„Handel” pracownikami samofinansujących LP

Wpadł mi ostatnio w ręce krótki essej najlepszego Menadżera Roku 2016, o ciekawym tytule,  a mianowicie „Jak wyprowadzić Politykę z polityki kadrowej PGL LP?” Z zapartym tchem czytałem ten essej i z niecierpliwością czekałem wreszcie na wyraźny opis rzeczywistości i jednoznaczne rozwiązanie problemu postanowionego w tytule. Niestety, rozczarowałem się, gdyż podjęty temat nie został wyczerpany. Jednakże, zaispirowała mnie ogólna sytuacja przenoszenia pracowników między jednostami. 


Najciekawszy moim zdaniem jest sam początek referatu dotyczący odpowiedzi do nieznanej mi Pani Ewy, która udziela rady młodemu człowiekowi, starającego się o pracę w samofinansujących LP:

„Piotrek nie możesz być zatrudniony, bo w innych jednostakach jest przerost zatrudnienia i trzeba stamtąd przenieść się do tej jednostki, jedyna nadzieja pracy w lasach dla Ciebie to poczekać 2-3 lata gdy zaczną się spore odejścia na emerytury, wiem, że łatwo się tylko mówi”.

Nie znam niestety całego dialogu, ale wnioskuję, że Pani Ewa proponuje rozwiązanie, w którym, aby młody pracownik znalazł zatrudnienie w wymarzonej jednostce LP, jedynym rozwiązaniem jest dla niego znalezienie zatrudnienia gdziekolwiek, a po czasie, gdy pracownicy wymarzonego nadleśnictwa przejdą na zasłużone emerytury (o ile oczywiście to zrobią, o czym pisałem tutaj : Co dwie głowy, to nie jedna – czyli jeden inżynier to za mało! ), będzie mógł wnioskować o przeniesienie (taka jest przynajmniej moja interpretacja części dyskusji, na którą możemy znaleźć później odpowiedź Najlepszego Menadżera Roku 2016, cytuję:

„Przyjmujesz jako normalne przenoszenie pracowników z jednej jednostki do drugiej? Więc powiedz, jak sobie wyobrażasz przeniesienie księgowej z 20-letnim stażem pracy z Nadleśnictwa Głogów do Nadleśnictwa Międzylesie, lub leśniczego/podleśniczego z podobnym stażem z Nadleśnictwa Ruszów do Lądka Zdroju? Większość z nich ma rodziny, które pracują, prowadzą gospodarstwa rolne, chodzą do szkoły. No i sprawy zawodowe – doskonała znajomość: terenu, kierunków działań, praw natury i ekosystemów, specyficznych na danym obszarze (mówię o prawdziwych leśnikach, nie „skoczkach”, ja jako „stary związkowiec” nie potrafiłabym tego zaproponować ludziom, którzy mnie wybrali do reprezentowania ich wobec pracodawcy.”

Tak w nawiasie to uważam, że obie Panie rozmawiają o dwóch różnych sprawach. Pierwsza mówi, o przenosinach pracownika, wtedy kiedy w innej jednostce zwolni się miejsce. Druga natomiast odnosi się do przymusowych przenosin.

Chcesz mieć pracę, szykuj się na zmiany!

Przestępcza, lecz niezorganizowana 

Myślę, że czasy kiedy ktoś pracuje przez całe życie na w jednym miejscu odchodzą powoli w zapomninie, ale nie oczywiście w Lasach Państwowych, które dalej uznaję za organizację przestępczą, lecz niezorganizowaną i jeden z ostatnich bastionów komunizmu w Polsce, było już o tym pisane tutaj:

Lasy państwowe w krajach postkomunistycznych zrodziły się z krzywdy i cierpienia zwykłych ludzi.

Ta organizacja konktynuuje swoją przestępczą drogę, dlatego, gdyż nikt do tej pory nie zrobił nic, aby rozwiązać problem reprywatyzacji mienia, które było odbierane ludziom na siłę. Każdy Dyrektor LP i Minister udaje, że nic się nie wydarzyło. O rozwiązaniach reprywatyzacyjnych kiedy indziej. Skupmy się bardziej na odpowiedzi Menadżera Roku 2016.

Wielkie siły, które niosą małe zmiany

Jest wiele pozytywów, moim zdaniem, zmiany miejsca pracy zaczynając od poznawania nowych ludzi, podejmowaniu nowych wyzwań, a także do zwiększania swojego doświadczenia zawodowego. Nie widzę, żadnego problemu, aby ktoś kto pracował pół życia w leśnictwie w górach, przeniósł się na drugi koniec Polski, aby pracować przez kolejne pół życia nad morzem. Elastyczność w poszukiwaniu pracy jest w obecnych czasach najważniejsza.

Tylko w LP jest jeden problem. Wydawałoby się, że czasy, gdy przeniesienia, czy rozkazy zmiany miejsca pracy, już dawno minęły. Otóż nie! Gdy ja sam nie tak dawno zmieniałem cztery razy w ciągu roku miejsce pracy, nikt mnie nie pytał czy mi się to podoba, czy nie. Więc chyba jednak te czasy nie minęły.

Co prawda, nikt mnie na siłę nie przenosił. Dostawałem po prostu propozycje nie do odrzucenia. I wtedy właśnie sobie myślałem, żeby chociaż była jakaś inna firma, taka jak LP, gdzie mógłbym znaleźć zatrudnienie. Czułem się trochę jak niewolnik, bez wyjścia. Wikt i opierunek był, praca była, tylko wolności pracy w zawodzie u innego pracodawcy była „lekko” ograniczona. Nie rozważałem pracy w BULiGW, IBL, czy innych. Chociaż też działają w branży leśnej, jakby nie patrzeć, to nie to samo.

Jedyną moim zdaniem formą „przenosin” pracownika jest, albo fakt, że pracownik sam aplikuje o pracę w innym nadleśnictwie ze swojej własnej nieprzymuszonej woli (na przykład z przyczyn wyżej przeze mnie wspomnianych), albo dany pracodawca (np. nadleśniczy) uzanaje, że ten pracownik jest specjalistą w swoim fachu i za wszelką cenę chce go sprowadzić do siebie. Pierwszy wariant jest możliwy nawet w samych LP, z drugim już niestety mamy duży problem.

Oni TZW gospodarkę leśną znają, ale jej nie umieją…

Głównym problemem jest brak wyróżniających się specjalistów w samych strukturach LP. Po pierwsze większość specjalistów w LP (nie mówię tu o stanowiskach) skończyła te same studia, przez co mają to samo wykształcenie niczym się praktycznie od siebie nieróżniące. Pisałem o tym w poście na temat konkursów w LP tutaj:

Czy w Lasach Państwowych pracują dobrzy menadżerowie?

To jeszcze nie byłby tak duży problem, gdyby nie odebrano tym specjalistom jeszcze możliwości własnego myślenia po przez wszelkiego rodzaju zasady, nakazy, rozkazy itp. Powoduje to, że zarządzanie w leśnictwie w całej Polsce zbytnio się od siebie nie różni, bo zasady są praktycznie jednakowe dla całego naszego kraju. Innymi słowy, zniszczono możliwość różnicowania pracowników po przez ich dokonania, zasługi itp. Bo jak rozpoznać który leśniczy, czy to z gór, czy z Pomorza jest lepszy w swoim fachu? Nie da się, bo wykonują oni wcześniej narzucane plany urządzania lasu, zasady hodowli, ochrony itp oraz mają bardzo małe pola do wykazania swoich zdolności. O tym czy w ogóle w LP pracują inteligentni leśnicy było poruszone tutaj:

Inteligentny leśnik a jego pracodawca

Po trzecie, nadleśniczy czy taki dyrektor, nie mają możliwości ustalania płac swoim podwładnym za ich zasługi dla firmy, tylko muszą trzymać się z góry narzuconej siatce płac. Czyli gdyby wiedzieli, że w nadleśnictwie X na drugim końcu Polski jest świetny specjalista od kontrolingu finansowego, czy redukcji kosztów nadleśnictwa, to i tak nie mogą zaproponować mu warunków, które skłoniły by go do migracji na drugi koniec Polski wraz z rodziną.

Wszystkie powyższe punkty zniewalają pracowników LP i czynią ich łatwo zastępowalnymi. Gdy dołożymy do tego te same rejestratory, sposoby sprzedaży drewna i ujednolicone procedury, kończymy w sytuacji gdzie każde nadleśnictwo praktycznie się niczym nie wyróżnia.

Jak rozwiązać problem leśnych Mc Donaldów?

Osobiście jest zwolennikiem różnorodności i uważam, że nadleśnictwa powinny być różnie zarządzane, czy powinny mieć różne zasady prowadzenia gospodarki. Mało tego uważam, że nadleśnictwa powinny konkurować ze sobą nawzajem, o dobrych pracowników, o kupców drewna, czy w osiąganiu lepszych wyników finansowych.

Tylko w takiej sytuacji jesteśmy sprawdzić, które systemy zarządzania są lepsze niż inne, gdzie pracują lepsi fachowcy, czy gdzie i jakie błędy popełniono. W sytuacji, gdzie mamy ujednolicone zasady i procedury postępowania, nie jesteśmy w stanie ocenić gdzie tkwi problem. W obecnej sytuacji samofinansujące Lasy Państwowe przypominają bardziej Mc Donalda, gdzie można tak samo przeszkalać pracowników do zadań w całej Polsce.  Tam też pracownicy są łatwo zastępowalni, gdyż ich prace są proste i sprowadzone do najprostszej czynności.

Leśnictwo natomiast jest dziedziną dużo bardziej skomplikowaną, w której warunki regionalne odgrywają ważną rolę. A że nauka w Polsce kuleje i będzie dalej kuleć, co pokazałem kiedyś na mapie porównującej liczbę powierzchni doświadczalnych w Polsce i Szwecji (tutaj Leśne powierzchnie badawcze w Szwecji i w Polsce – porównanie), możemy zdać się tylko na ludziach dobrych w swoim fachu, którzy umieją dobrze czytać przyrodę.

W sytuacji kiedy sektor lasów prywatnych w Polsce praktycznie nie istnieje (pomimo 20% udziału w powierzchni) = tu link> Fikcyjny właściciel lasu w Polsce i w dodatku w świetle nowych przepisów nic się raczej nie zmieni (Bezprawie prawa pierwokupu LP) jest to jedyna droga do wprowadzenia innowacji w LP, czy poprawieniu ich efektywności. Jeżeli LP nie mają innego konkurenta, muszą same stworzyć konkurencję wewnątrz swoich struktur. Bo tylko konkurencja prowadzi do innowacyjności, efektywności czy zdrowej atmosfery polegającej na rywalizacji między ludźmi.

Exodus polityki ze struktur samofinanujących LP

Odnośnie tytułu referatu, to według autorki, aby wyprowadzić politykę z LP należy rozwiązać dwie sprawy. Pierwsza to „forma zatrudnienia i zwalniania pracowników”, druga to „kryteria oceny pracy leśników”. Odnośnie drugiego punktu to zarówno zwolnienia jak i awanse muszą być uzasadnione odpowiednimi kryteriami, a nie słowami typu „Straciłem do Pana zaufanie”, „Wydaje mi się, że Pan powinien zostać nadleśniczym”. Twarde fakty i liczby.

Czasem przeglądam reżimową prasę i patrzę na tę kolumnę awanse w LP, i po prostu to się w głowie nie mieści jakie ruchy występują w tej firmie. Zastanawiam się tylko, czy ta kolumna to jest po to, aby uzasadnić wybór tych co nie powinni być nigdy wybrani, czy osłabić morale wszystkich innych, zwłaszcza tych co zasłużyli na zmiany, a cały czas piastują to samo stanowisko?

Ten temat ostatnio był często poruszany i odnosił się do Misiewiczy w spółkach Skarbu Państwa: Szympansy w spółkach Skarbu Państwa

Forma zatrudnienia na pewno nie zmieni polityki wewnątrz samofinansujących LP, bo co za różnica, czy ktoś jest zatrudniony na umowę o pracę, czy na powołaniu. Oba warianty praktykowane zresztą już były, i jakoś mało się zmieniło w kwestii samofinansujących LP jako tworu politycznego.

Dodaj komentarz