RDLP w Łodzi. Dariusz Pieniak.

Zawieszony certyfikat FSC dla RDLP w Łodzi – cyrk trwa dalej…

Przez ostatnie dni przeczytałem z lekkim niedowierzaniem a czasem nawet z politowaniem dwa artykuły, które ukazały się w prasie leśnej na temat zawieszonego certyfikatu FSC dla Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych (RDLP) w Łodzi. Kilka dni temu na stronie SGS ukazała się informacja nt. funkcjonowania certyfikatu FSC dla gospodarki leśnej, która rzuca więcej światła na obecny spór na linii RDLP w Łodzi a SGS. W tym wpisie przedstawię dalsze nieporozumienia obecnego kierownictwa Lasów Państwowych z Łodzi i coraz bardziej skłaniam się do stwierdzenia, że winę za zawieszony certyfikat ponosi RDLP w Łodzi a nie firma SGS, co moim zdaniem, pan dyrektor RDLP w Łodzi Dariusz Pieniak usilnie insynuuje w swoich wywiadach. Zapraszam!


Podkreślę to jeszcze raz wyraźnie, ale na łamach naszego bloga jako pierwsi opublikowaliśmy niewygodne dla RDLP w Łodzi informacje z raportu z audytu SGS przeprowadzonego w 2019 roku:

>>Czy RDLP w Łodzi straci certyfikat FSC?

również jako pierwsi też opisaliśmy zawieszenie samego certyfikatu FSC w Łodzi, dosłownie kilka dni po tym fakcie:

INFORMACJA Z OSTATNIEJ CHWILII: REGIONALNA DYREKCJA LASÓW PAŃSTWOWYCH W ŁODZI BEZ CERTYFIKATU FSC!!!

a także szybko zakwestionowaliśmy niedorzeczne momentami tłumaczenia kierownictwa RDLP w Łodzi:

>>Czy RDLP w Łodzi kłamie społeczeństwu w żywe oczy w związku z zawieszeniem certyfikatu FSC?

W numerze styczniowym Głosu Lasu (GL) ukazał się wywiad pani Bogumiły Grabowskiej z dyrektorem RDLP w Łodzi panem Dariuszem Pieniakiem zatytułowany „Dyrekcja wielu możliwości” (tytuł pasuje do sytuacji jak pięść do oka – moja uwaga). Natomiast w dwutygodniku Las Polski w numerze 2/2021 pan Bartosz Szpojda opublikował artykuł „Z certyfikatem czy bez?”. Oba artykuły nadają się w moim przekonaniu jako świetne przykłady książkowej propagandy pisanej pod dyktando jednej strony i tutaj postaram się je mocno skrócić i nawiązać do kilku wątków, które jak na dłoni wskazują niekompetencje ludzi odpowiedzialnych za zawieszenie certyfikatu FSC w RDLP w Łodzi, a tym samym odpowiadają w moim przekonaniu za narażenie Skarbu Państwa na straty finansowe, powstałe na skutek utraty lub odwołania zamówień ze strony niektórych zakładów przemysłu drzewnego.

NIEPOROZUMIENIE NUMER 1: Firma akredytująca vs. audytująca

Z ust pani Grabowskiej pada „To właśnie w mediach społecznościowych (dokładnie u nas na blogu – w ramach dokładności – moja uwaga) pojawiła się ostatnio informacja, że FSC zawiesiło certyfikat dla RDLP w Łodzi. Dyrekcja wprawdzie natychmiast zamieściła swoje stanowisko, ale wielu nie rozumie, o co całe to zamieszanie”

Odpowiedź trochę wbiła mnie w ziemię, a na twarzy pojawiła się mina typu WTF?:

„To nie jest żadne zamieszanie, ale próba wpływania na politykę leśną państwa

I dalej:

Firma akredytująca postawiła nam zarzuty, że nie pozostawiamy 5 proc. starodrzewu przy rębniach złożonych i używaliśmy zabronionego środka, czyli Dursbanu.” – powiedział pan Pieniak

Niestety, ale pan Pieniak najwyraźniej nie rozróżnia firmy prowadzącej audyt od firmy akredytującej. Gwoli ścisłości, firma SGS jest firmą audytującą, czyli przeprowadza proces oceny, sprawdzania i nadzorowania spełniania przez podmiot (tu RDLP w Łodzi) wymogów gospodarki leśnej FSC (źródło). Jednocześnie firma SGS posiada akredytację FSC, co oczywiście nie oznacza, że jest firmą akredytującą.

NIEPOROZUMIENIE NUMER 2: „Nadinterpretujący” i „nieetyczny” audytor

Pan Pieniak mówi dalej tak:

Jeśli chodzi o tę pierwszą kwestię, to audytor nadinterpretując zasady FSC, spowodował sprzeczność z regulacjami prawnymi obowiązującymi w Polsce.

A to bardzo ciekawe, ale na stronie SGS możemy przeczytać:

„Ze względu na swój dobrowolny charakter proces certyfikacji FSC oparty jest na globalnych ramach standardu gospodarki leśnej i może stawiać wymagania wyższe niż przepisy krajowe. Wszyscy posiadacze certyfikatu lub wnioskodawcy, którzy mają lub chcą być zaangażowani w procesy certyfikacji gospodarki leśnej, są świadomi tych wymagań, a niektóre z nich mogą być wyższe niż obowiązujące przepisy prawa lokalnego.”

Jak widać „NIE WSZYSCY„…

Pan Pieniak dodaje dalej:

„Co ciekawe, audytor prowadził jednocześnie audyt PEFC i FSC, co wydaje się niezbyt etyczne.

Mamy tutaj kolejne niezrozumienie lub brak chęci pojęcia tego, że SGS to firma audytująca i może dokonywać oceny, sprawdzania i nadzorowania wielu różnych systemów certyfikacji (PEFC, FSC itd.). Nie ma w tym nic złego ani na pewno nieetycznego. Jest to w pełni akceptowalna praktyka na całym świecie, która nie generuje konfliktów interesów. Na stronie SGS możemy przeczytać:

Brak wpływu podmiotu ubiegającego się o certyfikację FSC na wynik audytu jest podstawową zasadą certyfikacji FSC, podobnie jak bezstronność audytora i nieuleganie naciskom ze strony certyfikowanego podmiotu lub innych podmiotów.

W Lesie Polskim możemy za to przeczytać:

„Zdaniem przedstawicieli RDLP w Łodzi, przedłożone dowody zarówno w kwestii pierwszej, jak i drugiej niezgodności nie pokrywały się z zamierzeniami firmy SGS, kwestionowały bowiem nie tylko rzetelność audytora, ale również prowadzoną przez jednostkę nadrzędną (SGS South Africa) procedurę odwoławczą przez przeszło rok.” – napisał pan Szpojda.

Czyli jeżeli dobrze odczytuję ten wywiad, według RDLP w Łodzi pojawiły się podejrzenia, że audytor firmy SGS nadinterpretował przepisy FSC, był nierzetelny oraz nieetyczny. Innymi słowy RDLP w Łodzi postanowiła kwestionować wynik audytu oskarżając audytora za brak etyki, nierzetelność oraz nadinterpretację standardu FSC. Do czego piję?

Jak tylko ukazał się mój wpis Czy RDLP w Łodzi straci certyfikat FSC?, otrzymałem wiadomość od RDLP w Łodzi i jej pełnomocnika z wezwaniem do zaprzestania naruszeń dóbr osobistych dyrekcji, dyrektora a nawet pracowników tej jednostki. Zostałem wezwany do przeproszenia, czego nie zrobiłem, jednakże fragment:

„Dariusz Pieniak (dyrektor RDLP w Łodzi) i jego dzielna drużyna z Łodzi rozpoczął proces oskarżania audytora firmy SGS o co się tylko da, aby zakwestionować wynik audytu)”

usunąłem z grzeczności. Nie przeprosiłem, gdyż a)Państwowe Gospodarstwo Leśne Lasy Państwowe jako jednostka organizacyjna nieposiadająca osobowości prawnej nie posiada przymiotów pozwalających przypisanie jej ochrony z tytułu dóbr osobistych., b) już wtedy z otrzymanych informacji wiedziałem, że taką drogę kwestionowania audytu wybrała RDLP w Łodzi. Już pominę fakt, że wezwano mnie do przeproszenia za słowa, które pojawiły się w raporcie audytora (sic!). O Dursbanie za chwilkę…

RDLP w Łodzi. Dariusz Pieniak

RDLP w Łodzi

RDLP w Łodzi

NIEPOROZUMIENIE NUMER 3: Dursban

Pan Pieniak dodaje w GL:

„Nie sposób pominąć, iż środek ten w tamtym czasie był dopuszczony do stosowania zarówno w Polsce, jak i całej UE, problem zatem (jak opisał audytor) leżał po stronie braku tzw. derogacji, czyli zezwolenia FSC na jego użycie w oparciu o umotywowany wniosek wraz z uiszczeniem stosownej opłaty do FSC. Trudno pominąć też fakt, że Unia Europejska zakazała używania Dursbanu i obecnie nigdzie w Lasach Państwowych stosowany nie jest. W związku z tym mieliśmy poważne merytoryczne wątpliwości co do wyników audytu i nie zgodziliśmy się na nie. Potrafimy uzasadnić, że te zarzuty są nieprawdziwe.”

Wspomnę jeszcze, że wielkim drukiem w GL jest cytat pana Pieniaka:

„Audytor nie uwzględnił faktu, że używaliśmy Dursbanu na powierzchniach nieobjętych certyfikacją FSC w czasie, gdy był on jeszcze dozwolony w UE”

Jeszcze raz powtórzę, środek był dozwolony jeżeli była derogacja i już było to napisane wcześniej. To, że był dozwolony w UE, nie ma nic wspólnego z zezwoleniem przez standard FSC.

W dodatku mamy bardzo jasne stanowisko firmy SGS, opublikowane 1 marca tego roku na stronie SGS, które nawiązuje do argumentu (choćby z powyższego wezwania, że „Dursban nie był wykorzystywany na terenie objętym certyfikacją FSC”:

„Dodatkowo chcemy wyjaśnić, że nie można automatycznie wyłączyć pewnej powierzchni z audytowanego obszaru po to, żeby nie przestrzegać wymogów FSC, np. stosować pestycydy niebezpieczne wg FSC (tj. Dursban 480 EC) na powierzchniach, które wyłącza się z certyfikacji. Jeśli posiadacz certyfikatu chce wyłączyć określoną powierzchnię, powinien podać powody wyłączenia, które są następnie oceniane przez audytorów, a odpowiednie informacje są zawarte w publicznym raporcie z audytu. Przedstawiciele kontrolowanej jednostki powinni przedłożyć, przed audytem, informację o stosowaniu pestycydów.”

Jeżeli dobrze rozumiem ten zapis to wygląda na to, że najwyraźniej RDLP w Łodzi nie podała powodów wyłączeń i/lub nie poinformowała audytora o stosowaniu takich pestycydów. I na pewno nie zgłosiła wniosku o derogację, co pan Pieniak potwierdza tylko na samym początku wywiadu.

NIEPOROZUMIENIE NUMER 4: Durban vs. Geneva

Odnośnie „skomplikowanej” ścieżki odwoławczej pan Pieniak mówi tak:

Można powiedzieć, że w tej sprawie okrążyliśmy cały świat, bo pierwsze odwołanie musieliśmy złożyć w RPA, skąd po 90 dniach powinniśmy byli uzyskać rozpatrzenie naszego sprzeciwu.

Na stronie SGS mamy taki zapis:

„Odwołania należy kierować do tej jednostki, która je rozpatruje. W przypadku SGS Polska jest to akredytowane biuro SGS z siedzibą w Szwajcarii, które zostało wyznaczone przez FSC jako podmiot właściwy do wniesienia odwołania. Procedury odwoławcze, jak również warunki ewentualnego zawieszenia są wymagane przez FSC i są kontrolowane przez jednostkę akredytującą. Lokalny oddział SGS Polska przekazuje informacje do analizy, ale nie jest odpowiedzialny za podejmowanie decyzji.

Chyba powoli zaczynam rozumieć, dlaczego to odwołanie tyle trwało. Ale tak to jest jak się odwołuje nie tam gdzie trzeba…wtedy można świat okrążyć nawet i trzykrotnie… Ale co z tego?

Dalej pan Pieniak:

„W związku z tym złożyliśmy prośbę o arbitraż do firmy akredytującej SGS, której siedziba mieści się w Niemczech.”

i kolejne zdanie (z moją miną WTF na twarzy):

„Musimy zatem poddać się prawu niemieckiego sądu w Kolonii.

i jeszcze ten cytat:

„Nie mogę pozwolić na to, żeby działać niezgodnie z polskim prawem. Uważam, że jesteśmy jako instytucja traktowani niepoważnie, a brak respektowania określonych w umowach i zasadach terminów i nieczytelna ścieżka odwoławcza mnie tylko w tym przeświadczeniu utwierdziły.”

Najwidoczniej audytorzy SGS nie czytają bloga Lecą Wióry i nie zachowali się jak należy przed majestatem dyrektora 🙂 Zresztą czy można traktować poważnie kogoś kto dobrowolnie przystępuje do certyfikacji i nie zna panujących przepisów i procedur, czy lata po całym świecie skarżąc się, robiąc tylko niepotrzebną awanturę? Czy można brać na poważnie takich pieniaczy? Pozostawię te pytania bez odpowiedzi.

Ale w Lesie Polskim pojawia się inny smaczek:

„W odpowiedzi FSC przypomina, że procedura odwołania jest jasno określona – najpierw należy skorzystać z odwołania za pomocą programu Qualifor SGS a następnie z ASI” – jak napisał pan Szpojda.

I dalej:

„Pomimo, że wymienione pismo jednocześnie zostało do Dyrektora Programu SGS Qualifor South Africa i potwierdzono jego odbiór, zwrócono uwagę na konieczność ponownego przesłania go w wersji anglojęzycznej, co też uczyniono 21 października 2019, dopełniając tym samym wymogu proceduralnego”

Czy ja to dobrze rozumiem? Czy RDLP w Łodzi odwołanie wysłała do RPA w języku…. polskim? W RPA w sumie obowiązuje wiele języków urzędowych: afrikaansangielskixhosandebelepedisotosuazitsongatswanavendazulu. Hmm… nie ma tam polskiego??? Nic dziwego, że odwołanie tyle trwało… Chciałbym zobaczyć minę ludzi w RPA lub Urugwaju jak dostali to pismo. WTF?

Ale jak widać, odpowiedź była negatywna:

„4 listopada nadeszła odpowiedź z Qualifora, mówiąca o tym, że odwołanie dyrekcji nie zostało uznane „komisja odwoławcza zdecydowała, że zgłoszone niezgodności są ważne i że odwołanie należy odrzucić” – napisał pan Szpojda

Jak dodaje „riposta była niemal natychmiastowa – dyrekcja poinformowała, że będzie się od wyniku działań komisji odwoływać”.

Dalej w kontekście nieporozumienia, pan Pieniak, ale także pan Arkadiusz Karbowski (naczelnik Wydziału Gospodarki Leśnej i Ochrony Lasu w RDLP w Łodzi) twierdzą, że wzajemnemu zrozumieniu nie sprzyjają wielonarodowość, liczne adresy w dość egzotycznych krajach od Bonn, RPA czy Urugwaj, „problemy językowe w opracowaniu kryterium oceny, które sprawiają chyba także kłopot samej firmie akredytującej”.

Ja widzę tutaj inny problem polegający na wysyłaniu odwołania nie tam gdzie trzeba oraz nie w tym języku w którym trzeba. Ale co ja się tam na tym znam… Zabawne dla mnie wydaje się również odwracanie kota ogonem przez RDLP w Łodzi odnośnie wywierania nacisku. Jeszcze raz przytoczę zdanie ze strony SGS:

Brak wpływu podmiotu ubiegającego się o certyfikację FSC na wynik audytu jest podstawową zasadą certyfikacji FSC, podobnie jak bezstronność audytora i nieuleganie naciskom ze strony certyfikowanego podmiotu lub innych podmiotów.

A tu tymczasem pan Karbowski z RDLP w Łodzi mówi dla Lasu Polskiego:

„Procedury odwołania, ich poziom skomplikowania, zmiana choćby w zapisach co do terminów rozpatrywania odwołań czy choćby dość dziwny fakt tłumaczenia się potrzebą dokonania niespójnych wersji tłumaczeń standardu FSC, a także publikowanie raportu z audytu, który wciąż nie został w naszym mniemaniu zakończony, gdyż sprawa odwoławcza trwa, wskazują najprawdopodobniej na próbę wywarcia na nas nacisku, byśmy dla świętego spokoju, raport przyjęli.

NIEPOROZUMIENIE NUMER 5: Narada kierowników RDLP w Łodzi to rzecz święta

Niektóre argumenty RDLP w Łodzi są naprawdę infantylne, np. w Lesie Polskim możemy przeczytać, że audytor ustalił na 12 lipca spotkanie zamykające, kiedy planowana była w tym czasie narada kierowników RDLP w Łodzi. Chociaż jak wynika z artykułu, audytor SGS stwierdził, że termin był ustalony przez obie strony. Sprawa na pewno dyskusyjna i ciężko stwierdzić jak to naprawdę było. Nie komentuję.

Jak pisze pan Szpojda w Lesie Polskim, RDLP w Łodzi odwołała się od decyzji SGS do FSC w Bonn, w której wyraziła się, że nie dość że nie zgadza się z wynikiem audytu to jeszcze skrarży, że SGS nie spełnia wymagań akredytacyjnych, „wobec czego nie wyobraża sobie dalszej współpracy”.

Po takich słowach można powiedzieć, że RDLP w Łodzi nie tylko kwestionowała audytora ale i firmę w której on pracuje. Czyż nie?

Tendencyjny artykuł pana Szpojda kończy się słowami „To nie koniec historii, bowiem ta, niczym u Hitchocka zdaje się dopiero nabrać tempa”. A tu akurat się zgadzam. Jak wiecie Hitchock określany był mianem „mistrza suspensu”, czyli chwyt określający reakcję emocjonalną widza, wywoływaną za pomocą manipulacji informacją narracyjną. Pasuje idealnie…moim skromnym zdaniem.

Podsumowując

Na koniec wywiadu w GL wielmożny pan dyrektor Pieniak mówi tak:

„FSC udało się jednak stworzyć pewną piramidę: odbiorca chcący zachować swój certyfikat musi kupować drewno z certyfikatem. W tym momencie zawieszenie naszego certyfikatu jako dostawcy surowca powoduje problem u odbiorców, i nie ma tutaj żadnego znaczenia, że trwa proces odwoławczy, na który mamy marginalny wpływ. Wynika z tego jasno, że mamy do czynienia z dyktatem” (Powiedział dyrektor o dobrowolnym systemie certyfikacyjnym. Dlaczego od razu nie z dyktaturą? – moje uwagi).

I dalej:

„Poddanie się mu spowoduje w przyszłości jeszcze większe problemy, zarówno u dostawców, jak i odbiorców drewna. Mamy jednak przygotowane scenariusze na każdą okoliczność, w zależności od tego, jak nasi odbiorcy będą reagować na zawieszenie certyfikatu.

Mam nadzieję, że brany jest również scenariusz podania się do dymisji przez pana Pieniaka i jego nieporadny menedżment, zakończenie zabawy w dyrektora i pozwolenie ludziom kompetentnym wyprowadzić tę sprawę na prostą. Takie ciche nadzieje…

Po tych dwóch artykułach, obawiam się, że wynik odwołania w ASI jest delikatnie przesądzony…Poczekajmy jeszcze chwilkę…


Zdjęcie tytułowe: Kompletnie niezwiązane z wpisem i kierownictwem RDLP w Łodzi. Wszelkie podobieństwo do zdarzeń i osób jest przypadkowe. Źródło.

Dodaj komentarz