nepotyzm

Nepotyzm w Lasach Państwowych

W ostatnim Lesie Polskim przeczytałem artykuł o piątce dzieci, które poszły śladem swojego ojca i wybrały leśnictwo jako swoją profesję. Zawsze gdy czytam takie historie zastanawiam się, gdzie jest granica między pasją dzieci do pracy swoich rodziców a nepotyzmem tak rozprzestrzenionym w samofinansujących LP? Od razu zaznaczam, że ten post nie dotyczy opisywanej historii całej rodziny leśników. W tym poście przedstawię jak ja widzę nepotyzm w LP. Zapraszam!


Zacznijmy od nepotyzmu

Firmy prywatne

W firmach prywatnych sprawa jest dość prosta. Prywatny właściciel może sobie zatrudnić kogo mu się tylko podoba.

CZYTAJCIE RÓWNIEŻ: Problem Zakładów Usług Leśnych albo Lasów Państwowych?

Jeżeli sam jest głównym właścicielem to jego własnym ryzykiem jest kogo zatrudni, prawda? Jeżeli ma, powiedzmy syna, który nie nadaje się do pracy w jego własnej firmie, a zależy mu, aby firma się prężnie rozwijała to go zwyczajnie w świecie nie zatrudni. W teorii, powinno zależeć mu, aby zatrunić najlepszego specjalistę na rynku, biorąc pod uwagę budżet firmy jako główne ograniczenie.

CZYTAJCIE RÓWNIEŻ: Hümmel kontra Lasy Państwowe.

Jeżeli firma jest spółką, to sprawa ma się podobnie. Tylko tym razem, jeżeli miałoby dojść do nepotyzmu, to osoba podejmująca się takiego działania, odpowiada dodatkowo przed wspólnikami. Z zasady ich cel jest jasny i prosty – maksymalizacja zysku (czyli to przed czym tak Lasy Państwowe się bronią), więc nepotyzm raczej też jest nie mile widziany, jeżeli kandydat na stanowisko się po prostu nadaje. Pod hasłem „nadaje się” kryje się wiele zalet kandydata takich jak np. operatywność, wykształcenie, doświadczenie, charakter itp. Biznes dobrze te cechy weryfikuje.

Także, jeżeli krewny się nie nadaje, to się go nie zatrudnia. Jak się nadaje, to się go zatrudnia. Sprawa jest dość prosta.

CZYTAJCIE RÓWNIEŻ: Opcje strategiczne dla państwowych leśnych instytucji w Polsce

Tutaj mała dygresja odnośnie zatrudniania swoich dzieci. Dużo zależy od rodzica, i dużo zależy od dziecka. Jeżeli zależy od dziecka, to dziecko może na przykład obrać kompletnie inny kurs niż rodzic. Ale czasem powierzenie firmy swojemu dziecku na siłę może być najgorszą biznesową decyzją ojca/matki. I tutaj są dwa typy rodziców. Pierwszy typ, to taki rodzic, który jest cały czas zajęty rozwojem biznesu i poświęca bardzo mało czasu swojej rodzinie. Taki rodzic, często brak razem spędzonego czasu z bliskimi chce nadrobić pieniędzmi. Jeżeli biznes idzie dobrze to rozpieszcza swoje dzieci ile tylko się da, aby zrekompensować im brak wspólnego czasu. Takie dzieci są najczęściej zepsute i z reguły nie nadają się na objęcie firmy. Dlatego wyjściem z tej sytuacji jest często powierzenie swojej firmy nie synowi/córce, a wnuczkowi/wnuczce. Drugi typ, to rodzic, który chce przekazać biznes swojemu dziecku. On wie, że przekazanie firmy nie dzieje się z dnia na dzień. Także, jeżeli widzi, że dziecko jest zainteresowane, to robi wszystko, aby je jak najlepiej przygotować do przejęcia firmy. Wysyła je na dodatkowe kursy, edukuje, zatrudnia w firmie od najniższej posady, aby dziecko zrozumiało na czym ten biznes polega.

Firmy państwowe – przykład Lasy Państwowe

Problem pojawia się w firmach państwowych, które nie mają rzeczywistego odniesienia do poziomu ryzyka i konsekwencji nepotyzmu. Głownym problemem jest to co w ekonomii kryje się pod pseudonimem „Tragedii wspólnego pastwiska”, i związanym z nim bardzo blisko sposobem wydawania pieniędzy publicznych (o tym na końcu postu).

I tutaj Lasy Państwowe (jak każda insytutucja publiczna) są świetnym przykładem, gdyż są traktowane przez pracowników jak wspólne pastwisko. Nie moje, więc mogę wypasać się na nim ile dusza zapragnie. Są oczywiście ograniczenia i to co obserwujemy na przestrzeni lat (chodzi mi głównie o zmiany polityczne) to walka o władzę nad tym wspólnym pastwiskiem. Do kogo ono należy? Do narodu oczywiście, i to naród najbardziej cierpi na tym, że LP zarządzane są nieumiejętnie. To naród cierpi, że w LP zalęgł się nepotyzm, a nie pracownicy LP, a już na pewno nie ich kierownictwo. Gdyby LP nie były monopolistą na rynku, i nie miały w swoich szeregach ludzi którym łatwo wbić do głowy ideały, takie jak mundur, Służba Leśna, Służba Państwu Polskiemu, wielofunkcyjna, trwała i zrównoważona gospodarka leśna to już dawno temu upadłyby na mordę.

CZYTAJCIE RÓWNIEŻ: Metsähallitus kontra Lasy Państwowe

Zresztą już raz były blisko upadku. Nie pamiętam dokładnie lat, ale były takie czasy w historii samofinansujących LP, kiedy nie było pieniędzy na wypłaty dla pracowników. Trudno się dziwić, skoro tylu ludzi wtedy pracowało w LP. Może ktoś ze starszych czytelników przypomni dokładnie daty i kto to taki udzielił wtedy LP pomocy zewnętrznej (wydaje mi się, że był to Bank Światowy, tutaj znalazłem jeden dokument (ale oczywiście jak inne dokumenty) głęboko zakopany na bibliotecznych półkach IBL: Redukcja pożyczki Banku Światowego 

Bądź co bądź, chyba napisany przez obecnego Dyrektora mojego ukochanego CILP :), albo to zwykła zbieżność nazwisk.

CZYTAJCIE DALEJ: Raz prozą, raz rymem…, czyli zrozumieć reżim

Czy zatrudnienie kogoś z rodziny w Lasach Państwowych to już nepotyzm?

Odpowiedź brzmi: NIE!

Ale w sytuacji, kiedy do boju o stanowisko staje dwóch kandydatów i wygrywa dziecko bądź krewny pracownika LP, tylko dlatego że jest krewnym, to już jest nepotyzm. I to w najczystszej postaci. Prowadzi to do wielu negatywnych konsekwencji.

CZYTAJCIE RÓWNIEŻ: Czy BULiGL powinno znajdować się w strukturze samofinansujących LP?

Po pierwsze firma traci lepszego na rynku pracy pracownika, który idzie do konkurencji (w przypadku polskiego leśnictwa staje się bezrobotny, bo o konkurencji dla LP nie ma mowy). Nie idzie do konkurencji, więc duża szansa, że zacznie szukać innej pracy, na kompletnie innym rynku (liczba wakatów w BULiGL, IBL czy innych uczelniach jest również ograniczona, czasem i również przez niezdrową konkurencję). Jego trud włożony w 5 letnie studia, staż i często inne doświadczenie w leśnictwie, idą na marne. W jego miejsce firma zatrudniła pociotka, o gorszych kwalifikacjach.

CZYTAJCIE RÓWNIEŻ: Lasy Państwowe a młodzi leśnicy.

Po drugie, w firmie zaczyna się wytwarzać sieć niezawodowych relacji i w konsekwencji niezdrowa atmosfera. Ludzie patrzą po sobie i plotkują: „A tego to zatrudnili bo jest synem tego”, „A tamtego bo ma wujka innego” lub typowe dla LP „A tego to zatrudnił, bo razem z nim studiował, albo bo tamten już go raz awansował to mu się odwdzięcza, albo bo on należy tak jak on do związku zawodowego, czy innej grupy interesu (czytaj SITLiD, PTL, Towarzystwo Przyjaciół Lasu itp)”. Powód jest nie ważny, ważny jest mechanizm pozbywania się zdolniejszych na rzecz miernot. Już pisałem wcześniej jak jest atmosfera w LP, co jest konsekwencją powyższego. Nepotyzm oczywiście również często wpływa na system premiowania i awansowania pracowników. Bo bo co dawać premię temu co się stara i pracuje ciężko, skoro można przyznać ją rodzinie, nie?

CZYTAJCIE RÓWNIEŻ: Lasy Państwowe- innowacyjna firma przyjazna pracownikom?

CZYTAJCIE RÓWNIEŻ: System awansowania, według samych pracowników LP, jest do bani

Lasy Państwowe – firma rodzinna

Co menadżerowie LP zyskują zatrudniając pociotków i dzieci leśników? Odpowiedź jest prosta: posłuszeństwo.

Tak, dokładnie posłuszeństwo, gdyż w tak zagmatwanej firmie rodzinnej, bardzo łatwo o groźby i szantaże. A tak to, każdy pracownik LP musi trzymać mordę na kłódkę i być posłuszny do sprawującej w danym czasie władzy. Innymi słowy, boi się własnego cienia, bo konsekwencje i koszty wychylenia się mogą być bardzo poważne. Co innego kiedy ojciec traci pracę, a żona pracuje i może utrzymać dom, a co innego kiedy ojciec, matka i prawie cała rodzina może stracić pracę z dnia na dzień, prawda? A alternatyw jakby brak…

Wystarczy poprzeglądać sobie tylko strony nadleśnictw, aby dojść do wniosku jak duży problem z nepotyzmem mają samofinansujące LP. Jednakże strony nadleśnictw nie zdradzają informacji o zmianach nazwisk kobiet, czy o kochankach, wujkach, ciotkach, szwagrach i innych skomplokowanych więzach rodzinnych.

CZYTAJCIE RÓWNIEŻ: Inteligentny leśnik a jego pracodawca.

Oczywiście, ktoś może założyć, że te tak samo brzmiące nazwiska to zrządzenie losu, albo, że te osoby o tych samych nazwiskach zostały wybrane, gdyż były najlepsze w danym roku na rynku pracy. Osobiście uważam, że prawdopodobieństwo takiego stanu rzeczy jest mniejsze, niż to, w wyniku którego huragan przechodzący przez złomowisko, przypadkowo złoży Boeinga 474. A może pracowałem tylko w najgorszej pod względem nepotyzmu jednostce LP, gdzie nepotyzm ocierał się o poziom sprzątaczki.  Sam już nie wiem. Może w innych dyrekcjach jest normalniej.

Jednakże, geneza problemu w Polsce, a zwłaszcza w polskim leśnictwie może być dużo głębsza. I tutaj należałoby skierować oczy na wyższe uczelnie leśne, ich programy i rozwój każdego studenta indywidualnie, a nie sztampowo. Jak do tej pory, napisałem tylko o tym jak studenci uczą się hodowli lasu, bazując nie na nauce, a na dogmatach tworzonych przez Lasy Państwowe.

CZYTAJCIE DALEJ: Jak zachowują się drzewa wzdłuż szlaków zrywkowych i dlaczego ZHL można wyrzucić śmiało do kosza?

Ktoś może zatem zadać sobie pytanie, dlaczego nepotyzm zalęgł się tak dobrze w firmach państwowych, w tym w LP, a w prywatnych nie? Odpowiedź na to pytanie również nie należy do skomplikowanych.

Wszystkiemu winne jest nastawienie do efektywnego wydawania pieniędzy. Jak myślicie, w których 4 kwadratach siedzą samofinansujące LP?


Źródło głównej ilustracji: demotywatory.pl

2 myśli na temat “Nepotyzm w Lasach Państwowych

  1. Mam to samo nazwisko co mój mąż. Pracę dostaliśmy w jednym Nadleśnictwie, gdy nasze nazwiska były różne. Nie mamy zależności służbowej jesteśmy szarymi pracownikami. Mamy tą samą pasję. Wielokrotnie spotykaliśmy małżeństwa leśników . Czy mam zmienić pracę bo zakochałam się w człowieku o tej samej profesji? Nie bronię nepotyzmu ale może on być nawet wtedy gdy tatuś, wujek, ciotka są politykami, a dzieciak dostaję pracę w spółce SP, a może go nie być gdy dziecko inżyniera zaczyna pracę w sąsiednim nadleśnictwie.

  2. Nie trzeba mieć rodzinw nadleśnictwie aby dostać pracę. Wystarczy że jesteś kochanką kogoś. Albo w ogóle nie masz konotacji, jak moja przyjaciółka… Ale kosztowało to jej rodziców kilkadziesiąt tyś zł w kopercie…

Dodaj komentarz