Trzebieże w lasach szwedzkich okiem polskiego naukowca.

Trzebieże szwedzkie okiem polskiego naukowca.

Trzebieże w lasach południowo-szwedzkich okiem polskiego naukowca.

Trzebieże w lasach szwedzkich są zupełnie zmechanizowane od połowy lat 80-tych. Wyjątkiem są lasy użytkowane metodą bezzrębową (hyggesfri) i nieliczne szwedzkie lasy prowadzone metodą zrębów częściowych (blädning) i procentowo jest to najwyżej 10%.

Wyznaczanie drzew dorodnych, wyznaczanie drzew do usunięcia, co jest typową i odpowiedzialną pracą polskiego leśnika, tutaj nie istnieje. Tym który to robi praktycznie jest kierowca harvestera i absolutnie dominująca jest metoda usuwania przez niego drzew przygłuszonych, czyli w praktyce cienkich. W nielicznych przypadkach drzew z bardzo widocznymi wadami, ale grubszych.

Czytaj Czy przeprowadzać trzebieże lasu czy nie? A jeżeli tak to jak?

Trzebieżowe dyskusje.

Trzebieże są passe.

Trzebieże nie muszą być w lesie oczywiste.

https://youtu.be/uzcvmNJCllo (wideo zawiera napisy w języku angielskim)

Marksistowska ekonomia w trzebieżach.

Patrząc na pracę tutejszego harvestera okiem polskiego leśnika trzeba wiedziec o kilku rzeczach.

– Kierowca harvestera wybiera drzewa do ścinki.
– Kierowca ma ustawiony komputer harvestera na określony sortyment, czyli określone wymiary.
– Te sortymenty związane są z żądaniami i życzeniami odbiorcy.
– Właściciel lasu uzgodnił to wcześniej z pośrednikiem, który zakupił od niego prawo ścinki, wywozu i sprzedaży drewna.
– Harvester pracuje często o zmroku czy nocą, który w warunkach szwedzkiej zimy trwa co najmniej 18h/dobę.
– Właściciel lasu ma na takim zrębie, przy takich układach praktycznie niewiele do powiedzenia, ale oczywiście odpowiada za swój las.
– Kierowca harvestera jest często zatrudniony (ma zapłatę) od m3, czyli czysty akord.
– Cena harvestera i często należącego do tej samej firmy forwardera wynosi razem 7-8 mln SEK, czyli 3.3,5 mln. PLN. To wymusza czas i tempo pracy.
– Tempo pracy harvestera jest bardzo, na ogół, duże.
– Drewno jest odbierane przez niezależnych brakarzy u odbiorcy, a nie przez leśniczego, jak w Polsce.

Ta więc trzebież, o której zacząłem pisać, jest tzw. trzebieżą niską (låggallring). Wybiera się niskie, cienkie i przygłuszone drzewa. Teoria która jak najbardziej odpowiada każdemu zainteresowanemu gospodarką leśną.
W praktyce jednak operator harvestera usuwa drzewa cienkie, niezależnie czy są niskie czy wysokie, pracując szybko. To bardzo istotna różnica dla jakości otrzymywanego później surowca tartacznego z drzew dorosłych.

To wykazał polski naukowiec Mateusz Liziniewicz.

Na podobnych, jak na zdjęciu powierzchniach trzebieżowych sosny w lasach południowo-szwedzkich, udowodnił że jakość drewna tartacznego jest zdecydowanie wyższa jeżeli przeprowadzi się typ trzebieży nazwanej trzebieżą jakościową (kvalitetsgallring). W praktyce oznacza to wybór drzew wysokich ale cienkich, wiotkich, idących szybko w góre, z małą stosunkowo koroną, cienkimi gałęziami, które w przyszłości nie dadzą sęków.

I w praktyce, tej aktualnie harvesterowej, najczęściej usuwanych ze szwedzkich lasów. Taki system trzebieży mogą natomiast stosować prywatni właściciele lasów szwedzkich, którzy stawiają na swoją osobistą prace w swoim lesie. W normalnych szwedzkich warunkach w dalszym ciągu można przy pozyskaniu drewna postawić niestety znak równości pomiędzy ilością a jakością.

(Tak pisałem w marcu 2014 na swojej stronie Om Skogen i Polen O lesie w Szwecji i dołączam ten tekst do cyklu o trzebieżach).


Foto: Mateusz Liziniewicz

8 myśli na temat “Trzebieże szwedzkie okiem polskiego naukowca.

  1. Trzebieże , czyli leśna bujda na resorach 🙂
    Warto pochylić się nad tematem. Jeśli zadaniem leśnictwa ma być PRODUKCJA DESEK, to tu wszystkie chwyty dozwolone, bo wtedy chodzi o masę(wydajność z 1ha) a ta ma dać kasę(ekonomia).
    Inaczej jednak gdy uzna się, że potrzebna jest różnorodność cech, nawet dla tego samego gatunku. Wtedy trzebież powinna popierać drzewa o różnej dynamice wzrostu.
    Leśnicy jak na razie są tylko producentami desek, co świetnie udowadnia instrukcja, którą się kierują, gdy wyznaczają trzebież.
    Szkoda właśnie, że leśnicy nie hodują tych lasów w różnych wariantach równocześnie.
    „Dmuchnęło parę dni temu i 8 tysi leży na ziemi:
    http://www.tvn24.pl/wiadomosci-z-kraju,3/film-z-drona-z-miejscowosci-suszek-na-pomorzu,764148.html

  2. Były duże bitwy morskie i statki szły na dno. Rozwijał się też transport towarów drogą morską i zaczęło brakować …czego?????? SOSNOWYCH MASZTÓW.
    No i kilku facetów na terenie Niemiec(coś ok 1730r) zwęszyło interes i postanowiło posadzić pierwszą uprawę sosnową, która miała dać w przyszłości materiał na maszty. No i tak to się zaczęło 🙂
    Niestety najpierw posadzili za rzadko i poszło w „gałęzie” a jak już znali prawidłową więźbę na gonne drzewo, to pojawiły się pierwsze parowce.
    Hodowla lasu jest oparta na pomyśle MASZTOWYCH SOSEN i nadal jest kontynuowana.
    Doktoraty , profesury, medale i wręczane kordelasy za zasługi w hodowli MASZTOWYCH SOSEN.
    Wyznaczanie trzebieży, gdzie popiera się drzewa o największej dynamice wzrostu nadal wpisuje się w ten pierwotny pomysł na MASZTOWE SOSNY.

  3. Wyobraźmy sobie, że jakaś dzisiejsza uprawa sosnowa osiągnie wiek dojrzały i zostanie pozostawiana w spokoju na następne 100 lat . Wzorem lasów naturalnych powoli zacznie się przerzedzać, co spowoduje dotarcie do ściółki półcienia o parametrach pozwalających na wykiełkowanie i wzrost nalotu sosnowego z tych „drzew matek”. Można powiedzieć, że pod okapami lasu z sadzenia powstanie uprawa naturalna. Założyłem, że nie będzie nikogo „świerzbić ręka” by wyjąć te drzewa dojrzałe, ale to ma rosnąć dalej, aż ta uprawa osiągnie 100 lat. Czyli nie będzie tam zaglądał leśnik ze swoimi mądrościami dotyczącymi czyszczeń i trzebieży. Powstanie katastrofa ??????????? NIE. bo natura umie prowadzić redukcję przy pomocy półcienia, gdy masy tych drzew są jeszcze bardzo małe. No i zwierzyna płowa jest tu też pomocna. Drzewko, które da sobie rade z półcieniem i „podgryzaniem” przechodzi do ŻYCIA w następne klasy wieku. Selekcja tu nie jest na siłę wzrostu, ale na siłę życiową.
    Natura pokazuje jak KROWIE NA ROWIE o co jej chodzi.

  4. Wariant hodowli MASZTOWYCH SOSEN jest już rozpoznany i da: materiał niskiej jakości ale wydajny z 1ha, wypompuje wodę z okolicy, a gdy „dmuchnie”, to nastąpi „płacz i zgrzytanie zębów” jak w linku w pierwszym poście.
    Wszystko więc przed leśnictwem, jeśli KTOŚ uzna, że należy lasy hodować na kilka sposobów. A tak na prawdę to o tym powinien decydować właściciel, czyli Skarb Państwa, no i prywatny jeśli jest zainteresowany. Leśnik powinien być tylko pomocny swoją wiedzą.

  5. W tamtym roku Napisałem do Prezydenta Andrzeja Dudy w sprawie wprowadzenia do hodowli lasów innego wariantu i nazwałem go LASEM EKOLOGICZNYM. Chodziło mi o możliwość założenia kilku powierzchni próbnych na terenie LP i zaoferowałem swoją pomoc.
    Pismo zostało przekazane do Ministerstwa Ochrony Środowiska a stamtąd do Dyrektora Generalnego Lasów Państwowych Konrada Tomaszewskiego.
    Dostałem odpowiedź odmowną i oczywiście podziękowanie za „zainteresowanie”.
    Opisałem więc jeszcze raz problem i przesłałem do Premier Beaty Szydło. Pismo przekierowano do Ministerstwa Ochrony Środowiska a od nich otrzymałem pismo, że podtrzymują decyzję Dyrektora Generalnego.
    Napisałem więc skargę do Kancelarii Prezesa rady Ministrów na Ministra Szyszko motywując słabym nadzorem nad ministerstwem. Dostałem odpowiedź, że analizując sprawę, „nie stwierdzono nieprawidłowości w sposobie jej rozpatrzenia”, a sama kancelaria podnoszonym przeze mnie tematem się nie zajmuje.
    To tak to jest z tymi innymi wariantami w hodowli na razie 🙂

  6. Dziękuję za uwagi. Te porównanie „sosny masztowe” a „parowce” jest doskonałe. Teraz Szwedzi nazywają maszty słupami i idą one jak woda w Afryce północnej.

  7. Jak wspomniałem, pierwsi pomysłodawcy MASZTOWYCH SOSEN na początku posadzili za rzadko i drzewka sosnowe poszły w gałęzie. Zagęszczono więc więźbę i uzyskano efekt „parcia”w górę i obumierania gałązek dolnych. Jednak słoje w pierwszych trzech kl wieku w tym sposobie przyrastają po wyżej 3 mm na rok, co powoduje że drewno jest „miękkie” a więc mało odporne na naprężenia. Chodzi głównie o brak odporności na okiść i silne wiatry. Sposób więc ryzykowny na wypadek gdy te czynniki wystąpią.
    Natura jednak tak ma, że samosiewem bocznym odradza las nierównomiernie i pierwsze wyrastają silnie ugałęzione, czyli w późniejszym czasie kompletnie nie wartościowe pod względem technicznym. Podobny efekt osiągnęli przy pierwszej uprawie sosnowej amatorzy masztów.
    Pójdźmy więc tym tropem 🙂
    Jeśli założymy że musimy zrobić podobnie jak natura, to np. na 1ha posadzimy w równych odległościach 500 sztuk sadzonek co da 20 m2 dla każdej. Wprawdzie nierównomierności nie będzie ale wyrosną drzewka ugałęzione. Na pierwszy rzut oka: katastrofa leśna 🙂
    No ale już po pięciu latach życia na tych młodych dynamicznie rosnących zaczną pojawiać się pierwsze szyszki. Gdy osiągną 15 lat szyszek co roku będzie sporo i pojawią się spontaniczne samosiewy od tych drzew. Równocześnie te 500 drzew na tyle już podrośnie że stworzy półcień dla tych małych z samosiewu lub do sadzenia sztucznego w ilości np 600sztuk. Z nich wyrosną sosny o drewnie super wartościowym technicznie Nie trzeba grodzić, a wiatr nie wywróci. Proste jak obręcz:)
    Amatorzy masztów byli bardzo blisko, ale nie umieli odczytać mowy natury.
    No i trzebież raczej zbędna, poza korygowaniem całości. Możliwe oczywiście i inne warianty.

Dodaj komentarz