Szybkie zbieranie informacji o lesie.

Szybkie metody zbierania informacji o lesie.

Szybkie metody zbierania informacji o lesie.

Nawet bardzo szybkie jak opisuje szwedzki instytut naukowy Skogforsk w https://www.skogforsk.se/nyheter/2017/det-gar-rasande-snabbt-att-fa-battre-koll-pa-skogen/

Szwedzka gospodarka leśna rejestruje od roku 2014 każdą sztukę drewna wyrabianą przez harvestery. Trzy kłody na sekundę, dziesięć tysięcy na godzinę i miliard w ciągu roku, pisze Skogforsk.
Instytut rozbudował w ostatnich dwu latach bazę naukową z danymi pobranymi z komputerów harvesterów pracujących w szwedzkich lasach. Wcześniej były takie badania za bardzo skomplikowane i ich rezultaty opierały się danych dotyczących tylko kilkuset sztuk drewna.
Dzisiejsza technika gromadzenia danych opiera się na programie StanForD i o nim można dowiedzieć się nieco więcej z linku w cytowanym artykule: Läs mer om StanFordD, również w języku angielskim.
Daje to informacje nie tylko o jakości i ilości surowca, ale przede wszystkim możliwości dopasowania surowca do wymagań odbiorcy, dopasowania odbiorcy do odpowiedniego surowca, efektywnej współpracy, logistyki i innych rozwiązań, zmierzających do zmniejszenia kosztów produkcji u wytwórcy, u odbiorcy a co najważniejsze u konsumenta.

Ale las to nie tylko surowiec drzewny czy gospodarka leśna.

Las to również zwierzyna w nim żyjąca. W gorącej atmosferze dyskusji za i przeciw łowiectwu oraz sporemu odzewowi na hasła typu Nie podaję ręki myśliwych powinni krytycy dostrzec wagę naukową i praktyczną zbierania informacji dotyczących odstrzału zwierzyny, jej jakości, rozmieszczenia jak i dla ustalenia wielkości populacji poszczególnych gatunków na danym terenie. Informacji które zbierają myśliwi poprzez i w ciągu swojej działalności. Informacji które naukowcy z różnych dziedzin wykorzystują w swojej pracy.

Śledzę polskie spory na temat łowiectwa i myślistwa raczej dosyć dokładnie, ale podkreśliłbym tutaj słowo raczej i nie chcę wypowiadać się w sposób kategoryczny. Moim jednak zdaniem waga polskich myśliwych w zbieraniu danych naukowych jest jakby przemilczana czy pomniejszana i powiedziałbym że w tej dziedzinie króluje PC czyli Political correctness, w którym naukowcy boją się wychylić z uznaniem dla tych którym nie powinno podawać się ręki.

Portal Łowiec polski z 27 listopada zawiera ciekawą informację na ten temat, z odpowiednim tytułem Monitoring myśliwski http://lowiecpolski.info/artykul/mysliwski-monitoring/

Jednym z najważniejszych źródeł do ustalenia wielkości populacji dużych drapieżników jest tutaj w Szwecji metoda masowego zbierania wszelakiej informacji (ślady, odchody, sierść, fotografie, filmy itp.) na ich temat w czasie corocznego polowania na łosie, które trwa na terenie kraju od 4 września do 28 lutego (różne terminy w zależności od województwa (län) i regionu).

Ta metoda jest decydująca dla ustalenia wielkości populacji wilka, niedźwiedzia, rysia, rosomaka i orła przedniego, szwedzkiej tzw. wielkiej piątki zwierząt drapieżnych, choć oczywiście nie jedyna. Czysto organizacyjnie inwentaryzacja przeprowadzana jest według instrukcji Naturvårdsverket (szwedzka GDOS), inwentaryzację planują i przeprowadzają Länsstyrelsen (Urzędy Wojewódzkie) we współpracy głównie z myśliwymi i wsiami samijskimi oraz z organizacjami NGO. Informacje przesyłane są do centrali badawczej Viltskadecenter przy szwedzkim SLU (Sveriges Lantbruksuniversitet) która zestawia i prowadzi podobną statystykę.

Bez współpracy z myśliwymi, którzy często są również prywatnymi właścicielami lasów, niewiele byśmy wiedzieli, taka jest opinia szwedzkich naukowców. Oraz oczywiście bez współpracy z Samami, dodają naukowcy grzecznie, chociaż z tą współpracą różnie bywa, czego dowodzi dzisiejsza informacja prasowa http://nsd.se/nyheter/sametinget-kritiserar-rovdjurskontroll-nm4704185.aspx Samowie uważają że inwentaryzacja rysi i rosomaków w województwie Norrbotten (północna Szwecja) jest grubo zaniżona. Wykazuje ona obecność 200 rysi i 200 rosomaków a ślady wskazują na zdecydowanie więcej. Artykuł z niewiadomych przyczyn zawiera zdjęcie wilków, chociaż ich obecność na terenach wsi samijskich jest raczej minimalna, a zawsze nielegalna. 

A powracając do łosia, też gorącego polskiego tematu, to trzeba przyznać że jedyną pewną informacją ilości populacji łosia na terenie Szwecji jest ta dotycząca jego odstrzału w corocznych polowaniach (2016 – 82.097 sztuk) i tutaj zamieszczam statystykę wskazującą że szwedzcy myśliwi zachowali cenną sztukę zachowania i dobrego rozwoju tego gatunku w szwedzkim lesie https://jordbruketisiffror.wordpress.com/2015/09/23/antal-skjutna-algar-19511952-20142015/ Przy okazji widzimy też statystykę spożycia dziczyzny w Szwecji, które to spożycie, co prawda tutaj uważane za niezadowalające, też jest jednak efektem działania myśliwych.
W ostatnich latach to właśnie oni stoją po stronie łosia a przeciw gospodarce leśnej wielkich koncernów leśnych, również państwowego Sveaskog, żądającej zdecydowanie większego odstrzału łosia, chociaż to uzależnione jest od układu sił w administracji obwodów gospodarki łosiowej (trzech przedstawicieli właścicieli lasów, trzech przedstawicieli myśliwych).

Tutaj już wchodzę na inne tematy związane ze strukturą własnościową szwedzkich lasów jak i obowiązującego prawa Allemansrätten. Razem powstaje sytuacja w której np. zbieranie danych naukowych, wynikających np. z gospodarowania lasem czy zwierzyną jest tutaj w Szwecji łatwiejsze, obszerniejsze i przyjemniejsze zarówno dla właściciela lasu, myśliwego, członka organizacji NGO jak i dla naukowca, w porównaniu do badań naukowych prowadzonych na terenach polskich Lasów Państwowych. Takie mam odczucie po 5-letnim śledzeniu i porównań leśnej gospodarki szwedzkiej i polskiej.

Badania naukowe na terenie Puszczy Białowieskiej przeprowadzone w roku ubiegłym przez kilka tysięcy oddelegowanych pracowników Lasów Państwowych byłyby niemożliwością szwedzką. Z prostej przyczyny – skąd wsiąść tutaj tych kilka tysięcy pracowników Sveaskog, skoro razem z dyrekcją jest ich trochę ponad 800 osób? No i w polskie założenie że gospodarka leśna prowadząca czynną ochronę lasu jest lepsza od biernej ochrony lasu czyli bez gospodarki leśnej, w sensie oddziaływania na i zachowania przyrody, w takie założenie nie wierzą nawet dyrektorzy Sveaskog. Certyfikaty FSC i PEFC wystarczają, mówią. Potem wystąpiłby tutaj najprawdopodobniej problem obiektywności, gdyby w badaniach brali udział pracownicy Skogsstyrelsen, koncernów leśnych czy Sveaskog oraz właściciele lasów.

Ale najważniejszym jest fakt że szwedzcy działacze i aktywiści ochrony przyrody czy środowiska nie mają problemów w zebraniu danych na temat gospodarki leśnej zarówno w terenie, w lesie, czy w urzędach. Porównywalnych do tych problemów z którymi spotykają się ich polscy odpowiednicy, sądząc z polskiej prasy.

W każdym razie w szwedzkich lasach nie ma jeszcze strażników z bronią, kajdankami, pałką i ubranych w kamizelki kuloodporne. Już sam ich brak tworzy zbieranie danych naukowych prawdopodobnie przyjemniejszym. I pewno bardziej obiektywnym.

Tutaj proponuję kandydatom na stopień doktora nauk leśnych właśnie ten temat pracy doktorskiej: „Wpływ obecności uzbrojonej Straży Leśnej w lasach zarządzanych przez Lasy Państwowe na jakość i obiektywność danych naukowych zbieranych w tych lasach.”

Zwolennik braku leśnika czy myśliwego w polskiej gospodarce leśnej czy łowieckiej nie przyjmie prawdopodobnie mojej argumentacji o wykorzystywaniu danych z rzezi drzew czy mordów ma zwierzętach do badań naukowych jako argumentacji wiarygodnej i godnej zaufania czy przynajmniej rozważenia.
Na takie uwagi mogę odpowiedzieć tylko jedną – proszę opracować wiarygodne, godne zaufania i rozważenia alternatywy dla aktualnej gospodarki leśnej i łowieckiej.
Takie alternatywy przydałyby się istniejącym gospodarkom, o tym jestem przekonany a ludziom protestującym przeciwko tym gospodarkom dodałyby wiarygodności.

Tekst – Tadeusz Ciura


Zdjęcie: skogstekniker

Dodaj komentarz