Uwagi profesora - jaka forma Lasów Pażstwowych byłaby lepsza?

Uwagi profesora – Jaka forma Lasów Państwowych byłaby lepsza? Część trzecia.

Uwagi profesora – Jaka forma Lasów Państwowych byłaby lepsza? Część trzecia.

Jaka forma Lasów Państwowych byłaby lepsza? Jaka struktura sprawdziłaby się bardziej? Jak by było lepiej?

Profesor dr. habilitowany Tomasz Borecki odpowiedział w wywiadzie dla Lasu Polskiego 19/2017 na pytania redaktora Emiliana Szczerbickiego w temacie zatytułowanym Przyroda lubi prawdę.
I mimo iż wywiad zaczyna się stwierdzeniem że aktualne czasy, jak i zresztą poprzednie, są pomyślne dla leśnictwa, to czytelnik łatwo zauważy że Profesorowi nie podoba się w wielu przypadkach aktualna sytuacja w polskim leśnictwie.

Pozwolę więc sobie na zacytowanie wypowiedzi prof. Tomasza Boreckiego bo odpowiadają tematowi mojego tytułu i naszych tekstów na ten temat.Krytyka Profesora, jak przystało na byłego rektora SGGW, jest dyplomatyczna i wysoce konstruktywna, niemniej jednak jest krytyką mającą swoją wagę.

Pyta red. Emilian Szczerbicki (P)
Odpowiada prof. Tomasz Borecki (O)

(P) – Państwo oddało leśnikom w zarząd majątek zlokalizowany na obszarze jednej czwartej kraju (mowa tylko o LP). Co leśnicy są winni państwu?

(O) – Wielką uczciwość i rzetelność wobec człowieka, Ojczyzny i przyrody. Patriotyzm leśników, w wymiarze praktycznym, winien przejawiać się w przejrzystym działaniu i umiejętnym gospodarowaniu na tym wielkim majątku. Jeśli tak, to funkcje zarządcze w LP, na różnych szczeblach, wymagają ludzi z najwyższej półki. Merytorycznych, rzetelnych, działających bez podtekstów politycznych, uczciwych względem podwładnych, służebnych nie tylko wobec wybranych, lecz całej braci leśnej i nade wszystko społeczeństwa.
W tych słowach, może nieco patetycznych, nie ma nic nowego, gdyż jednako mówiłem 10, 20 i 30 lat temu, bez względu na opcję rządzącą. Każda burza kadrowa skutkuje w większości niedobrymi, a niekiedy wręcz tragicznymi, zmianami personalnymi. Zwłaszcza gdy brak choćby pozorów oceny pracy odwoływanego dyrektora czy nadleśniczego, a nawet kurtuazyjnej rozmowy.
Przysłowie abchaskie głosi: Aby jelenia upolować, trzeba go wprzódy ujrzeć. A czasami, dodam, spojrzeć mu w oczy.

(P)Jak w okresie Drugiej Rzeczpospolitej kształtowały się płace?
(O) – Nadleśniczy zarabiał tyle co adiunkt na uczelni, a dyrektor regionalny LP jak profesor, co było powszechnie akceptowane, oczywiście w kręgach elit. Bo już proporcja płacowa między leśniczym a gajowym czy robotnikiem leśnym stanowiła przepaść.
Wynagrodzenia w podmiotach gospodarczych pracujących na majątku Skarbu Państwa zawsze były i będą, z oczywistych względów, języczkiem uwagi różnych grup społeczeństwa. Tym bardziej że wciąż nie jesteśmy państwem bogatym.
Opinia publiczna nie uwzględnia faktu, że leśnicy przez całe dziesięciolecia otrzymywali marne wynagrodzenia. Dlatego, tak od nich, jak i innych środowisk zawodowych, społeczeństwo oczekuje zdrowej polityki płacowej wpisującej się w społeczną harmonię.

(P) – W jednym z wywiadów dla „Lasu Polskiego” mówił pan o konieczności umacniania kadr w nadleśnictwach i leśnictwach, bo tam rośnie las, tam jest produkcja leśna.

(O) – Nie zmieniam zdania, że wszystko, co dzieje się w lesie, dobrego i złego, zależy w przemoż- nym stopniu od ludzi pracujących na dole, choć nie wolno deprecjonować roli i znaczenia właściwego zarządzania leśnictwem na różnych szczeblach.
Można stworzyć wspaniałe teorie i sporządzić nowocześniejsze koncepcje gospodarki leśnej, ale co po nich, gdyby zabrakło ludzi do wdrażania tych mądrości na użytek takich czy innych zabiegów w konkretnym kompleksie. Czynię wielki ukłon wobec leśniczych, gdyż oni są najbardziej uwikłani w ciężką pracę, tym bardziej że wciąż jeszcze istnieją leśnictwa jednoosobowe.

(P) – W innych krajach jest więcej ludzi na dole?

(O) – Ze względu na inną strukturę własności i zakres obowiązków trudno to porównać. Znam dobrze leśnictwo szwajcarskie, gdzie bardzo skromna administracja jest ściśle ukierunkowana tylko na zarządzanie powierzonym majątkiem. Wyróżnikiem tamtejszego leśnictwa jest relatywnie dużo pracowników zatrudnionych bezpośrednio w lesie. Na szczególną uwagę zasługują dobrze przygotowani do zawodu i godziwie opłacani robotnicy leśni.

(P) – Gdzie redukować, a przynajmniej ograniczać?

(O) – Nie chciałbym wypowiadać się w kwestii, czy dyrektor regionalny LP powinien mieć jednego zastępcę, czy dwóch jak dotąd, czy trzech, co ma miejsce już w kilku RDLP. Ufam specjalistom od zarządzania, którzy dowodzą, że im bardziej jest rozbudowana administracja oraz hierarchia zarządzająca, tym gorzej dla firmy. Nowi ludzie w biurze muszą coś robić, więc zabiegają o tworzenie kolejnych procedur, dokumentów, sprawozdań. Czy zawsze niezbędnych i ułatwiających życie pracującym na poziomie nadleśnictwa i leśnictwa?

(P) – Pana zdaniem ma uzasadnienie dwóch zastępców nadleśniczego oraz dwóch, a nawet trzech inżynierów nadzoru? W pytaniu pomijam nadleśnictwa znajdujące się w stanie klęski.
(O) – Bardzo trudno odpowiedzieć mi na to pytanie. Zależy to, jak zwykle, od specyfiki nadleśnictwa i złożoności problemów do rozwiązania w procesie decyzyjnym. Realizacja modelu lasu wielofunkcyjnego bezwzględnie wiąże się ze wzrostem obowiązków kadry inżynieryjnej.
Obecnie, ze względu na duże zmiany kadrowe przeprowadzone w ostatnich dwóch latach, są nadleśnictwa, gdzie zatrudnienie jest większe, niż było poprzednio. Polityka na szczęście nie dzieli nadleśniczych. Wśród nich dominują relacje koleżeńskie. Nic dziwnego, że jakoś się dogadują, w wyniku czego nowy szef nadleśnictwa ze słusznej opcji pomaga koledze, który stracił posadę. Czyni to tym życzliwiej, gdyż liczy się, że wcześniej czy później sam może podzielić jego los.

(P) – Niektóre kwestie reguluje utarty zwyczaj, jak zachowywanie kategorii zaszeregowania po przejściu na niższe stanowisko…
(O) – To zależy od wielu uwarunkowań. Najważniejsze z nich jest to, czy osoba została zwolniona z przyczyn merytorycznych, czy innych. Jeżeli są one niemerytoryczne, to utrzymanie kategorii zaszeregowania, z ludzkiego punktu widzenia, wydaje się zrozumiałe. Osoby zwolnione z powodów uzasadnionych nie powinny zachowywać wyższych kategorii.

(P) – Co przemawia za porządkiem w tym zakresie?
(O) – Brak twardych zasad, zwłaszcza w dużym podmiocie gospodarczym, psuje relacje międzyludzkie, powoduje zamęt, demotywuje do pracy, szkodzi wizerunkowi firmy.

(P) – Jak uzdrowić tę sytuację?

(O) – Trudno znaleźć na to właściwą receptę. Uważam, że należy skorzystać z doświadczeń m.in. niemieckich i szwajcarskich. Te kraje nie mają tego typu problemów dzięki ogromnej stabilności kadr leśnych. Strat z powodu nieuzasadnionej rotacji kadr jest dużo więcej. Odwołując człowieka bez merytorycznego uzasadnienia, burzymy jego karierę, łamiemy ducha, rodzimy poczucie krzywdy stanowiące źródło frustracji, tłamsimy pasję oraz rozwój osobisty i zawodowy. Rujnujemy także wykształcone relacje służbowe.

(P) – Projekt leśnych gospodarstw węglowych to duża sprawa…
(O) – Program gospodarstw węglowych, jak rozumiem, jest otwarty na rozwiązania szczegółowe. Jeśli zgadzamy się z tym, że zrównoważona gospodarka leśna stanowi wielkie osiągnięcie współczesnego leśnictwa, to zgódźmy się też, że w lesie wszystko jest ważne. Bioróżnorodność drewno, sarenka i dzięcioł na drzewie, turystyka i akumulacja węgla organicznego. O tym od dawna i nieprzerwanie mówimy na uczelniach z dość dobrym posłuchem.

(P) – Można zrobić coś więcej niż dotąd dla uzyskania dodatkowych efektów węglowych?
(O) – Polem do popisu leśników może się stać zwiększanie udziału odnowień naturalnych, gdyż, jak wiadomo, intensywne przygotowanie gleby nie sprzyja utrzymaniu węgla organicznego. Gdy chodzi o pochłanianie?
We wprowadzaniu dolnych warstw (nazwa ta przyjęła się od czasu prof. Bernadzkiego) m.in. w formie podszytów i podsadzeń gospodarczych zrobiliśmy w ostatnich dziesięcioleciach wiele, z korzyścią dla wszystkich funkcji lasu (wzrost zasobności, poprawa stosunków wodnych itp.). W tym również dla lepszego bilansu węglowego.
Tyle tylko że węglowy aspekt zrównoważonej gospodarki leśnej nie był wcześniej zbytnio nagłaśniany ani ujmowany w ramy specjalnego programu.

(P) – Budowa dolnych warstw ma swoje ograniczniki?
(O) – Niewielkie, bo tkwiące głównie w siedliskowym typie lasu (na połowie powierzchni polskich lasów mamy siedliska borowe). Ale i na tych siedliskach można z powodzeniem wprowadzać dolne warstwy.

 

Te odpowiedzi Profesora nie nasuwają, przynajmniej dla mnie, większych uwag krytycznych, choć przypuszczam że z jego tezą o niewielkich ogranicznikach w budowie dolnych warstw lasu na polskich siedliskach leśnych niespecjalnie zgadzają się leśnicy praktycy, ci z Pomorza czy ci z dużym pozyskaniem drewna. Bo zachodzi wtedy pytanie gdzie są te dolne warstwy na polskich zrębach, niezależnie od ich nazw? Bo przecież ideą czy pomysłem z gospodarstwami węglowymi jest w praktyce stworzenie lasu stałe pokrywającego tereny leśne, prawda?

Inna wypowiedz Profesora, ta, cytuję: „Dlatego, tak od nich, jak i innych środowisk zawodowych, społeczeństwo oczekuje zdrowej polityki płacowej wpisującej się w społeczną harmonię.” jest też, przy dzisiejszych protestach lekarzy, jak najbardziej aktualna.

Ale to co mnie osobiście uderzyło to sam początek wywiadu:

(P) – Nadal priorytetowe zadanie w leśnictwie to…

(O) – …jeszcze skuteczniejsze uwzględnianie wielofunkcyjnego charakteru gospodarstwa leśnego w powszechnej praktyce leśnej.
W naszym środowisku zawodowym dużo mówimy o wielofunkcyjności, to prawda. Rzecz w tym, by tę ideę właściwie i efektywnie naświetlać społeczeństwu i pokazywać, jak ją wdrażamy na co dzień. To zadanie mogą wykonać leśnicy o dużej wiedzy i umiejętnościach, potrafiący klarownie objaśnić, na czym faktycznie polega nowoczesne gospodarowanie ekosystemami.

Drugą bardzo ważną kwestią z punktu widzenia dobrego funkcjonowania środowiska przyrodniczego jest utrzymanie obecnego statusu prawnego LP i zasady ich samo samofinansowania.

 

I ta druga ważna kwestia jest najbardziej istotna, bo z zasadą wielofunkcyjnego charakteru gospodarstwa leśnego w powszechnej praktyce leśnej, każdy się chyba zgadza.

Prof. dr. habilitowany nauk leśnych, były rektor SGGW nie widzi innego rozwiązania niż ” utrzymanie obecnego statusu prawnego LP i zasady ich samofinansowania.”
Ponieważ jest to konieczne dla „dobrego funkcjonowania środowiska przyrodniczego”.

Tutaj, czytając te słowa, przypomina mi się od razu inny profesor nauk leśnych z tejże uczelni (nie, tym razem nie Jan Szyszko) który kilka lat temu stwierdził, z całą swoją naukową powagą, że nigdzie na świecie lasy nie są ubezpieczane.

Prof. Tomasz Borecki musi na przykład wiedzieć że w jego stawianym za przykład kraju, w Szwajcarii, status prawny dotyczący organizacji zarządzania lasami jest zupełnie inny niż ten Lasów Państwowych.
To ilustruje poniższy artykuł:
https://www.waldwissen.net/wissen/wsl_waldeigentum/index_FR

W teorii moglibyśmy je porównać do polskich lasów państwowych, zwłaszcza w procentach, bo te szwajcarskie lasy publiczne to aż 73%. Ale w praktyce? Szybko okaże się że lasy należące do konfederacji tworzą tylko 1% powierzchni leśnej. I nie jest to jedyną różnicą, jak czytamy we wspomnianym artykule.
W innym przykładowym dla Profesora kraju, w Niemczech, lasy państwowe to tylko 34% powierzchni, reszta to lasy gminne 20% i lasy prywatne 46%.
A więc znów inny status zarządzania ale mimo to środowisko przyrodnicze funkcjonuje dobrze w tych obu krajach. Powiedziałbym, nie chcąc urazić Profesora i Rodaków, że co najmniej równie dobrze co w Polsce, a urażając, że lepiej niż w Polsce.

Przykładów europejskich można podać więcej i zaczynam podejrzewać że aktualny minister środowiska zaraził starą Alma Mater swoją wizją doskonałości i wyjątkowości leśnictwa, Lasów Państwowych i środowiska przyrodniczego w Polsce.

Mnie osobiście zafascynowało przekonanie naukowca leśnego z takim dużym dorobkiem naukowym, o ściślej zależności stanu środowiska przyrodniczego od statusu organizacyjnego LP i ich zasad samofinansowania się.

Profesor dr. habilitowany Tomasz Borecki przedstawiony został przez Wikipedię jako:
Członek korespondent Włoskiej Akademii Nauk Leśnych (od 2006)
– mający tytuł profesora honorowego Uniwersytetu Rolniczego w Kijowie (2006)
– mający tytuł doktora honoris causa Lwowskiego Państwowego Uniwersytetu Agrarnego w Dublanach (2007)

Mimo tych tytułów, my, zwykli maniacy leśni, prowadzący tylko blog Forest Monitor pozwalamy sobie zakwestionować przekonanie Profesora i prosimy o naukowe uzasadnienie takiego twierdzenia.

Jakie przesłanki naukowe decydują o zaletach utrzymania statusu prawnego LP oraz zasady ich samofinansowania dla dobrego funkcjonowania polskiego środowiska przyrodniczego?
Podejrzewamy że opinia Pana Profesora jak i podobne opinie innych przedstawicieli polskich nauk leśnych są opiniami politycznymi. Ale to tylko nasze podejrzenia.

Być może jednak polscy naukowcy leśni istotnie podbudowali badaniami naukowymi twierdzenia typowe dla prof. Jana Szyszko o przewadze środowiska przyrodniczego w Polsce nad środowiskiem przyrodniczym w Szwajcarii i w Niemczech, przewadze wynikającej z faktu iż te dwa kraje nie posiadają państwowych gospodarstw leśnych o statusie i zasadzie samofinansowania podobnych do LP?

Jeżeli tak jest to chętnie przyznamy się do winy i omówimy te badania na Monitorze Leśnym.

Za wyjątkiem tych mówiących o przewadze żubrów polskich czy polskich bocianów nad tymi niemieckimi. Chociaż takie porównania, np. wykazujące przy okazji przyrodniczą doskonałość statusu LP oraz zasady samofinansowania w stosunku do np. Die Bayerischen Staatsforsten, byłyby bardzo interesujące.
Uznajemy też z góry druzgocącą przewagę żubra polskiego nad szwajcarskim.

Prosimy o naukowe wypowiedzi rozwiewające nasze wątpliwości na temat wagi polityki w polskiej nauce leśnej.

Ale analizując jeszcze raz wywiad Prof. Tomasza Boreckiego udzielony Lasowi Polskiemu przyszła mi na myśl hipoteza w zasadzie logiczna.

Profesor zaczął swoją wypowiedź od tego kwestionowanego przeze mnie fragmentu.
A następnie poddał silnej krytyce, co prawda konstruktywnej ale krytyce, działalność Lasów Państwowych. Tych samych, których dotychczasowy status i zasada samofinansowania jest niezbędna dla dobrego funkcjonowania środowiska przyrodniczego.

Może więc Profesor lubi ironię?
Pierwsza jego odpowiedz w wywiadzie, ta o ludziach z najwyższej półki, wskazywałaby na to.

Czytaj również: Jaka forma Lasów Państwowych byłaby lepsza? Część pierwsza.

Straż Leśna – Jaka forma Lasów Państwowych byłaby lepsza?


Zdjęcie: autor

2 myśli na temat “Uwagi profesora – Jaka forma Lasów Państwowych byłaby lepsza? Część trzecia.

  1. Pozwolę sobie na ryzykowny ale szczery komentarz …
    IM GŁUPSZY ALE ” AMBITNY” – szef – tym więcej potrzebuje zastępów i „doradców” , którzy stanowią jego ” tło” – milcząc i podziwiając szefa !

    Darz Bór

  2. Chodzi Ci pewnie o dwór przydupasów 🙂
    Odwiedził mnie kiedyś starszy leśniczy z Niemiec i miał życzenie by mu pokazać budynek nadleśnictwa wraz z NADLEŚNICZYM. Sprawa została nagrana i Nadleśniczy jak najbardziej przyjął go z „honorami” w swoim gabinecie.
    Leśnik był jeszcze u mnie tydzień i co dzień wracał do tego co tam zobaczył. PRZEŻYWAŁ SZOK.
    W głowie mu się nie mieściło, że na biurku u Nadleśniczego był tylko telefon , długopis i notatnik.

Dodaj komentarz