Robotnicy leśni

Robotnicy leśni – Mohikanie czy nie? 3.

Robotnicy leśni – Mohikanie czy nie? 3. 

Skojarzenie robotnika leśnego z Mohikaninem, zwłaszcza ostatnim, jest powiedzmy merytorycznie niespecjalnie udane. Jest porównaniem efektownym, czego najlepszym dowodem jest artykuł Pana Jędrzeja Ziółkowskiego jak i moje teksty na Monitorze ale porównaniem nie do końca prawdziwym. 

Pan Jędrzej Ziółkowski nazywa ich prawdziwymi ludźmi lasu, prawdziwymi leśnikami, co przynosi mu zaszczyt jako przedstawicielowi służby leśnej, Służby Leśnej Lasów Państwowych. 

Prawdziwi ludzie lasu…

Ja pisząc o leśnikach zatrudnionych w Lasach Państwowych, a jest to w zasadzie mój główny temat, też wyraziłem się podobnie kilka razy, bo w sumie robotnik leśny, po wysłuchaniu instrukcji od podleśniczego, leśniczego a nawet od nadzorującego go oficjalnie swego kolegi z ZUL-u, jest tym który kształtuje prawdziwy i rzeczywisty obraz lasu, niekiedy w efektach odmienny od tego nakreślonego przez przedstawiciela miejscowej Służby Leśnej. 

Takie wrażenie można przecież odnieść ze zdjęć na Facebook, tych innych niż z oficjalnych stron polskich nadleśnictw i stąd logicznym wnioskiem byłoby przyjęcie tezy iż w tych przypadkach praca prawdziwych ludzi lasu nie za bardzo sprzyja prawdziwemu lasu, temu stwarzanego przez Służbę Leśną. 

Z kolei wiemy, również z mediów społecznościowych, iż pojęcie Prawdziwy las, jest różnie, a w zasadzie odmiennie interpretowane przez przedstawicieli stowarzyszeń i organizacji ochrony środowiska, zawsze określanych przez leśników Służby Leśnej przy pomocy cudzysłowów. 

Robotnik leśny opisywany przez nas jako prawdziwy człowiek lasu czy prawdziwy leśnik jest poniekąd opisem pochlebnym stworzonym przez aktualnego (Jędrzej Ziółkowski) jak i byłego (ja) leśnika Lasów Państwowych ale na ile prawdziwym? 

Dla członków organizacji ochrony przyrody jest to obraz zupełnie nieprawdziwy a robotnik leśny jest tylko pomocnikiem leśnika,  niszczącym razem z nim las, ten prawdziwy.

Dla leśnika Lasów Państwowych jest on odchodzącym w przeszłość Mohikaninem leśnym lub fachowcem odchodzącym z lasów administrowanych przez tegoż leśnika. 

Jaką na więc przyszłość robotnik polski leśny jak i małe firmy leśne stworzone przez niego, w których sam najczęściej pracuje? 

Ubiegłoroczne artykuły w Nowej Gazecie Leśnej mówiły o polskim leśnym rynku pracy na którym fachowy robotnik leśny, drwal lub kierowca i operator maszyn leśnych jest panem sytuacji, mogąc przebierać w ofertach pracy. 

Niedawny i cytowany przeze mnie artykuł w Głosie Lasu mówił o rynku pracy dla mniej wykwalifikowanego robotnika leśnego już zmienionym poprzez reformy polityczne typu 500+. 

W tym przypadku określenie polskiego mniej wykwalifikowanego robotnika leśnego jako ostatniego Mohikanina jest właściwe dla opisania jego szans na przyszłość. 

Drwal lub kierowca czy operator maszyn leśnych pozostał jednak dalej panem sytuacji, dziękując jedynie za dodatkowy rodzinny dochód. 

Ostatni numer Nowej Gazety Leśnej, 8/2019, opisując sytuację z przetargami na prace leśne na terenie RDLP w Zielonej Górze, przedstawia już nieco odmiennie polski leśny rynek pracy. 

Efektem zarządzeń tamtejszego dyrektora regionalnego LP Pana Wojciecha Grochali, zarządzeń prekursorskich dla całej Polski jak podejrzewa Gazeta Leśna, było wyrzucenie z rynku lokalnego, poprzez konkurencję cenową, lokalnych firm leśnych z harwesterami i forwarderami, które zostały zmuszone spłatami pożyczek bankowych na szukanie pracy u sąsiada, w Niemczech. A tam, jak znam życie, zdolny polski operator, znający język, łatwo znajdzie lepiej płatną pracę u niemieckiego pracodawcy. 

Innym efektem dyrektorskiego zarządzenia stał się kryzys w pracach związanych z hodowlą i ochroną lasu, pracach których faktyczne koszty pokrywały lokalne firmy leśne dochodami właśnie z pracy harwesterów i forwarderów. 

Teraz harwestery i forwardery, razem z załogą, wyemigrowały lub wyemigrują do Niemiec, mniej wykwalifikowani robotnicy leśni pewno też, albo do Skandynawii, natomiast panie, na których przecież opiera się dalej sadzenie lasu, również to zielonogórskie, pozostały na ogół w domu, zastanawiając się nad 500+.

Regionalny dyrektor Lasów Państwowych wszedł więc praktycznie w rolę pośrednika w znalezieniu pracy dla oddelegowanych do Niemiec polskich robotników leśnych, bardziej w dodatku efektywnego od pośredników działających już na polskim rynku pracy, poniekąd konkurującego z nimi ale równocześnie dostarczającego im świeżą i wykwalifikowaną siłę roboczą. 

 Watpię jednak czy z taką, w gruncie rzeczy pozytywną oceną swego aktualnego szefa zgadzają się zielonogórscy nadleśniczowie, którzy przecież zachęcali swoje lokalne firmy do stawiania na maszyny leśne a teraz przyczyniają się do ich bankructwa i tragedii ludzkich. 

Ich koledzy, zza Odry, pewno się jednak zgadzają. 

W ten sposób regionalny dyrektor LP w Zielonej Gorze odpowiedział już na pytanie o przyszłość tamtejszych lokalnych firm leśnych oraz tamtejszych robotników leśnych. 

 

Przyszłość robotnika leśnego jest tematem szwedzkim równie gorącym co w moim starym kraju jak i tematem nienowym. 

Zacytuję swój tekst z grudnia 2018

Czy firmy leśne w Szwecji przeżyją? 

„Szef firmy Svensk Skogsservice Joakim Gustafsson, firmy zatrudniającej wielu polskich pracowników należy do tych którzy już od dawna ostrzegali przed takim rozwojem na rynku pracy.

Już w roku 2010 uważał on że poziom wynagrodzeń zaczyna być  za niski. Od roku 2014 ilość podań o pracę zaczęła spadać i mamy dzisiaj tylko kilkaset w stosunku do kilku tysięcy w poprzednich latach, mówi on. 

– Pracownicy z innych krajów żądają dzisiaj od 21.000 do 23.000 kr (9.700 zł) miesięcznie netto, po odliczeniu kosztów mieszkaniowych. Zaczynamy szukać pracowników spoza Europy ale jest to bardzo trudne. Przechodzimy od rekrutacji ludzi którzy pracowali w lesie 20 lat do rekrutacji ludzi którzy nigdy lasu nie widzieli. Jest jasnym że jakość naszej pracy cierpi na tym, nie mówiąc o naszym stresie.”

Z tymi słowami zgadzają się w pełni właściciele szwedzkich firm leśnych poszukujących fachowców. 

O kilku z nich, Polakach mieszkających w Szwecji, pisaliśmy na Monitorze Leśnym w https://www.forest-monitor.com/pl/polskie-firmy-lesne-w-skandynawii-daniel-jankowski-firma-scandi-skog-ab-szwecja/ czy w https://www.forest-monitor.com/pl/polskie-firmy-lesne-w-skandynawii-tomasz-pawelek-firma-odens-skogstjanster-szwecja/ jak i o Polaku mieszkającym w Norwegii i prowadzącym tam firmę leśną https://www.forest-monitor.com/pl/polskie-firmy-lesne-w-skandynawii-maciej-dudzik-firma-dudzik-skog-norwegia-%EF%BB%BF/

Nie są oni ludźmi przypominającymi  Mohikaninów sprzed sklepu wiejskiego, opisanymi przez Jędrzeja Ziółkowskiego, wręcz przeciwnie. 

Brak pracy jak i jej warunki w polskich lasach dał i daje im okazję i możliwość szukania pracy i przyszłości w innych lasach i w innych krajach. 

Czy nie powinny więc polskie lasy państwowe stać się lepszym miejscem pracy dla przedsiębiorczych Mohikaninów, tych chcących pracować a nie stojących przed sklepem z pieniędzmi za 500+? 

Lasy Państwowe administrujące polskimi lasami państwowymi stwarzają swoimi decyzjami i zarządzeniami gospodarczymi sytuacje bardzo korzystne dla gospodarek leśnych w Skandynawii, w Niemczech czy Francji, dając im dostęp do umiejętności polskich fachowców, umiejętności znacznie przewyższających wymagania np. szwedzkie. 

A równocześnie swoimi wymaganiami (pomyślmy np. o ilości sortymentów) hamują rozwój gospodarczy i organizacyjny firm leśnych, pełniacych dla nich usługi.

Ja myślę że już niedługo, skoro mówimy o przyszłości firm i robotników leśnych, Lasy Państwowe, chcąc utrzymać i dotrzymać kroku polskim firmom leśnym, będą musiały się mocno zreformować, również administracyjnie. 

Patrząc z tego punktu widzenia decyzje zielonogórskich leśników przypominają mi decyzje myśliwych o Unesco czy szakalu złocistym. Strzały do bramki, swojej, w dodatku świadome. Czy jednak przemyślane? 

W polskiej prasie leśnej napotkałem już kilkakrotnie zdanie że z dyrektorem czy dyrektorami Lasów Państwowych leśnik zatrudniony w tej organizacji nie dyskutuje.

Czy nie powinien jednak zmienić swego zdania? 

I postawić proste pytanie: Skoro Pan, Panie Dyrektorze uważa że Lasy Państwowe są wielkim zasobem który ma trwać (Las Polski nr.13-14 2019) to czy jest to zasób który pracuje na konto państwa polskiego czy państw sąsiednich, takich jak np. Niemcy, Francja, Szwecja czy Norwegia, drenując Polskę z przedsiębiorczych ludzi pracy? 

Zdjęcie: pixabay

Czytaj również: Robotnicy leśni – Czy ostatni Mohikanie? 1. 

                         Robotnicy leśni – Mohikanie francuscy. 2.

Jedna myśl na temat “Robotnicy leśni – Mohikanie czy nie? 3.

  1. Budowany LEŚNY MIT o ratowaniu planety i MISJI gdzieś się zapodział, gdy przyjrzymy się sprawie dokładniej.
    W latach 90 – tych LP obiecywała swoim robotnikom dobre zarobki gdy założą dobrowolnie działalność jednoosobową.
    Gdy już wszyscy przeszli na ten nowy system, pojawili się z „kapelusza” zulowce, którzy zaczęli golić tych jednoosobowych na zarobkach na beszczelnego nawet do 50%. Zostanie zulowcem było w tym czasie jak obecnie praca w spółce skarbu państwa czyli z klucza. W ten judaszowy sposób LP uniknęły kosztownych odpraw.
    Dziś zulowcem może każdy próbować ale LP nic nie GWARANTUJE !!!!!
    Dlatego: „kochani moi, my musimy na tym dzisiejszym etapie te lasy niszczyć, by sprostać potrzebom lasów, co jest naszą misją w służbie ludziom ” 🙂

Dodaj komentarz