Szwedzcy zbieracze jagód

Szwedzcy zbieracze jagód liczą na deszcz.

Szwedzcy zbieracze jagód liczą na deszcz.

Tegoroczne, 2018 lato, może być fantastyczne albo przeciwnie, latem wysuszonych jagód.

Ola Langvall, naukowiec i leśny badacz terenowy przy SLU, Sveriges Lantbruksuniversitet, mówi: To właśnie teraz wszystko się zadecyduje.

  • Jagody rosną i potrzebują do tego deszczu. Warunki do doskonałego roku z jagodami zostały stworzone przez ciepłą wiosnę bez przymrozków późnych. Na niektórych obszarach Szwecji już są dojrzałe (borówka czarna) ale w dalszym ciągu za małe. Dostęp runa jagodowego do wody jest najważniejszy, wody bieżącej i ja zbierając jagody na zboczach zawsze schodzę na dół stoku bo tam spływają wody i jagody są największe.

Podobne rady nie są pewno żadną nowością dla zawodowych zbieraczy. Tutaj w Szwecji byli nimi, jeszcze przed kilku-kilkunastoma laty, Polacy i mieszkańcy krajów nadbałtyckich, potem Rumuni i Bułgarzy ale od kilku lat dominują Tajlandczycy.

W zasadzie podobna statystyka jest niemożliwa do dokładnej oceny, bo mieszkańcy krajów należących do UE nie potrzebują pozwoleń na pracę a na takich opiera się podobna statystyka.

W każdym razie w tym roku szwedzki urząd migracyjny, Migrationsverket, wydał 4.990 pozwoleń na sezonową pracę przy zbieraniu jagód, co jest cyfrą znacznie większą niż w roku ubiegłym, wtedy 3.000 osób.

Ale z samej Tajlandii przybędzie w tym roku mniejsza, o 200 osób, ilość zbieraczy.

  • Zainteresowanie spadło, mówi Kåre Björkstrand, szef eksportu w przedsiębiorstwie Bothnia Bär. W ostatnich kilku latach ceny zbioru np. borówki czarnej spadły z 20 kr do 10 kr za 1 kg. Konkurencja ze strony tanich jagód, pochodzących głównie z Europy wschodniej i z Rosji jest za duża, a my tutaj nie możemy już podwyższyć ceny za zbiór z uwagi na opłacalność naszej firmy.

O szwedzkim zbiorze jagód pisałem przed dwoma laty na Facebook w https://m.facebook.com/TCiura/posts/1034868543286689:0 oraz w https://m.facebook.com/TCiura/photos/a.223397571100461.193824924057726/1035516433221900/?type=3 i wspominałem wtedy o wzrastającym problemie nielegalnych koczowisk zbieraczy jagód w lasach lub na gruntach prywatnych.

W tym roku wygląda na to, że takich miejsc będzie mniej, mówi Björn Galant, ekspert w prawie własności i Allemansrätten w zrzeszeniu właścicieli leśno-rolnych, LRF.

Podobne zdanie ma policjant Jan Ekholm z Söderhamn.

  • Wydaje mi się że sytuacja unormowała się już w pewnym stopniu i ludzie nie dzwonią do nas tak często jak wcześniej. Ja myślę że właściciele lasu dogadują się z ich „gośćmi” no i będą mieć, po zmianie prawa od 1 lipca w tym roku, znacznie większe możliwości do ich natychmiastowego usunięcia, przy naszej pomocy i pomocy komornika.

Prawo Allemansrätten daje każdemu możliwość przenocowania jednej nocy w lesie szwedzkim, bez uzyskania poprzednio zgody właściciela terenu (wyjątkiem są oczywiście rezerwaty przyrody i parki narodowe oraz działki przydomowe, opisując ogólnie), natomiast rozbicie obozowiska przekraczajacego te przepisy jest działalnością nielegalną i karalną.

Przynajmniej w teorii, bo w praktyce wyegzekwowanie kary nie zawsze jest łatwe. Policja oczywiście interweniuje ale decyzję o wydaleniu podejmuje komornik. Właściciel lasu zwraca się więc do niego ale musi wpłacić wpierw sumę 300 kr i następnie dalsze 300 kr za każdego usuniętego obozowicza. Małym pocieszeniem dla niego jest tutaj maksymalna granica 3.000 kr.

Innymi słowy usuwanie nielegalnych obozowiczów jest kosztowne dla właścicieli lasu którzy chcą postępować zgodnie z prawem i prawdopodobnie mają oni teraz inne sposoby rozwiązywania konfliktów, bez potrzeby czy konieczności przyciągania uwagi stróży prawa i urzędników państwowych.

Źródło: SvD, LandSkogsbruk


Zdjęcie:expressen

Dodaj komentarz