Krótko o pewnym komentarzu

W niniejszym poście chciałbym szybko odpowiedzieć na komentarz Pana Adriana Wiśniewskiego dotyczący mojego postu zatytuowanego „Czy w Lasach Państwowych pracują dobrzy menadżerowie?”

Tutaj podaje link do mojego postu:

Czy w Lasach Państwowych pracują dobrzy menadżerowie?

A tutaj jest komentarz Pana Adriana:

„Dawno się tak nie uśmiałem. Mniemanologia w czystej formie.

Polecam słowotok o menedżerach: „W firmie gdzie słowo inwestycja kojarzy się z wydanymi pieniędzmi na budowę drogi czy leśniczówki, a nie ze zwrotem z kapitału, nie możemy mówić o jakichkolwiek kryteriach związnaych z ROI, ROE czy ROA.”

A to czym jest, jeśli nie inwestycją kojarzoną ze zwrotem kapitału: całe nasiennictwo, szkółkarstwo, hodowla lasu (pielęgnacje i rębnie złożone), cała ochrona lasu, p.poż i badania naukowe, edukacja i działalność z zakresu rozwoju turystyki i wreszcie wymieniona wyżej budowa drogi?

Kiepski z tego pana analityk, jeśli nie przeanalizował tego przed swoim wywodem”

Odpowiedź

Otóż, inwestycja w leśnictwie (i w innych sektorach) jest bardzo prosta: inwestuje się w aktywa. Aktywo to coś takiego co przynosi nam pieniądze do portfela, pasywo nam je zabiera. Także, w leśnictwie głównymi aktywami są grunt oraz las, który porasta ten grunt. Co do przyrostu drzew to chyba nie muszę tłumaczyć, że ich wartość wraz z wiekiem rośnie. Grunt kupujemy raz, sadzimy na nim drzewa i po iluś tam latach mamy pożytki z tytułu sprzedaży drewna. Wszelkie inne koszty takie jak trzebieże, ochrona lasu, czy budowa drogi aby dojechać do tego lasu, zaklasyfikowałbym jako koszty uzyskania przychodu. A nie inwestycje same w sobie. Na przykład zamiast budowy drogi do lasu przeznaczonego do wyrębu, moglibyśmy kupić helikopter i wyciągać sztukę po sztuce. Nazwalibyśmy wtedy zakup helikoptera i koszty jego eksploatacji inwestycją? Nie sądzę.

Dlatego w obliczeniach zwrotu inwestycji trzeba patrzeć tylko na te dwie kategorie. Także, wszelkie koszty (tak koszty!) w postaci nasiennictwa, ochrony lasu, pielęgnacji, ochrony p-poż, wybudowania drogi do niego itp. to koszty, które w długiej perspektywie mogą zwiększać nasz zwrot z inwestycji (ale nie muszą).

W leśnictwie w Polsce problemem jest to, że nikt nie monitoruje ile pieniędzy zostało wydane na zakup gruntu (o ile został zakupiony bo większość, tak jak pisałęm wcześniej, została zawłaszczona), czy na zakup sadzonek (bo LP też za to płacą i to nie mało, mając produkcję w swoich rękach) oraz jakie przychody ten las przyniósł w przyszłości. Nie liczy się żadnych kryteriów ani wskaźników (ROA itp.) o których wspomniałem wcześniej. Nikogo nie obchodzi, że sadzona była w 100% sosna i to była główna inwestycja dla której powinny być obliczane wszelkie wskaźniki. A to, że po 100 latach wysiały się inne gatunki, uważam, że powinniśmy traktować jako dodatkowe pożytki, nie zapominając, że sosna była najważniejsza.

Jedną z przyczyn takiego stanu rzeczy jest urządzanie lasu, które przychodzi co 10 lat i zmienia granice działek, w zależności co tam się wysiało w międzyczasie. Obłęd. Bo później nikt nie jest w stanie dojść jakie koszty i przychody były poniesione na konkretnej działce. Na upartego można by do tego dojść, ale prawda jest taka, że później nikomu się tego nie chce robić, bo tej firmy kapitalistyczne zasady nie obejmują. Żyje ona jeszcze w głębokiej komunie.

Gdyby przeliczyć takie wskaźniki, to nagle okazałoby się, że Lasy Państwowe na każdą zarobioną złotówkę ze sprzedaży drewna, musiały wyłożyć przynajmniej dwie. To jest problem naszego leśnictwa, że nikt nie liczy zwrotów kapitału. A to, że Pan Adrian mówi sobie, że nasiennictwo, edukacja i cała reszta to inwestycje kojarzone ze zwrotem kapitału, to znaczy, że tylko sobie mówi. Bo nikt tego zwrotu jeszcze nie widział wyliczonego.

Druga strona medalu

Jednakże, trzeba zauważyć, że sprawa z inwesycjami w leśnictwie nie jest zawsze taka prosta.  Budowa leśniczówki to inwestycja, gdyż kupujemy aktywo (ziemia + dom), a pożytkiem dla LP jest czynsz leśnika tam mieszkającego, który powinien spłacić ten dom w przyszłości. Po pierwsze jednak, nijak nie możemy tej leśniczówki wiązać z inwestycją w las. Zakładając, ze leśniczówka to jest leśniczówka, a nie las tak jak w Ustawie o lasach (nowomowa PRL).
A po drugie niech ktoś wreszcie policzy jaki zwrot przynosi ta inwestycja (łącznie z jej końcową sprzedażą za 5% wartości!!!). Tak samo nasiennictwo, budowa szkółki to inwestycja, ale trzeba później policzyć ile na nią wydano, ile kosztowało utrzymanie i za ile w końcu sprzedano sadzonki. Policzenie zwrotu w danym okresie czasu to prosta matematyka.

Mój ulubiony przykład

Zawsze w LP podobała mi się jedna śmieszna rzecz. Budowa i utrzymywanie na przykład różnych ośrodków wypoczynkowych czy szkoleniowych. Najśmieszniejsze były dla mnie zestawienia na koniec roku pokazujące ile to ośrodki szkoleniowo-wypoczynkowe nie zarobiły pieniedzy. Prawda jest taka, że oprócz samych pracowników lasów, pies z kulawą nogą ich by nie odwiedził, bo oferta na rynku prywatnym jest dużo bardziej atrakcyjna. Ale na koniec pokazywano, że te ośrodki zarabiają na siebie. Tylko, że faktury wystawiane przez ośrodki są opłacane w 90% przez LP. Analogiczny przykład. Mam własną pizzerię, sam chodzę tam na śniadanie, obiad i kolację co dzień (w pizzeri zawsze jestem tylko ja), płacę za posiłki, a na koniec miesiąca pokazuję, że pizzeria się rozwiaj i nieźle zarobiła w ostatnim miesiącu 😛

Ot jak działają inwestycje i zwroty kapitału w LP.

I na koniec, Pan Adrian pisze:

„Oczywiście problem umiejętnego zarządzania istnieje i trzeba go rozwiązać, ale raczej doszkalając leśników, zatrudniając doradców, a nie oddając stery w ręce mądrali.”

Oczywiście dobrze wykształcony menadżer- leśnik byłby spełnieniem wszystkich marzeń. Jednakże studia musielibyśmy wydłużyć z 5 do 10 lat.

Z jednym się zgadzam, zatrudniając doradcę – leśnika dla dyrektora – menadżera cała firma na pewno by zyskała. Jestem tego w stu procentach pewien, tak jak i tego, że Pan Adrian nie do końca to miał na myśli…

 

Dodaj komentarz