Wyznanie umiarkowanego separatysty

Wyznanie umiarkowanego separatysty.

Autor: Antoni Kostka

W dyskusji na temat ochrony cennych lasów od lat przewija się wątek wyłączenia ich części z intensywnej gospodarki leśnej. Naukowcy, przyrodnicy, przedstawiciele sektora pozarządowego argumentują, że zachowanie części polskich lasów bez dalszej ingerencji człowieka jest po prostu wymogiem chwili, chociażby wobec wyzwań wynikających z postępującej katastrofy klimatycznej i ich konsekwencji dla Polski (np. pojawiające się susze). Nie bez znaczenia jest wzrastający poziom świadomości ekologicznej: ludzie chcą chodzić po lesie w miarę przypominającym las naturalny, cokolwiek ten termin miałby znaczyć.

Innymi słowy, dla dużej części społeczeństwa funkcja przyrodnicza i funkcja społeczna powinny na części obszarów leśnych dominować nad funkcją gospodarczą.  W tym kontekście pojawiają się różne liczby postulowanych obszarów wyłączeń, od 10% do 20%; mogłyby one dotyczyć dwóch kategorii lasów: cennych przyrodniczo oraz ważnych z punktu widzenia rekreacji, głównie wokół wielkich miast. Podobne proporcje brane są pod uwagę w dyskusjach nad przyszłością lasów w innych krajach europejskich. W dużym uproszczeniu, na potrzeby dalszych rozważań przyjąłem, że ta liczba w Polsce powinna wynieść 15%. Jaka to jest powierzchnia, jakie jednostki LP mogłaby objąć, i jakie z tego mogą wynikać konsekwencje?

I wreszcie, jak realizacja takiego postulatu wpłynęłaby na ilość pozyskiwanego drewna w skali kraju, i czy możliwe byłoby utrzymanie go na sumarycznym dotychczasowym poziomie?

W Polsce początkowo uwaga koncentrowała się na konieczności powiększenia istniejących parków narodowych (Puszcza Białowieska, Bieszczady) i utworzenia nowych parków narodowych (Turnicki PN i inne). Jak wiadomo, dziś pokrywają one niewiele ponad 1% powierzchni Polski, a całkowita powierzchnia lasów chronionych w parkach narodowych wynosi 195 tys ha, czyli około 2,1% ogólnej powierzchni polskich lasów. Jednak wydaje się, że nawet przeprowadzona z sukcesem akcja zwiększenia powierzchni parków nie jest rozwiązaniem problemu, pomijając oczywistą dziś konieczność akceptacji samorządów, o którą, delikatnie mówiąc, nie jest łatwo. W ten sposób można by powiększyć (w maksymalnym wariancie) powierzchnię lasów chronionych w parkach do ok. 280 tys ha, czyli do 3% całkowitej powierzchni leśnej Polski.

Oprócz tego mamy oczywiście rezerwaty leśne o powierzchni 68 tys ha oraz powierzchnie referencyjne, o powierzchni ok 270 tys ha (1) . Tu sprawa wydaje się nieco bardziej skomplikowana, ponieważ prawdopodobnie w tej liczbie mieści się już część zaliczona do rezerwatów. Co więcej jednak, takie powierzchnie nie mają gwarancji stałości w czasie, istnieją doniesienia o tym, że są to niejednokrotnie powierzchnie “wędrujące”. Niemniej, jak przyjmują w swoim artykule Holeksa i Mirek (2) ogólną sumę powierzchni wyłączonej w tej chwili z intensywnego użytkowania można ocenić na 300 tys ha, czyli 3,3% powierzchni lasów. Po ewentualnym poszerzeniu powierzchni parków narodowych byłoby to ok. 400 tys ha, czyli 4,2%. To dalej mało.

W celu dojścia do ilości 15% powierzchni lasów wyłączonych z intensywnej gospodarki leśnej należałoby zatem dokonać wyłączeń kolejnych 890 tys ha. Należy przy tym założyć, że z praktycznych względów mogłoby to się dokonać jedynie na gruntach Lasów Państwowych. To oznaczałoby, że zamiast dotychczasowych 4,2 % powierzchni we władaniu LP, ochroną zostałyby objęte kolejnych 12,2%. W sumie przeprowadzenie tej operacji wymagałoby wyjęcia spod działań intensywnej gospodarki leśnej ok 16,4% obecnej powierzchni administrowanej przez LP. Jeśli to wydaje się nieco skomplikowane, poniższa tabelka wyjaśnia, o co  chodzi.

 

Spośród tych “nowych” wyłączeń (890 tys ha), jak wspomnieliśmy, 90 tys ha mogłoby przejść do parków narodowych. Pozostałe 800 tys oraz dotychczasowe ekosystemy referencyjne  (240 tys ha) mogłyby (i powinny) utworzyć nową formę ochrony, obejmującą zatem ponad milion hektarów. Ta forma powinna w ogólnym zarysie charakteryzować się tym, że wstęp do lasu i możliwości pozyskiwania owoców runa leśnego (na potrzeby własne) nie podlegałyby ograniczeniom, nie pozyskiwano by drewna (poza niezbędnymi działaniami związanymi z bezpieczeństwem i potrzebami opałowymi lokalnej ludności). Można przyjąć nieco uproszczone, aczkolwiek uzasadnione założenie, że na tych obszarach pozyskanie drewna spadłoby średnio do poziomu 15% obecnego pozyskania (czyli do poziomu intensywności charakteryzującego parki narodowe).

W taki sposób należy rozumieć zatem postulat “wyłączenia z intensywnej gospodarki leśnej”: nie oznacza on zatem całkowitego stuprocentowego zaniechania jakichkolwiek działań z zakresu ochrony czynnej. Oprócz tego należałoby założyć, że “gospodarka łowiecka” na tych terenach nie będzie praktykowana (poza niezbędnymi odstrzałami sanitarnymi). Na wstępnym etapie rozważań można przyjąć, że aplikacja powyższego programu wyłączeń dotyczyłaby prawdopodobnie około 550 leśnictw. W obiegu publicznym funkcjonuje kilka propozycji nazwania takich lasów; myślę, że jeszcze za wcześnie na rozstrzygnięcia.

Jak takie zmiany przełożyłyby się na możliwosci pozyskania drewna w skali kraju? W ostatnich latach w Polsce pozyskuje się ponad 40 mln m3. Część tego pozyskania to drewno “poklęskowe”- surowiec, którego pojawienie się jest skutkiem huraganu, który przeszedł nad nadleśnictwami Pomorza w 2017 roku. Na rynku pojawiło sie wtedy dodatkowo 10 mln m3 drewna. Nawiasem mówiąc (co może mieć znaczenie dla dalszego toku wywodu) takie zjawiska mogą się pojawiać częściej, ponieważ starsze i bardziej zasobne drzewostany są bardziej podatne na zaburzenia, czego skutkiem będzie pojawianie się raz po raz znacznych ilości surowca na rynku. Już w tej chwili widać wyraźny wpływ podaży drewna poklęskowego z Czech i Niemiec na polski rynek: ceny drewna świerkowego spadły, a w niektórych landach praktycznie w ogóle zaniechano pozyskiwania drewna świerkowego ze zdrowych drzew. Taka sytuacja może mieć wpływ na to, co dzieje się w polskich lasach: pozyskiwanie niektórych gatunków drewna ze zdrowych drzew można stać się (przynajmniej chwilowo) w ogóle nieopłacalne.

Wielkość około 40 mln m3 grubizny w opinii przemysłu drzewnego jest w tej chwili ilością minimalną, umożliwiającą ekonomicznie opłacalne jego funkcjonowanie. Jednakże, po pierwsze, nie jest rzeczą oczywistą, że w dłuższej perspektywie utrzymanie dotychczasowego poziomu pozyskania drewna (nie mówiąc o zwiększeniu!) jest dogmatem. Przecież jeszcze niedawno (15 lat temu) pozyskanie wynosiło 28 mln m3… i nie był to poziom katastrofalny: istniał przemysł drzewny, meblarski itp. W obliczu wyzwań klimatycznych, utraty siedlisk i bioróżnorodności wolumen pozyskania drewna naprawdę nie jest rzeczą kluczową dla dobra naszego społeczeństwa. Tym, czym będziemy się martwić są inne rzeczy, chociażby katastrofalne susze. Niemniej, można zrozumieć czysto biznesowe argumenty przedstawicieli branży drzewnej, którzy dokonali inwestycji w park maszynowy i których obciążają koszty amortyzacji lub leasingu. W związku z tym trzeba zadać pytanie, czy można utrzymać dotychczasowy poziom pozyskania drewna i jednocześnie wyłączyć z gospodarki część obszarów leśnych?

Nie jest tajemnicą, że niektórzy przedstawiciele branży drzewnej uważają, że trzeba “wycisnąć” z lasów ile się da. Na zamkniętych spotkaniach przedstawiciele dużych koncernów otwarcie mówią, o tym, że chcą pozyskania na poziomie 50 mln i więcej metrów sześciennych. Bo tyle jest w stanie wchłonąc polski przemysł, który ciągle rozbudowuje swoje moce przerobowe. To prawda, ale jeśli taki byłby postulat całej branży, to pole do kompromisu zawęża się: taka intensywność pozyskania (i prac widocznych w lasach) spowoduje niezadowolenie dużej części społeczeństwa i gwałtowny opór organizacji przyrodniczych. Dlatego wydaje się, że pozostanie przy obecnym poziomie jest rozsądnym kompromisem.

I tutaj pojawia się problem, który jest opisywany jako opozycja land sharing vs land sparing. Krytycy często argumentują, że jeśli chcemy zachować w przybliżeniu dotychczasowy wolumen pozyskania, to przy wyłączeniu 15% powierzchni lasów z intensywnej gospodarki podważamy obowiązującą doktrynę “zrównoważonej gospodarki leśnej” (przypomnijmy: najlepszą na świecie !) i zamieniamy polskie lasy w krajobraz “rajskich wysp pośród oceanu plantacji”.

Mówiąc fachowym językiem, według nich taki postulat doprowadziłby do wdrożenia skrajnie “separacyjnego” modelu gospodarki leśnej (w przeciwieństwie do modelu integracyjnego, obowiązującego do tej pory w większości krajów Europy). Według tych opinii, model separacyjny jest dobry dla krajów słabo zaludnionych i z dużymi kompleksami leśnymi (Nowa Zelandia, USA) (3) i nie może mieć zastosowania w krajach, gdzie gęstość zaludnienia jest wysoka. Z drugiej jednak strony, w Polsce mamy już parki narodowe i rezerwaty, czyli koncepcja “land sparing” jest w jakiejś mierze realizowana. Ale w wielu miejscach funkcja rekreacyjna lasu jest po prostu dla ludzi o wiele ważniejsza niż gospodarcza i spięcia na tym tle wydają się nie do uniknięcia. Ma to miejsce np. w Puszczy Białowieskiej czy Karpackiej, ale również w małych obszarach lasów podmiejskich.

A zatem presja na przesunięcie modelu zarządzania polskimi lasami bardziej w kierunku “separacji” będzie się zwiększała. W jednych lasach będziemy bardziej chronić ekosystemy leśne, a inny będziemy chronić las: to jest fundamentalne rozróżnienie, którego zrozumienie jest niezbędnym warunkiem dalszej racjonalnej dyskusji. (4)
Powstaje wobec tego podstawowe pytanie, czy aby wyłączenie kilkunastu procent powierzchni z intensywnej gospodarki leśnej nie spowoduje konieczności zintensyfikowania tejże gospodarki na pozostałej części lasów. Według zwolenników dotychczasowej polityki LP, musi to doprowadzić do protestów społecznych mieszkańców obszarów “plantacyjnych”, nie mówiąc o ich rzeczywistej przyrodniczej degradacji.

Czyżby?

W ostatnich latach nastąpiła gwałtowna zmiana warunków środowiskowych, wpływających na tempo wzrostu większości drzew na terenie Polski. Na przykład tempo wzrostu buka w ciągu ostatnich 150 lat wzrosło  o niemal połowę. Jak pisze prof. Szwagrzyk “…wynika to głównie ze zmiany dostępności związków azotu i dwutlenku węgla. To powoduje, że znaczna część układu odniesienia dla gospodarki leśnej, tablice zasobności i przyrostu, krzywe bonitacyjne itp są po prostu nieaktualne”. (5) Mówiąc wprost: drzewa rosną szybciej niż przewidywaliśmy. W dodatku, coraz większa część drzewostanów wchodzi w wiek rębności, zwiększa się ich zasobność, która (to paradoks) może za dwadzieścia lat stanowić problem, przynajmniej w lasach stricte gospodarczych. Czy te zmiany znajdują odzwierciedlenie w przewidywaniach dotyczących zasobności drzewostanów polskich i możliwości ich użytkowania?

Wśród materiałów z dorocznego spotkania Polskiego Towarzystwa Leśnego moją szczególną uwagę zwrócił referat Stanisława Zajączkowskiego i Bożydara Neroja pt. “Prognoza rozwoju zasobów drzewnych w lasach polskich oraz potencjalne możliwości ich użytkowania” (6) Autorzy przedstawili kilka scenariuszy wynikających z oszacowania wzrostu zasobów oraz możliwości pozyskania surowca. Te dane mogą być doskonałą podstawą dla dalszych wyliczeń, pokazujących możliwy rozwój sytuacja w najbliższych 40 latach (o ile oczywiście nie spotka nas jakiś ekologiczny kataklizm, wobec którego te wszystkie obliczenia przestaną mieć jakąkolwiek wartość).

Wspomniani autorzy przedstawili cztery scenariusze, od “eksploatacyjnego” do “ochroniarskiego” (najbardziej interesującego w tym kontekście), który zakłada “ograniczenia wynikające z tytułu ochrony przyrody oraz certyfikacji gospodarki leśnej powodujące ograniczenie intensywności użytkowania rębnego o 15% i przedrębnego o 10%”. Dla lasów prywatnych założono dwa scenariusze: podstawowy oraz pozyskania intensywnego. Przy okazji, warto tu zauważyć, że polskie lasy prywatne to prawdziwy “przyczajony tygrys”: tam stopień dotychczasowego pozyskania wskazuje na bardzo duże rezerwy do wykorzystania w ciągu najbliższych 30 lat. Niemniej, dla dalszego toku rozumowania założyłem, że w lasach prywatnych niewiele zmieni się i będzie tam przeważał dotychczasowy model gospodarki.

Bazując na danych przedstawionych przez autorów można zadać zasadnicze pytanie:  co by się wydarzyło, gdyby w Lasach Państwowych rzeczywiście dokonano ograniczenia intensywności użytkowania wg scenariusza czwartego (“ochroniarskiego”). Czy starczy wtedy drewna dla przemysłu i na opał? Oczywiście, nie możemy stwierdzić, czy skutki “ograniczenia intensywności pozyskania” o określony procent są takie same jak skutki wyłączenia tego samego procentu powierzchni na której prowadzi się gospodarkę. To na pewno problem warty dokładnego zbadania; niemniej na razie zakładamy, że te dwa warianty dają podobny skutek (o czym poniżej).

Wyniki obliczeń własnych, bazujących na wspomnianych danych przedstawione są w tabeli poniżej. Widać, że zastosowanie wariantu “ochroniarskiego” pozyskania w lasach publicznych daje w kolejnych pięciolatkach i tak spory zapas pozyskania powyżej 40 mln m3. Przy okazji warto zauważyć, że można do tych wyliczeń podejść w inny sposób: od pozyskania w wariancie podstawowym dla lasów publicznych odjąć 12,2% (postulowane powyżej). Dalsze wyliczenia wskazują, że spodziewany przyrost możliwego do pozyskania drewna bez problemu pozwala na wyjęcie spod działań gospodarki leśnej przynajmniej kilkunastu procent lasów bez uszczerbku dla całkowitej ilości pozyskanego surowca. Co więcej, do pożądanego modelu docelowego nie trzeba dochodzić od razu: w pierwszej pięciolatce można zastosować bardziej “miękki” wariant przyrodniczy, a dopiero od następnych pięciolatek można przejść do wariantu “twardszego”.

Powyższe rozważania w ogóle nie biorą pod uwagę jeszcze innych możliwości, mianowicie wprowadzenia na jakiejś części lasów modelu prawdziwie plantacyjnego. Wg Holeksy i Mirka ok 500tys ha, czyli nieco ponad połowa lasów powstałych na gruntach skarbu państwa z zalesień wykonanych po 1945 roku (tzw “nowe lasy”) może być przeznaczona na leśnictwo plantacyjne, z rocznym przyrostem ok 20 m3/ha, pozyskiwanym w całości. Z takich plantacji da się pozyskać 10 mln m3 drewna rocznie. To nie byłyby wielkie tereny – jedynie 8% powierzchni lasów administrowanych przez LP. Do tego dochodzą jeszcze duże rezerwy wynikające z zasobności lasów prywatnych oraz zadrzewień.

Jaki stąd wniosek? Taki mianowicie, że straszenie drzewiarzy postulatami przyrodników jest po prostu manipulacją. Drewna starczy spokojnie na (rozsądne!) potrzeby wszystkich zainteresowanych stron, nawet wtedy, kiedy najcenniejsze polskie lasy pozostaną poza zasięgiem pił i harwesterów. Jest wiele innych powodów za przejściem na pozycje “umiarkowanego separacjonizmu” – nie są to tylko argumenty przyrodnicze: wiadomą rzeczą jest, że eksploatacja obszarów wymagających ochrony (np lasy górskie) jest zupełnie nieopłacalna. Warto i można zatem pozostawić część lasów samych sobie.

Tak więc opór przeciwko postulatom naukowców i organizacji przyrodniczych ma coraz wątlejsze podstawy merytoryczne. Następnym razem, kiedy padnie w dyskusji sakramentalne pytanie “a skąd chcecie mieć drewno na krzesła, na których siedzicie?” warto odesłać rozmówców do powyższego tekstu.

P.S.

Tak, nie jestem leśnikiem (choć przyrodnikiem z wykształcenia). Warto to od razu powiedzieć, zanim wszyscy chętni dotrą do tej informacji na własną rękę. Mimo to, po kilku latach czynnego uczestnictwa w ruchu na rzecz ochrony przyrody, po lekturze setek stron na temat gospodarki leśnej wydaje się, że mogę coś dodać do dyskusji o lasach. A poza tym, las jest rzeczą zbyt ważną, żeby go oddawać leśnikom. Nasz Bór!

 

SCENARIUSZE

Pozyskanie całkowite wg scenariuszy

LASY PUBLICZNE

LASY PRYWATNE

podsta- wowy

przyrod- niczy

ochro- niarski max

1.1

1.2

1.3

1.4

2.1

2.2

1.1+2.1

1,3+2,1

1,4+2,1

bez zmian

 

„eksplo-atacja”

„przyrod-niczy”

„ochro- niarski”

bez zmian

„eksplo-atacja”

lasy publiczne: bez zmian

lasy publiczne: uż. rębne -10%, przedrębne -5%

lasy publiczne: uż. rębne -15%, przedrębne -10%

przewidywane pozyskanie (tys metrów sześciennych)

lasy prywatne: bez zmian

lasy prywatne: bez zmian

lasy prywatne: bez zmian

2021-2025

40 800

42 636

37 906

36 029

4 893

6 287

45 693

42 799

40 922

2026-2030

42 355

43 862

39 898

38 240

5 500

6 943

47 855

45 398

43 740

2031-2035

45 136

46 846

42 390

40 651

5 934

7 314

51 070

48 324

46 585

2036-2040

46 741

48 231

44 252

42 650

6 422

7 962

53 163

50 674

49 072

2041-2045

48 090

49 361

29 733

44 428

7 017

8 608

55 107

36 750

51 445

2046-2050

49 126

50 190

47 227

45 930

7 618

9 249

56 744

54 845

53 548

 

1)Pawlaczyk P., Bohdan A., Grzegorz A. 2016. Próba oceny zarządzania najcenniejszymi lasami w Polsce. Stowarzyszenie Pracownia na rzecz Wszystkich Istot, Oddział Podlaski, Białystok. Pierzgalski E.

2) Holeksa J., Mirek Z. 2019. Wielofunkcyjna gospodarka leśna – mit czy rzeczywistość? referaty wygłoszone na sesji naukowej „Wielofunkcyjna gospodarka leśna wobec oczekiwań przemysłu drzewnego i ochrony przyrody”,  2019 w Darłówku z okazji 119 Zjazdu Delegatów Polskiego Towarzystwa Leśnego:

3) http://www.ptl.pl/zjazdy_krajowe/119_zjazd_darlowko/referat_prof_dr_hab_Jerzy_Szwagrzyk_119zjazd_ptl_darlowko_2019.pdf

4) Rykowska K., Ochrona lasu czy ochrona ekosystemów leśnych? Z prac nad narodowym programem leśnym. Studia i Materiały CEPL w Rogowie, zeszyt 46/1/206

5) http://www.ptl.pl/zjazdy_krajowe/119_zjazd_darlowko/referat_prof_dr_hab_Jerzy_Szwagrzyk_119zjazd_ptl_darlowko_2019.pdf

6) http://www.ptl.pl/zjazdy_krajowe/119_zjazd_darlowko/referat_dr_inz_Stanislaw_Zajaczkowski_dr_inz_Bozydar_Neroj_119zjazd_ptl_darlowko_2019.pdf

 

 

19 myśli na temat “Wyznanie umiarkowanego separatysty

  1. „Tak, nie jestem leśnikiem (choć przyrodnikiem z wykształcenia)… Mimo to, po kilku latach czynnego uczestnictwa w ruchu na rzecz ochrony przyrody, po lekturze setek stron na temat gospodarki leśnej wydaje się, że mogę coś dodać do dyskusji o lasach. A poza tym, las jest rzeczą zbyt ważną, żeby go oddawać leśnikom. Nasz Bór!”
    Zainteresuj się Antoni Kostka BILANSEM WODY w LESIE.
    Co to takiego ??????????? To takie dociekanie co się dzieje z wodą z opadów, które spadają na las.
    Bilans, do którego docierałem na podstawie oficjalnych danych hydrologicznych wskazuje , że nie wychodzi on nawet na ZERO ale bywają lata z MANKIEM wielkości ok 300mm co daje 3 000 m3/ha braku wody rocznie.
    Lasem w zależności od jego konstrukcji można wodę wypompowywać lub gromadzić w glebie leśnej. Jeśli jest gromadzona, to tereny leśne stają się jej zapasem i jest ona przenoszona stamtąd na tereny nieleśne rzekami i ciekami wodnymi podziemnymi. Jeśli las nie ma zapasu wody w glebie leśnej, co można zbadać po wielkości jej nasycenia woda, to tereny nieleśne nie są zasilane z tej PULI.
    Wywołuje to skutek STEPOWIENIA terenów nieleśnych. Leśnicy przy pomocy swoich działań zamienią Europę Środkową w STEP.
    Chyba, że WSZYSCY tego właśnie pragną. Jeśli nie, to trzeba uprawę lasu przekonstruować na tę właściwą.
    Bardzo trafnie napisałeś Antoni Kostka że to „NASZ BÓR” .

  2. Nie panu Panie kostka decydować o tym ile drewna potrzebuje gospodarka. Pana artykuł pokazuje jaki z pana naukowiec. Przepełniony życzeniowością, nadinterpretacją faktow, i brakiem obiektywizmu tekst. Gminy panie kostka nic nie mają z ochrony przyrody , same problemy i utrudnienia, podobnie mieszkańcy, ale takich rzeczy nie widać z ciepłego mieszkanka.

  3. Po co Danielu ta złośliwość.
    Gospodarka to taki twór, który można rozbudować w kierunkach różnych. Przykładem jest Japonia, w której rośnie bambus i małe drzewka w doniczkach a jednak dobrze sobie radzą nie jako eksporter bambusa i tych drzewek w doniczkach 🙂
    Te jednak zdanie jest warte jest pochylenia :
    „Gminy panie kostka nic nie mają z ochrony przyrody , same problemy i utrudnienia, podobnie mieszkańcy…”
    Mieszkam niedaleko parku, który powstał z LASU GOSPODARCZEGO w 90% . Nadal jest lasem gospodarczym i nim będzie przez najbliższe 100 lat bo taką ma strukturę. Powinna się w nim zacząć intensywna przebudowa by przyśpieszyć procesy naturalne ale nic się nie robi. Podejrzewam , że nawet nikt nie wie jak się za to zabrać, gdyby taką decyzje ktoś ogłosił w CENTRALI. Takie właśnie parki działają jak na naturę lasy gospodarcze a wspomniany mieszkaniec gminy nie może w tym parku nazbierać sobie legalnie JAGÓD.
    Dlatego jestem za uprawą lasów ekologicznych gospodarczych, w których na jagody można będzie do woli chodzić a jednocześnie takie lasy będą miały cechy lasów naturalnych. Wycinka też będzie ale mniejsza dlatego rozbujany przemysł będzie musiał wtedy przekwalifikować się na produkcję konkurenta TOYOTY by z czegoś dalej się utrzymywać.

        1. Dzięki za komplement.
          Pisz proszę Bogusław bez Pana.
          Sporo wiem o kominkach, piecach i spalaniu.
          Dziś wymuszają, by piece były w 5 generacji czyli miały minimum 86% sprawności. Stosują do tego nadmuchy i podajniki by to osiągnąć.
          W 1907 r Profesor Adamiecki opatentował piec komorowy na węgiel o sprawności 80% . Ten piec był inspiracją dla inż Szrajbera i opatentował on w 1932 piec o sprawności 95% zwany piecem Szrajbera. Do lat 60-tych był powołany w Polsce Instytut Ciepłownictwa, w którym przebadano wszystko gruntownie i opisano co i jak. W tym okresie powstało sporo literatury badawczej wydanej przez ten Instytut. Wszystko to poszło już dawno na przemiał poza archiwum w Bibliotece Narodowej i ewentualnie tej w Poznaniu.
          Tych doświadczeń nie przeniesiono na dzisiejsze kotły C.O i próbują od nowa odkryć Amerykę.

          1. Kominek Kloszarda.
            Spalanie w nim w zależności od intensywności płomienia waha się od 50 – 80%. Jednak spalanie na pełnym ogniu zbyt nagrzewa komin a nawet pomieszczenie ze względu na szybę, która zbyt oddaje ciepło. dlatego głuszą płomień uzyskując 50 %sprawności – WIELKA LIPA
            Porównajmy to do pelletu spalonego w 5 generacji ze sprawnością 90%, czyli z podajnikiem i nadmuchem.
            Drewno kominkowe, to wiadomo : pocięte w klocki , porąbane i dosuszone na słońcu przez 2-3 sezony.
            Na pellet drewno trzeba poszatkować, dosuszyć i sprasować. Ten proces generuje połowę jego kosztów. Jak zamienimy koszty te na sprawność, to nam wyjdzie, że to jest przynajmniej 40%. Rzeczywista więc sprawność spalania pelletu w 5 generacji ma najwyżej 50% czyli tyle ile w najniższej fazie kominka.

        2. Piec Andrzeja.
          Drewno rąbane i sezonowane jest nie do przeskoczenia jako paliwo.
          U nas wyraźnie zadrwili sobie z ludzi wciskając im fałszywe dane.
          Chodziło prawdopodobnie o akceptację w wyprzedaży złóż węgla – paliwa przyszłości 🙂
          jak i wymuszeniu przejścia na gaz obcy lub ten z naszych łupków.
          Do łupków trzeba dużo wody pitnej, w której trzeba rozpuścić chemie i to wprowadzać do złoża. Są teorie że wtedy może zniknąć Wisła, ponieważ woda również musi wypełnić pusty plac po wyjęciu gazu łupkowego.
          Woda w studni może się okazać nie zdatna do niczego wiec skąd brać wodę ?
          No i w Niemczech i Anglii rozpoczęli budowę kopani by wydobywać węgiel. Japonia ma w planie budowę 400 ciepłowni na węgiel. Ekoludki mają tam zakaz !!!!!!! Za to szczują nimi w Polsce 🙂
          Ale wróćmy do pieca Andrzeja.
          W Kanadzie pompa ciepła ogrzewa dom jednorodzinny i piec 3-4 tony po środku domu jakby biedaczka niedomagała w duże mrozy.
          W Rosji buduje się 3 MILIONY pieców rocznie jako dopełnienie pompy czy instalacji na gaz.
          Czyli lecą z Lechitami w kul;ki 🙂

      1. Wykluczone. Pan Kostka zna mnie i wie doskonale, że nie pojawiam się pod wieloma twarzami (jak jego koledzy, czy być może on sam nawet). Jestem pojedynczym i dość autokratycznym bytem społecznościowym (na gierki, tak lubiane przez innych, zwyczajnie nie mam czasu). I wbrew temu. co Pan Antoni Kostka próbuje ustawicznie propagować (taka formuła dyskredytacji:)), daleko mi do LP, chociaż bliżej niż do jihadu i ‚polowań na ludzi’ :).

        Żeby nie spamować, moje komentarze w wersji z ‚leśnego’ w tytule:
        https://www.naszelasy.com/post/wyznania-le%C5%9Bnego-separatysty

        1. No to zainteresuj się Marek Krauz bilansem wody w lesie 🙂
          W tym linku,który przesłał T.Ciura:
          https://tvp.info/46271450/sadzenie-lasow-moze-prowadzic-do-niedoboru-wody
          jest wyjaśnione w skrócie o co chodzi. Można też dotrzeć do angielskiego tekstu i go przełożyć na „nasze”.
          Kłótnie ekoludków z leśnikami i odwrotnie są o PIETRUSZKĘ a w dalszym tle mało widocznym widać jak liczą kasę i oceniają zakres swoich wpływów.
          Czas by wszyscy walczyli o istotne rzeczy bez skoku na kasę przy okazji.
          Badania naukowe są w tym bardzo pomocne.

          1. O co więc się kłócą ekolodzy z leśnikami i odwrotnie ??????
            W uproszeniu o to, jaką metodą pozbawić rzeki WODY, czyli osuszyć duże terytorium.
            Leśnicy zrobią to za pomocą „planu” systemowo, a ekolodzy na spontan dając naturze „wolną rękę”.
            Zaletą działań leśników jest możliwość zarobienia PIENIĘDZY, a u ekologów trzeba DOPŁACAĆ kilka wieków za nim osiągnie się cel.
            Można oczywiście pójść na kompromis i zacząć od tej WIOSNY sadząc Las Ekologiczny Gospodarczy, który będzie tani w uprawie, oszczędny w wodę i da w przyszłości możliwość pozyskania dobrej jakości drewna.
            🙂

          2. – Dlaczego LEŚNICY nie chcą Lasu Ekologicznego Gospodarczego ?
            Musieli by przyznać, że żyli w błędzie od ” trzech wieków” i co zrobić teraz z autorytetami ?????
            – Dlaczego EKOLODZY nie chcą Lasu Ekologicznego Gospodarczego ?
            Byłby to ich koniec !!!!!
            Podejrzewam , że tak właśnie myślą.
            Jednak rozwój ekologii i leśnictwa będzie dopiero wtedy, gdy zaczną tak właśnie uprawiać ten las 🙂

  4. Ja np jestem ATEISTĄ LEŚNICTWA i EKOLOGII 🙂
    Ekolodzy głoszą, że jak człowiek nie będzie ingerował w naturę, to ona cudownie wytworzy jakieś cuda od zaraz. Takiego wała jak Polska cała. Podobnie nawijają leśnicy, że muszą wycinać, by zachować ciągłość lasu i że tylko oni gwarantują …
    Nie da się wierzyć w dobrą nowinę jednym i drugim.
    Las opiera się o mechanizmy naturalne lub sztuczne a człowiek może bardzo przeszkadzać lub nie pomóc albo być bardzo pomocnym jeśli wie jak i włoży w to swoją pracę.
    Dobry przykład podał T. Ciura w niedawnym wpisie „Durnie i marzyciele”.

  5. Świetny tekst. Ochrona przyrody, a w szczególności ochrona lasów, ich renaturalizacja jest potrzebna jak nigdy przedtem. Trzeba znać kontekst sytuacji w jakiej się obecnie znajdujemy. A wygląda ona tak, że mamy antropocen i masowe wymieranie spowodowane przez niszczenie ekosystemów na ogromną skalę na całej planecie i coraz bardziej przyśpieszające globalne ocieplenie, które może być gwoździem do trumny nie tylko dla przyrody, ale i znanej nam cywilizacji. Proszę się nie przejmować takimi ignorantami jak przedmówca o niku „Darek”. Ci ludzie nie mają pojęcia jak istotna dla ludzi jest ochrona środowiska i przyrody.

    1. Jak podaje Wujek średnie opady roczne w Nowej Zelandii wahają się w zależności regionu od 600 – 1600 mm.
      Autor projektu przez wprowadzenie tych żółtych krzewów ustabilizował odpływ i parowanie. Bilans wody uzyskał na PLUS i zaczęły się pojawiać w okolicy strumienie i wodospady.
      W Polsce średnie opady roczne to 600mm wiec przyjęta INTENSYWNA hodowla nie da rady uzyskać bilansu DODATNIEGO. Proste jak obręcz.
      I nikt nie fiknie do umiejącego liczyć wodę w lesie 🙂

  6. Dodatkowo można jeszcze w ramach rekompensaty za wyłączenie z intensywnego użytkowania najcenniejszych przyrodniczo lasów, przekazać Lasom Państwowym najsłabsze grunty rolne (V i VI klasa) będące własnością Skarbu Państwa. Takie grunty posiadają: Krajowy Ośrodek Wsparcia Rolnictwa (dawna Agencja Nieruchomości Rolnych), gminy i inne instytucje. Grunty te są już często znacznie porośnięte samosiewami drzew. Koszt takiego przedsięwzięcia byłby czysto administracyjny, a dodatkowo zwiększyłoby to lesistość Polski.

Dodaj komentarz