Leśnik a zulowiec.

Leśnik a zulowiec.

Leśnik a zulowiec.

Leśnik a zulowiec to temat dosyć złożony. Pomyślałem o ich wzajemnym stosunku przy okazji czytania artykułu z prasy norweskiej, cytowanego przed kilkoma dniami na Monitorze leśnym.
Tytuł: „Hogger tømmer for miljøet men får fortsatt kritikk”.


Artykuł

Artykuł został mi udostępniony przez młodego operatora harvestera pracującego dzisiaj w Norwegii a kiedyś bedącego polskim zulowcem. Teza artykułu jest prosta i oczywista.

Autor pisze: Wzrastająca w ostatnich kilkunastu latach produktywność pracy operatorów maszyn leśnych, coraz lepszych i nowocześniejszych, stawia wysokie wymagania wiedzy technicznej.
Równocześnie wzrasta na operatorach nacisk zachowania w lesie różnorodności biologicznej i wyrządzania jak najmniejszych w nim szkód, co stawia wymagania wiedzy przyrodniczej.
Czy te wymagania odzwierciedlają się dostatecznie we wzroście wynagrodzeń za ich prace?
Nie, można powiedzieć że jakość pracy operatora harwestera, oparta na pozostawieniu przez niego, po pracy, lasu jak najmniej uszkodzonego i zgodnie z zasadami zachowania różnorodności biologicznej, nie jest podstawą do podwyżki jego płacy.
Czas to zmienić, kończy autor, Birger Vennesland.
Dla każdego oczywiste jest przekonanie że za dobrą pracę należy się dobra zapłata. Birger Vennesland jest zdania że ta dobra praca operatora harwestera, który istotnie zważa na las, nie jest dostatecznie opłacana w Norwegii.

A w Polsce?

A w Polsce? Czy drwal pracujący z myślą o podszycie, podroście czy dalszej zrywce lub kierowca skidera starający się tak zrywać aby nie uszkodzić stojących drzew, czy oni mają prawo żądać lepszej zapłaty albo powiedzmy premii?
Czy te warunki dobrej biologicznej pracy ludzi którzy ją kształtują w rzeczywistości lasu są podstawą do nagrody ze strony właściciela lasu lub jego zarządcy czyli Lasów Państwowych?
Nagrody dla ZUL?

Czy na odpowiedzialności można zarobić?

Do premii za dobre wyniki gospodarcze, którą przecież każdy leśnik zatrudniony w Lasach Państwowych otrzymuje co kwartał?

System premii dla pracowników LP

Nie sądzę i tutaj polska oraz norweska praktyka najwyraźniej się z sobą zgadzają.

Operatorzy harwesterów.

Pisaliśmy już o wysokich wymaganiach stawianych szwedzkim czy norweskim operatom maszyn leśnych i o ich pracy.

Lepiej śpię w nocy.

Smierć leśnej bestii.

Pracują samodzielnie, kształtują las w stylu pracy polskiego podleśniczego czy leśniczego, ale realnie, w rzeczywistości. Tutaj mam na myśli że nie bawią się np. w kropkowanie drzew przeznaczonych do usunięcia ale je usuwają.
Wiem, wiem, święta krowa szacunki brakarskie…Nie do ruszenia…
Czy kształtuje jednak ta świętość rzeczywistość realną czy wirtualną?
I czy praca podleśniczego i leśniczego jest w tym wypadku realna czy wirtualna?
Praca na pewno, bo plamy na odzieży są realne ale czy plany zbudowane na tej pracy są równie realne?
Tego bym nie powiedział i podobne myśli przychodziły mi już do głowy podczas czytania o zadaniach leśnika terenowego związanych ze sprawozdawczością i planowaniem, z biurokracją i poddawaniem się ciągłym kontrolom.

Inteligentny leśnik.

Inteligentny leśnik a jego pracodawca.

Myślący i inteligentny leśniczy, a takich w polskim lesie nie brakuje powinien zastanowić się nad tym co z jego dzisiejszej pracy służy kształtowaniu realnego lasu a co budowaniu wirtualnej biurokracji leśnej, nierzadko z zadaniem gnębienia go wiecznymi kontrolami.
A w tych rozmyślaniach będzie mu właśnie pożyteczne porównanie się z Rodakiem, pracującym jako operator harwestera poza granicami Polski. I pytanie – czy moja praktyka pracy jako polski podleśniczy czy leśniczy jest mi pomocna w uzyskaniu pracy za granicą?
Niech sobie odpowie sam co jego biurokratyczne umiejętności są warte w sytuacji gdy trzeba wpierw znaleźć a potem podjąć pracę np. w Norwegii? Czy w Szwecji? Albo w Niemczech czy w Austrii?

Był (i jest) taki profesor SGGW w Warszawie który w lirycznym opisie, sprzed kilku lat, opowiadał o licznych absolwentach swojej uczelni pracujących jako leśnicy poza granicami Polski. Szkoda że nikt, poza mną, autorem małej Facebookowej strony nie postawił mu pytania: Panie Profesorze, kogo ma Pan na myśli, używając słowa leśnik?

Może leśnicy, ci terenowi, podleśniczowie i leśniczowie, ci zatrudnieni przez Lasy Państwowe, sami się zdefiniują i postawią sobie pytanie: kim ja jestem? Ile z mojej pracy jest niepotrzebnymi, wirtualnymi czynnościami wymyślonymi swego czasu przez biurokratów leśnych chcących uzasadnić swoją egzystencję?
Czy mój dyrektor, realny przecież, żyje w realności czy wirtualności?
Pewne jego działania jak i decyzje oraz zarządzenia dotyczą przecież niewątpliwie realnego, rosnącego w moim leśnictwie lasu. Ale jak zabieram się za ich wykonywanie, to bez okularów wirtualnych ani rusz.

No więc jak to jest?

Polski tytuł tego norweskiego artykułu to „Ścinam drzewa pod kątem przyrody, ale ciągle jestem krytykowany”.

Polski leśnik może napisze podobny ale o tytule „Gospodaruję wirtualnie czy realnie? Bo ciągle jestem krytykowany.”

Wiem, wiem, wszyscy polskiego leśnika kochają, lubią i szanują, na to przecież wskazują liczne, zamówione przez niego badania opinii publicznej.
Ale tutaj można postawić niedyskretne pytanie: Drogi Leśniku- jak definiujesz opinię publiczną? I czy nie jest ona przypadkiem wirtualna?


Zdjęcie: skogoglandskap

2 myśli na temat “Leśnik a zulowiec.

  1. Świetny artykuł i świetne pytanie do polskich leśników. Profesor, który zapewne zadawał to pytanie to Pan Piotr P-J. Jeszcze nie dawno siedziałem na jego zajęciach wsłuchując się w Jego opowieści. Nie mogłem wyjść z podziwu dla absolwentów, którzy tego dokonali. Spróbuję opisać swoje odczucia i doświadczenia z tym związane, gdyż tak sie składa że akurat jestem jeszcze na „świeżo” z tematem.
    Skończyłem technikum leśne, studia inż., oraz magisterskie (SGGW). Teoretycznie jestem High Educated Forester. Edukacja w tym kierunku zajęła mi 9 lat mojego życia! Żadnego warunku po drodze, co więcej osiągnąłem naprawdę dobre wyniki w tej całej edukacji leśnej. Gdy byłem już nieco starszym studentem, często zajęcia miałem ze wspomnianym wyżej Panem Piotrem. Pan Piotr w blasku jupiterów przedstawiał gdzie to On nie był (będąc już studentem!), oraz z zażenowaniem pytał nas dlaczego my, studenci uczelni wyższej nigdzie nie wyjeżdżamy? Dodawał przy tym ilu to On studentów wypuścił na zachód, jako bardzo dobrze wykształconych leśników, którzy tam pracują. W tamtym momencie również chciałem zadać mu to pytanie: kogo? Gdzie Ci ludzie pracują? Lecz moja nieśmiałość i jego wielmożność (nie bez powodu nazywany był : bogu) wzięły górę. Czas leciał, a przez głowę przewijały się różne pomysły. Pojawiały się możliwości wyjazdu na praktyki zagraniczne tj. Norwegia, Holandia itp. Oczywistym było to, że nie będziemy się tam uczyli nowych metod szacunków brakarskich opracowanych na innowacyjnych modelach, innowacyjnych profesorów, których niestety nie mamy w Polsce, lecz pojedziemy do pracy (kwiaty, lasy, itd.). Będziemy uczyli się angielskiego i stawali świadomymi i obytymi (na ile można..) Europejczykami. Lecz to nie było takie proste. Otóż największe problemy przed takim wyjazdem (zgoda na inne terminy zaliczeń, projektów) stwarzał właśnie Pan Piotr argumentując to tym, że „albo studia albo praktyki”. Zderzenie z hipokryzją w czystej postaci. Na tym wątku historię z Panem Piotrem i tym co mówił, jak podchodził do praktyk zostawię w spokoju..
    Decyzje zostały podjęte, wyjeżdżam. Tak jak i wiele innych osób, których widziałem losy się odmieniły, ambicje wzrosły, zaczęli swobodnie używać języka angielskiego. Za granicą spędzone kilka miesięcy. Początkowo z rodakami, później bez. Różne prace, różni ludzie, powrót na studia… Po powrocie wszystko wydawało mi się takie hmm… płytkie, proste, prowadzące do nikąd. Studia dobiegły ku końcowi a we mnie rosło przekonanie „nie idź, a przynajmniej nie zostawaj w LP, gdyż po 10 latach nie znajdziesz innej pracy niż w ZUL. Tam się człowiek nie rozwija, tam się cofa. Czekając na kolejną kontrolę, dumnie wykonując „kropkowanie drzew”, bądź jakże zaawansowany proces odbiórki, korekty, bądź wydawania surowca SO WCO”. Staż. Po kilku miesiącach dzwonię do znajoych i pytam czy mają to samo, czy może tylko ja jestem takim przypadkiem. Każdy z nich potwierdza moją wersję. Niektórzy z nich z radościa przyznają, że jestm im to na rękę inni zaś mają takie same wątpliwości co ja. Cóż, jednemu Krysia drugiemu Marysia. Staż dobiega ku końcowi i pomimo wzorowych opinii, wzorowo zdanego egzaminu, psiadania różnych certyfikatów związanych z branżą lesną, umiejtnośći swobdnej rozmowy w języku angielskim nie spełniam kryteriów wymaganych przez pracodawcę oraz dowiaduję się że niestety nie ma wolnych etatów.
    Zgodny z przewidywaniami i z brakiem zaskoczenia ruszam w świat.
    Na różnych rozmowach rekrutacyjnych słyszę jedno (nie wprost): „Ha, jest Pan leśnikiem z wykształcenia? Zwykle to debile. Dobrze że mają te swoje lasy. Inaczej po tych studiach robili by to samo co ci od ciągania drzew”. okej… Dowidzenia. Odwiedziłem również firmę, która działa międzynarodowo w branży lesnej. Byli w szoku że student leśnictwa, mówi po angielsku. EWENEMENT.. „Studenci leśnictwa nie mówią po angielsku, to nie możliwe. Rozumiemy że zbuntował się Pan i gdzieś wyjechał za granicę, albo ma rodzinę gdzieś daleko? Gdyż żaden „normalny” student do tej pory nie był w stanie przejść rozmowy rekrutacyjnej po angielsku. ”
    Odbywając staż w Lasach Państwowych od pierwszych dni zadawałem sobie pytanie w jakim celu skończyłem studia wyższe? W jakim celu są one potrzebne do pracy w LP a już w szczególnośći na stanowiskach lesniczego i podleśniczego? WIedza, którą się tam wpaja nijak nie ma się do tej pracy, z którą spotyka się w terenie. To całe kropkowanie mogliby zulowcy robić, co z resztą robią nieoficjalnie – docinają, gdy drzewa z klas krafta IV i wyższej niestety leśniczy przegapił (dla nich to zwykla podgłuszka, zaś ALP musi WIEDZIEĆ co jest co-klasy krafta..) I bardzo dobrze im to idzie!BEz inż. i mgr. wiedzą, której sztuce zaleca się bezpośredni kontakt z pilarką w części odziomkowej. Rejestratora nauczylem się w tydzien, w szkicowniku lesniczego cuda mogłem robić i to z zawrotną prędkością (w mniemaniu lesniczego. swoja drogą program jak dla ułomnych) wstawiająć nowe szlaki zrywkowe, po których dumnie będą jeździły 60-tki z pół trzeźwymi Januszami, oraz składnice, z których drewno będą brały Krzyśki z miejscowości oddalonych o 300 km! Jakby u nich sosny brakowało!!! Ta teoria pracy, o której wspomina autor aż bije po oczach. Akurat żaden z leśniczych nie jest temu winien, a mój był nawet konkretnym gościem z głową na karku. Będę bardzo go sobie cenił.
    I premie! 😀 Za wyniki w pracy:D Jakie!? To Janusze, Władki i Krzyśki te premie powinni dostać. Wcześniej jedynie sądziłem że do wykonywania tej pracy niezbędnym jest technikum leśne bądź szkoła zawodowa. W tej chwili jestem ku temu święcie przekonany! A studia są jedynie sztucznym wymysłem całej tej teorii pracy pochłaniającym 5 lat z życia człowieka. I w sytuacji, w której taki oto high educated forester chciałby zdecydować się na inną branżę na ryku pracy, jest „mr. nobody”, (i co Pan umie po tym leśnictwie? Po angielsku chociaż mówi? A gdzie tam, bo jak nigdzie nie był, to nikt tego od niego nie wymagał), zaś za granicę nie pojedzie do bycia leśnikiem, bo biedny po angielsku nie umie mówić. A sam się nie nauczył, bo po co? W LP tego nie potrzebuje, a i tak nie jest to kryterium pozwalające mu być ponad przeciętym w konkursie o stanowisko pracy. Bo przecież stanowiska to najcześciej od wujka pochodzą 🙂 Taki oto krzywdy lasom nie zrobi, będzie w nich trwał, kilkadziesiąt zrębów odbierze (bo nie wytnie), następnie będzie patrzył jak odnawiają (przecież sam nie sadzi), a finalnie dostanie pochwałę w formie premii za dobrze wykonaną pracę 🙂 A co jak każą go zwolnić za 10 lat, jak pisemko przyjdzie? Gdzie do pracy pójdzie inżynier leśnictwa? Czym jego CV różni się od CV stazysty? Otóż jednym – odpowiedzialnością 🙂 Zaś na rozmowie o pracę niestety ze stażystą przegra (poza LP). Ówczesny stażysta będzie już światłym i obytm człowiekim 🙂 Rejestratory i inne komputery w paluszku, angielski „fluenty”. Będzie powrót do leśnej macierzy, lecz z drugiej strony. Kurs pilarza zrobiony jeszcze w technikum wróci do łask 🙂
    I czy zdarzają sie nasi leśnicy za granicą? Myślę że moglibyśmy znaleźć. Lecz nie bedzie to zasługa żadnego Pana Piotra, Kazika, Henryka z prof., dr. przed nazwiskiem (bezpośrednio). Będzie to indywidualną zasługą człowieka i wynikiem jego ciężkiej pracy włożonej w świadome opanowanie języków obcych i świadome podejście do perspektywy na kolejne 10 lat na stanowisku podleśniczego. I chcenia od życia czegoś więcej. Sam jeszcze nie słyszałem o „naszych” za granicą. Jak usłyszę, napisze. Cała nadzieję w duchu postępu edukacji i w „bogu” 🙂 Oby papierek nie przyszedł… Lecz jak to mówił Pan Edward S. przed kazdym egzaminem z urządzania lasu; „Szczęście sprzyja umysłom przygotowanym”. Życzę podwójnego, potrójnego szczęścia jak już przyjdzie papierek ! 🙂 Sam jeszcze walczę w Polsce, jeszcze chcę Ją zmieniać… Kto wie co przyniesie jutro. Darz Bór!

  2. Dziękuję za szczery komentarz.
    Są leśnicy pracujący za granicą, ale tutaj w Szwecji jako np. naukowcy, kilka osób. Ale Las Polski pisał niedawno o absolwencie polskiej uczelni leśnej pracującym przy czyszczeniach lasu, jako robotnik, w firmie szwedzkiej. Mój kolega ze studiów leśnych 1965-70 był dwadzieścia lat później leśniczym w Niemczech, ale po wyemigrowaniu z kraju, nauce języka i prawie powtórce polskich studiów.
    Warunkiem podstawowym przy uzyskaniu pracy w administracji leśnej w kraju UE, jest znajomość języka tego kraju, potem zaliczenia studiów, co w naszym leśnym zawodzie niestety oznacza niemalże powtarzanie pewnych przedmiotów no i co najważniejsze znajomość ogólna tego kraju. Warunków jest więcej, kontakty odgrywają też swoją rolę, ale bardzo dobre opanowanie języka danego kraju, w tym języka zawodowego, jest bardzo istotne.
    No i gospodarka leśna…
    Porównywanie jej w poszczególnych krajach UE to interesujące zajęcie. Jeżeli weźmiemy za przykład Szwecję i Polskę, to różnic jest bardzo dużo. Przykład najprostszy – nie ma w szwedzkim słownictwie słowa leśnik albo odpowiednik angielskiego forester – leśniczy, to słowo tutaj zupełnie przestarzałe i często uderza mnie fakt jak w przekładzie ze szwedzkiego na polski nadużywa się określeń pasującym warunkom polskim ale nie odpowiadającym w istocie warunkom szwedzkim.
    Ale to w sumie nieważne.
    Istotnym jest że ambitny młody człowiek rozpoczynający pracę w LP może robić karierę tylko w tej LP i zupełnie nie może liczyć na pracę poza granicami kraju, bo jego umiejętności z LP są nieprzydatne. Czy są przydatne umiejętności z uczelni? Odpowiedział Pan na to w komentarzu.
    Urządzanie lasu przechodzi teraz pod egidę LP. Do tej pory była to furtka wyjścia dla tych absolwentów uczelni leśnych którym nie podobała się atmosfera LP. Już nie. Ale właśnie umiejętności urządzeniowca, po polskiej uczelni i z praktyką, najłatwiej moim zdaniem przełożyć na pracę w UE. I prawdopodobnie nie tylko w UE.
    Ale po co wyjeżdżać za granicę, powie na pewno ten i ów dygnitarz z LP? Zdolnych ludzi nam potrzeba, powie.
    To prawda, tylko czy ci zdolni długo pozostają zdolnymi pracując w LP?
    Nie wiem. Zdolny i młody człowiek po studiach leśnych oczekuje czegoś więcej niż opanowania w sumie prostych czynności zawodowych podleśniczego i leśniczego. Zdecydowana większość rezygnuje z ambicji, zapomina angielskiego, grzęźnie w prowincjonalności, zakłada rodzinę, robi karierę w polskiej administracji leśnej i liczy na sztukę lawirowania pomiędzy podwójną dzisiaj Polską.
    Ja myślę że te uwagi dotyczą wszystkich młodych i zdolnych Polek i Polaków, nie tylko leśników. Z tym że istnieją zawody jak np. lekarza czy pielęgniarki, gdzie znajomość angielskiego otwiera istotnie świat i polski dyplom jest ważny.
    Wtedy młody zdolny polski leśnik złorzeczy sobie w duchu nad takim wyborem zawodu.
    Słowem kluczem dla polskiego zdolnego leśnika powinno być słowo „drzewostan”. Jeżeli zacznie go nałogowo używać to znaczy że zapomniał słowa „las” czyli jego piękna, i słowa i lasu, w rzeczywistości. Czyli tego co skłoniło go do studiowania leśnictwa i wyboru zawodu.

Dodaj komentarz