie ksylofagi i chrząszcze ambrozyjne w Polsce które mogą powodować gradacje? Chodzi mi o to czy w literaturze były takie przypadki, że z przelegujacego drewna rozwinęła się znacząca gradacja która wywołała dalsze zamieranie żywych drzewostanów?

„Nie. Nie znam takiej sytuacji. Mogą uszkadzać drewno, ale trudno w tym przypadku mówić o gradacji.”

– Dr hab. Tomasz Mokrzycki (WL SGGW) –

Myślę, że odpowiedź jest bardzo jasna i dokładna. Zagrożenie mogą powodować kambiofagi, ale jest to zagrożenie występujące kilka tygodni (max. 2 miesiące), w ciagu których kambium szybko obumiera. Innymi słowy, nie jest to sytuacja nadzwyczajna w Lasach Państwowych, gdyż drewno najczęściej przeleguje kilka tygodni zanim zostanie wywiezione ostatecznie z lasu. Na podstawie zdania dwóch ekspertów od entomologii leśnej, myślę, że nie powinniśmy ulegać czarnej wizji jaką prezentują panowie doktrorzy z IBL, zwłaszcza w kontekście „bezpieczeństwa ekologicznego Państwa”.

Zagrożenie pożarowe?

Autorzy napisali w następujący sposób:

„Znaczne nagromadzenie takiego drewna będzie skutkować zwiększeniem zagrożenia pożarowego w lasach, zwłaszcza wzdłuż szlaków komunikacyjnych, czy linii oddziałowych, przy których to drewno jest gromadzone. Przeczy to podstawowym zasadom BHP, uniemożliwia przejazd jednostek gaśniczych straży pożarnej i ewakuację turystów.”

Odnośnie zagrożenia pożarowego odniosłem się w odcinku na YT, ale chętnie powtórzę i dodam zdjęcie poglądowe. Jeżeli samochody wysokotonażowe mogą wjechać, aby odebrać pozyskane i zerwane do drogi drewno, to straż pożarna również nie powinna mieć większych problemów, zwłaszcza w sytuacji, w której Lasy Państwowe dbają o drogi pożarowe a także dalej rozwijają ich sieć. Dla przykładu poniżej prezentuję zdjęcie z ilością miejsca jaką potrzebuje samochód wywożący drewno.

Jeżeli taki samochód wjedzie, to straż pożarna tym bardziej. Zdjęcie: Rafał Chudy

Przesłanka II: „Szybki, natychmiastowy odbiór pozyskanego drewna w lesie przekłada się również na jakość surowca drzewnego pozyskanego w przyszłości.”

Nie za bardzo rozumiem ten argument i prosiłbym autorów o szersze wyjaśnienie. W jaki sposób szybkość wywozu drewna na powyższym zdjęciu wpływa na „jakość surowca drzewnego pozyskanego w przyszłości”?

W dalszej części tekstu autorzy wyjaśniają, że:

„Cięcia pielęgnacyjne i sanitarne (chirurgiczne) decydują o kondycji ekosystemów leśnych w kolejnych dziesięcioleciach i powinny być traktowane priorytetowo w Lasach Państwowych.”

Jest to oczywiście prawdą, jednakże opóźnienie tych prac o rok, dwa czy trzy, nie powinno mieć znaczącej roli dla jakości surowca drzewnego pozyskanego w przyszłości. Jeżeli naukowcy mają badania na ten temat to chętnie się z nimi zapoznam. Nie jest tajemnicą, że w krajach, w których dominuje własność prywatna lasów oraz względnie wyższa w porównaniu z Polską elastyczność cenowa podaży, właściciele lasów w sytuacji dekoniunktury na rynku drzewnym wstrzymują swoje zabiegi hodowlane oraz prace pozyskaniowe, czekając przy tym na wyższe ceny surowca drzewnego w nadchodzących latach. I tu przychodzi piękno inwestycji w las, że jest to inwestycja, która jest bardzo elastyczna. Jako ekonomista mogę powiedzieć, że nawet poświęcenie tych kilku lat na przeczekanie dekoniunktury: a) nie obniży tak znacznie jakości surowca drzewnego ani kondycji ekosystemu jak insynuują panowie z IBL, b) i tak w najgorszym razie zostanie zrekompensowane właścicielowi, który spienięży swoją inwestycję w czasie nadchodzącej hossy niż w przypadku kiedy miałbu wykonać zabiegi w czasie bessy. Jeśli chodzi o trzebież to Pan Tadeusz Ciura przytoczył wiele badań na ten temat ze Szwecji i z tych wpisów na naszym blogu możemy się dowiedzieć, że temat jest dyskusyjny i nie taki oczywisty jak mogłoby się nam wszystkim wydawać:

Przesłanka III: Psycholodzy i specjaliści od sociotechnik?

Panowie napisali tak:

Bulwersujący jest również tytuł oficjalnego stanowiska Greenpeace Polska pt. „Czy spalanie polskich lasów to recepta na kryzys wywołany pandemią czy próba zwiększenia zysków koncernu Lasy Państwowe?” z dnia 2 lipca 2020 r. Co to znaczy spalanie polskich lasów? Czy chodzi o podpalanie, pożary leśne? Czy tak trudno było napisać o spalaniu drewna z polskich lasów? Z punktu widzenia psychologii i socjologii, wygląda to niestety na prosty chwyt populistyczny.

Ogólnie tutaj się zgadzam, że termin „spalanie polskich lasów” jest mylący. Ale czy jest to ich zadaniem, aby wcielać się w psychologów i socjologów? Nie wydaje mi się, że taka ocena należy do kompetencji pracowników Zakładu Hodowli Lasu i Genetyki Drzew Leśnych IBL. 

I dalej:

„Kolejnym poważnym lapsusem językowym jest używanie słów nieadekwatnych do ich znaczeń. Słowo „wycinka” jest słowem kluczem z ochotą i radością używanym we wszelkich stanowiskach Greenpeace Polska, dotyczących Lasów Państwowych. Słowo to, od lat, tak często jest używane przez działaczy tej Organizacji, że można odnieść wrażenie, że Lasy Państwowe wycięły już wszystkie drzewostany na terytorium Polski i zaczęły praktykować nielegalnie wycinkę w krajach ościennych.

Ten fragment przypomina mi lekcje języka polskiego ze szkoły średniej. Co autorzy mieli na myśli mówiąc „wycinka”? Pracownicy IBL jak widać zamiast skupić się na argumentach merytorycznych, zaczęli tzw. bitwę na słówka… Wycinka to wycinka, czyli wycięcie drzewa, lasu…ale dlaczego Lasy Państwowe miałyby „praktykować nielegalną wycinkę w krajach ościennych”? Skąd to skojarzenie? Czy to miała akurat na myśli autorka z Greenpeace?

I dalej…

„Dla laików, słowo „wycinka” oznacza wycięcie lasu z zamysłem przeznaczenia gruntu na inne cele niż leśne. I tak wycina się lasy pod autostrady, drogi szybkiego ruchu i inne ważne cele. Wycinką można nazwać praktykę spotykaną w krajach Trzeciego Świata (np. lasy tropikalne) polegającą na przeznaczeniu gruntów leśnych na cele rolne lub plantacje. W Polsce jest to niemożliwe, prawo zabrania tego a leśnik, który zastosowałby wycinkę poszedłby pod sąd!

Czyli rozumiem, że pracownicy LP ze Szczecina, którzy wycieli las, aby postawić sobie piękną siedzibę, powinni iść pod sąd? Już daruję sobie w tym momencie odniesienie do Ustawy o Lasach z 1991 według której lasem jest również „grunt związany z gospodarką leśną zajęty pod wykorzystywane dla potrzeb gospodarki leśnej: budynki i budowle…”.

Czyli można wyciąć las, postawić siedzibę Lasów Państwowych i dalej mamy las. Leśna magia…

Przesłanka IV: Czy plantacje złożone z dębu korkowego to przyszłość polskiego leśnictwa?

Pan doktor Zachara oraz pan doktor Łukaszewicz zakwestionowali następującą tezę koordynatorki kampanii przyrodniczej w Greenpeace Polska:

„[…] że gatunki drzew rodzimych w Polsce i Europie, przez pogłębiający się kryzys klimatyczny oraz inne czynniki heterogeniczne, są zagrożone wyginięciem – niskie szanse na przetrwanie mają właśnie świerk pospolity i sosna zwyczajna. Oznacza to, że większość jednogatunkowych plantacji drzew (monokultur świerkowych i sosnowych) w Polsce będzie stopniowo wymierać”

Panowie doktorzy napisali tak:

„Czy analizy pyłkowe nie przedstawiają faktu, że sosna była w ostatnich tysiącleciach podstawowym gatunkiem panującym w lasach Polski, nawet w okresach ociepleń, większych niż obecnie? Czy jesteśmy uprawnieni sadzić gatunki liściaste w większej skali na siedliskach borowych i wszędzie tam, gdzie mogą wystąpić znaczne niedobory wilgoci? Jaką paletą gatunków liściastych na te tereny dysponujemy? Jako ciekawostkę można tu wspomnieć, że według niektórych prognoz, gatunkiem dobrze przystosowanym do przewidywanych warunków klimatycznych ma być dąb korkowy. Czy plantacje złożone z tego gatunku to rzeczywiście przyszłość polskiego leśnictwa?”

Uważam, że bezpiecznie jest powiedzieć, że sosna była w ostatnich tysiącleciach gatunkiem występującym w lasach Polski, tak samo jak inne gatunki iglaste i liściaste. Sytuacja zmieniała się w zależności od warunków klimatycznych jak i antropogenicznych i była zróżnicowana w skali przestrzennej i czasowej. W pracy Walter’a (1986) możemy znaleźć następujące wyniki pochodzące z trzech przeszłych okresów (uproszczona grafika z jego pracy poniżej).

Walter (1986)

Pierwsza ilustracja pokazuje sytuację w Europie, która mogła mieć miejsce 2800-1000 lat temu. Widzimy, że sosna z dębem dominowały na terytorium Polski. Północna Polska to lasy bukowe i grabowo-świerkowe.

Druga ilustracja to Średniowiecze, w którym mieliśmy dominujące lasy iglaste z drzewami liściastymi, a także na północnym-zachodzie i zachodzie dominujące lasy liściaste z gatunkami iglastymi.

Ostatnia ilustracja to rok około 1900 AD, zdominowany przez gatunki iglaste, na skutek działalności człowieka (Johann 2006). Zręby zupełne zaczęły królować w Europie od 1820 roku i gatunki iglaste były faworyzowane na skutek znaczącego popytu na drewno iglaste, szybkiego wzrostu i relatywnie niskiego wieku rębności. Z dzisiejszej perspektywy, ostatnich ponad 200 lat leśnictwa w Europie Centralnej opiera się właśnie na dynamicznym rozwoju plantacji iglastych opartych na ulepszonej technice hodowlanej, szkółkach z sadzonkami, handlu nasionami w Europie, czy taniej pracy, zwłaszcza wykonywanej przez kobiety.

>> CZYTAJCIE RÓWNIEŻ: Puszcza Białowieska – PRAWDZIWA HISTORIA!

Także widzimy, że do roku 1500 AD lasy w Europie i Polsce zmieniały się. Na terenie Polski były obszary w których dominowały gatunki iglaste, ale były też takie w których dominowały gatunki liściaste (zachodnia Polska). Jednakże nie mieliśmy do czynienia z jednogatunkowymi drzewostanami czy plantacjami, gdyż technika plantacyjna pojawiła się dużo później w Europie (od XIX wieku). Dlatego też, uważam, że stwierdzenie „w ostatnich tysiącleciach podstawowym gatunkiem panującym w lasach Polski, nawet w okresach ociepleń, większych niż obecnie” jest znacznym uproszczeniem, generalizacją bardziej złożonego stanu rzeczy. Uproszczeniem, które niczemu nie służy, w mojej ocenie, zwłaszcza odnośnie drewna energetycznego.

Dyskusja na temat przebudowy polskich drzewostanów jest bardziej skomplikowana i pozwolę sobie ją tutaj pominąć, gdyż nie ma nic do rzeczy w kontekście drewna energetycznego.

Skupmy się teraz na tych słowach…

„Jako ciekawostkę można tu wspomnieć, że według niektórych prognoz, gatunkiem dobrze przystosowanym do przewidywanych warunków klimatycznych ma być dąb korkowy. Czy plantacje złożone z tego gatunku to rzeczywiście przyszłość polskiego leśnictwa?”

Domniemam, że obu panom chodzi o badania Marc’a Hanewinkela z 2013 roku. W tych badaniach zaprezentowana jest mapa jak mogą wyglądać lasy przy umiarkowanym ocieplaniu klimatu między latami 2070 a 2100. Jak widzimy Polska jest zdominowana przez Dąb I (OAK I), ale czy jest to dąb korkowy? Oczywiście, że nie! Dąb I reprezentuje dęby średniej produkcyjności, tj. dąb bezszypułkowy. Dąb II (kolor pomarańczowy) to dęby niskiej i bardzo niskiej produkcyjności takie jak dąb burgundzki czy właśnie dąb korkowy.

Badania te pokazują, że dęby niskiej produkcyjności mogą zdominować leśny krajobraz Europy południowej, ale dlaczego pan doktor Zachara i Łukaszewicz odnoszą występowanie tych gatunków do przyszłej sytuacji polskiego leśnictwa? Czyżby sami dokonali ekstrapolacji modelu? Na podstawie jakich przesłanek to zrobili? Poproszę o szersze wyjaśnienie.

Przesłanka V: „mówienie o jednogatunkowych plantacjach drzew w Lasach Państwowych jest kolejnym  nadużyciem słownym i merytorycznym.”

Panowie definiują słowo plantacja:

„Plantacja to obszar obsadzony drzewami szybkorosnącymi w celu intensywnej produkcji drewna w skróconym cyklu produkcyjnym, dostosowanym do gatunku i warunków siedliskowych. W warunkach polskich są to np. topola i wierzba.”

Przypatrzmy się temu bliżej. Plantacja to „obszar obsadzony drzewami szybkorosnącymi”. Czy sosna jest drzewem szybkorosnącym? To zależy do czego porównujemy, bo jak powiedział Albert Einstein „wszystko jest względne”. Nie jest gatunkiem tak szybkorosnącym jak eukaliptus w Ameryce Południowej, ale jak na nasze warunki klimatyczne to jest to gatunek szybkorosnący np. w porównaniu do jodły, dębu, grabu czy buka.

Odnośnie intensywnej produkcji. Czy nie po to były zakładane monolityczne drzewostany sosnowe po roku 1820, aby intensyfikować produkcję drewna? Więcej w pracy Johann (2006)- link do książki na końcu wpisu.

I teraz skrócony czas produkcji. Znów sprawa jest względna, ale sosna potrafi żyć nawet do 500 lat. Także, jej wiek rębności w Polsce na poziomie 100-140 lat jest wręcz dokładnie skróconym cyklem produkcyjnym. Nie jest on tak skrócony jak na przykład w Skandynawii, ale jest to cykl skrócony w porównaniu do długości życia tego gatunku. Jeżeli mamy w Polsce drzewostan z nomenklaturą leśną So10, to w moim przekonaniu jest to plantacja, tylko, że z długim wiekiem rębności. To, że akurat nie stosuje się na niej „intensywnych zabiegów nawożenia i ochroniarskich” niczego nie zmienia. Albo zmienia, jest to plantacja źle prowadzona… Więcej na ten temat tutaj (w sumie to była moja pierwsza polemika z panem doktorem T. Zacharą):

Zlikwidujmy lasy wielofunkcyjne. Postawmy na plantacje!!!

Po drugie, ciężko porównywać topolę czy wierzbę do sosny, gdyż są to kompletnie inne gatunki (np. wierzba dożywa maks 100-150 lat). To tak jakby porównywać plantację kawy do plantacji marihuany 🙂 I to i to roślina… i co z tego?

>> CZYTAJCIE RÓWNIEŻ: Biomasa z plantacji – alternatywa czy substytut?

Panowie określają lity drzewostan sosnowy w Polsce jako „klasyczna hodowla lasu aktywnie współpracująca z procesami naturalnymi zachodzącymi w leśnym ekosystemie i wykorzystująca je w celach gospodarczych.”. 

Jest to bardzo ciekawa definicja, ale niespójna. Bo gdybyśmy posadzili 2500 sadzonek na hektar sosny (nie 8-10 tys. jak obecnie), nawozili naszą plantację i stosowali zabiegi ochroniarskie przez następnych 100 lat, to czy nasza sosna będzie również „aktywnie współpracować z procesami naturalnymi zachodzącymi w leśnym eksosytemie”? Gdzie leży granica między aktywną współpracą z procesami naturalnymi? Poproszę o zacytowanie badań na ten temat.

>> CZYTAJCIE RÓWNIEŻ: Od lasu naturalnego do ugoru drzewnego.

A odnośnie wyrażenia „klasyczna hodowla lasu”. Rozumiem, że w tym kontekście słowo klasyka rozumiane jest jako coś typowego dla swojego gatunku, coś co opiera się na zagadnieniu pierwowzoru. Moim zdaniem musimy być tutaj ostrożni, skąd dokładnie wzięła się ta „klasyka”. Dlatego też polecam mój ostatnio opublikowany artykuł, w którym omawiam historię „klasyki” zwanej leśnictwem w Europie, które rozwinęło się po rewolucji przemysłowej, w czasach zmniejszania zasobów naturalnych, znaczącym wzrostem populacji ludzkiej czy globalizacji.

Przesłanka VI: „Jednak w  warunkach klimatycznych Polski wiele gatunków naturalnie tworzy monolityczne drzewostany, wypierając w wyniku konkurencji inne gatunki.”

Tutaj wcześniej wspomniane badania Waltera (1986) przeczą temu, ponieważ drzewostany w Polsce od tych 2800 lat temu do około 1820 roku były mieszane, bardziej lub mniej i nie ma ani słówka o powstawaniu „monolitycznych drzewostanów”. Monolityczne drzewostany to wynik wyłącznej działalności człowieka po roku 1288.

>> CZYTAJCIE RÓWNIEŻ: Leśnictwo to jest biznes! (dowiecie się o najstarszej firmie leśnej na świecie)

Jeżeli się mylę to poproszę o badania, które tak stwierdzają. Badania z Puszczy Białowieskiej byłyby na miejscu, ale dzięki Lasom Państwowym ciężko jest mówić o „naturalnym” tworzeniu monolitycznych drzewostanów. No chyba, że w tym wypadku uznajemy, że człowiek z siekierą jest częścią natury. Nie wchodząc zbytnio w teologię/filozofię, myślę, że nie o takie „naturalne tworzenie” chodzi autorom z IBL.

Przesłanka VII: „Całość została tak skonstruowana, że określenie precyzyjnych cech jakościowo-wymiarowych drewna energetycznego zabezpiecza potrzeby i nie pozwala na nieuzasadnione wykorzystanie jako biomasy, drewna cennego dla przemysłu drzewnego. „

Ale wcześniej autorzy zaznaczają, że:

„Przedstawione zapisy pozwalają zagospodarować dodatkowo drewno, które stanowi nieprzydatny przemysłowo surowiec drzewny, a w szczególności:

  • „będące wynikiem działania siły wyższej, jeżeli nie znalazło ono nabywcy na inne cele;

  • przelegujące w lesie, nieodebrane przez nabywcę z jego winy;

  • zdeprecjonowane w stopniu sprawiającym jego nieprzydatność do celów innych niż energetyczne, w przypadku przelegiwania wynikającego z braku nabywcy”.”

I tutaj polecam jeszcze raz mój odcinek na YT, w którym prosto tłumaczę, że przelegujący sortymenty S2a i S2b (papierówka i paletówka) „na skutek nieodebrania przez nabywcę z jego winy” (a w czasach koronawirusa o to nie kłopot, zwłaszcza jak przemysł drzewny działa na bardzo konkurencyjnym rynku) mogą stać się w bardzo łatwy sposób sortymentem S2AP, czyli opałem dla przemysłu, pomimo posiadania cech przydatnych na potrzeby przemysłu drzewnego.

Swoją drogą nie jest to żadną tajemnicą, że nawet z sortymentu S2AP niektórzy przedsiębiorcy w Polsce wyrabiają obecnie palety. Czy to Lasy Państwowe i IBL mają decydować co jest a co nie jest przemysłowo przydatne? Może jakieś kolejne kontrole w tym zakresie?

Polscy leśnicy, leśnicy nieporównywalni.

Podsumowując

Po pierwsze, od naukowców pracujących w instytucie badawczym (jakimkolwiek) oczekiwałbym, aby przytaczali konkretne badania naukowe na poparcie swoich tez.

Po drugie, uważam, że jeżeli ktoś specjalizuje się w hodowli, to jego zdanie, opinia na temat entomologii nie jest wiążące. Nie mówiąc o psychologii i socjologii. Chyba, że (patrz punkt pierwszy) dokładnie zacytuje badania naukowe w danym temacie jako argument w dyskusji. Z tego co wiem, w IBL pracują specjaliści od ochrony lasu i entomologii. Czy tak trudno było ich zapytać o dołączenie do napisania wspólnej polemiki, albo do zacytowania ich zdania na ten temat? A może właśnie celowo ich zdanie nie zostało wzięte pod uwagę, gdyż mogłoby się pokryć ze zdaniem dr. Buchholza i dr. hab. Mokrzyckiego? Tego nie wiem, ale niedosyt w polemice pana doktora Zachary i Łukaszewicza pozostaje.

Po trzecie, sama polemika panów z IBL z panią z Martą Grundland z Greenpeace jest przeprowadzona w sposób mało rzetelny, a błędne przesłanki w polemice prowadzą do niewłaściwych konkluzji. Panowie doktorzy odnoszą się do zdań Pani Marty, z którymi się nie zgadzają, a na koniec podsumowują, że nowelizacja ustawy o drewnie energetycznym jest właściwa, pomimo, że wcześniejsze wątki nie zawsze wiążą się z analizowanym tematem (dąb korkowy, definicja plantacji, czym jest wycinka?). Takiego podejścia do tematu nauka nie uczy… Innymi słowy, jaki był cel polemiki? Czy było nim zakwestionowanie zdanie prezentowanego przez przedstawiciela Greenpeace Polska i bazując na najnowszych badaniach naukowych stwierdzenie, że fakty są zupełnie inne niż prezentuje je pani Marta Grundland? Czy może celem było wykorzystać artykuł Pani Marty, aby zdyskredytować autorkę i jej artykuł, oraz organizację, a następnie zaprezentować jedyną słuszną, pisaną pod dyktando Lasów Państwowych, opinię dot. drewna energetycznego? Sami odpowiedzcie sobie na to pytanie. 

W artykule pracowników IBL brakuje odniesienia do innych ważnych w kwestii drewna energetycznego wątków dotyczących chociażby systemu zielonych certyfikatów, problemów sprzedażowych LP objawiających się ponad 2 milionami m3 leżącymi przy drogach leśnych. Dlatego też, uważam, że ostateczne konkluzje pana doktora Zachary i doktora Łukaszewicza nie są wypadkową wcześniej użytych argumentów, które są albo niewłaściwe, albo nie ma do nich odniesienia w ogóle, w przedmiotowej sprawie. 

I na koniec. Sam tytuł polemiki wprowadza w błąd „Wytwarzanie energii z biomasy leśnej – dobrym rozwiązaniem w dobie kryzysu klimatycznego i ekologicznego”, gdyż wszystko zależy „od sposobu produkcji i regulacji, a także od tego, co dokładnie zostanie spalone” – o czym dokładnie napisał Dr Kacper Szulecki na łamach Kultury Liberalnej

Jak to wygląda z punktu widzenia psychologii i socjologii? Prosty chwyt populistyczny, czy nie?

Pozdrawiam,

Rafał Chudy


Źródła:

Chudy, R.P., Cubbage, F.W., 2020. Research trends: Forest investments as a financial asset class. For. Policy Econ. 119. 

Johann E. 2006. Historical development of nature-based forestry in Central Europe. W: Nature-based forestry in Central Europe. Alternatives to Industrial Forestry and Strict Preservation. Edited by Jurij Diaci. 

Hanewinkel i in. (2013). Climate change may cause severe loss in the economic value of European forest land. NATURE CLIMATE CHANGE | VOL 3 | MARCH 2013

Walter, H. 1986. Allgemein Geobotanik. – 3. ed., Ulmer, Stuttgart.

Jedna myśl na temat “Błędne przesłanki w artykule dr. inż. Jana Łukaszewicza oraz dr. inż. Tadeusz Zachary (obaj Instytut Badawczy Leśnictwa) prowadzące do niewłaściwych konkluzji

  1. Wydaje mi się, że to zagrożenie od owadów może istnieć, i istnieje. Ma związek z gatunkiem drzewa.
    Praktyka leśna wypracowała konkretne rozwiązania. Korowanie: na czerwono, na biało. Spalania gałęzi. Zatapianie surowca, jego oprysk, wywiezienie poza obszar leśny. Te wszystkie (oczywiście istnieją jeszcze inne) elementy to wynik mogącego się pojawić zagrożenia od owadów.
    Zakłady przerobu drewna, posiadające duże składy magazynowe i położone w pobliżu lasu bardzo negatywnie oddziałują na jego stan sanitarny, jeśli nie przestrzegają obrotu surowca. Bardzo często widać to wyraźnie.
    Opinie entomologów twierdzących coś przeciwnego to nieuka oraz traktowanie świata owadziego jako nieszkodliwego w biocenozie – bo ta przecież zawsze trwa – a więc nieuwzględniające gospodarczych aspektów lasu.
    Nie mogę się wypowiadać o skali zjawiska, ale z całą pewnością zagrożenie od owadów zasiedlających surowiec (w określonym czasie, co jest zrozumiałe) może zaistnieć. W osłabionym systemie znaczenie tego może być z pewnością większe niż w systemie ustabilizowanym i silnym. Ekologizacja, powszechna dziś w LP, degeneruje stabilność systemu leśnego, podobnie jak błędy hodowlane, ograniczenia gatunkowe, etc.
    http://www.polskawlesie.pl

Dodaj komentarz