jak się kształtują ceny drewna

Czy Lasy Państwowe kontrolują ceny drewna?

Ceny drewna to ważny temat w kontekście polskiego rynku leśno-drzewnego. Niniejszy post jest kontynuacją mojej dyskusji zapoczątkowanej w zeszłym tygodniu. Odpowiem w nim, na pytanie zadane w tytule. Zapraszam! 


Tutaj możecie przeczytać pierwszą cześć dyskusji na temat: Monopol LP, pozyskanie i cena drewna w Polsce

Czy Lasy Państwowe kontrolują ceny drewna?

Szybka odpowiedź brzmi: TAK!!!

W ekonomii istnieją dwa mechanizmy, które wpływają na wzrost ceny drewna. Pierwszy to zwiększanie popytu na dany produkt. O to akurat LP nie muszą się zbytnio martwić, bo ścieżka ekspansji polskiego przemysłu drzewnego (który w porównaniu do LP maksymalizuje jednak zysk i się rozwija, a nie stoi w miejscu), stała się bardzo widoczna w ostatnich dekadach i latach. Na przykład branża meblarska i jej podbój rynków zagranicznych jest tutaj świetnym przykładem.

Drugi mechanizm, na który samofinansujące LP mają duży wpływ, to redukcja podaży surowca na rynku. Poniższa ilustracja przedstawia jak zwiększać cenę produktu po przez równoległe przesunięcie purpurowej krzywej popytu w prawo, lub przesunięcie czerwonej krzywej podaży w lewo.

Mikroekonomiczne mechanizmy kształtowania ceny drewna. Autor ilustracji: Rafał Chudy

I tutaj LP jak każdy szanujący się monopolista sprzedają mało i drogo, co jest w pełni zgodne z teorią monopolu o czym wspominałem przy okazji postu: Czy BULiGL powinno znajdować się w strukturze samofinansujących LP?

Skąd wiem, że LP pozyskują mniej niż powinny?

Według samych samofinansujących LP, w 2017 roku pozyskanie ma wynieść 40.5 milionów metrów sześciennych i ma być o 2 miliony m3 większe niż w roku ubiegłym. Ktoś z przemysłu drzewnego pewnie by powiedział: „Łaskawcy!”.

Według moich źródeł już od wielu lat pozyskanie drewna w Polsce powinno być na poziomie 45 milionów m3, i teraz podam 4 powody dlaczego.

Profesor kłamczuszek

Pierwszym moim źródłem jest moja osobista rozmowa z naukowcami z jednej polskiej uczelni leśnej, którzy powiedzieli mi, że brali udział w projekcie dotyczącym możliwości maksymalnego pozyskania surowca drzewnego w Polsce bez szkody dla lasów. W ich obliczeniach wyszło im (JAK BYK!), że pozyskanie powinno być na poziomie 45 milionów metrów sześciennych. Jednakże, gdy ich szef profesor zobaczył wyniki, kazał im natychmiast pomnożyć te 45 milionów m3 przez współczynnik 0.8. Hmm… prawdziwy naukowiec z niego, co nie? Oczywiście ten profesor, z miejsca powinien stracić tutuł profesorski, wszystkie jego publikacje powinny przejść powtórną rewizję, a na końcu trzeba by go było wrzucić po prostu do lochu. Poniższy link z naszym starszym artykułem, oczywiście przypadkowy, a wszystkie konotacje z Panem profesorem jak najbardziej zmyślone:)

>>CZYTAJCIE RÓWNIEŻ: Lasy Państwowe a młodzi leśnicy.

W tej sytuacji oczywiście nie można winić LP za brak rzetelności naukowców. A może i można? Za to na przykład, że naukowcy już od dawna boją się kierownictwa LP i boją się głosić niewygodne prawdy z goła odmienne od tych głoszonych przez dyrekorów LP, którzy bądź co bądź rozdają kasę na badania w polskim leśnictwie? Sami widzieliśmy co się stało ze specjalnym numerem Leśnych Prac Badawczych, jak Dyrekcja (nie Dyrektor!) kajaja się i tylko upokarza się w liście do czytelników. Nie mówiąc już o Panu profesorze z IBL-u, który za przeproszeniem, mało nie wszedł w d**ę dyrektorowi Generalnemu w programie Południk Wildsteina.

Niemiecki profesor

Już sam nagłówek dla leśnika patrioty brzmi po prostu źle. Jak profesor z Niemiec może określać pozyskanie drewna w Polsce. A co to w Polsce nie ma specjalistów od modelowania sektora leśnego? Ano po prostu ni ma! Na dzień dzisiejszy, żaden polski profesor ekonomista nie dysponuje żadnym modelem kaskadowym, czy modelem wykorzystującym równowagę cząstkową (ang. partial equilibrium modeling). Ekonomika leśnictwa, moim zdaniem, jest w Polsce na poziomie – dno.

Tym profesorem z Niemiec był świetny specjalista prof. Udo Mantau z Uniwersytetu w Hamburgu, z którym miałem osobiście przyjemność pracować podczas mojego stypendium w Niemczech. W jednym z jego raportów, wykonanym dla dużej firmy z przemysłu drzewnego w Polsce (mała dygresja, tak to prawda, że duże firmy z przemysłu drzewnego mają czasem lepsze dane, raporty i prognozy o zasobach leśnych w Polsce niż same LP) z której jasno wynika, że pozyskanie drewna w Polsce powinno wynosić ponad 45 milionów m3. Profesor Mantau był również w kontakcie z Ministerstwem Środowiska, które kilka lat temu zachowało się w sposób bardzo neutralny do jego wyników.

Oczywiście wyniki przemilczano (nie wiem czy prasa leśna o nich pisała). Raport profesora Mantau skomentowała Pani Profesor Ewa Ratajczak z Instytutu Technologii Drewna w Poznaniu. Głównym problemem badań profesora Mantau były dostępne dane. Profesor mocno zaniżył produkcję tarcicy w Polsce, głównie z dwóch przyczyn. Po pierwsze, nie istnieją oficialne statystyki produkcji w małych tartakach ( o zatrudnieniu poniżej 10 osób), których produkcję tarcicy należy szacować na 10-20% w skali kraju. Po drugie, brak jest w oficialnych statystykach danych na temat wolumenu tarcicy wyprodukowanej w danym zakładzie i wykorzystanej w nim do dalszego przerobu (np. na podłogi, palety itp.), czyli innymi słowy tarcica ta jest nieoferowana do sprzedaży na rynku. Instytut Technologii Drewna w Poznaniu (ITD) wielokrotnie podejmował w GUS próby wyjaśnienia i naprawy tej sytuacji, ale urząd statystyczny – przy prawidłowej konstrukcji formularzy sprawozdawczych oraz instrukcji ich wypełnienia – nie ma podstaw legislacyjnych i możliwości kwestionowania danych podawanych przez jednostki gospodarcze. Trzecim powodem, który analizowałem w mojej pracy magisterskiej na SGGW, jest funkcjonowanie modeli kaskadowych, które nie ujmują w swoich analizach cen rynkowych (napiszę kiedyś o tym więcej, bo temat jest warty świeczki). Profesor Mantau wyliczył co jest możliwe, ale nie określił co jest opłacalne do pozyskania. Ale z drugiej strony, czy samofinansujące Lasy Państwowe, patrzą na koszty produkcji surowca drzewnego? Raczej nie, bo na każdym metrze sześciennym wyprodukowanym są w plecy.

Podsumowując, raport zawierał pewne nieścisłości, nie mniej jednak był to dobry raport moim zdaniem, zawierający wiele uwag jak obecną sytuację na rynku drewna w Polsce poprawić.

Współczynnik pozyskania drewna w stosunku do przyrostu bieżącego miąższości

To już jest temat stary jak świat (powrócę do niego wkrótce, przy okazji postu jak wygląda ta relacja w całej Europie według regionów), ale każdy zdroworozsądkowy leśnik wie, że w Polsce panuje zbyt niska relacja pozyskania drewna w stosunku do przyrostu bieżącego miąższości drzewostanów, co sprzyja zjawisku akumulacji zapasu drewna w lesie. I tutaj mała niespodzianka, ten współczynnik jest dużo niższy niż 50% (jedynie w grupie drzewostanów IV klasy wieku nieznacznie przekracza 50% ), o czym pisałem w poniższym poście:

>>CZYTAJCIE RÓWNIEŻ: Czy SILP może kłamać?

Europejski model równowagi cząstkowej

I teraz moje najnowsze informacje. Wczoraj spotkałem się z moim promotorem z USA, z którym pracujemy razem nad modelem europejskiego sektora leśnego. Posiadamy między innymi dane inwentaryzacyjne europejskich lasów z projektu FORMIT (FORest management strategies to enhance the MITigation potential of European forests), w którym Polska jest jednym z partnerów. Dlatego mamy też dane inwentaryzacyjne z Polski, wraz z tablicami wzrostu i zasobności.

>>CZYTAJCIE RÓWNIEŻ: Opcje strategiczne dla państwowych leśnych instytucji w Polsce

Puściliśmy wczoraj nasz model, z bardzo prostymi założeniami. Jednym z nich było, że pozyskanie drewna w Europie nie może być niższe niż rok wcześniej (nie malejące pozyskanie). Innymi słowy, pozyskanie w różnych krajach mogło rosnąć lub maleć, jednakże na poziomie całej Europy miało cały czas być rosnące. Chciałbym zauważyć, że na razie nie dorzuciliśmy przemysłu drzewnego i produkcji wybranych produktów drzewnych, które ostateczna wersja modelu będzie zawierała. Skupiliśmy się w tym ćwiczeniu jedynie na stronie podażowej.

Nasze zasoby drzewne były równe 2279.169 mln m3 grubizny brutto na początku symulacji, czyli w roku 2010 (np. według Wielkoobszarowej Inwentaryzacji Stanu Lasu (WISL), zasoby drzewne wszystkich form własności w latach 2005–2009 osiągnęły 2304 mln m3 grubizny brutto – także jesteśmy dość blisko tej liczby).

Model symulował najbliższe 90 lat. Z naszego modelu uzyskaliśmy rezultat, że przy średnim pozyskaniu rocznym na poziomie 45.2 milionów metrów sześciennych w latach 2010-2100, w ostatnim roku naszej symulacji będziemy mieli zasobność grubizny brutto równą 2981 mln m3, czyli wyższą niż na początku o 31%.

zasobność grubizny brutto w Polsce

Znaczy to tyle, że pozyskując średnio 45.2 milionów metrów sześciennych rocznie przez następne 90 lat, i tak będziemy akumulować zapas drewna w lesie.

Czyżby liczba 45 mln m3 była przypadkowa?

Nie sądzę, ale fakt jest taki, że do tej pory pozyskiwaliśmy sporo poniżej tej liczby. A ceny drewna cały czas rosną…

Dodaj komentarz