The environmentalist

He is an environmentalist who cuts trees for a living.

He is an environmentalist who cuts trees for a living.

O bohaterze dzisiejszego blogu Pana Rafała Walka o drewno między USA a Kanadą , Peter Schleifenbaumie, pisałem już w roku 2015 i bardzo chętnie przypominam ten tekst, zmobilizowany uwagami polskich leśników o szeklach i „miłości” prywatnych właścicieli lasu do swego lasu.

Tytuł jest cytatem z tego interesującego artykułu o Haliburton Forest i sam cytat może być i powinien być mottem dla dla współczesnego leśnika.

https://www.google.se/amp/business.financialpost.com/news/haliburton-forests-peter-schleifenbaum-is-a-modern-lumber-baron-but-hardly-typical/amp

W przypadku Haliburton Forest jest nim Niemiec, Peter Schleifenbaum, właściciel, w drugim pokoleniu, 40.000 ha lasu w kanadyjskiej prowincji Ontario.

Prywatne posiadanie lasów w Kanadzie jest jeszcze mniejsze niż w Polsce, bo tylko 7% powierzchni leśnej jest w rękach 450.000 właścicieli lasu.
Las barona Petera (podobno autentyczny baron) jest największym prywatnym w Ontario.
Jak czytamy w artykule ma on doktorat nauk leśnych, studia ekonomiczne za sobą i duży zmysł do interesu.

Jego pomysł, zorganizowania w swoim tartaku aukcji drewna i tarcicy nietypowej przyciągnął uwagę szwedzkiego czasopisma Skogsland a z kolei i moją na osobę Petera i jego Forest.

Interesujący jest jego Haliburton Forest.

Teren, który w 1962 roku zakupił ojciec Petera był po zdewastowany wycinką. Od początku postawił on, a następnie syn na połączenie gospodarki leśnej, ekstensywnej, odbudowującej las, z aktywnością związaną z wszystkim tym, co mogłoby przynosić dochód.
Jemu i wszystkim zatrudnionym u niego oraz ludzi mieszkającym w okolicy.
Imponująca jest ta lista pomysłów gospodarczych, niekiedy kontrowersyjnych jak stworzenie Wolf Centre czyli ogrodzonego 7 ha terenu w którym żyje 1 wataha wilków, oglądana przez turystów. Kontrowersyjny pomysł dla aktywistów ochrony zwierząt którzy w roku 2013 zniszczyli ogrodzenie i wypuścili 4 wilki na wolność.

Inne pomysły są bardziej klasyczne.

Wędkarstwo na rzekach i jeziorach w obrębie Haliburton Forest jest bardzo popularne. A z tym wiąże się fakt że 4 jeziora są miejscem naturalnego odnowienia pstrąga – brook trout i lake trout.

Konstrukcja i budowa domów drewnianych, nazwanych w Kanadzie EcoLog Homes, ale przypominających te alpejskie czy tatrzańskie. Drewno jest oczywiście własne, przerabiane we własnym tartaku Haliburton Forest Mill no i oznaczone certyfikatem FSC, nawiasem mówiąc pierwszym certyfikatem FSC w Kanadzie.
Certyfikaty (standard) lasu kanadyjskiego to bardziej rozbudowana historia niż w Polsce.
Są trzy, dane z roku 2015 mówią o 183 mln. ha lasu certyfikowanego i podzielonego pomiędzy certyfikaty miejscowe, północno-amerykańskie, SFI -88 mln ha oraz CSA – 41 mln ha, a znany Polakom FSC ma 54 mln. ha.
Wszystkich lasów ma Kanada aż 348 mln ha i te cyfry reprezentują 9% wszystkich lasów światowych i 24% lasów borealnych.

Innym interesującym pomysłem Petera jest A Walk in the Clouds czyli Spacer w chmurach, też pożyczony z Europy lub z Indiana Jones czyli po kładkach drewniano-linowych, pomiędzy koronami drzew.

Dalej mamy trasy dla skuterów śnieżnych, trasy dla wyścigów zaprzęgów psich, trasy dla rowerów górskich no i pewno niedługo dla quadów, chociaż te zarówno w Szwecji jak i w Kanadzie traktowane są w zasadzie jako sprzęt roboczy do lasu, a nie wyścigowo-rozrywkowy.
Pomysłem znanym też z kraju jest The Forest Festival z biennale sztuki, m. in. rzeźby.
Ale nietypowym, na razie, bo może leśnicy bieszczadzcy wezmą przykład, jest budowa obserwatorium astronomicznego z teleskopem 12″ Schmidt-Cassegrain.

Zacząłem od aukcji tarcicy, nietypowej, jak i resztek tartacznych oraz drewna w Haliburton Forest sawmill.

Szwedzi piszą w Skogsland że w Europie nie ma podobnej i już przymierzają się do przeprowadzenia takiej samej u siebie, jesienią tego roku. Jak to z tą Europą, to nie wiem, ale jestem przekonany że nietypowej tarcicy czy drewna jest w Polsce znacznie więcej niż w Szwecji, opiszę więc tą kanadyjską.

Malcolm Cockwell, szef tartaku, opowiada że pomysł aukcji wyrósł z ich działaności produkcyjnej, bo prócz tarcicy wyrabia tartak wiosła do canoe i deski czy pulpity kuchenne.
Stwierdziliśmy że ciągle gromadzi nam się zapas surowca w zasadzie do spalenia albo wyrzucenia, więc zdecydowaliśmy się na jego sprzedaż. Wyszliśmy z założenia że jak dobrze rozpropagujemy pomysł, to pewno coś się nam uda sprzedać, mówi.
Udało nam się już za pierwszym razem, przed pięcioma laty i teraz reklama jest zbędna.

Czysto praktycznie wszyscy pracownicy tartaku jak i firmy ścinkowo-wywozowe zwracają już od początku uwagę na drewno nietypowe, zgodnie z zasadą że wady drewna mogą być jego zaletą.

Nie ma złego drewna, bo takie nie jest złe w oczach tych którzy zajmują się nim jako hobby.

A i profesjonaliści, jest ich około połowa licytujących na aukcji doceniają wartość takiego rodzaju kupna. W domach towarowych trudno jest kupić małe ilości towaru, np. dwie nietypowe deski.
Aukcja trwa dwa dni, jest w zasadzie spotkaniem towarzyskim, goście nocują na terenie Haliburton Forest i tartak zaprasza na bufet śniadaniowy, też z lokalnymi produktami.
Zysk z aukcji przeznacza Peter Schleifenbaum na badania naukowe przeprowadzane na jego terenie leśnym przez University of Toronto.

To był mój opis działalności Petera sprzed 2 lat. Czy taką działalność można nazwać miłością do lasu i docenianiem każdego jego potencjału? Tak uważa cytowany przez Rafała Chudego Lawrence Solomon. Zarówno ta miłość jak i nazwisko Solomon nie podoba się polskim leśnikom.

I słusznie!

Tylko polski państwowy leśnik z polską flagą w ręku oraz ze złotówkami w kieszeni może kochać lasy! Wara Niemcom i żydom od takich uczuć!


Zdjęcie: AMP – Financial Post

Dodaj komentarz