Plantacje drzew nie są lasem.

Plantacje drzew nie są lasem.

Plantacje drzew nie są lasem. Zarówno szwedzkie jak i polskie.

Wywiad profesora mechanizacji leśnictwa, opisany w poprzedniej kronice Wywiad z prof. Januszem Sową.pokazuje problem polskiej nauki leśnej, opartej od 70 lat na jednym organizacyjnym modelu gospodarki leśnej, tym reprezentowanym przez Lasy Państwowe.
Oraz problem porównań, w tym przypadku czysto statystycznych, mechanizacji w szwedzkich lasach 95% a w fińskich 85% według profesora, natomiast w lasach polskich 15%, według tegoż samego profesora.
I nic więcej, czyste cyfry, nakazujące nam prawdopodobnie podziwiać te szwedzko-finskie osiągnięcia a krytykować te polskie.
Ani słowa nie ma na temat podstawowy, decydujący o tych różnicach, ten mianowicie że Polacy nie mają najmniejszych szans na doścignięcie Szwecji, bo ich gospodarka leśna jest diametralnie różna od leśnej gospodarki szwedzkiej.
Jak diametralnie? A przede wszystkim czy podobne dościganie ma sens?

Może wypowiedź szwedzkiego prywatnego właściciela leśnego najlepiej zilustruje tą różnicę.

Tak ją zatytułował:

“Plantacje drzew nie są lasem.” http://www.gd.se/opinion/debatt/tradplantager-ar-inte-skog-skapa-inte-monokulturer

“Przemysł leśny ogłasza teraz wszędzie że około 70% powierzchni Szwecji pokrytej jest lasami. To nie jest prawdą. Poprawnym byłoby powiedzenie że 70% powierzchni Szwecji pokrytej jest drzewami i dużo z nich tworzy nie las a plantacje drzew.
Dobrze byłoby aby ludzie zaczęli rozróżniać te pojęcia, odróżniać nasze szwedzkie lasy z sosną, świerkiem, osiką, brzozą, jarzębiną, olchą czy dębem lub bukiem, w różnym wieku czy wielkości od naszych szwedzkich plantacji sosnowych lub świerkowych, jednowiekowych, tej samej wielkości, sadzonych w równych rzędach.

Lasy dają drewno, przeżycia, odpoczynek. Oczyszczają wodę, poprawiają opadłymi liśćmi glebę. W lasach mamy zwierzynę, jagody, grzyby, tereny wypasu dla reniferów.
Zdecydowana większość tych wartości jest zniszczona przy przekształceniu lasu w plantację. Znikają ptaki, pogarszają się warunki dla zwierzyny płowej i polowań, bo w czyszczeniach lasu przepadają gatunki liściaste. Zmniejsza się powierzchnia wypasu renów i woda w jeziorach i strumieniach staje się brunatna na wskutek zalesień i odnowień czysto iglastych.
Podróżując drogami północnej Szwecji łatwo zauważyć jak w dużym stopniu, 60-70%, dawne lasy zastąpione zostały plantacjami sosny. W innych częściach Szwecji jest ta dynamika mniejsza ale też doskonale widoczna.

Co my, jako prywatni właściciele lasu, możemy zrobić?

Przede wszystkim nie dowierzajmy nabywcom naszego drewna i naszych praw do ścinki, pośrednikom kupca (po szwedzku virkesuppköpare). Ci zawsze proponują rozwiązanie całościowe tzn. ścinka, przygotowanie gleby i odnowienie. A to pociąga za sobą powstanie plantacji drzew jednogatunkowych, sosnowych lub świerkowych.
I wcale tak nie musi być bo żadne prawo nie zmusza nas do tworzenia takich “lasów”.
Przeciwnie, dzisiaj Skogsstyrelsen (Zarząd Lasów) wyraźnie popiera odnowienia mieszane.

Musimy, zgodnie z prawem, odnowić zręby po 3 latach i musimy mieć na tej powierzchni, po 10 latach, młodnik z około 2000 szt/ha, w przypadku Szwecji północnej.

Proste zasady, prawda?

Naukowcy zbadali skład i ilość odnowienia naturalnego na zrębach Szwecji północnej, po 10 latach. Na powierzchni 1 ha było 7200 sadzonek z odnowienia naturalnego, w tym 3000 iglastych. Czy musimy więc sadzić tak gęsto jak dzisiaj? (Przeciętna więźba w Szwecji północnej wynosi 2×2,5m czyli do 2000 sadzonek/ha)

Jeżeli odnowimy zręby w więźbie 2x5m (1000 sadzonek/ha) to pozostawimy wystarczająco dużo miejsca na odnowienia naturalne brzozy brodawkowatej, osiki, wierzby iwy, jarzębiny, olchy. Potem należy tylko oszczędzać te gatunki przy czyszczeniach i trzebieży i w końcu znów otrzymamy dawny szwedzki las.
(Moja uwaga – mówimy o Szwecji północnej, natomiast w Szwecji południowej jest jasnym że powrót do lasów bukowych i dębowych będzie wymagał znacznie więcej czasu i pracy.)
Może my, prywatni i mniejsi właściciele lasu pokażemy drogę koncernom takim jak Sveaskog, Holmen, CSA, Stora Enso”

Podpisany: Stig-Olof Holm, właściciel lasu i członek zarządu organizacji ochrony przyrody Skydda Skogen.

Wspomniałem na początku opisywany przed tygodniem wywiad profesora nauk leśnych, będącego zarazem doradcą Premiera polskiego rządu.

Cytowana szwedzka wypowiedź zawiera określenia prawdopodobnie zupełnie nieznane temu doradcy, podobnie jak i odmienność szwedzkiej gospodarki leśnej.
Kim może być np. dla profesora polskich nauk leśnych szwedzki prywatny właściciel lasu jeżeli całe zawodowe życie profesora jako naukowca leśnego obracało się i obraca wokół kontaktów z polskimi leśnikami reprezentującymi lasy państwowe i firmę Lasy Państwowe?

Jakie ma skojarzenia polski naukowiec leśny na słowo “prywatny właściciel lasu”?

Idę o zakład że ujemne lub bardzo ujemne, bo 70 lat propagandy organizacji Lasy Państwowe zrobiło swoje i wbiło do głowy, również naukowcom, przeświadczenie o doskonałości lasów państwowych i o chęciach dewastacji lasów przez ich prywatnych właścicieli.
Dzisiaj propaganda nie jest już potrzebna, bo każdy polski naukowiec leśny wie że władza i pieniądze leżą w rękach Lasów Państwowych.

Ale profesor mechanizacji leśnictwa nie jest pierwszym i nie ostatnim naukowcem, wybierającym statystyczne rodzynki do swojej argumentacji. Wymieniłem jego wywiad jako przykład na wypowiedzi typowe dla polskich leśników oceniających inne gospodarki z pozycji nie tylko swojej doskonałości zawodowej, doskonałości w swoich oczach, ale i z pozycji dużej niewiedzy o gospodarce leśnej w innych krajach. Nie tak dawno inny, bardzo znany polski naukowiec leśny wypowiadał się na temat braku na świecie ubezpieczeń posiadłości leśnych.

Te wymienione jako przykład pozytywny dla polskiego leśnictwa 95% szwedzkiej mechanizacji leśnictwa, bynajmniej nie oznacza że w podobny zachwyt wpadają Szwedzi.

Analizując swoją mechanizację widzą Szwedzi wiele zależności, dodatnich i ujemnych, dla swoich lasów.
I ta najbardziej ujemna zawarta jest w tytule dzisiejszej kroniki. Jak i najbardziej dodatnia – efektywność produkcji surowca drzewnego.

Czy więc dążenie do doścignięcia w mechanizacji leśnictwa Szwedów czy Finów ma sens?

Ja bym powiedział że naśladowanie innych krajów sensu nie ma. Miałoby gdyby ten wzorcowy kraj miał organizację podobną do organizacji polskiego leśnictwa, czyli około 80% posiadania lasów w rękach Państwa. W Europie może Polska porównywać się tylko z krajami byłego Związku Radzieckiego i byłej Jugosławii, a w praktyce z Białorusią, z jej 9,2 mln ha lasów, z których 86% zarządzanych jest przez białoruskie Ministerstwo Leśnictwa.

I decyzja zakupu przez Lasy Państwowe zespołów harvester-forwarder jest decyzją przypominajacą białoruskie zakupy w szwedzkiej firmie Vimek w roku ubiegłym http://vimek.se/vimek-far-storsta-ordern-nagonsin-ar-vard-tre-arsvolymer/

Decyzja Lasów Państwowych podjęcia w ten sposób konfrontacji z prywatnym polskim sektorem usług leśnych, konfrontacji, zamiast postawienia na rozwój tego sektora, jest też w stylu białoruskiego dyktatora.

Czy ten styl będzie charakteryzował dalszą drogę Lasów Państwowych?

Porównania…

Mógł szef zespołu doradców leśnych przy polskim Premierze porównywać się do Szwedów i Finów to i ja, żaden doradca, mogę porównać polskich leśników do tych białoruskich.
Białoruskich leśników, jak sądzę, nie można jednak obarczać grzechem wyrzucenia swoich byłych kolegów na bruk, przepraszam więc ich za takie porównania.


Zdjęcie: Sydved

Dodaj komentarz