Koronawirus a sektor leśny – kto odczuł go najgorzej do tej pory?

Epidemia, a nawet pandemia koronawirusa postępuje na całym świecie. Eksperci wypowiadają się, że wirus już uderzył albo silnie uderzy w usługi turystyczne, kulturalne, gastronomię i tradycyjny handel detaliczny. A co z sektorem leśno-drzewnym? W tym wpisie chciałbym krótko przedyskutować problemy związane z koronawirusem na sektor leśno-drzewny, oraz o tym w który kraj wirus uderzył do tej pory najmocniej oraz jakie mamy perspektywy na przyszłość. Zapraszam!


Koronawirus a rynki światowe

Efekt koronawirusa na rynkach światowych już został mocno odczuty, zwłaszcza przez inwestorów mających swoje inwestycje w papierach wartościowych notowanych na praktycznie wszystkich giełdach. W bardzo krótkim czasie ceny akcji spadły znacznie. Nie ominęło to firm operujących w przemyśle leśnym w USA tzw. REIT-ów (Rayonier, Potlachdeltic, Weyerhaeuser) czy nawet polskich firm z branży drzewnej takiej jak Fabryka Mebli Forte (wykresy poniżej).

Źródło: Yahoo, Bankier.pl

Skąd ten strach? Trochę o wirusie.

Cały strach związany jest z dramatycznie rosnącą liczbą pacjentów na świecie. Ten strach powoduje odgórną presję na aktywność ekonomiczną w każdym zakątku świata. Na horyzoncie pojawiają się nowe terapie, które na tą chwilę dają obiecujące wyniki i mogą zostać nawet już wprowadzone w ciągu kilku miesięcy (An experimental treatment for the new coronavirus is being tested in the US). Inni przypuszczają, że atak wirusa może mieć charakter tymczasowy i może być powiązany z sezonowością. Jeżeli COVID-19 jest podobny do innych wirusów tego rodzaju to jego rozprzestrzenianie może być zredukowane przez ciepło i wilgotność i w efekcie liczba nowo zarażanych osób może spaść latem (być może).

>>CZYTAJCIE RÓWNIEŻ: Choroby wiązów i jesionów.

Na razie liczba osób które zmarły na koronawirusa jest względnie niska (w porównaniu do zwykłej grypy), jednakże musimy być bardzo ostrożni, gdyż pierwsza fala hiszpanki w 1918 roku również była wysoce zakaźna, lecz łagodna w przebiegu co nie wzbudziło początkowo dużego zaniepokojenia. Druga fala hiszpanki już tylko dokonywała trzebieży wśród ludzi typu rosyjskiego. Jak podaje Wikipedia, „nawet przy najlepszej opiece medycznej 1/3 chorych umierała.” 

>>CZYTAJCIE RÓWNIEŻ: Gospodarka leśna i jej wpływ na klimat poprzez wzrost wydzielania dwutlenku węgla. 

Duża liczba osób, które zmarły na koronawirusa w Chinach, może być skutkiem niższej jakości służbą zdrowia (która kuleje chyba w większości krajów na świecie) a także nieodpowiednim rozpoznaniem pacjentów chorych na nowy typ wirusa i mylenie go ze zwykłą grypą z uwagi na zbliżone symptomy. Rząd chiński stara się działać w dobrej wierze i dostarcza szczegółowych statystyk związanych z zachorowalnością na COVID-19, co przyznam szczerze często się nie zdarzało np. odnośnie statystyk dotyczących handlu drewnem z Chinami. W połowie lutego China’s Center for Disease Control (CDC) opublikował, że ponad 70 tysięcy pacjentów może być zarażonym wirusem. Dane pokazują bardzo silną korelację między wiekiem pacjenta a śmiertelnością tzw. brak śmiertelności u dzieci między 0 a 9 rokiem życia, 0.2-0.4% dla ludzi między 10-49 rokiem życia i 1-15% śmiertelność dla pacjentów w wieku 50-80+. Wirus niesie duże ryzyko śmierci dla starszych pacjentów mających problemy z układem oddechowym. Do tej pory śmiertelność wśród mężczyzn jest wyższa niż u kobiet, co może być związane również z paleniem papierosów. Palenie jest dużym problemem w Chinach i wg. artykułu na temat tytoniu i raka płuc w Chinach (źródło) stwierdzono, że w 2015 roku było stwierdzonych ponad 700 tysięcy nowych przypadków raka płuc oraz ponad 600 tysięcy osób zmarło (ok. 22% wszystkich chorych na raka, nie tylko płuc). Na podstawie powyższych danych, można zakładać, że śmiertelność w krajach wyżej rozwiniętych może być niższa niż w Chinach. Jednakże są to tylko założenia, i na pewno na początkach hiszpanki też dużo rzeczy zakładano. Ciekawym jest dla mnie, że hiszpankę roznosili na początku amerykańscy żołnierze, w transportach wojskowych. W obecnych czasach, gdzie każdy ma dostęp do tanich lotów sytuacja wydaje się jeszcze poważniejsza. Innymi słowy, lotnictwo i tanie podróże, które pozwoliły wielu z nas zobaczyć kawałek świata, mogą przerodzić się w największe zagrożenie naszej ówczesnej cywilizacji.

Nowa Zelandia najbardziej dotknięta przez koronawirusa

Szybki rozwój koronawirusa w Chinach stwarza duże zagrożenie dla krajów eksportujących drewno do Chin, zwłaszcza Nowej Zelandii. Między 1997 a 2016 rokiem średnio 93% importowanego drewna okrągłego do Chin, Japonii oraz Korei Południowej pochodziło z Rosji (44%), Nowej Zelandii (25%), USA (14%), Kanady (7%) i Australii (3%) (FAO 2018).

>>CZYTAJCIE DALEJ: Czy przeprowadzać trzebieże lasu czy nie? A jeżeli tak to jak?

Pod względem wartości i objętości iglaste kłody są największym eksportowanym produktem leśnym z Nowej Zelandii. Nowa Zelandia wyprzedziła Rosję jako największy eksporter kłód iglastych na świecie w 2012 roku. W 2012 r. roczna produkcja kłód w Nowej Zelandii wyniosła 26,1 mln metrów sześciennych (m3), i około 50% tej produkcji zostało wyeksportowane. W 2017 r. z 30,6 mln metrów sześciennych pozyskanych z lasów plantacyjnych w Nowej Zelandii, wyeksportowano ponad 19 mln m3 (62%) kłód (o wartości około 3 mld NZD) (Ministry of Primary Industries, 2019). Ministerstwo Rolnictwa i Leśnictwa (2010) prognozuje, że w 2025 r. w Nowej Zelandii zostanie pozyskanych około 36 milionów m3 drewna. Cel ten prawdopodobnie został już osiągnięty w 2018 r., gdyż na rok kończący się we wrześniu 2018 r. pozyskano prawie 36 mln metrów sześciennych drewna okrągłego. To pokazuje, jak szybko sektor leśny w Nowej Zelandii, oparty na bazie dojrzewających plantacji leśnych, był w stanie zareagować na wzrost popytu w Azji w ciągu ostatnich 6 lat. Plantacje lasów stanowią ponad 99% całkowitego pozyskania drewna w Nowej Zelandii, a ponad 90% tych nieruchomości jest własnością prywatną. Sosna kalifornijska (radiata) jest dominującym gatunkiem w Nowej Zelandii, i uprawia się ją na 90% produkcyjnej powierzchni leśnej.

Jaki jest problem z eksportem do Chin?

Bardzo prosty. Porty w Chinach nie mogą odebrać już więcej drewna. Nie ma po prostu miejsca, co jest spowodowane środkami ostrożności w Chinach przeciwko koronawirusowi i brakiem odbierania kłód w celu ich dalszego przetworzenia w Chinach oraz ich eksportu za granicę w formie przetworzonej.

Prezes Stowarzyszenia Właścicieli Lasów w Nowej Zelandii, Peter Weir, mówi, że

„Eksporterzy mieli nadzieję, że biznes wróci do normy po zakończeniu dwóch tygodni Księżycowego Nowego Roku w Chinach. To się nie stało. Wiele chińskich tartaków jeszcze nie wróciło do pracy. Nowozelandzcy eksporterzy nie mają innego miejsca na wysyłanie kłód klasy przemysłowej, które pozyskują.”

„Podczas gdy tartaki krajowe w Nowej Zelandii zwykle konsumują około 40% całego pozyskania, tartaki zaopatrujące rynek mieszkaniowy w Nowej Zelandii kupują tylko twardsze i lepszej jakości kłody, często bezsęczne kłody (wyhodowane poprzez zabiegi okrzesywania- moja uwaga). Górne części kłód okrzesanych często są klasyfikowane jako kłody przemysłowe i te kłody są eksportowane. ”

„W regionach, w których nie ma krajowego przemysłu tartacznego, wiele ekip zajmujących się pozyskaniem i zrywką zmuszanych jest do pracy w skróconych godzinach lub, w najgorszym przypadku, rezygnuje całkowicie z prowadzenia prac. Niestety wielu naszych kontrahentów nie ma alternatywy niż zwolnienie wykwalifikowanych pracowników.”

„Większość załóg leśnych będzie kontynuować budowę leśnych dróg i miejsc zrywki, aby przygotować się do żniw, gdy rynki się odrodzą. Ale to może być kilka miesięcy. ”

Moja uwaga – celowo pozostawiłem słowo żniwa w kontekście leśnictwa w Nowej Zelandii, bo tak się właśnie tam traktuje pozyskanie drewna w lasach produkcyjnych. Las (plantacja) jest traktowany w NZ i Australii niczym pole orne, i raczej mało taki las ma wspólnego z lasami a nawet lasami produkcyjnymi, które możemy spotkać w warunkach europejskich.

Co dalej?

Pytanie pozostaje czy problemy w Chinach mogą wpłynąć na redukcję eksportu drewna pokornikowego i pohuraganowego z Europy, która znacząco wzrosła w ostatnim czasie? Myślę, że raczej tak. Ta sytuacja może przyczynić się do dalszej redukcji cen drewna okrągłego na naszym kontynencie na skutek wyższej podaży na rynku w Europie. Z drugiej strony, eksport do Chin z Europy nie stanowił żadnych kolosalnych wielkości w skutek czego konsekwencje mogą nie być wcale tak okazałe.

>>CZYTAJCIE RÓWNIEŻ: Jak nowa i ambitna polityka Unii Europejskiej dotycząca zmian klimatu wpłynie na leśnictwo i przemysł drzewny w Europie i USA?

Myślę, że dużo większym zagrożeniem dla sektora leśno-drzewnego na Starym Kontynencie może być dalsze rozprzestrzenianie się koronawirusa i jego efekt na uczestników rynku drzewnego objawiający się niepewnością, strachem i brakiem dobrej atmosfery służącej rozwojowi i konsumpcji materiałów pochodzenia drzewnego.

>> CZYTAJCIE RÓWNIEŻ: Wystrzelaj łosie aby zabezpieczyć las klimatycznie. 

Na tą chwilę, koronawirus mówi „sprawdzam” systemom opieki zdrowotnej i centrom epidemiologicznym na całym świecie.

Las rośnie dalej…i chyba za wiele sobie z tego nie robi.

Ciekawi mnie również jak koronawirus może wpłynąć na emisje CO2 na świecie? Jedno jest pewne, Ci którzy przepowiadali/-ją koniec ludzkości w najbliższym czasie na skutek ocieplania klimatu, mogą mieć teraz bardzo silną konkurencję. Oby nie…


Źródło: NZFOA.
Zdjęcie tytułowe: pexels.com

Jedna myśl na temat “Koronawirus a sektor leśny – kto odczuł go najgorzej do tej pory?

  1. Emisja CO2 w samych Chinach spadła o ponad 100mln ton jak również spadła ilość tlenków azotu. Myślę, że w tym roku ogólna emisja CO2 spadnie bo niektórych rzeczy nie da się nadrobić.
    Ciekawe ile tego Nowozelandzkiego drewna przerabiane jest na palety.

Dodaj komentarz