Trzebieżowe dyskusje.

Trzebieżowe dyskusje.

Trzebieżowe dyskusje.

Część druga.

A część pierwsza tutaj Czy przeprowadzać trzebieże lasu czy nie? A jeżeli tak to jak?

Zdanie dwóch naukowców na temat metod szwedzkiej trzebieży przynosi te same końcowe wnioski: moja metoda daje najlepsze ekonomiczne efekty w czasie całego cyklu życia drzewostanu.

Lennart Eriksson stawia na trzebież górną, höggallring.

Ale nie mam na myśli wycinania drzew najgrubszych, mówi. Taka metoda nie istnieje w praktyce, moim zdaniem, bo zawsze należy usuwać również drzewa uszkodzone i słabsze.
Moja metoda trzebieży górnej jest w zasadzie metodą trzebieży jakościowej (kvalitetsgallring) w której pobiera się też drzewa dobrze wykształcone ale słabsze.
Zaletami jest pozyskanie przy takiej trzebieży sortymentów grubszych, co zmniejsza koszty pozyskania. Taka trzebież przeprowadzona wcześnie przyspiesza poza tym rozwój drzewostanu i daje w efekcie las z mniejsza ilością gałęzi, sęków, co ma znaczenie przy ocenie głównie sortymentu tartaczna sosna. Ogólna produkcja drewna w takim drzewostanie jest wyższa.
Jeżeli chodzi o ewentualne szkody huraganowe to można je uniknąć poprzez wcześniejsze trzebieże i dobre jakościowe ich przeprowadzanie, tak aby nie pobrać od razu za dużej masy. Jest to kwestia wykształcenia i praktyki.

Folke Pettersson stawia na trzebież dolną, låggallring.

Trzebież, jako taka, ma niewielki udział w dochodach dla właściciela lasu, mówi on.
Co najmniej 85-90% zysków przynoszą cięcia końcowe. I to oznacza że najważniejszym jest stworzenie wartościowego pod kątem surowca drzewostanu rębnego.
Dlatego trzebież dolna, zachowująca drzewa silne i grube, jest najlepszą metodą na końcowy ekonomiczny dochód.
Dolna trzebież daje las zdecydowanie bardziej odporny na huragany i szkody od śniegu. Przy trzebieży górnej, pobieranie drzew grubych może oznaczać też szkody wyrządzane przez harvester. Przede wszystkim, jeżeli istnieje takie ryzyko, to lepiej nie przeprowadzać trzebieży.
Jestem przeciwnikiem tej tzw. trzebieży jakościowej. Dla mnie to błędna nazwa, bo drzewostan nie uzyskuje lepszej jakości w wyniku takiej trzebieży. Jest to, moim zdaniem, trzebież górna, typu light.
Praktycznie biorąc to pierwsza trzebież jest zawsze w co najmniej 50% pobieraniem drzew uszkodzonych i słabych i jest automatycznie trzebieżą dolną.

Również dyskusja na temat jakie maszyny leśne są najlepsze do przeprowadzenia trzebieży przypomina tą powyższą – Z jednej strony tak a z drugiej odwrotnie, ale też na tak.
Które więc harvestery i forwardery są lepsze? Te duże, operujące na szlakach technologiczno-zrywkowych czy te mniejsze, wchodzące w głąb drzewostanu?

Student leśnictwa, jägmästarestudenten, Henning Gustavsson, otrzymał od zrzeszenia Södra, temat na pracę dyplomową, pracę do której badania już przeprowadził i którą będzie bronił za pół roku.
Tematem są Zalety i wady stosowania przy trzebieżach harvesterów i forwarderów, dużych i małych.

Tymi małymi, w każdym razie mniejszymi, były w jego badaniach modele Malwy, natomiast dużymi harvester John Deere i forwarder Ponsse.

Jego praca nie jest pierwszą na ten temat.

W roku 2006 stwierdził Daniel Öberg z Linneuniversitetet że maszyny leśne mniejsze, mogące wchodzić w drzewostan są lepsze dla jakości wykonywanej trzebieży, w sensie mniejszych szkód i równomiernie przeprowadzonych prac na całej powierzchni.
Do podobnych wniosków doszła w roku 2015 Lisa Edlund z SLU, porównując Vimek z Ponsse przy przeprowadzaniu trzebieży dolnej, która równocześnie dała większa wartość drzewostanu przy końcowych cięciach.

Co oznacza szwedzki termin „beståndsgående skogsmaskiner” co ja tłumaczę obrazowo jako „maszyny wchodzące w las”?
To maszyny małe, model Alstor, Malva, Vimek które w warunkach szwedzkich mogą nie wymagać szlaków technologiczno-operacyjno-zrywkowych albo zadowalają się szlakami wąskimi, około 3 m –  3,5 m.

Ale Andreas Dahlin z SLU, w roku 2008, nie odnotował różnic pomiędzy efektywnością pracy mniejszego harvestera (szer. 2,44m) i mniejszego forwardera (szer. 2,89 m) a pracą dużych maszyn, porównując trzebież dolną i górną), natomiast w tym samym modelu trzebieży odnotował większą efektywność maszyn dużych.

Mikael Jonsson w pracy na SLU, z roku 2014, postawił tezę że przy pierwszej trzebieży, tej odpowiadającej polskiej trzebieży wczesnej, powinno używać się maszyn małych, wchodzących w las i nie wymagających w zasadzie szlaków, zarówno tych technologicznych czy do zrywki lub operujących na szlakach wąskich, szerokich 3-3,5m. To po to aby zachować drzewostan o większej masie do czasu trzebieży późnej (w Szwecji drugiej) i uniknąć wyrządzania szkód.

Podobne zdanie miał Jörgen Lindqvist który już w roku 2013 założył firmę leśną MVG. Stickvägar czyli szlaki technologiczno-zrywkowe zajmują do 25% powierzchni po przeprowadzonej trzebieży, mówi. Jest to powierzchnia niezalesiona i nieprodukcyjna. Stać nas na to, pyta? Dlaczego nie przeprowadzać pierwszej trzebieży maszynami małymi, w zasadzie nie potrzebującymi szlaków?
Jörgen pracuje na modelu harvester-forwarder Vimek. http://www.skogen.se/nyheter/mer-kvar-efter-gallring

Henning Gustavsson nie chce na razie, do czasu obrony pracy, zdradzić swoich wniosków, ale mówi że jednym z problemów porównawczych jest brak właściwej definicji jakie i czym są maszyny leśne wchodzące w las a maszyny leśne wykorzystujące szlaki technologiczne i zrywkowe.
Jest to niby małe pytanie, ale podstawowe przy porównaniach.

Ogólnie uważa się maszyny małe za te wchodzące do drzewostanu (po szwedzku beståndsgående skogsmaskiner).

Szlakiem technologicznym czy operacyjnym lub zrywkowym (po szwedzku stickvägar) nazywa się szlak wykorzystywany zarówno przez harvester i forwarder i takie maszyny można określić jako stickvägsgående skogsmaskiner po szwedzku oraz zarazem maszynami dużymi.

W swojej pracy przyjął Henning jednak jako definicję maszyny wchodzącej w las (beståndsgående skogsmaskiner) maszynę leśną o szerokości mniejszej niż 2,2 m, która może „prześlizgiwać” się między drzewami w swojej pracy.

Henning uważa jednak że założenie Jörgena iż małe maszyny nie tworzą szlaków zrywkowych jest nierealne. Dla niego powierzchnia takich wąskich, „ślizgowych” szlaków (po szwedzku stickstråk albo slingerstråk) jest w sumie większa niż szlaków operacyjno-zrywkowych (stickvägar) stworzonych dla maszyn dużych. Tutaj nie mamy żadnych strat powierzchniowych, uważa on, a przeciwnie.
Moja praca, mówi on, powinna stworzyć materiał do dalszych dyskusji.

Ja myślę że na pewno.

Faktem jest jednak że nie wystarcza dla właściciela szwedzkiej firmy leśnej typu polskiego ZUL mieć dobre chęci i zacząć bezszlakowo trzebić swój albo innych las. Niewielu stać na posiadanie zarówno małych jak i dużych maszyn leśnych i ponieważ pieniądze leżą w cięciach końcowych to kupują oni maszyny duże. W tym oraz w większym zainteresowaniu, jak na razie, producentów maszyn maszynami dużymi, leży wytłumaczenie faktu że zarówno na rynku jak i w pracy w trzebieżach górują one dalej.


Zródło: sieć szwedzka oraz czasopismo Skogen 2/2017 artykuły autorstwa Teresia Borgman

Zdjęcie: mynewsdesk

Dodaj komentarz