Walka o drewno między USA a Kanadą

Czy jesteście sobie w stanie wyobrazić, że obecnie Kolumbia Brytyjska, – największy region w Kanadzie eksportujący drewno- sprzedaje je po cenie poniżej 1 złotego (ok. 25 centów) za metr sześcienny? Innymi słowy, kurs drewna (35-40 metrów sześciennych) wyjeżdzający z lasu jest wart około 36-40 złotych. Gdy tymczasem, to samo drewno w USA kosztuje około 8000 zł. Różnica kolosalna. W zeszłym roku ta stawka (1zł za 1m3) została zastosowana do 21.2 milionów m3, w zwiazku z czym prowincjonalny skarb Kanady zgarnął niecałe 21 mln złotych. Więcej na temat konsekwencji tak niskich cen i polityce USA względem Kanady odnośnie tarcicy iglastej, przeczytacie tylko na Monitorze Leśnym. 

Konflikt USA-Kanada

Tak niskie ceny drzewa są tylko jednym z głównych powodów, a raczej efektem, dlaczego Donald Trump, prezydent USA, wprowadził ostatnio cło na import surowca drzewnego z Kanady. Cło będzie wynosiło od 3 do 24% i będzie obowiązywało od wprowadzenia na 90 dni wstecz. To znaczy, że każdy m3 przetartego drewna, który w ciągu ostatnich 90 dni przekroczył granicę kanadyjsko-amerykańską będzie podlegał nowym przepisom podatkowym. Osobiście, kłóci mi się to z zasadą Lex retro non agit, czyli prawo nie działa wstecz. Ale chyba już nawet Ci najbardziej zagorzali zwolennicy Donalda Trumpa w USA i na świecie, powoli przestają wierzyć w jego neoliberalne poglądy, niemieszanie się USA w wewnętrzene sprawy innych państw, czy politykę fiskalną.

CZYTAJCIE RÓWNIEŻ: Chiny wyprzedziły Kanadę i USA na rynku produktów drzewnych

Walka o drewno iglaste między USA i Kanadą jest jedną z najbardziej poważnych kłótni handlowych dziejących się między tymi dwoma państwami. Cały konflikt trwa nieprzerwanie od 1982 roku. Do tej pory największym przegranym jest Kanada, gdyż tylko na przełomie lat 2004-2009 zostało zredukowanych ponad 9 tysięcy miejsc pracy. Nowe przepisy celne nie wróżą Kanadzie lepszej przyszłości jeśli chodzi o zatrudnienie w sektorze leśno-drzewnym.

Walka o drewno – etiologia problemu

Krótkowzroczna polityka Kanadyjczyków

Lasy w Kolumbii Brytyjskiej są głównie państwowe i w dodatku mocno subsydiowane  – stąd mamy te śmiesznie niskie ceny za drewno. Dlaczego politycy chcą „subsydiować” (chociaż oficjalnie nikt tego nie udowodnił, tak samo jak nikt nie wyliczył strat USA spowodowanych cenami dumpingowymi tarcicy iglastej) firmy przecierające drewno? Dwa powody. Pierwszy to ten, że jednak leśnictwo generuje jakiś tam przychód do budżetu (wspomniane 21 mln złotych – to i tak więcej niż Lasy Państwowe, które do niedawna w ogóle nie dokładały do Budżetu ze sprzedaży drewna), a po drugie i najważniejsze to właśnie polityczna walka z bezrobociem, zwłaszcza w wiejskich regionach Kanady. To drugie jest dużo ważniejsze dla polityków, gdyż od tego zależy ich byt i poparcie lokalnej ludności w nadchodzących wyborach. Bezrobocie nigdy nie wróży dobrych wyników dla nich. Tylko w ostatnich 10 latach ponad 22 tysiące miejsc pracy zostało zredukowane oraz ponad 100 tartaków zostało zamkniętych w Kolumbii Brytyjskiej. Do tego dochodzi jeszcze problem kanadyjskich leśników z kornikiem MPB (Mountain Pine Beetle – Dendroctonus ponderosae), który nieźle daje im w skórę ostatnio. Na przykład, najgorszym rokiem był ostatnio rok 2004, gdzie ponad 140 milionów m3 drzew zostało zabite przez kornika. Także, kornik w Puszczy Białowieskiej to przy tym mały pikuś. Od tamtego czasu kornik trochę się uspokoił i zabija tylko rocznie ok. 1 miliona m3 i przewiduje się, że ta liczba nie powinna wzrosnąć w najbliższych latach. Skutkiem działań kornika jest, że w latach 2021-2070 przewiduje się znaczącą redukcję pozyskania, co jeszcze może bardziej tylko dobić przemysł drzewny w Kolumbii Brytyjskiej. 
Pierwsze zdjęcie poniżej przedstawia lasy niedaleko Prince George i Punchaw. Dokładnie tak, te wszystkie tereny w kolorze ziemi to zręby. Drugie zdjęcie pokazuje przybliżenie na czerwoną ramkę.

Nawet gołym okiem widać, że te bardziej rdzawe plamy na zielonych lasach, to drzewa zniszczone przez kornika. Jak macie chwilkę to sami popatrzecie sobie w Google Maps na tereny położone niedaleko Prince George w Kanadzie.

Komu taki stan rzeczy najbardziej przeszkadza?

Oczywiście tartakom z USA, które od tych ponad 30 lat nieźle sobie radzą z lobbingiem na rzecz wprowadzania taryf celnych dla swoich kuzynów z Kanady. Skoro tartaki w Kanadzie mogą kupować tak tanie drewno, to naturalnym jest, że moga po bardziej konkurencyjnych cenach produkować i eksportować tarcicę do USA. Tartaki z USA nie są w stanie konkurować, i stąd ich protesty. Stany Zjednoczone zależą od iglastej tarcicy (ang. softwood lumber), a zwłaszcza od jej importu, głównie na cele związane z budową domów. Ponad 30% tarcicy iglastej w USA pochodzi z importu (wartość ok. 5 miliardów dolarów czyli coś koło 20 miliardów złotych), z czego 95% pochodzi właśnie z Kanady.

CZYTAJCIE RÓWNIEŻ: Tartaki francuskie, dęby, Chiny, kryzys.

Lewacka polityka Donalda Trumpa

Donald Trump, zapewne pod silnym naciskiem tartaków z USA, zmiękł i zdecydował się na wprowadzenie cła na produkcję tarcicy w Kanadzie. Podatek nie jest jednolity i jego wielkość jest inna w zależności od firmy produkującej tarcicę. I tak na przykład, zgodnie z przewidywanymi stawkami West Fraser Mills zapłaci najwyższe cło w wysokości 24.12%, tuż za nimi inny globalny potentat Canfor Corp (20.26%) i kolejno Resolute FP Canada Ltd (12.82%), Tolko Marketing and Sales a także Tolko Industries zapłacą (19.50%) i na końcu J.D. Irving Ltd. (3.02%). Wszyscy pozostali producenci tarcicy zapłacą cło w wysokości 19.88%. Niektórzy w Ameryce mówią, że te stawki i tak są niższe niż oczekiwali, i teraz wszyscy z niecierpliwością muszą poczekać do 23 czerwca kiedy to Departament Handlu Stanów Zjednoczonych ogłosi oficjalnie wszystkie stawki.

CZYTAJCIE RÓWNIEŻ: W leśnictwie nie ma miejsca na darmowe obiady- wywiad z Bobem Izlarem

Tartaki z USA mówią, że ich kuzyni z Kanady są nieuczciwi i zachowują się nie fair. Ale czy na pewno? Dziennikarz Jeff Jacoby postawił pytanie:

„A co by było gdyby od jutra Kanadyjczycy przesyłali nam tę tarcicę za darmo? Czy dalej byliby złymi sąsiadami? Czy dalej Kanadyjczycy wykorzystywali by dobroć Amerykanów?”

Wniosek z rozważań Jeff’a jest prosty: oczywiście, że nie, bo wtedy wszyscy Ci Amerykanie, którzy budują domy (drewno jest głównym budulcem domów mieszkalnych w USA), mogliby zbudować taniej swoje domy. Ponadto, Jeff pisze, że przecież nikt nie zmusza Amerykanów do zakupów tarcicy z Kanady.

Także, z jednej strony Donald Trump pomaga tartakom amerykańskim, ale z drugiej strony uderza po kieszeniach swoich własnych rodaków. Jest to typowy obraz lewackiego, moim zdaniem, działania, kiedy a) rząd wpycha się z buciorami w wolny rynek, b) rząd dba o producentów, a nie konsumentów, których jest znacznie więcej, i którzy mogliby wytworzyć większy wzrost gospodarczy kraju (oczędności z zaoszczędzonych domów poszłyby na konsumpcję lub oszczędności, czy inwestycje).

Konsekwencje cła

Oczywiście, Kanadyjczycy nie są głupi i nie zamierzają ulegać naciskom Trumpa. Moim zdaniem, jest to jego typowa ostra zagrywka obecnego prezydenta USA (coś ala Matka Wszystkich Bomb zrzucona w Afganistanie jako pokaz siły i robienie wrażenia na Korei Północnej). Trump straszy przed negocjacjami Północnoamerykańskiego Układu Wolnego Handlu (NAFTA), z którego tarcica iglasta, tak samo jak produkty mleczne, są kompletnie wyłączone. Innymi słowy, stara się on znaleźć lepszą kartę przetargową w negocjacjach. Myślę, że obok lobbingu tartaków z USA to drugi ważny powód dlaczego cło zostanie wprowadzone.

Jednakże, Kanadyjczycy już dali Amerykanom do zrozumienia, że jeżeli oni nie chcą ich taniego drewna, to Ci się zwrócą z propozycjami biznesowymi w kierunku Chin i Azji. A tam popyt jest, tym bardziej na tanią tarcicę z Kanady. Po drugie, już od 2006 roku duże firmy tartaczne z Kanady zaczęły przeprowadzać swoje biznesy do Stanów, zwłaszcza tych południowo-wschodnich. Obecnie, w południowo-wschodnich USA znajduje się pięciu wielkich producentów tarcicy iglastej, którzy zaspokajają ponad 60% tamtejszego rynku. Z tych pięciu producentów, aż 3 pochodzi z Kanady (Canfor, Interfor i West Fraser).

CZYTAJCIE RÓWNIEŻ: Zrozumieć Konfederatów

Kanadyjczycy, czy z cłem, czy bez, są trochę w potrzasku i dlatego ich firmy zaczynają migrację. Głównym powodem jest wzmożony krajowy popyt na drewno tartaczne, przy jednoczesnym spadku zdolności produkcyjnych kanadyjskich tartaków i przewidywanym zmniejszeniu pozyskania w najbliższych latach z lasów państwowych (efekt pokornikowy). Południowo-wschodnie USA oferują dużo lepsze możliwości biznesowe dla rozwoju tartaków, stąd też możemy obserwować migrację biznesu.

Jeżeli Kanada zmieni tory swojej polityki eksportowej tarcicy, to nie ma siły, ale Amerykanie będą zmuszeni importować drewno z innych krajów, gdyż ich lokalna produkcja nie jest w stanie wyprodukować tyle surowca w krótkim czasie. Zmniejszona podaż tarcicy na rynku spowoduje wzrost cen drewna tartacznego i tarcicy, i przez to import z Ameryki Łacińskiej, a nawet z krajów nadbałtyckich, stanie się bardziej opłacalny.

Lasy prywatne jako rozwiązanie problemu Kanady

Lawrence Solomon opisujący konflikt i jego podłoże, mówi jasno i otwarcie czego potrzebują włodarze Kolumbii Brytyjskiej. Potrzebują prywatnych właścicieli lasów, takich jak na przykład rodzina Schleifenbaum’ów, która ma swoich ponad 40 tysięcy hektarów w Ontario (jedna z największych prywatnych własności leśnych w tej prowincji). Lawrence Solomon opisuje jak świetnie oni potrafią gospodarować swoimi lasami, a w dodatku są jednymi z największych pracodawców w swoim powiecie (ang. county). Mają swój własny tartak i 6 ZULi. Mało tego, organizują wycieczki po swoim tartaku, a także udostępniają domki dla turystów spragnionych natury. Schleifenbaum’owie zarządzają również 300 kilometrową trasą wspinaczkową, na której podczas zimy można przejechać się zaprzęgiem ciągniętym przez 150 psów husky. W dodatku rodzina prowadzi sklep rzemieślniczy, gdzie wytwarzają z drewna takie rzeczy jak wiosła, miseczki drewniane na sałatki i inne produkty z drewna, które sprzedają w detalu w dwóch lokalnych sklepach.

CZYTAJCIE RÓWNIEŻ: Fikcyjny właściciel lasu w Polsce

To jeszcze nie wszystko, Schleifenbaum’owie zapewniają katering astronomom (przyjeżdżającym oglądać niebo nocą, bez żadnych zakłóceń sztucznego miejskiego światła), rybakom (łowiącym w ich 50 jeziorach), skuterzystom (jeżdzącym na ich śnieżnych ścieżkach) czy miłośnikom górskiej jazdy rowerowej. Innymi słowy, dają ludziom taką rozrywkę na tych 40 tysiącach hektarów, o jakiej Lasy Państwowe i ich Dyrektorzy ds. innowacji mogą tylko pomarzyć. Czy zawsze tak było u Schleifenbaum’ów? Otóż, nie! Gdy rodzina Schleifenbaum’ów nabyła posiadłość w 1962 roku, była ona w opłakanym stanie. Do wszystkiego ta rodzina doszła ciężką pracą, a ich zdolności biznesowe niewątpliwie im pomogły w leśnictwie, rekreacji jak i w ochronie przyrody. Ich posiadłość składa się z dwóch części Haliburton Forest (las typowo gospodarczy, pogardliwie nazywany przez leśnych ignorantów w Polsce „na deski” – jeszcze wrócę do tego tematu nie raz – i niektórym dostanie się w kość) oraz Wild Life Reserve (las o charakterze ochronnym i rekreacyjnym). Widzimy tutaj świetnie jak rozdzielenie zadań lasu na lasy produkcyjne i ochronne świetnie zdaje egzamin! 

Państwo jako kiepski właściciel

Jaki jest związek Kolumbi Brytyjskiej z Lasami Państwowymi w Polsce? Moim zdaniem bardzo duży. W obu tych miejscach jest niesłychana awersja do prywatyzacji lasów, a bardziej dokładnie do zdjęcia buciora z lasów prywatnych. Dokładnie tak jak w LP, lasy w Kolumbii Brytyjskiej są zarządzane bardziej przez polityków niż prawdziwych menadżerów. Stąd horyzont czasowy zarządzania tymi lasami skupia się na najbliższych 4 latach zwanych „oby tylko do wyborów”.

CZYTAJCIE RÓWNIEŻ: Dobre Paniska herbu Lasy Państwowe.

Lawrence Solomon twierdzi, że rząd Kolumbii Brytyjskiej nie mógł zrobić nic bardziej złego dla swojej ekonomii i środowiska, niż zarządzać swoimi lasami samemu. Według Solomon’a dobrym rozwiązaniem byłoby sprzedanie lasu ludziom ze zdolnościami przedsiębiorczymi, którzy tak jak  Schleifenbaum’owie kochają las i widzą na każdym kroku jego prawdziwy potencjał. Solomon mówi:
„Gdyby nasze lasy były w rękach prywatnych, to już samo to prowadziłoby do optymalizacji ich wartości, raczej niż niszczenia jej. Interesy Stanów Zjednoczonych dotyczące leśnictwa i przemysłu drzewnego, które stara się tak bardzo chronić Donald Trump, skończyłyby raz na zawsze to całe lobby USA na lasach Kanadyjskich.”

Solomon podał inny świetny przykład, a mianowicie lasów Nowej Szkocji, które są w większości w rękach prywatnych i które były przez ponad 30 lat kompletnie wyłączone z konfliktu o drewno iglaste między USA a Kanadą. I chociaż administracja Donalda Trumpa też uderzy w leśnictwo Nowej Szkocji swoim podatkiem celnym, lobby drzewne w Stanach Zjednoczonych od razu zareagowało i już zarekomendowało prezydentowi USA usunięcie cła na drewno z Nowej Szkocji.

CZYTAJCIE RÓWNIEŻ: Fatality na lasach prywatnych w Polsce

Lawrence Solomon podsumowuje, że działania Donalda Trumpa czynią go nieumyślnym działaczem na rzecz ochrony środowiska (znów leśnik ignorant by powiedział „ekologianem”, czy „ekocentrystą”).
„Trump stara się chronić amerykańskich pracowników sektora leśno-drzewnego, a nie kanadyjskie lasy. Ale tak naprawdę Trump robi nam [Kanadyjczykom] wielką przysługę przez pokazywanie perwersyjnej polityki naszych rządzących przeciwko naszym własnym zasobom przyrodniczym i domaganie się, co w nawiasie jest rozsądną prośbą, o zaprzestanie subsydiowania pozyskania w naszych lasach. Jeśli zastosujemy się do sprzedaży naszych lasów w ręce prywatne, zamiast przekształcać je w pola pniaków, nasze lasy i Ci, którzy od nich zależą będą błogosławić Trumpa za jego czyny”
Wydaje mi się, że prywatyzacja Lasów Państwowych byłaby dobrym rozwiązaniem dla leśnictwa w Polsce, na pewno lepszym niż patologiczna sytuacja obecna. Parafrazując bloga „Lecą wióry” jak się patrzy na ostatnią konferencję w Toruniu, to coraz cieplej myśli człowiek o prywatyzacji polskich lasów. Jednakże wydaje mi się, że istnieje jeszcze lepsze, bardziej optymalne rozwiązanie od klasycznej prywatyzacji. Jednakże, tego rozwiązania obecni leśni polityczni kierownicy zarządzający tą firmą baliby się dużo bardziej. O tym wkrótce.

Źródła:  

Lawrence Solomon: Trump’s softwood tariff makes him Canada’s most effective environmentalist

Round 1: What the latest Canadian lumber tariffs mean for US housing

Canada considers retaliation for US tariff on softwood lumber

Zdjęcie tytułowe: Podróżująca tarcica iglasta z Kanady do USA. Zdjęcie wykonane na autostradzie międzystanowej I-5 między Portland a Eugene. Autor zdjęcia: Rafał Chudy

Dodaj komentarz