Polscy robotnicy leśni w Szwecji

Polscy robotnicy leśni w Szwecji. List.

Polscy robotnicy leśni w Szwecji. List. 

„Dzień dobry Panu”

Czy wie Pan ile można zasadzić sadzonek sosny czy świerka w takim terenie jaki widać na zdjęciu? 

Czy mógłby Pan podpowiedzieć ile płacą Szwedzi, szwedzkie firmy za sadzenie, bo nasza polska firma płaci nam za sadzonkę 0,67 kr od sztuki i żąda od nas normy 1650 sadzonek na dzień pracy? 

Jest nas kilku, przyjechaliśmy do Szwecji, znamy się na sadzeniu lasu i robiliśmy to w Polsce, chcemy pracować i zarobić dobre pieniądze. 

Ale nigdzie nie pracowaliśmy w tak ciężkich warunkach jak tutaj w Szwecji. Wstajemy o 4 rano, potem wyjeżdżamy do pracy, często do 80 km, pracujemy do godziny 17 i w domu jesteśmy o godzinie 18 lub później. 

Nasza firma dała nam na początek działkę do obsadzenia bez kamieni, a potem nas umieściła w tych kamieniołomach. Nikt nie da rady zasadzić 1650 sztuk, płacą nam tylko za wysadzone sztuki, a jak ktoś ma za mało, to wyrzucają z pracy. 

Kamienie, gałęzie, żadnych rowków do sadzenia jak w Polsce i wpierw trzeba zrobić porządek na miejscu, dobrać się do gleby a potem sadzić. 

 

Żeby tyle zrobić człowiek musiałby być szybszy od maszyny. 

Szef Polak ma zero szacunku dla człowieka, nie interesowało go że sadzonki mokły jak deszcze padały, nie raczył ich przykrywać a później ważyły prawie 2 razy więcej i nosić je trzeba samemu tam i z powrotem 20 minut, od miejsca gdzie leżały. 

 Mało tego, było na minusie 4 stopnie i kazał nam sadzic w takich warunkach, w zamarzniętej ziemi a potem kazał wszystko poprawiać za darmo.  

Nie wiem jakie są w Szwecji normy od sadzonek Ale wiem że na normalnej prostej działce  idzie wysadzić te 1650 sadzonek w 8 do 10 godzin a nawet dużo więcej. 

Ludzie przyjeżdzają tutaj z małych wiosek i boją się coś powiedzieć. Jeden Polak trafił do niego i na drugi dzień chciał go zwolnić bo wysadzil tylko 800 sztuk i mu powiedział że jak tak dalej pójdzie to może jeszcze najwyżej dwa dni popracuje u niego. 

Ten Polak mieszkał u mnie w domku i mówi co tu się dzieje, kiedyś u Szweda sadził 6 miesięcy na godziny i nikt nie wymagał od niego akordu a takie tereny z kamieniami widzi pierwszy raz na oczy. 

Nasz polski pracodawca tutaj w Szwecji nie traktuje nas jak ludzi a tylko chce zarobić na naszej pracy. Obiecał nam ma początku że zarobimy dodatkowo w soboty przy pracy w ogródkach u ludzi. Była ta praca ale tylko w jedną sobotę i koniec. Wszystko jest ładnie na początku, w umowie mamy 114 kr na godzinę a potem akord, normy i wyzyskiwanie. 

Mieszkamy po 3 osoby w pokoju, płacimy od 75-100 kr za dzień i kiedy skończy nam się jedzenie z Polski, kupujemy tutaj w Szwecji a jest drogie. Domek w którym mieszkamy jest w porządku ale dla 2-3 osób a nie 5 czy 7. Nazywa się z pełnym wyposażeniem ale jest to tylko maleńka kuchnia i mały prysznic. 

Zarabiam teraz co najwyżej 250 zł na dzień i jak wszystko odliczę to wyjdzie mi zarobek na miesiąc koło 3.000 zł. 

Jak Szwedzi chcą mieć ludzi do pracy przy sadzeniu, co umieją to robić i chcą pracować, nawet w takich kamieniach i w takich warunkach, to powinni płacić dużo lepiej. 

Czy mógłby mi Pan pomóc przy znalezieniu dla nas szwedzkich firm, bo nie chcę pracować u Polaków za takie pieniądze? Dwu z nas zna dobrze szwedzki. 

Dziękuje z góry.”

Teksty na temat Polskie firmy leśne w Skandynawii, sprzed kilku tygodni, zakończyłem prośbą o przesyłanie do Monitora leśnego uwag na temat problemów i trudności w wystartowaniu przez Polaków z firmami w szwedzkiej czy norweskiej branży leśnej. 

Odzew mam ale z drugiej strony, od polskich robotników leśnych, zatrudnionych właśnie przez polskie firmy leśne w Szwecji. 

Odzew który chyba tłumaczy aktualne a przede wszystkim przyszłe problemy firm leśnych, nie tylko polskich ale i szwedzkich – złe warunki pracy i płacy robotnika leśnego zatrudnianego w Szwecji przy sadzeniu i czyszczeniu lasu. 

List Polaka nie dotyczy sytuacji w firmach opisywanych w Monitorze leśnym. Niemniej jednak stawki za sadzenie widoczne w jego umowie o pracę są na tyle podobne do stawek w jednym z tekstów Monitora leśnego że można postawić pytanie – Czy przedsiębiorcy leśni w Szwecji, niezależnie czy są to Szwedzi czy Polacy czy inni, nie dogadali się przypadkiem ze sobą na temat cen?

Skogsforum pisało już przez 12 laty, w roku 2007 o wysokości stawek akordowych przy sadzeniu lasu. Wtedy szwedzka młodzież dorabiająca sobie na wakacjach otrzymywała 1,0 – 1,2 kr za sztukę a Polacy, chwaleni za jakość pracy, w przeciwieństwie do młodzieży, od 0,50 – 0,60 kr za sztukę.

Samo życie, można powiedzieć, teraz teraz już młodzieży nikt nawet koniami nie zaciągnie do lasu a Polacy? Dalej harują za małe pieniądze.

https://skogsforum.se/viewtopic.php?f=22&t=1163

Na zdjęciach widzimy teren zrębu, z maksymalną ilością kamieni ale bez przygotowania gleby i najwidoczniej przelegujący szeliniaka. 

Ile można wysadzić sadzonek na takim zrębie w ciągu dnia pracy, 1650 sztuk, czy mniej lub więcej, tego nie wiem i na to pytanie nie potrafię odpowiedzieć, ale myślę że solidny właściciel formy leśnej zapłaciłby godzinowo za pracę a nie żądał wykonania normy. Natomiast czy szwedzki właściciel firmy leśnej byłby solidniejszy niż polski, ten działający w Szwecji, tego też nie wiem, ale sądzę że ten myślący na dłuższą metę stawia na dobre samopoczucie cenowe w swojej firmie.

W zasadzie będąc leśnikiem, co prawda starej daty, ale jednak, zastanawiam się po co właściciel lasu stojącego na takim kamienisku zdecydował się na cięcia zupełne. Zwłaszcza że tzw. hyggesfritt skogsbruk czyli powiedziałbym wieczna trzebież rośnie w Szwecji na popularności. 

O metodzie sadzenia na takich zrębach, bez przygotowania gleby, pisze aż na 5 stronach szwedzkie Skogsforum i to dowodzi popularności podobnej metody wśród tutejszych właścicieli lasu. 

Zdania są podzielone, ale zdecydowanie przeważa opinia o korzyściach z przygotowania gleby i użycia sadzonek z conniflexem, zabezpieczającym przed szeliniakiem. Jeżeli już z różnych przyczyn, często ekonomicznych, nie stawia się na przygotowanie gleby to sadzonki powinny być silne i z odkrytym system korzeniowym, co z kolei robi ich sadzenie znacznie bardziej skomplikowane niż z pottiputki, rurą do sadzenia. 

Właściciel szwedzkiego lasu zarabia więc na niewprowadzeniu na swój zrąb maszyn przygotowujących glebę, motywując to ochroną przeciwpożarową, ochroną gleby czy ochroną lasu zwłaszcza gdy gałęzie pozostają na zrębie. 

Pozostaje mu również około 2.000-3.000 kr/ha w kieszeni, pieniędzy które może przeznaczyć na sadzenie. Czy przeznacza? 

Cennik kosztów firmy leśnej o której opowiada list robotnika leśnego, cennik za sadzenie, tego nie dowodzi. Przeciwnie, pokazuje że polska firma w Szwecji stawia, podobnie jak pewne polskie ZUL-e, na zdobycie zleceń poprzez oferty niskocenowe. Firma ta działa w południowej Szwecji i annonsuje się znów w ostatnich dniach, poszukując kilkudziesięciu pracowników, co specjalnie dziwnym nie jest, widząc teren który zalesia jak i słysząc oraz czytając o traktowaniu pracowników.

Czy wtedy robotnicy leśni mogą liczyć na dobre stawki? 

Jak patrzyć na normę wysadzenia 1650 sadzonek w ciągu dnia pracy w podobnych warunkach? Zwłaszcza iż polski szef wpierw podpisuje umowę o stawkę godzinową w wysokości 114 kr za dzień pracy a później płaci wyłącznie na akord oparty o normę niemożliwą do osiągnięcia? 

Związek zawodowy GS tak pisze o podobnych przypadkach 

https://www.gsfacket.se/globalassets/dokument/skogsavtalet-2017-2020/skogsvardsfoldrar/skogsvardsfolder_swe.pdf i tutaj trzeba dodać że omawiana polska firma ma podpisaną umowę ze związkiem zawodowym GS. 

„Przy pracy typu sadzenia czy czyszczenia młodników, może występować inny typ płacy niż stawka godzinowa pod warunkiem że jest to praca tymczasowa. Jest to płaca akordowa. Akord jest umowny, z pozycji na pozycję. 

Istotą akordu jest założenie iż pracownik zarobi tą samą sumę jaką stanowi normalny szwedzki zarobek odpowiadający wartości tej pracy w normalnym tempie, w czasie 8 godzin. Pracownik w firmie leśnej która ma umowę ze związkiem zawodowym GS ma gwarantowany najniższy zarobek godzinowy (te właśnie 114 kr/h) niezależnie od tego jaki zły by nie był akord w jego pracy.”

Niemniej jednak właściciel firmy leśnej może zwolnić pracownika z pracy, tutaj należy dodać że obowiązuje 1-miesięczne wypowiedzenie na piśmie, za złe wyniki w pracy, tej akordowej. 

Dla mnie jest to klasyczne niewolnictwo akordowo-normowe, które szwedzcy pracownicy leśni odrzucili w wyniku strajku leśnego w roku 1975. Od tego roku obowiązują stawki godzinowe za prace w lesie, dla pracowników stałych. 

W ubiegłym roku pisałem na podobny temat w https://www.forest-monitor.com/pl/czy-firmy-lesne-w-szwecji-przezyja/

Wypowiadali się wtedy właściciele firm szwedzkich ale nie Polacy, między innymi znany pracownikom polskim Joakim Gustafsson, szef firmy Svensk  Skogsservice. 

Cytuję: 

„Szef firmy Svensk  Skogsservice Joakim Gustafsson, firmy zatrudniającej wielu polskich pracowników należy do tych którzy już od dawna ostrzegali przed takim rozwojem na rynku pracy.

Już w roku 2010 uważał on że poziom wynagrodzeń zaczyna być  za niski. Od roku 2014 ilość podań o pracę zaczęła spadać i mamy dzisiaj tylko kilkaset w stosunku do kilku tysięcy w poprzednich latach, mówi on. 

– Pracownicy z innych krajów żądają dzisiaj od 21.000 do 23.000 kr (9.700 zł) miesięcznie netto, po odliczeniu kosztów mieszkaniowych. Zaczynamy szukać pracowników spoza Europy ale jest to bardzo trudne. Przechodzimy od rekrutacji ludzi którzy pracowali w lesie 20 lat do rekrutacji ludzi którzy nigdy lasu nie widzieli. Jest jasnym że jakość naszej pracy cierpi na tym, nie mówiąc o naszym stresie.” 

Ja nie wiem, będąc właścicielem polskiej firmy leśnej w Szwecji wziąłbym naprawdę pod uwagę kryzys pracowniczy na tym rynku.   

No i nie tylko pracowniczy ale np. spadającą od pewnego czasu wartość waluty szwedzkiej w stosunku do np. złotego, nie mówiąc o dolarze czy euro. 

Polacy czy Litwini już nie chcą już pracować za takie stawki i w takich warunkach jak te opisane. Przypuszczam że już niedługo pójdą za nimi Rumuni. Są to te nacje z UE które znają się najlepiej na pracy leśnej typu skandynawskiego. 

Pozostają Ukraińcy lub Białorusini i na nich chyba Szwedzi jak i polskie firmy postawią w najbliższy latach. 

Kryzys szwedzkich firm leśnych wynikający z braku pracowników można oczywiście łatać werbowaniem ludzi z krajów biednych i takich jest jeszcze trochę na kuli ziemskiej. Ale czy znają się oni na gospodarce leśnej typu środkowo- czy północnoeuropejskiego?

Czy będą mieć ochotę na prace leśne w takich warunkach jak na zdjęciach?

Tutaj polska gospodarka leśna ze swymi uporządkowanymi i zaoranymi zrębami ma przewagę konkurencyjną, nawet jak na razie płaci mniej. Chociaż mnie, byłemu leśnikowi lasów państwowych, te aktualne polskie ugory leśne niespecjalnie przypadają do smaku. 

Zdjęcia: własne

Jedna myśl na temat “Polscy robotnicy leśni w Szwecji. List.

  1. Trafiliście Chłopaki do JANUSZA PRZEDSIĘBIORCZOŚCI, który z góry założył, że Was wydutka .
    Sytuacja jak z lat dziewięćdziesiątych.
    Może h*j jest miłośnikiem „historycznej grupy rekonstrukcyjnej” i tylko Wam o tym nie powiedział 🙂
    Zwijajcie się z tej roboty a następną dobrze sprawdźcie.

Dodaj komentarz