Kobiety w polskich lasach – potrzebne albo nie?

Kobiety polskich lasach – potrzebne albo nie?

Czy potrzebne są kobiety w polskich lasach? Pytanie retoryczne, odpowie każdy, zwłaszcza ten młodszy mężczyzna. Wiadomo że tak.
Ale do czego, zacznie drążyć pytanie ten z kolei starszy?


Do czego?

Właśnie, do czego?
Jako że blog nosi nazwę Monitora Leśnego to zarówno młodszy jak i starszy autor są zobowiązani do powagi a nie żadnych tam Tadeusza igraszek z Telimeną.
Pytaniem jest więc czy kobiety i dziewczyny nadają się do pracy w administracji Lasów Polskich, bo że są ogromnie ważne w pracy ZUL, w to nikt nie wątpi.

Oczywiście że tak, wiele z nich odpowie z oburzeniem. Jest nas coraz więcej, doda z naciskiem, zbliżamy się do zakładanego parytetu 30%.
I wszystko to jest prawdą, kobiety widać na zdjęciach zbiorowych nadleśnictw, publikowanych na Facebook. Co prawda nie w środku, jako szef nadleśnictwa, ale obok, najczęściej upiększając zresztą zdecydowanie cały obraz.

Parytet.

Zawsze podobało mi się słowo „parytet”, używane przy podobnych dyskusjach. Podobno oznacza zasadę równości męsko-damskiej w życiu zawodowym, przynajmniej w teorii.
Czy ta równość może być osiągnięta praktycznie w pracy w lesie, nie biurowej a w pracy terenowej? Czy nie powinno się podkreślać że jednak praca podleśniczego i leśniczego jest na ogół dosyć ciężka, nie zawsze odpowiadająca kobietom i że osławiony parytet lepiej pozostawić w domu a nie ciągać po lesie?

Kobiety w polskich lasach - potrzebne albo nie?
Zdjęcie: Göteborg universitet

W przypadku tych dwu stanowisk w administracji leśnej, tych podstawowych i terenowych, na pewno tak jest. Co nie oznacza że brakuje chętnych kobiet do zmierzenia się z taką pracą, choćby pani podleśniczy prezentowana niedawno na sieci. Ale ile pań podleśniczych i leśniczych pracuje w Lasach Państwowych? Czysto statystycznie?
Jako mniej więcej wierny czytelnik prasy leśnej muszę się przyznać że w ostatnich trzech latach nie natrafiłem na taką statystykę. A przecież to żaden problem zamieszczać ją i podobne w corocznych zestawieniach LP, prawda? Przeczytaj tutaj – http://www.forest-monitor.com/pl/zatajone-statystyki-lasow-panstwowych/

Jaki więc parytet?

Powróćmy więc do parytetu. W kadrze leśnictw zaledwie on kiełkuje i wymaga opieki, ale już wyżej?
W nadleśnictwach? W dyrekcjach regionalnych? Czy jest potrzebny? W sierpniu 2013, z okazji o ile się nie mylę komponowania kalendarza rocznego o niestety nie kontynuowanej koncepcji, kalendarza przedstawiającego polskie leśniczki, napisałem:
„Parytet oznacza automatycznie że Panie są słabsze, mniej inteligentne, mniej utalentowane socjalnie i organizacyjnie, aby zajmować te kierownicze funkcje w administracji terenowej Lasów Państwowych, które od początku istnienia LP były przypisywane mężczyznom.
My wszyscy wiemy że to nieprawda. Nawet to najbardziej męczące fizycznie stanowisko podleśniczego jest dla młodej, wysportowanej kobiety żadnym wysiłkiem nie do pokonania. Jeszcze lepiej wygląda to na stanowisku leśniczego nie mówiąc o nadleśniczym a już stanowiska dyrektora Regionalnej Dyrekcji oraz Dyrekcji Generalnej są jakby stworzone dla kobiet.
No właśnie, dlaczego ich tam nie ma?

http://www.forest-monitor.com/pl/czy-w-lasach-panstwowych-pracuja-dobrzy-menadzerowie/

 

 

No właśnie?

Trzy lata temu byłem skłonny sądzić że dom, wychowanie dzieci, rodzina w której kobieta dźwiga ten większy ciężar jest największą przeszkodą w robieniu kariery, jak zresztą i w innych krajach Europy.
Ale w ciagu tych trzech lat spostrzegłem że rodziny leśników, przynajmniej te Facebookowe są zazwyczaj całkowicie parytetowe i że strona męska zupełnie i po szwedzku, zajmuje się również domem.
Kobiety mogą więc robić karierę zawodową w polskim leśnictwie i mieć parytetową w nim władzę. Dlaczego nie mają?

http://www.forest-monitor.com/pl/system-awansowania-wedlug-samych-pracownikow-lp-jest-do-bani/

Zdjęcie: dagens juridik
Zdjęcie: dagens juridik

Trzy lata temu oraz przed kilkunastoma dniami komentarze były bardzo podobne.
„Nas, kobiet, jest coraz więcej. Na studiach jesteśmy już prawie w połowie i co najważniejsze mamy lepsze wyniki. Nie to co przed 20-30 laty, kiedy to nie istniałyśmy w polskich lasach. Teraz nawet mamy kobiety motorniczymi tramwajów.”

Już w PRL..

Ale, jak zwrócił uwagę starszy już prawdopodobnie leśnik, to żadna nowość z tymi motorniczymi tramwajów. Albo z traktorzystkami Ursusa z połowy lat 1950. Komuniści byli zresztą bardzo zdolni w parytecie. Na papierze.
A my, moje pokolenie leśników 50/50, PRL /transformacja?
W roku 1970 ukończyło uczelnię krakowską, wydział Leśnictwo, 77 osób a w tym 15 dziewczyn. Czyli parytet niezły dla przyszłej kierowniczej kadry, bo prawie 20%.
Z tego parytetu wyszło trzech dyrektorów regionalnych i kilku dyrektorów parków narodowych oraz profesorów wyższej uczelni. Również nadleśniczowie. Rocznik był dobry, ale dla mężczyzn.

 

46 lat później mamy na studiach parytet prawie 50%. Dziewczyny są zdolniejsze, to ogólna ocena.
Z tego parytetu na ostatniej naradzie nadleśniczych w Kielcach doliczyłem się na osławionym już zdjęciu zaledwie kilku pań.
O dyrektorach regionalnych szkoda mówić bo przez te 46 lat dorobiły się Lasy Państwowe aż dwu Pań na tych stanowiskach.
O dyrektorach generalnych natomiast nie należy mówić bo mianowanie kobiety na to stanowisko byłoby herezją równą wyboru kobiety na Papieża.

Sedno parytetu.

I tutaj dochodzimy do sedna.
Parytet płciowy w Lasach Państwowych nigdy nie był popularny. I nie tylko w Lasach.
Nie był i nie jest popularny w kraju.
I nigdy nie był traktowany na poważnie.
To znaczy kobiety były zawsze popularne, ale nie przy władzy.
Tej faktycznej. I pozarodzinnej.
Szczególnie popularne były i są 8 marca. Kwiaty, czekoladki, zwłaszcza dla młodszych i piękniejszych przypominają o miejscu dla nich.
I w tym mamy odpowiedź na pytanie – potrzebne są one w Lasach albo nie?
Jasne że tak. Komu by leśnicy wręczali kwiaty? Prawili komplementy? Całowali po rączkach?
Oraz, w terenie, wspólnie szukali mrówek? Która to czynność jest zdecydowanie przyjemniejsza dla Tadeusza niż dla Telimeny?

Współczesny leśny parytet opisał już więc nasz narodowy wieszcz przed 200 laty. Jakieś tam zachodnie wymysły o równych prawach? Nam Polakom wystarcza Telimena szukająca mrówek na Tadeuszu.


Zdjęcie tytułowe autorstwa Lasu Polskiego

4 myśli na temat “Kobiety w polskich lasach – potrzebne albo nie?

  1. Dzień dobry,
    Już sam tytuł artykułu trochę mnie zdziwił. W dzisiejszych czasach już nikt się chyba nad tym nie zastanawia czy kobieta jest gdzieś potrzebna czy nie. A jak już, to tak stawiane pytanie cofa nas do ubiegłego wieku. Ok, artykuł artykułem, rozumiem lekko, przyjemnie i zabawnie. Ale końcówka:
    „… odpowiedź na pytanie – potrzebne są one w Lasach albo nie? Jasne że tak. Komu by leśnicy wręczali kwiaty? Prawili komplementy? Całowali po rączkach?
    Oraz, w terenie, wspólnie szukali mrówek? Która to czynność jest zdecydowanie przyjemniejsza dla Tadeusza niż dla Telimeny?”
    To jest to sedno?
    Może nie zrozumiałam a to miał być sarkazm? Po całym artykule takie spłycenie tematu i potrakowanie go tak infantylnie? Cóż jestem tylko kobietą do całowania po rączkach i mogłam czegoś nie zrozumieć 😉

    1. Szkoda że korespondujemy anonimowo. W drodze wyjątku, bo temat leży mi na sercu i poruszałem go już kilkakrotnie, spróbuje odpowiedzieć.
      Porównanie Tadeusz i Telimena nie jest infantylnym spłyceniem tylko zwróceniem uwagi na podobieństwo roli Telimeny sprzed 200 lat z rolą współczesnej Telimeny w Lasach Państwowych. A że w tonie lekko prześmiewczym? No cóż, ton nieistotny, byleby polskie leśniczki zaczęły na poważnie analizować załączone zdjęcie sprzed kilku tygodni.
      Zachęcam Panią Podleśniczy do analizy dzisiejszej sytuacji w której kobiety w Lasach Państwowych zadowalają się, w 92 roku istnienia tej instytucji rolą na pewno nie nadrzędną i nie równorzędną a zupełnie podrzędną.
      Taką samą jak rola Telimeny i Zosi w Panu Tadeuszu.
      I to nie jest niestety sarkazm czy ironia.
      Ale temat poruszony przeze mnie nie należy do mnie, jestem przecież mężczyzną i w podobne role trudno mi się wcielić. Jeżeli polskim leśniczkami odpowiadają takie podrzędne role to jako mężczyzna mogę być tylko zadowolony.

  2. To też zależy od rejonu Polski – w katowickiej, olsztyńskiej, gdańskiej są i bywały Panie Nadleśniczy a w centrum ??? Myślę, że największy problem to brak umiejętności dialogu z kobietą – facet z facetem lepiej się dogadają —- a z kobietą to już trzeba trzymać fason…

  3. Tak , kobiety w polskich lasach powinny same tworzyć ten dialog. Ale w jaki sposób? Takie Lasy jakie społeczeństwo, można chyba powiedzieć i jako już długoletni szwedzki Polak nie chcę pouczać polskich kobiet w skomplikowanej materii równouprawnienia i feminizmu w skomplikowanym krajobrazie polityki głęboko katolickiego państwa.

Dodaj komentarz