Leśne wywiady

Leśne wywiady warte wyciągania z lamusa.

Leśne wywiady warte wyciągania z lamusa.

Myślę że podobne wywiady do tych publikowanych w Przeglądzie Leśniczym są a przynajmniej powinny być pewnym źródłem do poznania problemów polskiego leśnictwa i jego rozwoju na przestrzeni lat. 

Szkoda że tak nieliczne są publikowane na sieci ale ta uwaga dotyczy w zasadzie wszystkich liczących się polskich czasopism leśnych, za wyjątkiem Głosu Lasu. 

Może w tej nieobecności w internecie i w oparciu się o nieliczną prenumeratę powinni polscy leśnicy szukać przyczyn niskiej wiedzy społeczeństwa o prawdziwych problemach leśnictwa? 

Słodka Facebookowa atmosfera daje może lajki za niedźwiadki, kwiatki i widoki ale nie pomaga w zrozumieniu konieczności wytłumaczenia dlaczego np. maszyny leśne są w lesie konieczne mimo kolein i niszczenia gleby leśnej albo w równie obrazowym wytłumaczeniu iż można nimi pracować bez „produkowania” kolein czy ubitej ziemi. 

A można. 

Czytając dostępne w Przeglądzie Leśniczym wywiady, te pochodzące z poprzedniego stulecia, wybrałem fragmenty które nazywam niepoprawnie politycznymi, w moim prywatnym pojęciu.

 Ta polityczna niepoprawność jest niestety stosunkowo rzadka wśród profesorskiego grona nauk leśnych i można wysnuć wniosek oparty o dostępne wywiady iż bardziej, z tego punktu widzenia, opłaca się czytać wywiady doktorów nauk leśnych. 

Co, przynajmniej dla mnie, jest prawdą. 

Rok 1992 – Prof. dr hab. Marian Kubiak

„Na koniec chciałbym Pana zapytać, jako znanego użytkownika lasu, o skomentowanie obecnie realizowanej proekologicznej gospodarki leśnej.

Nie jest to łatwe pytanie. Nie łatwe, bo zbyt mało czasu upłynęło od wprowadzenia tego zwrotu do naszego gospodarstwa leśnego, a oprócz tego chcąc odpowiedzieć szczerze, mogę wywołać zbędną i mało merytoryczną dyskusję. Jednak postaram się zająć stanowisko i myślę, że będę wyrazicielem również pozostałych użytkowników w Polsce.

Przebywałem i przebywam bardzo często w terenie, bo tam jest nasz warsztat pracy i forum dyskusji z praktykami i sądzę, że jedną z naszych wad jest fakt dokonywania ciągłych zmian organizacyjnych i z wielu możliwych, wybieramy najczęściej skrajne rozwiązania – nie potrafimy trafić w „złoty środek”. Tak jest i z gospodarką leśną proekologiczną.

Co znaczy gospodarka leśna proekologiczna? Modny i chętnie stosowany obecnie slogan, często wręcz, kojarzący się z oklepanym sloganem realnego socjalizmu. My leśnicy wiemy o co w nim chodzi, ale społeczeństwo..? Wynika z tego, że w gospodarce socjalistycznej obce były problemy ekologiczne naszego leśnictwa. Prawdą jest pozyskiwanie surowca drzewnego dużo więcej niż przewidywał to etat użytkowania, że z naszej winy doprowadzono drzewostany Sudetów do katastrofy (nie tylko przez emisje przemysłowe), że zbyt późno reagowano na pojawienie się ognisk brusznicy mniszki (mimo alarmujących sygnałów z terenu), że mało umiejętnie stosowano opryski drzewostanów, że w ogóle problemy hodowlano-ochronne były traktowane na drugim planie.

Czy można jednak zarzucić służbie terenowej brak zainteresowania się przyszłością naszych lasów? Czy nie było programów przebudowy drzewostanów i wzrostu lesistości kraju? Co, wobec tego, powiedzieć na temat ostatnio opracowanego przy współudziale naszych leśników „Programu Rozwoju Leśnictwa w Polsce na lata 1993-1997”. Czy to ma być program proekologiczny rozwoju leśnictwa? Czy brak jest w Polsce wzorowych leśników (znających miejscowe warunki), bardzo dobrze przygotowanych do opracowania takich programów bez wydatkowania milionów dolarów na doradztwo obcych firm?

Co się stało ze szwedzkimi kredytami przyznanymi Polsce na rekonstrukcje naszego leśnictwa?

Te i wiele innych pytań powoduje, że w tym wszystkim gubi się nie tylko praktyka ale i nauka. Co wreszcie ma być produktem końcowym działalności gospodarczej leśnika? Czy piękny krajobrazowo „zielony las”, czy umiejętnie wyhodowany drzewostan o wysokiej jakości technicznej drewna? Czy stać nas na import takiego surowca i kto będzie finansował długofalowe plany przebudowy naszych drzewostanów? Teren i nauka milczą, chociaż na poczynania gospodarcze władz resortu patrzą sceptycznie i czekają co będzie dalej.

Zbyt mało jest czasu na dogłębną dyskusje, w każdym razie jest to problem złożony i dyskusyjny, a na pocieszenie zostaje, że nie tylko w Polsce, nawet w krajach bardzo zasobnych w lasy, jak Skandynawia.”

https://wles.up.poznan.pl/pl/wywiad-z-lamusa-z-prof-dr-hab-marianem-kubiakiem

Rok 1994 – Prof. dr hab. Stanisław Szymański 

„Czy polska szkoła hodowli lasu wnosi jakieś elementy do europejskiego leśnictwa?

Na pewno nie musimy się jej wstydzić. Nasza hodowla lasu opiera się nie na sztywnych receptach lecz widzi w ekosystemie leśnym pewien zespół o określonej organizacji wewnętrznej i prawach rozwojowych. Polska hodowla lasu od samego początku bazowała na podstawach ekologicznych. Te założenia, które niegdyś wprowadzał Morozow, kontynuowane i udoskonalane później przez Denglera czy Leibundguta, w Polsce były zawsze widoczne.

W pewnym momencie eksperci skandynawscy usiłowali nam narzucić obniżenie wieku rębności, uważając że nasze lasy są za stare, a gęsta więźba nieekonomiczna. Kierowali się jednak oni błędną przesłanką, ponieważ w prosty sposób zamierzali przenieść doświadczenia ze swoich lasów. W Skandynawii są gleby szkieletowe, sosna jest innej rasy pokroju „świerkopodobnym” i cienkich gałęziach nawet przy małym zwarciu. Niestety nasza sosna ma tendencje do tworzenia grubogałęzistego i sęcznego drewna i dlatego wymaga innych zabiegów hodowlanych niż na Północy.

Zawsze uważałem, że podstawowym celem hodowli lasu w Polsce winna być „produkcja” drewna wartościowego i grubego-okleiny, sklejki i tarcicy wysokiej jakości. Drewno cienkie i usęcznione nie może konkurować cenowo na rynkach europejskich i światowych. Dowodem na to są np. wysokie ceny uzyskiwane za okleinę dębową na aukcji w Krotoszynie. Hodowanie lasów zbliżonych do naturalnych, gdzie drzewa osiągają duże dymensje jest także korzystne z punktu widzenia ekologii, ponieważ spełniają funkcję pozagospodarcze: krajobrazowe, społeczne, a przede wszystkim środowiskotwórcze.”

„Na zakończenie chciałbym prosić o krótką wypowiedź w obronie sosny.

Swego czasu w „Lesie Polskim” napisałem cykl artykułów pod wspólnym tytułem: sosna gatunek nieznany. Pomimo, że sosna na niżu zajmuje 80% powierzchni leśnej jest nadal gatunkiem, co do którego prowadzi się spory. Czy więźba jest właściwa? Czy sosnę prowadzić w długiej czy krótkiej kolei rębu? Jak pielęgnować? Tak więc stale rodzą się problemy pomimo, że jest to gatunek chlebowy, bo gdyby w lasach polskich nie było sosny, to właściwie nie mielibyśmy pracy. Gzie się nie spojrzy, tam widać sosnę.

Sosna jest gatunkiem o szerokiej amplitudzie ekologicznej. Rośnie na borze suchym i na bagnach tworząc zespół boru bagiennego czy wilgotnego. Sosna rośnie wszędzie, tylko nie wolno jej hodować w warunkach monokultur, ponieważ stwarza wówczas bazę żerową dla szkodników, z którymi ciągle są problemy.”

https://wles.up.poznan.pl/pl/wywiad-z-lamusa-z-prof-dr-hab-stanis-awem-szyma

Rok 1995 – Prof. dr hab. Ignacy Korczyński

„W tej chwili niezawodne prognozowanie wielkości żerów szeliniaka w danej uprawie jest niemożliwe. Jedynie można wyciągnąć wnioski, na podstawie bezpośredniej obserwacji poczynionej przez miejscowego leśniczego, który zna wielkość szkód powodowanych przez tego chrząszcza na przestrzeni ostatnich lat.”

„Czy szeliniak nie musi odżywiać się młodymi sadzonkami?

Tak. Na uprawy zwabiają go nie sadzonki lecz zapach wydzieliny przez świeżo ścięte pniaki, na których znajduje dobre warunki dla rozwoju. Tak więc, gdyby nie było zrębów zupełnych, to może nie byłoby również kłopotów z szeliniakiem. Generalnie można stwierdzić, że pniaki znajdujące się wewnątrz drzewostanu, są w większym stopniu zasiedlone przez grzyby, przez co szeliniak ma gorsze warunki rozwojowe.”

„W jaki sposób szeliniak żeruje w uprawach?

Preferuje żerowanie na większych sadzonkach. Niemniej właśnie większe „drzewka” są odporniejsze od mniejszych, i stąd pomimo uszkodzenia wcale nie muszą wypadać. Można powiedzieć, że idealna sadzonka powinna być krępa, gruba i niska.”

„Jak zakładać uprawy aby straty były jak najmniejsze?

Leśnicy znają już taki sposób. Jest to przelegiwanie zrębów, ze względów ekonomicznych i ekologicznych (strata jednorocznego przyrostu, zwiększenie degradacji gleby) ja nie jestem zwolennikiem takiego rozwiązania.

Jest prawdą, że w drugim roku ( po rocznym przelegiwaniu zrębów) szkody powodowane przez szeliniaka są znacznie mniejsze. Są one spowodowane działaniem młodych szeliniaków, które zgryzają sadzonki w lipcu i sierpniu. Wtedy to sadzonki są już mocniejsze i tak łatwo nie wypadają. Natomiast zaatakowane młode sadzonki zaraz po posadzeniu, łatwo ulegają zniszczeniu.”

„Co można powiedzieć na temat rowków pułapkowych?

Osobiście nie mam do tego przekonania. Już przed wojną niektórzy badacze kwestionowali zasadność ich stosowania. Uważam, że schwytane do nich szeliniaki mają większy wydźwięk psychologiczny niż faktycznie przyczyniają się do zmniejszenia szkód. Fakt schwytania 1000 czy 2000 chrząszczy wcale nie musi oznaczać ochrony uprawy.”

https://wles.up.poznan.pl/pl/wywiad-z-lamusa-z-prof-dr-hab-ignacym-korczy-skim

Rok 1995 – Prof. dr hab. Jacek Michalski

„W Tajdze spędziłem miesiąc, w pełni lata, które trwa tam bardzo krótko. Tajga to coś wspaniałego i trudno jest o jakieś porównanie: kiedyś stwierdziłem, że najdziksze ostępy Puszczy Białowieskiej są asfaltem w porównaniu z bezdrożami tajgi. To jest w pewnym sensie dżungla północy – las naturalny kryjący w sobie potężne, powalone pnie drzew ukryte w gęstwinie podrostu. Niestety eksploatacja lasu jest tam zupełnie nierozsądna, ponieważ tnie się środkową jej część, zamiast pozyskiwać drewno na jej obrzeżach. Widziałem w jednym Leschozie olbrzymie mygły drewna o wysokości naszych wieżowców, stojąc przy nich słychać było żerujące larwy. Tamtejszy dyrektor mówił, że ma do dyspozycji w miesiącu jeden transport kolejowy – ok. 60 wagonów, a plan trzeba wykonać.

Później był Pan Profesor w Kanadzie – jak wypadło porównanie?

Tak, prowadziłem w Polsce temat amerykański i później wizytowałem tamtejsze ośrodki badawcze. Widziałem także tajgę kanadyjską, która jest zupełnie inna. Są to głównie drzewostany liściaste – klony tworzące lite i bezkresne drzewostany. Miałem okazję zobaczyć je jesienią, już po przebarwieniach liści. Po prostu wyglądało to jakby tajga płonęła – wspaniałe kolory od żółtego do bordowego. Jest to zjawisko nie do opisania.

A jak tam pozyskiwano drewno?

Robią to mądrze, gdyż oni ochraniają swoje lasy, poprzez import drewna. I w tym miejscu nasuwa mi się dygresja, że nasi leśnicy powinni więcej zostawiać dla potomności starodrzewi – niech one sobie same, w sposób naturalny, umierają.”

„Czy z tej okazji, zechciałby się Pan Profesor podzielić jakąś myślą, jakiś  przesłaniem?

Pierwsza sprawa. Uważam, że każdy potencjalny profesor leśnictwa powinien przed otrzymaniem asystentury przejść, przez minimum dwuletnią, prawdziwą, praktykę w urządzaniu lasu. Urządzanie jest konglomeratem wszystkich nauk leśnych. Mnie również tego brakowało. Pamiętam, że prof. Kozikowski, mający przed wojną własne biuro urządzeniowe, później na runie „zaginał” botaników.

Druga sprawa. Wszystkim leśnikom musi leżeć na sercu tylko i wyłącznie dobro lasu. Ja nie jestem hodowcą, ale czasem przykro mi jest jak giną piękne ostępy leśne. Były cudowne jesiony, ładne dęby – nie ma ich. Tworzenie nowych parków nie jest drogą do uzdrowienia naszego lasu.”

„W dobie ekologizacji leśnictwa przypomnę jedno z powiedzeń wielkiego i wspaniałego leśnika pro. M. Nunberga, który definiując słowo ekologia powiedział: „To jest nauka zagubiona w obcej terminologii”.

https://wles.up.poznan.pl/pl/wywiad-z-lamusa-z-prof-dr-hab-jackiem-michalskim

Rok 1996 – Prof. Karol Mańka 

„Jak Pan przebył resztę okresu wojennego?

Po krótkim pobycie u rodziców, kiedy nie zgodziłem się na żądanie władz niemieckich, by wstąpić do armii niemieckiej, zostałem wraz z braćmi wczesną wiosną 1940 r. aresztowany i skierowany do obozu koncentracyjnego w Dachau, skąd później trafiłem do obozu Sachsenhausen. Ku mojej radości, ale i zdziwieniu zostałem pod koniec tego roku zwolniony. Zaniepokojony o swój dalszy los poprosiłem odnośny urząd pracy o zatrudnienie mnie jako leśnika w lasach Rzeszy Niemieckiej. Otrzymałem skierowanie do lasów górskich w rejonie Wałbrzycha , będących wówczas własnością księcia pszczyńskiego. Tam dołączono mnie do grupy polskich robotników leśnych z Beskidów, przydzielając mi jednak nieco lepsze zakwaterowanie. Jako Polacy byliśmy zobowiązani do noszenia na ubraniach odznak z granatowymi literami „P” na żółtym tle. Zaangażowani byliśmy do różnych prac leśnych, pracując głównie przy cięciach pielęgnacyjnych i na zrębie. Zdarzały się też inne zajęcia, jak np. łowienie pstrągów w lokalnej rzeczce. Polscy drwale byli tam wysoko cenieni, chociaż nie dawano tej ocenie wyrazu zewnętrznego. W drugiej połowie roku 1945 wróciliśmy do domu.

https://wles.up.poznan.pl/pl/wywiad-z-lamusa-z-prof-karolem-ma-k

Rok 1997 – Prof. dr hab. Mieczysław Podgórski

„Co sądzi pan profesor o usytuowaniu leśnictwa w resorcie „Ochrona środowiska, zasobów naturalnych i leśnictwa”?

Administracyjnie podporządkowanie leśnictwa takiemu czy innemu resortowi – moim zdaniem jest mniej istotne! Istotną natomiast sprawą jest przekazanie spraw leśnictwa, gospodarki leśnej, kompetentnemu kierownictwu. Upaństwowienie spraw leśnictwa, gospodarki leśnej, kompetentnemu kierownictwu. Upaństwowienie po II wojnie światowej około 90% powierzchni kraju (ok. 6,1,mln ha) oraz utworzenie w 1945 r. Ministerstwa Leśnictwa, w jakimś sensie było wypełnieniem testamentu m in. Profesora Uniwersytetu Poznańskiego Stefana Studniarskiego, gorącego zwolennika ograniczenia wielkiej własności leśnej, w międzywojennej Polsce.

Powołanie do życia 1956 r. Ministerstwa Leśnictwa i Przemysłu Drzewnego wychodzi z kolei naprzeciw zwolennikom integracji leśnictwa i przemysłu drzewnego. Również aktualnie nie brakuje zwolenników „lobby” leśno-drzewnej, a więc integracji tych dwóch działów gospodarki narodowe. Nie łatwą więc sprawą byłoby podjęcie próby oceny usytuowania leśnictwa w resorcie Ochrony Środowiska…! Wydaje się jednak, że ekologia, która wyszła z nauki leśnictwa oraz która była, jest i będzie wykorzystywana w gospodarstwie leśnym, aktualnie zbyt głęboko zdominowała, a raczej skrępowała tę ważną gałąź gospodarki narodowej.

W okresie międzywojennym w korzystnej sytuacji był np. Dyrektor Naczelny L.P., który posiadał wszystkie ważniejsze uprawnienia do kierowania gospodarką i administracją w Lasach Państwowych. Pod suwerennym i odpowiedzialnym kierownictwem Dyrekcji Naczelnej, działającej w ramach resortu rolnictwa Lasy Państwowe systematycznie zwiększały swój stan posiadania, zarówno w sensie ilościowym, jak i jakościowym, osiągając jednocześnie bardzo dobre wyniki ekonomiczne oraz wyróżniając się w skali europejskiej bardzo sprawnym modelem organizacyjnym gospodarki leśnej.”

„Co sądzi pan profesor o średnim szkolnictwie leśnym w Polsce?

W okresie międzywojennym na terenie Polski działały tylko dwie średnie szkoły leśne (licea leśne) – w Białokrynicy na Wołyniu oraz Żyrownicach k. Grodna. Obie szkoły cieszyły się opinią znakomitych ośrodków leśnego szkolnictwa średniego. Po II wojnie powołano do życia w sumie 18 Techników Leśnych. Aktualnie funkcjonuje 15 średnich szkół leśnych.

Jeśli mogę mieć swój pogląd , to uważam, że liczba TL w Polsce co najmniej dwukrotnie przewyższa rzeczywiste potrzeby na absolwentów tych szkół. Pamiętać również trzeba, że przeważająca liczba corocznych absolwentów T.L. ubiega się o przyjęcie na wyższe uczelnie leśne. Sprawa zarówno średniego, jak i wyższego szkolnictwa leśnego stanowi złożony problem, wymagający wszechstronnych analiz, których wyniki powinny doprowadzić do przemyślanej restrukturyzacji tego szkolnictwa. Na zakończenie pozwalam sobie przyznać się, że od dłuższego czasu przymierzam się do napisania dyskusyjnego artykułu na ten temat, który – być może – zapoczątkuje debatę na ten ważki dla leśnictwa temat.”

https://wles.up.poznan.pl/pl/wywiad-z-lamusa-z-prof-dr-hab-mieczys-awem-podg

Przegląd leśniczy opublikował również na sieci wywiady już sprzed kilku lat, z dr. inż. Janem Ceitlem oraz dr. inż. Jackiem Zientarskim, te które w całości można, przynajmniej w pewnym stopniu porównać w niepoprawności politycznej z wywiadem dr. inż. Józefa Grodeckiego i powrócę do nich po swojej letniej przerwie. 

Zdjęcie: pixabay

Jedna myśl na temat “Leśne wywiady warte wyciągania z lamusa.

  1. Rewelacja Tadeusz Ciura .
    Prawdziwe słowa.
    Jednak nie wszyscy są na sprzedaż 🙂
    Życzę owocnej przerwy wakacyjnej 🙂

Dodaj komentarz