Polskie ludy tubylcze

Polskie ludy tubylcze zamieszkujące polskie lasy państwowe. Część druga.

Polskie ludy tubylcze zamieszkujące polskie lasy państwowe. Część druga. 

Prawa ludów tubylczych opisane są w Deklaracji ONZ z roku 2007 https://pl.m.wikipedia.org/wiki/Deklaracja_praw_lud%C3%B3w_tubylczych a ludy tubylcze dobrze opisuje angielska wiki https://en.m.wikipedia.org/wiki/Indigenous_peoples

Czy można porównywać ludność miejscową Białowieży czy polskich Bieszczad ze szwedzką ludnością kraju Sápmi?  

W pewnym stopniu można.

Takie porównania przychodziły mi na myśl przy czytaniu wypowiedzi czy komentarzy osób mieszkających w Bieszczadach i wypowiadających się na temat Obóz Puszcza Karpacka Chmiel. 

Tych spokojniejszych i kulturalniejszych oczywiście, bo żaden Saam nie nawołuje, przynajmniej na razie, do cytuję: „Taki element powinno się wiązać i topić a potem głęboko zakopać żeby lisy nie wygrzebały i się nie potruły”. 

Chociaż jeżeli za element uważa się wilki czy rosomaki to wypowiedź mieszkańca Bieszczad, co prawda kursującego na trasie Bieszczady – Berlin ale równocześnie wychowanka Technikum Leśnego z Leska, zgadza się z rzeczywistością w kraju Sápmi. 

Z tym że nawet niedźwiedzie nie potrafią odkopać tusz wilczych a więc wychowanek TL mógłby po drodze z Berlina do Bieszczad zrobić mały odskok do północnej Skandynawii i dokształcić się w wiązaniu, topieniu i zakopywaniu niepożądanych elementów. 

Te kulturalniejsze wypowiedzi na temat Obozu w Chmielu mają wspólną narrację. 

Zaczynają się opisem idylli zadbanego i uporządkowanego bieszczadzkiego życia, którą potrafi docenić i ocenić wdzięczny gość takiego bieszczadzkiego gospodarza. 

Potem mamy opis gościa niewdzięcznego, z pretensjami i kłamstwami, gościa oczerniającego i nieproszonego, nie chcącego opuścić domu gospodarza, gościa który rozbija obóz pod jego domem, rozkłada ulotki i banery na jego podwórku, dewastuje bieszczadzką przyrodę i zamieszkując na ogół wielkomiejski bruk chce uczyć mieszkańca leśnych Bieszczad jak ją chronić. 

Co ma i powinien on zrobić? Zbiera więc domowników, zabiera psa i wyprasza niechcianego „gościa”. 

Tutaj porównania mieszkańca Bieszczad do szwedzkiego mieszkańca  Sápmi wypadają na korzyść tego ostatniego. Mimo że miał co roku i od lat nieproszonych gości na polowaniach na pardwy, często nawet z Berlina czy Wiednia, to nie zbierał innych Saamów aby wybrać się z psami na nich. Mimo iż polowanie na pardwy były jego przywilejem jako ludu tubylczego. Nie, po kilkunastu latach, grzecznie i elegancko przeprowadził w Riksdag takie ograniczenia swojej gościnności że wypraszanie gości nie wchodziło już w rachubę. 

Ale z drugiej strony to właśnie Saam mógłby nauczyć się od mieszkańca ludności lokalnej Bieszczad, tego w mundurze leśnym, jak przeprowadza się w Sejmie (Riksdag) ustawy zapobiegające ograniczeniom swoich swobód  życia i działalności zawodowej. 

Jak jednak mieszkaniec Bieszczad zamierza wprowadzić podobne ograniczania bez swojej szkody finansowej, bo przecież mimo ze gość jest gościem, nawet tym nieproszonym, to jednak mieszkaniec Bieszczad zarabia na na nim i na jego pobycie w Bieszczadach? 

Tutaj z kolei kraj Sápmi jest lepiej przystosowany do rzeczywistości. Ma pod sobą połowę Szwecji i już od roku 1977 jest uznany za kraj zamieszkały przez lud tubylczy, pierwotny a od 2010 szwedzki Riksdag ponosi odpowiedzialność za przeżycie i pomyślność gospodarki reniferowej. 

Co prawda mieszkaniec Bieszczad ma pod swoją opieką znacznie poważniejsze  zwierzę niż renifery ale kilkaset żubrów to jednak nie 250.000 reniferów. 

Z kolei jednak 4.900 hodowców saamijskich to nie kilkadziesiąt tysięcy bieszczadników, zwłaszcza tak uprzywilejowanych jak pracownicy tamtejszych lasów państwowych. W jednym ale podstawowym punkcie są uprzywilejowani mieszkańcy Bieszczad bardzo podobni do mieszkańców kraju Sapni – obie grupy nie potrafią dorobić się dodatniego salda w swojej gospodarce, czy to reniferowej czy leśnej. 

Złośliwi twierdzą nawet że jedynym plusem który przynosi Saamom ich gospodarka reniferowa są państwowe odszkodowania za renifery, zabite przez niedźwiedzie, rosomaki i wilki. Te oczywiście niedźwiedzie, rosomaki i wilki które przeżyły spotkanie z Saamami, te jeszcze nie powiązane, zatopione i zakopane. 

Na taki plus nie może jednak liczyć lokalny mieszkaniec Bieszczad ale z drugiej strony nie musi wiązać  Funduszu Leśnego. Przeciwnie, od samego początku istnienia Funduszu jest jego sakiewka rozwiązana w tym regionie Polski. 

Moje ulubione szwedzkie czasopismo codzienne Svenska Dagbladet nie ma zwyczaju unikania tematów trudnych i do takich należy w Szwecji sytuacja szwedzkich Samów. 

W okresie od 14 czerwca 2018 do dnia wczorajszego, dziennikarze SvD opublikowali kilkanaście artykułów na ten temat i przeważającym nurtem jest rola ofiary, odgrywana przez Saamów cierpiących na prześladowania, te historyczne, Saamów nie mogących prowadzić należycie swojej gospodarki reniferowej, Samów ograniczanych w tej gospodarce przez zarówno przemysł (kopalnie rudy różnych metali), ochronę przyrody (parki narodowe na terenach wypasów reniferowymi), gospodarkę leśną (lasy państwowe Sveaskog, koncerny leśne SCA czy Stora Enso) no i polityków mówiących jedno a robiących coś przeciwnego, nie zapominając o szwedzkich farmerach rolno-leśnych  nie darzących Saamów specjalną przyjaźnią (renifery na ich uprawach czy w ich lesie). 

Takiej litanii żal i skarg nie potrafi stworzyć, no przynajmniej na razie, typowy przedstawiciel lokalnej ludności Bieszczad, ten żyjący z turystyki czy hodowli zwierząt, ale zbliża się do niej ten najbardziej uprzywilejowany, żyjący z lasu, czujący się pogardzanym, lekceważony w swojej leśnej wiedzy i atakowany przez wielkomiejską opinię publiczną, w dodatku tą niepolską, sterowaną przez Greenpeace Wiedeń. 

„Aktywiści „Dzikich Karpat”, uzurpując sobie prawo wypowiadania się w imieniu całego społeczeństwa, ignorują głosy płynące ze społeczności lokalnych. Dlatego zwracamy się do mieszkańców Podkarpacia z prośbą o rozsądne wczytywanie się w komunikaty aktywistów, bo z idei głoszonych pod szczytnymi hasłami przebija pogarda dla ludzi tu żyjących oraz lekceważenie wiedzy i doświadczenia leśników.”

http://www.krosno.lasy.gov.pl/aktualnosci/-/asset_publisher/1M8a/content/stanowisko-rdlp-w-krosnie-w-sprawie-dzikich-karpat-

To wezwanie Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych jest interesującym przykładem na współpracę pracowników administracji polskich lasów państwowych z lokalną ludnością Bieszczad. 

Chociaż słowo współpraca jest nieco zwodzące bo czy owce prowadzone przez bacę i pilnowane przez juhasów oraz owczarki, współpracują czy jak to owce idą na pastwisko czy w inne miejsce jedne za drugą? 

 Pobyt grupy młodych ludzi w Chmielu wywołuje ciekawe spostrzeżenia. 

Mają oni swoje przekonania i swój styl życia odmienny od mieszkającej tam ludności, przyzwyczajonej do porządku, czystości, kultury obcowania oraz tolerancji w stosunku do odmieńców typu bieszczadnicy. 

Ale nie do odmieńców typu WWF, Greenpeace, weganów czy zwolenników różnych odmian yogi. Tacy nie mają zwyczaju okazywania szacunku dla domowników bieszczadzkich, zwłaszcza tym zatrudnionych przez organizację Lasy Państwowe. 

„Spakujcie swoje rzeczy i wynieście się stąd, bo my, mieszkańcy mamy już was dość.”

Mieszkańcy regionu utrzymujący się z pokazywania innym dzikiej przyrody wyrzucają więc gości, nieproszonych należy zaznaczyć, którzy chcą w tym regionie mieć więcej dzikiej przyrody. Ta stworzona przez leśnika państwowego po roku 1945 nam wystarcza, rozumują. 

Cytowana powyżej dyrekcja lasów państwowych, wywołując dobrze znanymi z polskiej historii metodami tzw. społeczne oburzenie oraz potępienie, chyba nie bardzo zdaje sobie sprawę jak takie nakręcanie lokalnej opinii publicznej może uderzyć zarówno w pracowników administracji nad którymi włada jak i w tą właśnie lokalną społeczność. 

Znajomość komunistycznych  metod działania nie przechodzi u krośnieńskich leśników w znajomość skutków komunistycznej historii Polski. 

Chociaż z drugiej strony sławetna i obowiązująca do tej pory Ustawa o lasach z roku 1991 jest efektem takich skutków, więc może mylę się w swojej  ocenie?

Swego czasu ukazała się na sieci praca doktorska autorstwa Agaty Agnieszki Konczal pod mało przyciągającym ale zarazem istotnym tytułem „Antropologia lasu. Leśnicy a percepcja i kształtowanie wizerunków przyrody w Polsce”

https://repozytorium.amu.edu.pl/bitstream/10593/17940/1/Agata%20A.%20Konczal%20-%20rozprawa%20doktorska%202017.pdf

Praca ta ukazała się również w formie książkowej https://ksiegarnia.pwn.pl/Ksiazki/Lesnictwo,2195923,k.html

Materiały do tej pracy zbierała Pani Agata Agnieszka Konczal właśnie w Bieszczadach, właśnie niedaleko Chmielu jak i później w Borach Tucholskich. 

Ja opisałem swoje czytelnicze odczucia w Monitorze leśnym w maju 2017  http://www.forest-monitor.com/pl/diagnoza-antropologiczna-lesnika-lasow-panstwowych/ i zachęcam wszystkich zainteresowanych tematem „Bieszczady a tamtejszy las naturalny” do przeczytania tego tekstu a później do sięgnięcia po książkę. 

Wtedy konflikt chmielowski stanie się bardziej zrozumiały. 


Zdjęcie: tripadvisor

Jedna myśl na temat “Polskie ludy tubylcze zamieszkujące polskie lasy państwowe. Część druga.

  1. 1. Ludność Bieszczadów w dużej mierze jest napływowa po 2WŚ i Akcji Wisła (głównie z okolic Sokala oraz centralnej i zachodniej Polski, spośród górali także). Ciekawie to widać na mapie preferencji wyborczych ściany wschodniej lub Podkarpacia https://public.tableau.com/profile/biqdata#!/vizhome/sejm2019-pozycjakontrapis/pis-reszta. Wyspy, analogiczne do multikulturowej Warszawy, wiec tym bardziej trudno tu o jakąkolwiek pierwotną tożsamość (nie podejrzewałbym ludności tubylczych o preferencje prounijne etc)

    2. Porównania na tej bazie mieszkańców Bieszczadów do mocno osadzonej kulturowo i hitorycznie Saamów przy ocenie czegokolwiek wydają mi się mocno naciągane. Jedyny wspólny mianownik to ‚zasiedlenie krainy geograficznej’. Innych wspólnych mianowników – w ujęciu zbiorowości – nie widzę.
    Widzę natomiast mnóstwo problemów porównawczych. Pierwszy z brzegu: Model życia Saamów (migracyjny na bazie hodowli i pór roku, zwłaszcza tych górskich, nieleśnych) nijak się ma do modelu życia ludności Bieszczadów (przywiązanie do rygorystycznie postrzeganej własności ziemskiej i ‚koczowaniu’ na niej).

    3. „Z kolei jednak 4.900 hodowców saamijskich to nie kilkadziesiąt tysięcy bieszczadników, zwłaszcza tak uprzywilejowanych jak pracownicy tamtejszych lasów państwowych”
    Kompletnie nie rozumiem jak (dlaczego) ktoś porównuje migracyjnych w naturze życia hodowców reniferów (własny, często terytorialnie rozrzucony biznes) do etatowych pracowników leśnych (których w regionie jest – jeśli mówimy o etatach i trzech nadleśnictwach – max 200 osób) ? W jakiej płaszczyźnie to porównanie do 4900 hodowców ma dla jego autora sens ? Pomijam już to uprzywilejowanie tego wąskiego grona ludzi (pracowników etatowych LP). Jedyny związek jaki ja dostrzegam, to ten, że leśnicy koordynują produkcję ważnego gospodarczo produktu, podobnie jak Saamowie (tyle, że oni są bardziej analogiczni z robotnikami leśnymi, zatrudnionymi w ZULach, a nie w LP, o czym najprawdopodobniej autor nie wie). Sam produkt Saamów jest dla nich wyżywieniem, (mięso) dla leśników już nie (nie jedzą drzew)
    Przypomnę porównawczo:
    Liczebność topograficznie skupionych Saamów to ok 70 000. Bieszczady to głównie 2 gminy (Lutowiska i Cisna) dające circa 3700 mieszkańców, nie ma tu porównania. Jeśli doliczyć bardziej nizinną Komańczę (4652) i daleką od gór Czarną (11 177) to mamy w sumie ledwo 19 575 mieszkańców.

    4. Ludzie (w znaczącej większości) faktycznie nie chcą w Bieszczadach aktywnie działających ekologów. Ale jeśli ktoś dostrzega związek tej niechęci z Lasami Państwowymi (i ich indoktrynacją) to doradzałbym większe pochylenie głowy nad faktyczną genezą. Pewna część tych, którzy nie chcą tam ekologów nie ‚kocha’ LP (niektórzy czują do nich awersję). Problem wg mnie tkwi z ingerencji w obecny stan rzeczy przez konkwistadorów (obca strefa interesów) z innych rzeczywistości, z próbą ustawiania życia autochtonom (z zamknięciem im lasów w Parku – w dalszej perspektywie).

    5. W jednym ale podstawowym punkcie są uprzywilejowani mieszkańcy Bieszczad bardzo podobni do mieszkańców kraju Sapni – obie grupy nie potrafią dorobić się dodatniego salda w swojej gospodarce, czy to reniferowej czy leśnej.”
    Poproszę o konkretne dane, z uwzględnieniem FL i inwestycji. Póki ich nie ma (i źródeł) to powyższy cytat jest tylko usilną ale jednak autorską hipotezą. Jeśli patrzeć na koszt pozyskania (90-110) i sprzedaży (150-600) to nie widzę tutaj pola do straty. Nawet jeśli ochrona przyrody sporo kosztuje (jest u Was artykuł na ten temat). Chętnie też poznam jakiekolwiek dane o gospodarce reniferowej, na które autor sie powołuje, źródła?

    6. „Takiej litanii żal i skarg nie potrafi stworzyć, no przynajmniej na razie, typowy przedstawiciel lokalnej ludności Bieszczad, ten żyjący z turystyki czy hodowli zwierząt, ale zbliża się do niej ten najbardziej uprzywilejowany, żyjący z lasu, czujący się pogardzanym, lekceważony w swojej leśnej wiedzy i atakowany przez wielkomiejską opinię publiczną, w dodatku tą niepolską, sterowaną przez Greenpeace Wiedeń. ”
    Nie wiem jak należy postrzegać powyższy cytat. To analiza badawcza, luźna spekulacja, prywatna ocena?
    Piszący te słowa postrzega terytorialnie (topograficznie) Bieszczady jako obszar konfliktu dwóch stref interesów. Pacyfikacja obecnej strefy interesów (gospodarka leśna) przez napływową (ochrona przyrody) poskutkuje wg mnie radykalnym ograniczeniem miejsc pracy (na rzecz specjalistów z innych regionów) i dostępności terytorialnej obecnych lasów (runo leśne, turystyka). Dlatego uważam, że na bazie dostępnych symulacji strony ekologicznej (biednych bardzo i ogólnych, dalekich) migracja lasów do Parku będzie generalnie stratą dla tkanki społecznej. Przy załozeniu utrzymania/wzrostu populacji drzewostanów i ich stymulacji – nie widzę sensu rygorystycznej reorganizacji lasów o charakterze gospodarczym (ciętych intensywnie od kilkuset lat) do jakiej nawołują IDK, FDP i inne podmioty. Kompromisem może być utworzenie kilku przyparkowych – ogólnie dostępnych – lasow zmierzajacych do klimaksu. Dla ekoteistów to bedzie jednak za mało, pokój (cisza) nie jest też dla nich wskazany.
    Jaki związek ma z tym Greenpeace Wiedeń? Może dla autora ten sarkazm ma sens, dla mnie (szukającego merytoryki) nie bardzo. Jeśli już widzieć jakiś relacyjny sens, to ja osobiście na horyzoncie obecnych zdarzeń z ochroną przyrody w Bieszczadach (próby aneksji Nadleśnictwa Stuposiany) widzę raczej osłabienie gospodarki pchające nas gdzieś w ramiona Rosji. Ale to bardzo daleka paralela. Sam miałem okazję doświadczyć pogardy i wyższości (namaszczenia) ze strony ekologicznej, więc ten aspekt znam 🙂 I nie pracuję w LP ani ZULach. Korzystam z (być może ostatnich lat) dostępnosci tych lasów w celach dokumentacyjnych (fotografia, krajobraz kulturowy, ostatnio mocniej antropologia).

    7. „…odmieńców typu WWF, Greenpeace, weganów czy zwolenników różnych odmian yogi. Tacy nie mają zwyczaju okazywania szacunku dla domowników bieszczadzkich, zwłaszcza tym zatrudnionych przez organizację Lasy Państwowe. ”
    Brzmi to dla mnie jak próba wykreowania związku niechęci (fikcyjnej w tym zakresie i związku) lokalesów do yogi – z zatrudnieniem kogoś innego w LP. Kompletnie abstrakcyjne, ale nienawiść do ludzi którzy nie kochają ‚pacyfistów od yogi’ i mają związek z LP – moze zainicjować. Nie uważam tego za uczciwe, ale każdy bloger ma prawo do swoich metod budowania audytorium (widziałem Wasze najnowsze statystyki).
    Kilka późniejszych akapitów i cytatów zmierza generalnie do zobrazowania niechęci autora do LP, Saamowie są tam kompletnie pomijani (niepotrzebni i zwolnieni do domu)

    8. „Wtedy konflikt chmielowski stanie się bardziej zrozumiały. ”
    Wg mnie nie stanie się na pewno zrozumiały na bazie wskazanych w tym tekście metod analizy/porównania, faktów/danych i ich źródeł (zwłaszcza z pominięciem analizy mechanizmów społecznych i analizy wpływu działań ekologicznej/botanicznej strefy interesów na społeczne postrzeganie zagrożeń dla/u tkanki lokalnej).
    Przy braku wymiernych zysków (progres regionu po powiększeniu Parku to oczywiście bajka) dla całości społeczności, oraz przy wyraźnej stracie zawodowej (kluczowy rynek, miejsca pracy) i terytorialnej (dostępność runa leśnego i spacerologii) – działania ekoteistów będą w naturalny sposób traktowane (rugowane) jako zagrożenie.

    Mam nadzieję, że ten komentarz jest bardziej odpowiedni dla Państwa standardów, ale też bardziej merytoryczny odnośnie w/w artykułu. Mam też nadzieję, że stało się dla Państwa jasne, co miałem na myśli używając określenia ‚lamerstwo” (czyli pobieżność analizy i jej jakości). Jeśli ktoś poczuł się urażony, to informuję, iż nie miałem takiego celu. Jeśli ktoś chciał przekazać swoją niechęć do LP z pominięciem sensownej analizy relacyjnej Saamów do Bieszczadów (jako bazie tego tekstu) – to tak to odebrałem.
    Jeśli chodzi o progres ruchu (oglądalność) to powyższy artykuł jest odpowiedni do takiego wzrostu, powinniście się Państwo trzymać takiego rodzaju tekstów.
    Jesli chodzi o ‚tubylczość’ LP ekolodzy to zdecydowanie mocniej pochylę się nad tym aspektem także (przywołam Państwa kiedyś w swoich przyszłych treściach)

Dodaj komentarz