Jak się pisze o leśniku?

Jak się pisze o leśniku?

 

Jak się pisze o leśniku?

Prasa leśna , szczególnie ta związana z Lasami Państwowymi ma kilka klasycznych tematów:

-Leśnik solidny i godny zaufania w wypełnianiu swoich obowiązków służbowych.
– Leśnik utalentowany, z talentem pisania, fotografii i z najprzeróżniejszymi hobby.
– Leśnik sportowiec, leśnik biegający.
– Leśnik pedagog, organizator, społecznik i umiejący pracować przy tej okazji na chwałę i siłę Lasów Państwowych.
-Leśnik dziarski, z chęcią i zamiłowaniem pokazujący swoją pracę, zwłaszcza na filmach firmowych.
-Leśnik przyrodnik, leśnik ekolog, kochający rośliny i zwierzynę.

Inna prasa leśna, na ogół tylko Las Polski, ma też tematy:

-Leśnik umiejący argumentować w obronie swojej firmy, zwłaszcza przy paradoksie „Ochrona lasy i ścinka”, nazywanym przez niego ochroną czynną, przy której to inni (przemysł drzewny czy ZUL) sa zawsze winnymi, nigdy natomiast on (ale tej argumentacji przyrodnik nie bardzo dowierza).
– Leśnik gospodarz, myśliwy, ekolog patrzący na las jako gospodarstwo, te typu UE, korzystające z różnych dotacji.
– Leśnik piszący na tematy leśne, zawsze politycznie poprawny, nie wychylający się, co najwyżej konstruktywnie lekko krytyczny w stosunku do swojej macierzy czyli Lasów Państwowych.

No i cała reszta niezwiązana z Lasami Państwowymi widzi tematy w :

– Leśnik przekonany o wielkości i głębokości swoich nauk leśnych i swojej eksperckiej wiedzy niemalże równej tej z NASA, podczas gdy zazwyczaj jego nauki i wiedza praktyczna opierają się na Zasadach Hodowli Lasu oraz dyrektywach swego dyrektora generalnego.
– Leśnik przekonany iż pracuje ogromnie ciężko, bo czasami zdarza mu się wysłać ładunek drewna o godzinie 5 nad ranem.

-Leśnik lubiący wypić, co nie jest rzadkie ale jest tematem tabu.
– Leśnik nie lubiący Straży Leśnej i nadzoru, chyba że sam nim jest, bo kto lubi policję chociaż jest potrzebna?
– Leśnik nie lubiący ZULu , zwłaszcza wykształconego ZULu i nie daj Boże mówiącego językami nabytymi, o zgrozo, przy pracy w innych warunkach, niż te znane leśnikowi. I w związku z tym przemądrzałego ZULu.
– Leśnik nie mówiący językami, na ogół poza tym swojskim.
– Leśnik jako władza, zamykający las przy każdej okazji, noszący bron i chętnie ja pokazujący, noszący kajdanki i chętnie je zakładający, leśnik grożący odebraniem dzieci demonstrującym przeciwko niemu matkom.
– Leśnik pan, zawsze w samochodzie, czego skutki widać po kilku latach.
– Leśnik panisko, dobre, rozdaje chętnie pieniądze, nie swoje przecież i pewno dlatego chętnie.
– Leśnik przyjmujący i wierzący w pochlebstwa, zwłaszcza na temat przewagi i doskonałości swojej rodzimej TZW gospodarki leśnej nad tymi obcymi. Zwłaszcza tymi z wrażych krajów.
– Leśnik widzący drzewa, niewidzący lasu, albo odwrotnie, las, a nie drzewa, zależnie od sytuacji i zrozumienia takiego logicznie skomplikowanego stwierdzenia.
– Leśnik gardzący sekretnym życiem drzew ale ukrywający te rzeczywiste na swoich składach.
– Leśnik w pełnej gali, ze swoim sztandarem, z hasłem Bog Honor Ojczyzna na ustach, w towarzystwie innych bogoojczyźnianych i bogonarodowych sztandarów.
– Leśnik polityk, Savonarola, wzywający do zemsty i kary.
– Leśnik pantoflarz, bojący się swoich przełożonych, bojący się o swoją pracę, siedzący i wysłuchujący cicho bzdur swoich przełożonych i ich popleczników.
– Leśnik dający się wciągać w manipulacje polityczne.
– Leśnik pogardzający i krytykujący UE, Parlament Europejski, Trybunał Sprawiedliwości ale nie pieniądze z tamtej strony.
– Leśnik odczuwający krytykę swojej pracy jako niesłuszną, jako krzywdzącą, jako uwłaczającą.

Słusznie czy niesłusznie?

Wśród moich facebookowych leśnych przyjaciół przeważają zdecydowanie ci terenowi.
I wśród nich rośnie odczucie i uczucie w zasadzie znane mi dobrze, jako leśnikowi terenowemu, z zamierzchłych komunistycznych czasów.
W tamtych dawnych latach bycie leśnikiem nie było specjalnie poważane, z różnych przyczyn. Czasami wstydziliśmy się przyznać do swego zawodu. O pasji nikt nie mówił, chociaż leśników z pasją do zawodu i do lasu nie brakowało i wtedy.

Teraz znów słyszę o wstydzie. Ale i o głosach uważających że wina leży po stronie tych którzy ośmielają się podnosić takie tematy jak te opisane przeze mnie jako niezwiązane z Lasami Państwowymi. Tematy szkalujące leśnika.

Poddaję więc jeszcze jeden temat:

– Leśnik pracujący dla kogo? Czy dla Polaków, czy dla Lasów Państwowych czy dla ludzi pokroju Jana Szyszko, Konrada Tomaszewskiego i ich świt?

Czytam o wypowiedzi republikańskiego senatora w USA, Tima Scotta, który w tym tygodniu, na fali rosnącego niezadowolenia wśród republikanów, powiedział wyraźnie: „My pracujemy dla Amerykanów, my nie pracujemy dla prezydenta.”

Kiedy polscy leśnicy odważą się na podobne stwierdzenie?

Wtedy wstyd zniknie natychmiast. A szacunek dla nich wróci.

Temat: Jakość postępowania i pracy dzisiejszego kierownictwa Lasów Państwowych jest tak bogato reprezentowany na tym blogu że zwyczajowe zakończenia moich tekstów „czytaj również” byłoby objętościowo równe dzisiejszej kronice.

A więc: Czytaj m.in.: Wolny wakat na dyrektora generalnego lasów państwowych.

Czy w Lasach Państwowych pracują dobrzy menadżerowie?

Lasy Państwowe – innowacyjna firma przyjazna pracownikom?

Ekocentryści – kim są i czego chcą?

Wywiad z dyrektorem Lasów Państwowych.

The Talented Mr. Tomaszewski

i tak dalej…

Absolutne milczenie leśników zatrudnionych w Lasach Państwowych  na temat postępowania dzisiejszego kierownictwa jest warte odrębnego blogu. Chciałbym przypomnieć burzę komentarzy jaką wywołał w ich środowisku poprzedni dyrektor dostosowujący się do dress code na spotkaniu z kierownictwem UNESCO. Czy nie świadczy to o diametralnej różnicy w atmosferze w pracy wczorajszych i dzisiejszych Lasów Państwowych?


Zdjęcie: Tadeusz Ciura

 

5 myśli na temat “Jak się pisze o leśniku?

  1. Trafnie.
    Przeoczyłeś Tadeusz Ciura tylko główne pismo dla leśników „Sylwan”. Jest to pismo dla elity i naukowców wydawane przez IBL. Słowo Sylwan z łaciny znaczy las, zagajnik ale może też oznaczać boga lasu.
    Na okładce „Sylwana” poza nazwą jest też wizerunek tego boga(demona), czyli głowa, z której za miast rogów, wyrastają dwa pnącza. Pełny taki rysunek można znaleźć na obwolucie książki „Nauka o drewnie”.
    O ile nazwę można zaakceptować, to już posługiwanie się takim wizerunkiem „za pieniądze podatnika” budzi podejrzliwość. Łatwo można odnaleźć, że pierwszy dyrektor lasów państwowych, który powołał do życia te pismo w 1820 był Masonem. Można też odnaleźć wizerunki Sylwana w dawnym budownictwie Templariuszy. Można więc podejrzewać, że na bazie leśnictwa organizowana jest jakaś inna jeszcze „zabawa”.
    Ciekawe co na te rewelacje Toruń, do którego jeżdżą szukając poparcia. Dobrze jakby się wyspowiadali z tego przy okazji, a nawet może skorzystali z egzorcysty 🙂

  2. Racja. Sylvan wyszedl mi z glowy i pamięci po tych kilkudziesięciu latach poza krajem. Rafał Chudy zabiera się do poruszenia tematu polska nauka leśna to mam nadzieję że te interesujące koneksje historyczne go zainteresują.

  3. He, he, dodam więc, że u templariuszy postać ta nazywała się Zielony Człowiek.
    Bardzo interesujące jest więc, że są obecnie tzw „Zieloni”(ekolodzy) i rosną w popularność, nie za swoją kasę.
    Jeśliby leśnicy przyjęliby do odnowień również wariant w pełni ekologiczny, to ekolodzy skończyliby jak dinozaury.
    Ktoś jednak robi wszystko, by było inaczej.
    Toruń nie wie, w co się wpakował.

  4. Trafna analiza. Gratuluje rozeznania srodowiska w stanie obecnym i przeszlym. Przy tym stanie umysłów co też wynika z jakości szkolenia,nie widzę możliwości zmiany na lepsze w sensie mentalnego usamodzielnienia się zawodowego. Nadal zostaną zasady hodowli,instrukcje i bierzace dyrektywy. Najfajniejsze być emerytem. 🙂

Dodaj komentarz