Lasy Państwowe

Lasy Państwowe w klinczu z caffè latte.

Lasy Państwowe w klinczu z caffè latte. 

Klincz, zwany popularnie „przytulaniem się” obu pięściarzy jest elementem walki bokserów niespecjalnie lubianym przez kibiców tego sportu, ale potrzebnym obu bokserom do nabrania oddechu i sił. 

Trenerzy bokserscy, ci dobrzy, wiedzą że klincz trzeba trenować, że można w jego czasie zmęczyć partnera, że trzeba w klincz odpowiednio wejść aby na chwilę odpocząć czy zyskać na czasie, że trzeba umieć jak najszybciej z klinczu wyjść w sytuacji gdy przegrywa się walkę że wreszcie klincz może być metodą na wygranie walki. 

Nie brakuje zdań iż każdy klincz to naruszenie reguł boksu czyli faul, że granica między klinczami przypadkowymi a umyślnymi jest płynna. 

Na ringu rozstrzyga sędzia, czasem obiektywnie, czasem stronniczo. 

Te sportowe i bokserskie rozważania przychodzą mi na myśl gdy obserwuję słowne potyczki na Facebook pomiędzy pracownikami Lasów Państwowych a ich przeciwnikami z racji zawodu, zamiłowania do przyrody czy sympatii lub antypatii do LP, przeciwnikami określanymi przez leśnika pogardliwie jako przyrodnicy spod znaku caffè latte. 

Potyczki są na ogół podobne do tej jednej z ostatnich, zainaugurowanej przez Lasy Państwowe, chwalącej niedawno siebie samych wpisem o tzw. reintrodukcji głuszca. 

Co wywołało od razu uwagę przyrodnika o winie gospodarki leśnej Lasów Państwowych w zanikaniu tego gatunku na terenie Polski. 

Do walki przystąpił natychmiast przedstawiciel Lasów Państwowych,  fachowiec od reintrodukcji głuszca twierdząc iż winnymi wymierania głuszca są turyści, quady i crossy oraz lisy i kuny. Natomiast leśnicy poprzez swoją gospodarkę leśną wręcz zwiększają powierzchnie biotopów niezbędnych do egzystencji głuszca. 

„Głuszec jest gatunkiem, któremu mądra i zrównoważona gospodarka leśna sprzyja (a taką właśnie prowadzą LP)” (cytat) i te słowa były ciosem leśnika wraz z następującym  atakiem słownym: mądra i zrównoważona, MiZ, gospodarka leśna inwestuje corocznie w ochronę głuszca od kilkuset tysięcy do kilku milionów złotych i to ze znakomitym skutkiem. 

Z jakim skutkiem, tego walczący w imieniu swojej organizacji przedstawiciel leśników, nam widzom obserwującym walkę, nie zdradził, a nikt z nas nie odważył się na zadanie prostego ale logicznego pytania: jeżeli gospodarka leśna jest tak znakomicie sprzyjająca głuszcowi to po co jego reintrodukcja i wyrzucanie pieniędzy w las zarządzany przez Lasy Państwowe? Zwłaszcza że kiedyś tam w zamierzchłych czasach sprzed ery Lasów Państwowych nie brakowało przecież głuszców w Beskidzie Sądeckim jak i gdzie indziej? 

Przeciwnik leśnika też miał pod dostatkiem sił i argumentów. 

Wiele z nich znam z dyskusji szwedzkich na ten sam głuszcowy temat jak np. intensywna gospodarka leśna prowadzona nie tylko w czasie tokowiska ale przede wszystkim w letnim okresie wychowywania młodych i płosząca ptaki, zręby zupełne przekształcające biotopy głuszca,  wycinanie i fragmentaryzacja lasów starych, budowa dróg leśnych i podobne. 

Mądra i zrównoważonie sprzyjająca   głuszcowi MiZ gospodarka leśna rozbawiła przedstawiciela przyrodników do tego stopnia że zapomniał się i odsłonił na ciosy jej reprezentanta. 

Ten jednakże nie wykorzystał sytuacji i zamiast ciosów wszedł w klincz, najwyraźniej zmęczony reprezentowaniem instytucji, „której model funkcjonowania (mający przeszło 95 lat)  jest  doceniany przez liczne środowiska naukowe i to nie tylko w Europie ale i na świecie.” (cytat)

Tutaj znów ze strony widza powinno paść pytanie o te liczne środowiska naukowe, w Europie i na świecie, zafascynowane modelem instytucji o nazwie Lasy Państwowe ale bokserowi reprezentującemu podobny model i podobną instytucję nie stawia się niewygodnych pytań, z prostej przyczyny: nie ma on zwyczaju na nie odpowiadać. 

Niemniej jednak powinno się postawić jedno: leśnicy, tyle już lat reintrodukujecie tego głuszca w swoje lasy, jakie więc macie efekty? Po co wykładacie miliony złotych na na hodowle, woliery i fachowców, skoro znacznie tańszy byłby zakup odłowionych dzikich ptaków w Szwecji czy na Białorusi, wolnych przecież od urodzenia a nie  „Born to be free”? 

Nawet polscy naukowcy to przyznają w https://www.researchgate.net/publication/283498623_Efektywnosc_projektow_reintrodukcji_gluszca_Tetrao_urogallus_w_Europie analizując co prawda głównie doświadczenia niemieckie, ale może dlatego iż jak na niemieckie nie były one szczególnie pomyślne. 

Nawiasem mówiąc w tej powyższej pracy mamy również odpowiedź na pytanie jakie środowiska naukowe są zafascynowanie modelem funkcjonowania instytucji trwającej już od 95 lat. Trzeba istotnie niemałej ekscytacji jak i lawirowania argumentami aby wpływ gospodarki leśnej na przeżycie głuszca nie został wymieniony a zastąpiony przez enigmatyczną analizę jakości środowiska. 

W innej informacji, tym razem pochodzącej od LP https://www.lasy.gov.pl/pl/informacje/aktualnosci/czynnie-chronia-lesnego-kuraka mamy przykład na wypowiedź pasującą dla tej organizacji.

„Na północy Szwecji, gdzie są góry, jeziora, bagna oraz niewiele terenów przeznaczonych pod produkcje rolniczą, mamy najliczniejszą populację cietrzewi i głuszców. Jest ich tak dużo, że wiosną, kiedy ptaki wychodzą połykać gastrolity (kamienie i ziarna piasku, które w żołądku rozdrabniają pokarm), to zdarza im się zablokować drogę – opowiadała szwedzka leśniczka Solveig Larsson, która jest przewodnicząca szwedzkiego związku łowieckiego The Nationaln Association of Huntsmen Sweden – Na liczbę tych kuraków nie wpływa negatywnie gospodarka leśna, ani fakt, że w Szwecji intensywnie się poluje na te ptaki.” (cytat) 

Zaproszenie Pani Solveig Larsson na wspólną konferencję z polskimi naukowcami i fachowcami świadczy o niezupełnie zrozumiałej przez Rodaków pozycji tej Pani wśród szwedzkich myśliwych, nie mówiąc o braku tej pozycji wśród szwedzkich naukowców. 

Świadczy natomiast iż jej rola jako szef dla jednego z dwu szwedzkich związków łowieckich wystarcza do nazwania jej leśniczką. 

Rozumiem jednak że zaproszenie na polowanie na głuszca w Szwecji jest podnietą trudną do opanowania przez polskich myśliwych z DGLP wychowanych na Julianie Ejsmondzie. 

Gdzie jest więc ten polski głuszec? 

Przyrodnikom, również tym od caffe latte, wystarczył zakaz polowań na łosie czy wilki, nie bawili się przecież w ich drogie reintrodukcje. 

Może dać im możliwość powtórki, tym razem z zakazem pewnych działań gospodarczych w Lasach Państwowych jak i z zakazem turystyki i ruchu? Jeżeli już stawia się na reintrodukcję głuszca, głuszca a nie zabiegów z tym związanych? 

Bo nie ulega wątpliwości że polski jak i zresztą niemiecki model mądrej i zrównoważonej (MiZ) gospodarki leśnej niespecjalnie odpowiada głuszcowi. 

Jaki model gospodarki leśnej odpowiada głuszcowi? Usiłowałem znaleść odpowiedź w  https://www.forest-monitor.com/pl/gluszec-w-twoim-lesie-co-lubi-co-nie-lubi/ opisując dyskusje szwedzkie na ten temat, w których nie zauważyłem jednak obecności Pani Solveig Larsson. 

W pewnych przypadkach jak ten sprzed kilku dniu, naukowcy szwedzcy czy norwescy wypowiadają się wręcz w stylu nowosądeckiego leśnika, zamieniając MiZ na szwedzkie kalhygge czyli zręby zupełne. Te podobno sprzyjają populacji szwedzkiego głuszca, bo rośnie ona albo przynajmniej nie maleje, mimo tych zrębów. 

Trzeba przyznać że jest to rozumowanie logiczne ale z pewnym istotnym zastrzeżeniem – oceny wielkości populacji głuszca w Szwecji są krańcowo różne i zależą od pytającego oraz odpowiadającego. W tym ostatnim przypadku oceniającym populację głuszca jest pani dziekan z norweskiej uczelni kształcącej pedagogów. 

https://sverigesradio.se/sida/artikel.aspx?programid=406&artikel=7201135

W wielu a w zasadzie już prawie we wszystkich zakresach działania swej 95-letniej organizacji, leśnicy państwowi wchodzą w walkę i klincz z przyrodnikami i organizacjami ochrony środowiska.

Są to jednak potyczki klasy tej opisanej powyżej z sędzią zawsze stronniczym, w stosunku do jednej czy drugiej strony na ringu, dopuszczającym faule mu odpowiadające. 

Nie powiedziałbym aby te walki przynosiły zaszczyt organizacji chlubiącej się swoim modelem oraz już nieco podeszłym wiekiem. 

Kiedyś były to walki na otwartym ringu i z publicznością, dzisiaj do publiczności dociera tylko stękanie zakneblowanych i zaklinczowanych zawodników. 

Ten knebel dosyć dobrze oddaje cytat: 

 „Jeżeli ktoś nagrywa dzisiejsze spotkanie, proszę, żeby nie nagrywał. Będę mówiła różne rzeczy i wolałabym, żeby one nie wypłynęły do przestrzeni publicznej”

Oraz:

„wokół leśnictwa i łowiectwa tworzy się klimat „trudny do przebicia się z merytorycznymi argumentami”, a „naciski na polityków z różnych stron są coraz większe (…) zwłaszcza ze strony organizacji ekologicznych”. 

https://www.tvn24.pl/wiadomosci-z-kraju,3/polowania-na-dziki-nagranie-narady-w-ministerstwie-srodowiska,907227.html

No ale jeżeli argumenty merytoryczne polityków są klasy tych o MiZ gospodarce leśnej sądeckich leśników czy podkreślania wieku modelu tej gospodarki to istotnie trudno przebić się z nimi poza klub miłośników MiZ gospodarki leśnej Lasów Państwowych. 

Zdaję sobie sprawę że argumenty merytoryczne osób decydujących o zachowaniu i przyszłości modelu Lasów Państwowych, zwłaszcza osób wywodzących się z tej organizacji, mogą różnić się od argumentów merytorycznych osób uważających iż 95-letni model administracji lasami państwowymi jest cokolwiek przestarzały i niezupełnie demokratyczny. 

Powracając jednak do głuszca i sprzyjającej mu MiZ gospodarki leśnej to uważam że Pani Minister przyszłoby bardzo łatwo przebić się do przestrzeni publicznej poprzez zaproszenie do współpracy przy reintrodukcji głuszca organizacji przyrodniczych, nazwijmy je niezależnych, które mogłyby przy tej okazji dokumentować gospodarkę leśną, tak ładnie opisaną jako MiZ, po to aby propagować ją w innych częściach kraju, niegdyś bogatych w głuszce. 

Bo samym leśnikom rozpowszechnianie swojej przecież wiedzy przychodzi najwyraźniej z trudnością, zatokowałby głuszec. 

Zdjęcie: svt nyheter

 

 

 

Dodaj komentarz