Szympansy w spółkach Skarbu Państwa

Oglądałem ostatnio polską telewizję (po wielu miesiącach błogiego spokoju 🙂 ) i głównym tematem na rozkładzie jest kontrola w spółkach Skarbu Państwa. Dziennikarze i politycy z opozycji odkryli Amerykę, że panuje tam nepotyzm i kolesiostwo. Szkoda tylko, że nikt nie zauważa meritum sprawy, no i samofinansujących Lasów Państwowych, które wyłączone są spod kontroli z uwagi na ich zagmatwany stan prawny. Tytułowe Szympansy w spółkach Skarbu Państwa to metafora dzisiejszych „Misiewiczy„, o których zrobiło się dość głośno. Czytajcie dalej…


Polska telewizja blisko dna

Najpierw mała dygresja odnośnie telewizji w Polsce. Muszę przyznać, że rzadko oglądam polską telewizję. Właściwie to nie oglądam jej wcale, gdyż poziom dziennikarstwa w mojej ocenie jest słaby, a programy nudne, mało edukacyjne i niewiele mające wspólnego z rozrywką. A wszechobecność programów paradokumentalnych, nawet z najbardziej odpornego mózgu zrobi sieczkę. Dlaczego tak jest? Wyjaśnienie jest proste. Sposoby na zainteresowanie zmęczonego po pracy widza są dwa. Pierwszy: możemy puścić mu ambitne programy naszpikowane ogromną dawką rozrywki, dostarczając mu przyjemność i śmiech z oglądania. Albo puszczamy mu takie programy, gdzie widz wcale nie musi myśleć. W Polsce niestety, dyrektorzy programowi postawili na robienie wody z mózgu. To umacnia mnie tylko w przekonaniu, że w naszym kraju ponad wszystko to brak myślenia jest w cenie.

Są jeszcze debaty polityczne, które natychmiastowo przełączam na inny kanał (najczęściej piłkę nożną- mniej negatywnych emocji i więcej treści 🙂 ). I tak, zamiast skupić się, aby walczyć o widza i przekonać go do swoich poglądów, upolitycznione programy skupiają się na atakach swoich rywali i obrażaniu się nawzajem, myśląc, że to zwiększy im oglądalność. Wbrew logicznemu rozumowaniu, taka taktyka działa! Choć osobiście uważam, że najbardziej przyczyniają się do tego wcześniej wspomniene seriale paradokumentalne, przygotowując wcześniej widza do tak „ambitnego” kontentu.

Dziennikarskie bulteriery

Oglądając ostatnio norweską telewizję mam możliwość obserwowania debat politycznych na zupełnie innym poziomie. Do pewnego momentu w swoim życiu, nie sądziłem, że politycy mogą dyskutować na argumenty, okazując przy tym szacunek dla rozmówcy! Zachowanie jakie mamy okazję obserwować w polskich mediach uchodzi za niedopuszczalne w krajach skandynawskich. Wszelkie wycieczki personalne czy też obgadywanie i obrażanie, na pewno spotkałyby się z brakiem akceptacji. Uchodzi to po prostu za brak profesjonalizmu, a przecież politycy w takich debatach wykonują swój „zawód”.

Kluczową różnicą jest również zachowanie dziennikarzy, prowadzących takie spotkania. W Polsce kluczowym zadaniem takiego dziennikarzyny jest podsycanie kłótni, dawanie pożywki gawiedzi i niejednokrotne opowiadanie się po którejś ze stron. W wielu programach publicystycznych ciężko jest nawet usłyszeć zdanie zaproszonego gościa- specjalisty w danym temacie i najważniejszej osoby w programie. W zamian za to prowadzący gwarantują nam litanię swoich poglądów i słowotok mający często na celu obrażenie, obnażenie lub sprowokowanie rozmówcy. Podsumowując, zachowanie rodem z programu Jerry Springer Show.

Misiewicze

Dobra, do rzeczy. Ostatnimi czasy w Polsce zrobim się ogromny szum. Okazuje się, (UWAGA! Odkrycie na miarę odkrycia Ameryki ) że w spółkach Skarbu Państwa zasiedlili się „Misiewicze”. Słowo to pochodzi od Pana Bartłomieja Misiewicza, 26-letniego rzecznika i szefa gabinetu politycznego ministra obrony narodowej (w tym momencie zawieszonego). W związku z powyższym Pani Premier zapowiedziała właśnie sprawdzenie wszystkich spółek Skarbu Państwa pod kątem nepotyzmu i kolesiostwa.

Jakież to nudne. Odkąd pamiętam, w spółkach Skarbu Państwa był nepotyzm i kolesiostwo. Afera goniła aferę praktycznie w każdym z ubiegłych rządów. Ludzie byli zmieniani jak rękawiczki. Przychodziła nowa partia i już miotła w ruch, bardzo często do poziomu sprzątaczki włącznie.

Czy nie przypomina to trochę sytuacji, która wydarzyła się i dzieje się dalej w Lasach Państwowych? Było jakoś tak, że nowy Minister Środowiska ogłoszony, powiedzmy w poniedziałek, we wtorek znaliśmy już nowego Dyrektora Generalnego, a do końca tygodnia bodaj wymieniono prawie połowę dyrektorów regionalnych. Jest to absurd.

Szympansy do spółek Skarbu Państwa

Dla mnie osobiście, politycy, do spółek Skarbu Państwa i Lasów Państwowych mogliby powoływać nawet szympansy. Oczywiście bez urazy dla naszych przodków, bo to naprawdę mądre zwierzęta. Nie miałbym nic przeciwko, gdyż uważam, że jeżeli jakaś partia rządzi Polską i ma pod sobą spółki Skarbu Państwa w zarządzie, to tym samym jest odpowiedzialna za ich funkcjonowanie i osiągnięcia. Tylko małe ale. Chciałbym, aby co jakiś czas rzetelnie rozliczano szympansy za ich wyniki, głównie finansowe. Interesowałoby mnie jaki zysk wypracowały szympansy, jak zwiększyły aktywa spółki i jak zmienił się udział spółek w rynku na przykład.

Nagradzanie i karanie szympansów w spółkach Skarbu Państwa

Na podstawie takich danych mielibyśmy pełny wgląd w pracę rzeczonego szympansa i dopiero na podstawie takich danych mógłby on zostać zwolniony, bądź nagrodzony. Jeżeli szympans odnosiłby sukcesy, czyli firma państwowa by się prężnie rozwijała, to uważam, że wszyscy Polacy, pomimo faktu, że to szympans, powinni się cieczyć. Powinni się cieszyć z tego, że szympans rozwinął polską firmę, wypracował duże zyski i zarazem odprowadził wysoki podatek do Budżetu Państwa. Mogłoby to spowodować redukcję zadłużenia Polski w krótkim terminie, a w dłuższej perspektywie, nawet redukcję podatków. Gdyby wyniki pokazały, że firma za panowania szympansa podupadła kondycyjnie, to trzeba byłoby go natychmiastowo zwolnić, aby nie szkodził dalej. Proste. Tego typu argumentów brakuje niestety miotle. Wymiata ona wszystkich, bez względu na kwalifikacje, czy osiągnięcia. Jej głównym filtrem wymiecenia jest przynależność partyjna i poglądy polityczne.

Poglądy, a rozwój firmy

Poglądy kapitalistyczne, komunistyczne czy jakiekolwiek inne nie liczą się w przypadku rozpatrywania rozwoju spółek Skarbu Państwa. Faktem jest, że ich znaczna część, posiada spore udziały w rynku. W takiej oto sytuacji to, czy na rynku kapitalistycznym menadżerem zostanie najbardziej zatwardziały komunista, czy na rynku „dobra wspólnego” zarządzający będzie reprezentować skrajnie prawicowe poglądy, nie ma żadnego znaczenia. Pokusiłbym się o stwierdzenie, że nawet dwa szympansy na decyzyjnych stanowiskach w danej spółce i Ministerstwie, z możliwością wyboru odpowiednio „zwiększyć cenę produktów” lub „zmniejszyć” oraz „ograniczaj import” czy „eksport” generowałyby całkiem niezły dochód dla naszej organizacji.

Leśne szympansy

Już widzę te uśmiechy na twarzach leśnych kierowników Lasów Państwowych, którzy nie podlegają obecnej nagonce w spółkach Skarbu Państwa. Nie podlegają, gdyż same do niej nie należą. Jest to absurd, moim zdaniem i mówię to jako obywatel Polski. No bo cóż ja mam z takiej firmy Lasy Państwowe, oprócz możliwości wyjścia do lasu? Chociaż i to możnaby prawnie rozwiązać, tak ja w lasach w Szwecji, prywatne, ale dostępne dla każdego. Odpowiedź brzmi, kompletnie nic nie mam z działalności samofinansujących się Lasów Państwowych. Bo jak rozumieć, że taka wielka firma, w dodatku monopolista, który goli przemysł drzewny, że aż wióry lecą, nic nie odprowadza do budżetu.

Definicja słowa „nic”

Tutaj dla wielkich obrońców LP, to, że samofinansujące Lasy Państwowe odprowadzają podatki z działalność pozaoperacyjnej (np. czynsze z dzierżaw nieruchomości) to jest właśnie moja definicja słowa „nic”! Porównanajcie ten „gigantyczny” podatek do kapitału zgromadzonego na kontach bankowych, który najzwyczajniej w świecie deprecjonuje się tak samo, jak i ponad 100 letnie drzewostany rębne.

Pisałem, że konkursy w LP to fikcja: 

Czy w Lasach Państwowych pracują dobrzy menadżerowie?

I taka niestety jest rzeczywistość. To do czego piję, to fakt rozliczania tych menadżerów w oparciu o obiektywne, przejrzyste i zarazem bardzo surowe kryteria ich działalności dla firmy. Bez tych kryteriów…. no cóż… mamy to co mamy.

Podsumowanie

Jak mawiał pewien profesor z SGGW „nawet z szympansa można zrobić uczonego ekonomistę”. Aby to zrobić, trzeba nauczyć go dwóch rzeczy, a dokładnie czym są: POPYT i PODAŻ.

W przypadku firmy byłoby to bardziej skompliowane, ale jak pokazują nam przykłady z życia wzięte i tego szympansy potrafią się nauczyć.

Dodaj komentarz