Fikcyjny właściciel lasu w Polsce

 Każdy ma prawo do własności, innych praw majątkowych oraz prawo dziedziczenia.– określa art. 64 Konstytucji RP. A podpunkt trzeci tego artykułu dodaje: Własność może być ograniczona tylko w drodze ustawy i tylko w zakresie, w jakim nie narusza ona istoty prawa własności”

Własność a kapitalizm

Aby mówić o własności musimy przywołać system, który opiera się na prywatnej własności środków produkcji- kapitalizm. Według wielu jest to jedyny sprawiedliwy system ekonomiczny, w którym sprawiedliwe jest odnoszenie korzyści z własnej pracy i wysiłku oraz tego co samemu się zbudowało. To system, w którym każdy jest beneficjentem własnych czynów. W którym to praca, pomysł i umiejętność służenia konsumentom wyceniane są na rynku. To wymagania konsumentów, ich chęci, ich pieniądze decydują o rynku. W skrócie na kapitalizm składają się dwie rzeczy: chciwość (ang. greed) oraz własność prywatna.

Wielu ludzi może określić kapitalizm jako system egoistycznej rządzy zysku i chciwości. Cechy te na pewno mogą wydać się pejoratywne, choć w rzeczywistości są one całkowicie naturalne. Na przykład chciwość nie jest chęcią odbierania innym. Najprościej można zdefiniować ją jako chęć posiadania określonych dóbr materialnych lub niematerialnych. Chęć bogacenia się w to, co stanowi dla nas jakąś wartość. Człowiek chciwy pragnie wynagrodzenia za swoją pracę, którą to, chce wymienić na owoce pracy innych, także umożliwiając im osiągnięcie zysku. Czy widząc człowieka chciwego wiedzy, ktokolwiek oskarżyłby go o złe postępowanie? Nie. Dlaczego zatem krytykujemy ludzi chciwych pieniądza? Dlaczego zatem lekceważymy prywatnych właścicieli lasu w Polsce?

Wolność a własność

Większość ustawodawstwa w Polsce dotycząca własności i nieruchomości stoi w sprzeczności z istotą prawa własności rozumianego jako prawo do swobodnego dysponowania, korzystania i pobierania pożytków. W praktyce „właściciel” ziemi w Polsce niewiele może zrobić bez zgody Państwa.

Na przykład zezwolenia wymaga postawienie własnego domu na własnym gruncie i za własne pieniądze. To urzędnik mówi, gdzie i co można zbudować, później oczywiście skontroluje czy wolno nam zamieszkać w postawionym przez nas domu, czy nie.  Że niby dla naszego bezpieczeństa, jakbyśmy byli małymi dziećmi.

To co leży w naszej ziemi też nie należy do nas. Zgodnie z polskim prawem wszystkie kopaliny znajdujące się pod powierzchnią gruntu są własnością Skarbu Państwa. Aby z nich skorzystać właściciel ziemi musi uzyskać stosowne zezwolenia oraz zapłacić Państwu podatek (opłatę eksploatacyjną). Ponadto konstrukcja prawa geologicznego w Polsce zakłada, że na działkę mogą wejść pracownicy firmy wydobywczej i bez zgody właściciela rozpocząć wydobycie tychże kopalin. To samo dotyczy właściciela, który na własnej działce znajdzie worek pełen złota. Co się stanie? Worek przepadnie na rzecz Skarbu Państwa, a właściciel obejdzie się smakiem.

Nie dość, że ustawodawstwo stoi w sprzeczności  z prawem własności to w wielu przypadkach prawo jest niespójne i nieprecyzyjne. Za najlepszy przykład tutaj może posłużyć wyłączenie lasu z produkcji. Ustawa o ochronie gruntów rolnych i leśnych zwalnia z opłat budynki jednorodzinne na cele budownictwa mieszkaniowego do powierzchni 500 metrów kwadratowych. W przypadku gdy właściciel chce wyłączyć powierzchnię powyżej 500 m2 to musi:

1) zapłacić jednorazową opłatę z tytułu trwałego wyłączenia gruntów z produkcji,
2) płacić roczną opłatę z tytułu użytkowania,
3) zapłacić jednorazowe odszkodowanie w razie dokonania przedwczesnego wyrębu drzewostanu.

Po takiej litanii opłat wielu osobom fizycznym myśl o budowie własnego domu przechodzi najczęściej sama. Prawo zaczyna być nieprecyzyjne gdy ktoś chce wyłączyć 501 m2, wtedy powstaje dylemat, czy powinien zapłacić za 1 metr dodatkowy wyłączenia, czy za całe 501. Tego ustawa niestety nie precyzuje. Chyba każdy może się domyśleć jaka jest interpretacja Lasów Państwowych. Bez komentarza.

W sprawach wyłączeniowych największe kontrowersje chyba budzi możliwość zmiany kategorii gruntu na las bez wiedzy i zezwolenia właściciela posesji. Tak skonstruowane prawo wraz z następstwami budzą naturalną niechęć właścicieli gruntów do drzew i lasu, a także odstraszają potencjalnych nabywców. Kupno taniej zalesionej działki położonej w urokliwej okolicy może przysporzyć nam wielu problemów, niekiedy absolutnie nie do przezwyciężenia.

Dlatego proponuję też, że lepszym określeniem „lasu prywatnego” w Polsce jest „las-i-tak-państwowy”. Bo z prywatnością to ma on tyle wspólnego co krzesło z krzesłem elektrycznym.

Jest to cały czas pozostałość komuny w Polsce, której w moim przekonaniu cały czas nie możemy wyplenić nie tylko z leśnictwa, ale praktycznie z wszystkich innych askpektów naszego życia. Uważam, że jest to celowy zabieg, gdyż nieprezycyjne przepisy i własne interpretacje urzędników dają im dużą władzę, w sytuacji gdy dany człowiek jest niewygodny dla systemu. Jak to mówią, chcesz uderzyć – to się i kij znajdzie. W dodatku stworzone są świetne warunki do korupcji. No i na końcu, kto zawsze chciał zniszczyć własność prywatną – oczywiście, że komuna. Pisałem o tym przy okazji posta dotyczącego samego powstania Lasów Państwowych, którego możecie przeczytać tutaj:

Lasy państwowe w krajach postkomunistycznych zrodziły się z krzywdy i cierpienia zwykłych ludzi.

Absolutne prawo własności

Ciekawą definicję prawa własności opracował amerykański ekonomista i teoretyk polityczny Murray Newton Rothbard. Odwoływał się on do minimalnego zbioru praw naturalnych, „zakorzenionych w naturze człowieka i rzeczywistości”. Najważniejsze z nich to: prawo samoposiadania, które mówi, że człowiek ma absolutne prawo do dysponowania swoim ciałem i rozporządzania swoim życiem i majątkiem oraz aksjomat nieagresji mówiący, że człowiek posiada niezbywalne prawo do bycia chronionym przed agresją.

Co to oznacza w praktyce?

Otóż wynika z niego, że nie można zaakceptować sytuacji, w której prawo danego człowieka pociąga za sobą obowiązek zaspokojenia tego prawa przez innego człowieka. Dana jednostka (bądź grupa ludzi) nie może zmuszać innej jednostki (bądź grupy ludzi) do tego, by jej „prawa” były spełniane. Rothbard nie godzi się na możliwość odebrania właścicielowi własności, wbrew jego woli, w imię „praw”, to znaczy nie godzi się na wyzysk jednych ludzi przez drugich. Na przykład jeśli godzimy się na to, że osoby występujące w imieniu Państwa, mają prawo pozbawiać bądź ograniczyć jednostkę jej własności (na przykład w formie określenia wieku rębności bądź ustalenia składu gatunkowego własnego lasu) oznacza to, że w majestacie „prawa” – godzimy się na agresywne zachowania w stosunkach międzyludzkich.  Rothbard wierzył, że w rezultacie jednostki otrzymują owoce swojej ciężkiej pracy. W związku z tym każdy ma prawo do wymiany swojej własności z innymi.

W Polsce obecnie obowiązki i prawa właścicieli lasów wynikają z postanowień Ustawy o lasach (1991). Oznacza to, że prywatny właściciel nie ma miejsca na własną inicjatywę i jest zmuszony do prowadzenia gospodarki według narzuconego uproszczonego planu urządzania lasu lub decyzji starosty wydanej na podstawie inwentaryzacji stanu lasów. Dokumenty te określają także wielkość dopuszczalnego pozyskania drewna na danym terenie, w skutek czego, nie może on w pełni sam decydować o wymianie produktów pochodzących z jego ziemi z innymi ludźmi.

Oczywiście lasy prywatne muszą mieć również  swojego nadzorcę w postaci starosty, bądź w w ponad 80% miejscowego nadleśnictwa. Dopatrują oni czy gospodarka leśna nie jest prowadzona w sposób sprzeczny z wewnętrznym interesem właściciela. Właściciel nie może posadzić tego co chce, nie może ściąć kiedy chce a o wszystko jeszcze musi zapytać nadzorcy, bądź prosić o wydanie zgody przez swojego bezpośredniego i największego konkurenta na rynku drzewnym.

Ciekawe stanowisko odnośnie lasów prywatnych zajął profesor Stanisław Zając w 1998 roku, napisał bowiem: W lesie prywatnym nie można dopuszczać do samowolnego postępowania jego właściciela, nawet w świetle obowiązującej Ustawy o lasach z 28 września 1991 r. (Sylwan 1998 nr 5). Pisał on w kontekście reprywatyzacji lasów w Polsce, argumentując, że lasy prywatne są niedochodowe i najlepszym rozwiązaniem dla właściciela lasu będzie, albo jego sprzedaż, albo żebranie o dotacje.

Uważam, że nie jest to prawdą, bowiem las prywatny może być bardziej dochodowy niż państwowy, pod warunkiem, że damy możliwość gospodarowania w nim praworządnym właścicielom bez ustanawiania nakazów, zakazów i innych ograniczeń. Damy im po prostu wolność.

Prywatni właściciele lasów w krajach sąsiednich odnoszą stabilną i konkurencyjną z dobrą lokatą, stopę zwrotu (2-4% rocznie). No ale jak w Polsce właściciel lasu ma uzyskać dodatnią stopę zwrotu jak jego las wygląda tak jak na mapie poniżej. Typowa działka leśna na nizinach w Polsce (woj. łódzkie) jest szeroka na kilka metrów i długa na ponad 100 metrów.

Picture 1Źródło: Geoportal. 

Volenti non fit inuria

Czyli po prostu „Chcącemu nie dzieje się krzywda”. Ta rzymska zasada mówi, że jeśli ktoś dobrowolnie naraża się na szkodę, nie może wnieść skargi przeciw innym stronom. Czyli, jeżeli właściciel lasu wytnie w pień swój las, albo będzie nieumiejętnie nim gospodarował to wszelkie możliwe straty powinien ponieść on sam.

W środowisku leśnym często pojawia się pogląd, że gdybyśmy pozwolili gospodarować właścicielom lasów tak jak im się podoba, mielibyśmy początek gospodarki rabunkowej, w której następowałaby masowa wycinka. Ci którzy rozumieją cykl koniunkturalny, wiedzą, że tak się nie stanie.

Dlaczego?

Po pierwsze musielibyśmy założyć, że po uwolnieniu właścicieli lasów z jarzma przepisów, wszyscy jednogłośnie ruszą do swojego lasu z siekierą i bez względu na cenę surowca panującego na rynku zdecydują się ściąć swój las w krótkim bądź dłuższym horyzoncie czasowym. Gdyby faktycznie część ludzi nawet tak uczyniła to na skutek nadpodaży surowca na rynku drzewnym, cena musiałaby spaść. Spadałaby do poziomu takiego w którym koszty pozyskania i zrywki przekraczały by wartość surowca na gruncie i nastąpiłoby zaniechanie wycinki lasu. W tej sytuacji prywatne tartaki byłyby najbardziej zainteresowane kupnem surowca od prywatnych właścicieli, którzy bez problemu chcieliby sprzedać surowiec za niższą cenę niż Lasy Państwowe.

Bez wątpienia mielibyśmy już wtedy bardziej wolny rynek niż obecnie. W długim horyzoncie czasowym, a o takim tu mówimy, nawet jeżeli obecnie pozyskanie w lasach prywatnych się mocno zwiększy to za jakiś czas może braknąć surowca na rynku. W skutek prawa popytu cena surowca wzrośnie i wtedy właściciele zastanowią się czy warto zainwestować w las. Po drugie nie każdy właściciel wyciąłby natychmiast swój las. Jest wiele powodów dla których warto pozostawić swój las na gruncie. Na przykład można zachować las dla swoich dzieci, które za parę-naście, -dziesiąt lat dokonają pozyskania i pieniądze ze sprzedaży drewna posłużą im jako dobry start w dorosłe życie. Ponadto niektórzy będą woleli poczekać parę lat, aż drzewa osiągną lepsze parametry techniczne i będą więcej warte na rynku. Niektórzy na przykład mogą zdecydować się na kupno bądź sprzedaż las swojego lasu. Starsi właściciele nie chcący czekać 40 lat na pozyskanie mogliby sprzedać swój las ludziom młodszym widzącym w lesie dobrą inwestycję, a sami wybrać się na zasłużone wakacje. Oczywiście, powodów pozostawienia drzew na pniu i strategii z tym związanych byłoby wiele i każdą musielibyśmy uszanować, tak jak to, że niektórzy chcieliby po prostu wyciąć swój las. Ich własność, ich sprawa. Nabyte prawo własności tak jak inne nabyte prawa jest święte.

Wielu tutaj zapewne zapyta: czy to znaczy, że możemy pozwolić, aby prywatny właściciel lasu zmarnował, swój przyrodniczo cenny las?

Dokładnie tak, według Rothbarda prawo własności jest nieprzezwyciężone i bezwyjątkowe. W kontekście odpowiedzialności nikt nikomu nie broni zrzeszać się, tworzyć fundacje na rzecz ochrony środowiska, wykupywać prywatne i cenne z przyrodniczego punktu widzenia działki od prywatnych właścicieli i na nich chronić co tylko się da. Żyjemy w czasach gdzie często duże połacie ziemskie są wyłączane z produkcji leśnej za darmo i często nikt za to nie płaci. Gdyby właściciele mieli absolutną kontrolę nad lasem w Polsce, to aby chronić na jego terenie cenne elementy przyrodnicze trzeba byłoby mu za to zapłacić i zrekompensować straty wynikające z zaprzestania gospodarki leśnej. Nie byłoby w tym nic nowego, gdyż taka sytuacja miała miejsce w okresie międzywojennym w Polsce.

Po trzecie gdy spojrzymy na mapę i zobaczymy jak rozdrobnione są działki leśne to od razu wywnioskujemy, że bez zrzeszenia się prywatnych właścicieli w większe kohorty, pozyskanie na większą skalę jest bardzo utrudnione. W skutku parcelacji istnieją dziś działki o szerokości kilku metrów i długości 100 metrów. Gdyby teraz miało dość do pozyskania na takich działkach to właściciele prawdopodobnie pozabijaliby się, które drzewo stoi na której działce.

Wolność a odpowiedzialność

Wolność też ma swoje ograniczenia. Według doktryny liberalizmu wolność rozpędzonej pięści Kowalskiego kończy się na czubku nosa Nowaka. Tak samo jest z prawem własności, gdzie nie do zaakceptowania jest ingerencja w las innego właściciela bez jego zgody.
Kto lepiej zadba o nasze dobro, czy interes jak nie my sami? Na prywatnej ziemi właściciel nie pozwoli innym obcym ludziom ingerować i będzie chronił swój dobytek i własność. Z tego wynika fakt, że odpowiedzialni jesteśmy wyłącznie za nasze czyny, a nie za czyny innych ludzi. Nikt nigdy nie zobowiązał człowieka do bycia odpowiedzialnym za los kogoś innego. Wolność i własność nie stoją w sprzeczności z dobrowolną pomocą, radą czy współpracą. I słowo „dobrowolną” jest tutaj kluczowe.

Czy prywatne znaczy gorsze?

Po 1945 roku funkcjonariusze Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej kształtowali w społeczeństwie świadomość rzekomej wyższości własności społecznej nad prywatną. Do tej pory zachowały się pogardliwe określenia prywatnych właścicieli takie jak „prywaciarz”, „badylarz”(ogrodnik), „kamienicznik”(właściciel kamienicy), „spekulant”(drobny handlarz).

Prywatny właściciel lasu?

Na to hasło wielu leśników wyobraża sobie niezbyt dobrej jakości las o małej powierzchni i zasobności, którego właścicielem jest najczęściej rolnik nie mający pojęcia o gospodarce leśnej. Taki stereotyp niestety znajduje swoje odzwierciedlenie w rzeczywistości.

Liberalizacja przepisów i gwarancja własności prywatnej mogłyby diametralnie zmienić postrzeganie lasów prywatnych oraz rynek drzewny w Polsce. Być może zróżnicowane zarządzanie gospodarstwem leśnym mogłoby doprowadzić do odkrycia bardziej wydajnych metod hodowli i użytkowania lasu.

Dopóki jednak prywatni właściciele będą pod „butem” przepisów, nigdy się tego nie dowiemy. Jedynym wyjściem z tej sytuacji jest prywatyzacja „lasów i-tak-państwowych”. Rodzi się tylko pytanie, czy LP gotowe są na nowego konkurenta na rynku drzewnym? 

5 myśli na temat “Fikcyjny właściciel lasu w Polsce

  1. Panie Rafale, temat ważny i potrzebny. Nasi leśnicy-decydenci, którzy tworzą i egzekwują przepisy nie mają na ogół własnej perspektywy prywatnej własności.
    Ale Pan też pojechał z demagogią. Wypada Panu życzyć refleksji wcześniej niż np. Pańscy sąsiedzi zechcą skorzystać ze swojej własności na zasadach, jakie Pan postuluje.

  2. Fakt. Spora czesc rozwazan mozna zakwalifikowac jako neoliberalny belkot- autor czyta moze za duzo Smitha a za malo Marksa. To zawsze prowadzi do wypaczen. Roznorodnosc jest ok. W lesie polskim tej roznorodnosci pod wzgledem form wlasnosci jest faktycznie malo. Ale gdy do “regulowania roznorodnosci” zabieraja sie liberalowie to lepiej zawczasu spier…lac gdzie pieprz rosnie…..
    z kazdego lasu.

  3. No coz – prezentujacy naiwno-infantylne pomysly lesno – prywatyzacyjne monitor lesny powinien moze poczytac tego Karola, ktoremu narod wybrany nie stawia obecnie pomnikow. Wbrew zarzekaniom na FB…Na lekcjach historii trza tez bylo sluchac tego co opowiada Pani albo Pan, a nie wysylac SMSy……Gdyby Monitor Lesny troche poluznil neoliberalne konskie okulary to dostrzeglby, ze w praktycznie calej Europie wlasnosc prywatna przestrzeni porosnietej forma wegetacji, ktora przedstawia las zostala facto znacjonalizowana. Upanstwowiona. I to juz 200 – 300 lat temu. Praktycznie nigdzie w europejskich lasach wlasciciel tej przestrzeni nie ma prawa wolnego dysponowania ta forma wlasnosci. Zaden wlasciciel nie moze jutro wyciac las i posiac kukurydze, budyn, czy cos innego. Postawic hotel fabryke itd. Jego prawo do dysponowania ta forma wlasnosci zostalo ograniczone. Kropka. Tak jest i nie pomoze zaklinanie rzeczywistosci. Wiaze sie to z faktem, iz lasy zaczeto traktowac jako forme “dobra wspolnego” . Z funkcjami wykraczajacymi poza indywidualne korzystanie z biomasy w formie drewna. Prosze pokazac kraj w Europie gdzie wlasciciel moze go zamienic w pole kartofli bez pytania kogokolwiek – bo to jest “swieta wlasnosc”. Jesli monitor lesny taki las – kraj w Europie znajdzie – albo nie znajdzie – to podyskutujemy o neoliberalnym belkocie i konsekwencjach z niego dla lasow wynikajacych. Prosze bardzo…..:)))))

  4. Drogi daka!
    Te naiwno-infantylne leśno-prywatyzacyjne pomysły z sukcesem funkcjonują np. w południowo-wschodnich Stanach Zjednoczonych. Tak samo rzecz się ma z innymi neoliberalnymi zasadami typu: prawo posiadania broni czy właśnie prywatne znaczy święte. Tak jak autor filmiku z FB mówił, Europa powinna się wstydzić. To że w Europie takie zasady nie funkcjonują, to nie znaczy, że Polska ma ślepo naśladować inne kraje. Może przysypiałeś lub jak to napisałeś: pisałeś SMS-y na lekcjach geografii, ale Europa to nie jest jedyny kontynent na świecie :). W artykule dyskutuję mój punkt widzenia i moje zdanie jak to powinno wyglądać. Niestety jednak właśnie dzięki Karolowi tak nie jest, mamy natomiast powszechne, upaństwowione dobro wspólne, które wpycha się z buciorami w plugawą, według Marksa, własność prywatną.
    Tobie drogi/a daka życzę natomiast poluzowania zaściankowych okularów. Może wtedy zauważysz coś poza samofinasującą się, trwałą i zrównoważoną gospodarką PeGieeLową.

  5. Radziblym jednak trzezwiej na ten padol spojrzec – najlepiej bez tych neoliberalnych okularkow pzyczonych od jakiejs starej szkapa. Samofinansujaca sie TZW PGL LP bazuje w duzej mierze na rabunku – wysiudaniu w 1944 roku prywatnych wlascicieli z ich wlasnosnosci. Problem z ideami Adasia Smithsa polega na ich destrukcyjnosci – nie ma i nie moze byc sytuacji win – win …..Adas uwazal ze indywidualna wolnosc i wyzwolenie nieskrepowanej inicjatywy jednostki rezultuje “dobrobytem wszystkich” . Zgadza sie – spoleczenstwa liberalne sa duzo bardziej dynamicznymi i “rozwojowymi”. Hak polega na tym, ze efektem ubocznym jest poglebiajace sie rozwarstwienie oraz podzial na wygranych i przegranych. Konflikty. Nigdy nie bedzie “wszystkich wygranych” i w rezultacie rodzi sie zaczyn do totalnej rozpizdziochy – tak jak w Rosji w 1917 roku. Z eksportem na cala Europe. Dobra Zmiana z ub. roku tez jest owocem rozpasanego neoliberalizmu uprawianego przez kolibrow POstympowych. W rezultacie mamy patryjotyczny, narodowo – socjalistyczny kaczyzm, gdzie rola panstwa ograniczajacego indywidualne prawa (rowniez wlasnosc) bedzie rosnac. To sie nie wzielo samo z siebie lecz jest wynikiem neoliberalnego eksperymentu Tuska Sechetyny z osmiorniczkami w tle..Oplacalo sie ?. Komu ?. Kto ma czkawke po tych osmiorniczkach ? …Take it easy…..Europa gdzie ma miejsce ograniczenie indywidualnych praw jest pod wieloma wzgledami bardziej “niemrawa”….Biurokratyzm stwarza dodatkowe ryzyka….Jednak ryzyko jakiejs totalnej rozpizdziochy jest tutaj mniejsze niz gdzie indziej……Swiat jest deczko bardziej zlozony niz to sobie wyobrazaja fanatycy z lewej czy prawej naprawiajacy Lasy Panstwowe…. Danie takim naprawiaczom brzytwy do lapek skutkuje masakra….Boze chron lasy….zrabowane tez. Amen.

Dodaj komentarz