Dr Antoni Kostka: Odpowiedź na zarzuty przedstawione we wpisie „Monitor Leśny w TOK FM”

Z przyjemnością zauważyłem, że audycja TOKFM, w której zabierałem głos, wraz z przedstawicielami Pracowni na Rzecz wszystkich Istot, została szybko zauważona przez Monitora Leśnego i poddana krytycznej, (choć ogólnie aprobującej) ocenie.

Niestety, prawa audycji są takie, że niektóre zagadnienia omawiane są powierzchownie, i dlatego pozwolą sobie skorzystać z okazji, i poszerzyć moje niektóre argumenty oraz odpowiedzieć na zarzuty przedstawione przez ML.


1. Sprawa ilości pozyskanego drewna w skali kraju a problem ochrony obszarów cennych przyrodniczo.

W 2018 pozyskano prawie 43 mln metrów sześciennych drewna. Co roku ta ilość wzrasta o kilka milionów; wystarczy powiedzieć, że jeszcze w 2000 roku wynosiła zaledwie 25 mln m3.

Argument, że ten wzrost ilości pozyskanego drewna wynika ze struktury wiekowej drzewostanów i wchodzenia w wiek rębności drzew posadzonych w ramach powojennych zalesień jest nam doskonale znany. Tak, zakładając, że utrzymujemy stałą proporcję ilości pozyskanego drewna do przyrostu grubizny na pniu możemy sobie pozwolić na znaczny wzrost pozyskania. Jednak uważamy, że nie ma żadnego powodu, żeby uznawać ten wskaźnik za decydujący. Swoją drogą, jak słusznie zauważył już Monitor ( https://www.forest-monitor.com/pl/ile-surowca-drzewnego-pozyskuje-sie-w-polsce-w-stosunku-do-przyrostu-masy-drzewnej/ ) nawet sprawa rzeczywistej proporcji pozyskania do przyrostu nie jest jasna, i LP trochę się gubią we własnych zeznaniach; prawdopodobnie ten wskaźnik w ostatnich latach jednak wzrasta).

Niemniej, wszystkie modele zakładające określenie optymalnego wieku rębności, począwszy od modelu Faustmana, a skończywszy na jego wyrafinowanych współczesnych rozwinięciach, dość pobieżnie traktują inne (tzw „pozaprodukcyjne”) funkcje lasu, a próby ich ilościowego opisu są na wczesnym etapie rozwoju. Wydaje się jednak, że w świetle rozwoju sytuacji związanej np. z anomaliami pogodowymi (susze, powodzie) oraz ze zwiększonym znaczeniem lasu jako miejsca wypoczynku i regeneracji te pozaprodukcyjne funkcje muszą mieć coraz większe znaczenie. Wiem, że bardzo trudno obliczyć, ile skłonni byliby zapłacić polscy podatnicy, żeby lasy były użytkowane mniej intensywnie, ale intuicja podpowiada mi, że z roku na rok coraz więcej. Podobnie wygląda sytuacja z „mitygacyjną” wodochronną rolą lasów: jej skutki są bardzo rozproszone w czasie i przestrzeni (co ma trzebienie lasów karpackich do niskiego stanu wody na Wiśle w Warszawie?). Niemniej, powiązanie określonych przyczyn i skutków w tym zakresie zaczyna być już możliwe dla średnio rozgarniętego inteligenta. A tego wszystkiego w modelach określania wieku rębności i typu rębni nie ma wcale, albo jest bardzo mało.

Mimo nawet, ze moglibyśmy pozyskiwać co roku 43 mln m3 drewna, wcale tego nie musimy robić. To nieprawda, ze przemysł drzewny i polską gospodarkę czeka jakaś katastrofa, gdyby, na przykład, pozyskanie spadło do  poziomu 35 ml m3. Taka była wartość pozyskania jeszcze 4 lata temu. I co? Istniał wtedy przemysł drzewny, meblarski itp.? Owszem, istniał, i wcale nie był w jakiejś zapaści.

Warto przy tym dodać, że przychody i rentowność przemysłu drzewnego i meblarskiego nie są wcale tak w 100% zależne od kosztów surowca, bo koszt surowca jako procent wartości produktu finalnego spada, co dobrze świadczy o polskich producentach, którym udaje się wytworzyć coraz większą wartość dodaną. Tak więc, , jeśli koszt surowca stanowi np. 20% wartości produktu finalnego, to jego (wielki!) wzrost o 25% spowoduje wzrost kosztu produktu finalnego o zaledwie 5%.

To jest mój argument za tym, ze spadek pozyskania i idący za tym (być może) wzrost cen surowca nie muszą być katastrofalne dla polskiego przemysłu. Wystarczy, że ograniczymy sprzedaż niskoprzetworzoną (np. papierówka) a skoncentrujemy się na działalności na wyższych etapach łańcucha produkcyjnego (np. galanteria drzewna, wysoko przetworzone elementy konstrukcyjne, gotowe domy itp.). Wzorem dla nas niech będą Włosi: potentat w zakresie eksportu mebli, a mikrut w zakresie pozyskania drewna. Da się? Owszem, tak. A, szczerze mówiąc, najlepiej byłoby, gdybyśmy jako kraj skoncentrowali się na promocji własnych marek produktów finalnych, bo tam leżą prawdziwe pieniądze: na meblach najwięcej zarabia te, kto na końcu przykleja swoją naklejkę z logo.

Warto podkreślić, że ograniczenie pozyskania drewna na obszarach cennych przyrodniczo (powiedzmy, 15% terenów administrowanych przez LP) wcale nie oznacza wprost proporcjonalnego spadku całkowitego pozyskania o 15%. Nie mam danych, żeby przeprowadzić dokładną analizę (pracujemy nad tym) ale stawiam dolary przeciw orzechom, że ten spadek mógłby wynieść nie więcej niż 5%, czyli tylko 2-2,5 mln m3! I mógłby zatem ustabilizować się na poziomie nieco poniżej 40 mln m3. Zatem, dość podstępnym chwytem erystycznym są rozważania krytyka naszej audycji, „co by było, gdyby pozyskanie zmniejszyło się do poziomu 30 mln m3”. Nie, takiego zmniejszenia nikt na razie nie postuluje. Przy okazji, jak słusznie zauważa autor artykułu http://www.forest-monitor.com/pl/optymalny-wiek-rebnosci/ , wiek rębności  dla wielu czysto „gospodarczych” lasów mógłby być obniżony, co w części zasypało by lukę powstałą w wyniku zaprzestania gospodarki leśnej tam, gdzie ona po prostu bardziej szkodzi niż przynosi pożytku.

2. Badania naukowe.

Pani Sylwia Szczutkowska wyraziła w audycji opinię, ze „dobrze gdyby leśnicy jeszcze stosowali wyniki nauki np. w przypadku dewastacji Puszczy Białowieskiej, kompletnie zignorowali głos świata nauki, który jest jednoznaczny”. Autor recenzji z Monitora Lesnego stwierdził, na to, że „jest to oczywiście kłamstwo Pani Sylwio, gdyż świat nauki nie jest nigdy jednoznaczny, a już na pewno nie w przypadku Puszczy Białowieskiej w której problem jest dość złożony.

Tu recenzent trochę zagalopował. Tak, badania naukowe dotyczące problemów występujących w Puszczy Białowieskiej nie dają jednoznacznych wyników. W ogóle, nauka nie jest nigdy jednoznaczna. Ale tutaj proporcje są jasne: zdecydowana większość naukowców potwierdza, że Lasy Państwowe po prostu ignorują ich zdanie, a ich metody „walki z kornikiem” są nic nie warte i szkodliwe przyrodniczo. Gradacje są jak katar: leczone, trwają tydzień, a nieleczone – 7 dni. Może z punktu widzenia produkcyjnych funkcji lasu wchodzą w grę jakieś metody aktywnego przeciwdziałania gradacjom tzw. „szkodników”. Ale w Puszczy Białowieskiej już ten etap dyskusji mamy za sobą: tam chodzi nie o drewno, ale o naturalną przyrodę i niezakłócone wielkoskalowe procesy ekologiczne.

3. Deficytowe nadleśnictwa i przepływy w ramach Funduszu Leśnego

Jak rozumiem, tu nie ma rozbieżności miedzy nami. Warto jednak dodać kilka argumentów, które nie wybrzmiały wystarczająco mocno w trakcie audycji:

  1. Nadleśnictwa, o których mowa (głównie karpackie i białowieskie) są deficytowe w sposób trwały. Ich ujemne wyniki finansowe nie wynikają z wieku drzewostanu, jego struktury itp., jeśli tak, to w niewielkim stopniu. Brak możliwości mechanizacji pracy w górach powoduje znacznie wyższe stawki za pozyskanie drewna. Co więcej, jest niemal pewne, że te stawki będą wzrastać z racji braku rąk do pracy. Podobnie wygląda sprawa w Puszczy Białowieskiej: nieuniknione koszty wynikające z dostosowania się do zasad ochrony (UE, UNESCO, itp.) po prostu podrażają działalność do tego stopnia, że lepiej jej w ogóle zaniechać.
  2. PULe nie są związane z jakąkolwiek projekcją finansową. Planujemy gdzie i ile wytniemy, posadzimy itp., ale kompletnie nie interesujemy się tym, czy to ma ekonomiczny sens. Nie wiemy, czy deficyty są zaplanowane na jakiś dłuższy okres? Czy nawet „na papierze” leśnicy chcą kiedyś wyjść „na plus”?
  3. Procedura przyznawania środków w ramach FL jest zupełnie nieprzejrzysta. Wiadomo, ze następuje to w wyniku jakiegoś podania o te środki. Ale dlaczego przyznaje się taką a nie inną ich wysokość? Czy istnieje na to jakiś wzór, algorytm?
  4. Budzi najwyższe zdziwienie fakt, że wpływ FL na wyniki finansowe nadleśnictw w ogóle nie jest badany przez ludzi zajmujących się ekonomiką leśnictwa w Polsce. Wygląda na to, że jest to temat tabu. Nikt nie wykonał dość prostej operacji, a mianowicie „oddarcia” Rachunku Zysków i Strat z wpływu dotacji z FL. Czyli pokazania, „co by było, gdyby nie było tegoż funduszu”
  5. Dość ciekawą kwestią jest sposób księgowania wpływów z tytułu dotacji z FL. Otóż, nie pokazują się one jako dodatkowe przychody, a jako „zmniejszenia kosztów” Jest to delikatnie mówiąc, kontr-intuicyjne. Przeciętny Kowalski, dostając do ręki sprawozdanie finansowe nadleśnictwa, nie ma pojęcia, gdzie i w jakiej wysokości mieszczą się tam transfery z FL. Może o to od początku chodziło?

4. Prywatyzacja i reprywatyzacja lasów.

Może na początku wywodu przyznam szczerze, że jestem i zawsze byłem ekonomicznym liberałem. Uważam, że współczesny kryzys kapitalizmu nie wynika ze zbyt dużej wolności gospodarczej, ale ze zbyt małej. Powiedziawszy to, co powiedziałem (aż strach się do tego przyznawać!) nie jestem zwolennikiem reprywatyzacji lasów. Ja rozumiem, że majątek Lasów Państwowych powstał w wyniku wywłaszczeń i, ogólnie mówiąc – ludzkiej krzywdy. Ale tej krzywdy było więcej, i to w każdym obszarze życia społecznego. Po prostu, przejechał po nas walec historii, i nic na to nie poradzimy.

Jeśli mówi Pan o respektowaniu zasad prawa, to zasada jest taka, że wszystkie działania poczynione zgodne z prawem obowiązującym w momencie ich trwania są (niestety)… zgodne z prawem.

Rzymskie paremie prawnicze są w tym zakresie niewyczerpanym źródłem inspiracji. Poniżej kilka na tą okazje:

  1. Abusus non tollit usum – Nadużycie nie wyklucza (prawa) korzystania (z tego uprawnienia)
  2. Longa possessio parit ius possidenti et tollit actionem vero domino – Długie posiadanie daje posiadaczowi prawo, a rzeczywistemu właścicielowi odbiera roszczenie

Proszę zauważyć, że dziś podważa się (czasami z sukcesem!) decyzje nacjonalizujące prywatne mienie, ale tylko wtedy, kiedy takie decyzje powstały z naruszeniem wówczas obowiązującego prawa. Niestety (lub na szczęście) niepodległa współczesna Polska jest prawnym sukcesorem PRLu. Bez tego np. moja matura nie miała by ważności i musiałbym ją nostryfikować po roku 89-tym, nieprawdaż?

Tak więc, nacjonalizacja lasów jest (bo była) z punktu widzenia prawa jak najbardziej legalna. I taką mamy teraz sytuację. Możemy teoretycznie teraz lasy sprywatyzować, ale to w warunkach polskich jest nierealne: państwo jest za słabe, żeby wyegzekwować od prywatnych właścicieli odpowiednią gospodarkę, lub też zasady ochrony przyrody. A wysuwanie takich propozycji było by po prostu politycznym samobójstwem ze strony organizacji ekologicznych. Co więcej, wydaje się, ze w kontekście globalnego kryzysu klimatycznego to dobrze, że polskie lasy nie są w większości prywatne. Nadzwyczajne sytuacje wymaga czasem nadzwyczajnych środków, a z takimi możemy mieć do czynienia. Dobrze, że lasy są w rękach państwa, byle by to państwo nie było z tektury, a zarządcy byli zawsze pod kontrolą społeczną. I tego sobie życzmy, kończąc ten wywód tradycyjnym zawołaniem „Nasz Bór”!


Tekst: Dr Antoni Kostka, Fundacja Dziedzictwo Przyrodnicze

Zdjęcie: https://www.pexels.com

4 myśli na temat “Dr Antoni Kostka: Odpowiedź na zarzuty przedstawione we wpisie „Monitor Leśny w TOK FM”

  1. Cyt:
    „Ale w Puszczy Białowieskiej już ten etap dyskusji mamy za sobą: tam chodzi nie o drewno, ale o naturalną przyrodę i niezakłócone wielkoskalowe procesy ekologiczne.”
    Technologia leśna to eksperyment, który dziś możemy na podstawie badań trafnie wycenić. Dzięki temu możemy też odnieść się do takich projektów jak w cytowanym zdaniu: ” ale o naturalną przyrodę i niezakłócone wielkoskalowe procesy ekologiczne.”
    Bujda na resorach na koszt podatnika!!!!!!!!!!!!
    Zejdzie kilka wieków aż powstaną pozytywne efekty tych”niezakłóconych wielkoskalowych procesów”. Zresztą ten wariant był już Puszczy Białowieskiej przerabiany dzięki firmie angielskiej The Century European Timber Corporatin , która goliła puszcze z drewna w latach 1924 – 1929 r i nie zalesiała. Dzika/naturalna przyroda miała okazję pokazać co potrafi w takim przypadku i do dziś żyją świadkowie, którzy jeszcze w latach osiemdziesiątych te powierzchnie usuwali i zalesiali na nowo.
    Tak jak już raz napisałem, że ta zabawa o puszcze jest po to, by w dalszym etapie połączyć ją z kawałkiem na Białorusi a na koniec przenieść Białoruś do strefy wpływów UE. Taki stan rzeczy potrzebny jest dla Izraela ponieważ jest koncepcja przeniesienia go Europy a ustawa 447 ma zagwarantować finansowanie tego projektu.
    Jesteście pożytecznymi idiotami .

    1. Cóż mogę powiedzieć na takie zarzuty? Tylko można by je rozwinąć, w taki oto sposób, że prawdopodobnie chodzi o interesy Reptilian, którzy przybyli z gwiazdozbioru Alfa Centauri. Żydzi, masoni i cykliści są ich przedstawicielami na Ziemi. Jeśli przyjmie się taką optykę, sprawa przynależności Puszczy do Białorusi zaczyna się wyjaśniać. …

  2. Stara śpiewka o Reptilianach Antoni Kostka, którą już dziś nie da się wiele osiągnąć.
    Wątek geopolityczny wtrąciłem przy okazji a jest oparty o wypowiedzi czołowych polityków światowych i ich dążenia.
    Możesz jednak nie skupiać się na Reptilianach ale na „hodowli naturalnej”którą proponujecie.
    Pewnie poza propozycją, by Białowieżę zamknąć na kłódkę i postawić strażników, by tam nikt nie chodził(poza Wami) przez 300 lat nic w niej więcej nie ma 🙂

  3. Dodam, że Putin lub jego następcy wyrażą swoje poparcie dla EKOLOGII wyrażonej połączeniem obu kawałków Puszczy Białowieskiej tyle że granicę przesuną do Hajnówki 🙂

Dodaj komentarz