wywiad z leśnym słońcem narodu

Wywiad z Leśnym Słońcem Narodu

Muszę się Wam do czegoś przyznać. Wydaje mi się, że nie jestem osobą do końca kompetentną w komentowaniu takich wywiadów, zwłaszcza udzielanych przez Leśne Słońce Narodu. Jestem tylko zwykłym leśnikiem ekonomistą, gdy tymczasem, mam wrażenie, że poziom odpowiedzi w tym wywiadzie jest bardziej na granicy specjalizacji takich jak filozofia i psychiatria. Dlatego mi leśnikowi jest ciężko to nawet komentować, ale spróbuję. Także wybaczcie moją ignorancję.


O co chodzi?

Chodzi o wywiad jakiego udzielił Dyrektor Generalny Lasów Państwowych vel. Leśne Słońce Narodu na łamach Pulsu Biznesu. Możecie to sami przeczytać, cały wywiad tutaj: Pomysły rodzą się na pniu.

Wywiad zaczyna się z głośnym przytupem. Na pytanie „Na jakich zasadach Lasy Państwowe ustalają ceny drewna?„, Leśny Ignorant Roku 2016 odpowiada tak:

„Handel drewnem wyłącznie na zasadach wolnego rynku byłby zabójczy dla przemysłu drzewnego i Lasów Państwowych (LP). Małe i średnie firmy masowo by upadały. Odwołujemy się więc do przepisów dotyczących ochrony konkurencji, zamówień publicznych i ustawy o cenach, które mówią o cenie rażąco niskiej i nadmiernie wygórowanej. Pomiędzy nimi mieści się cena proponowana LP, która — zgodnie z naszymi analizami ekonomicznymi — stwarza warunki do podzielenia się zyskiem. Chodzi o to, by sprzedawca i nabywca, tj. różne gałęzie przemysłu, osiągali zadowalającą rentowność. Cena proponowana daje pewność, że firmy nabędą satysfakcjonującą ilość surowca. Mogą oczywiście zaoferować inną sumę i to od ich ofert zależy, jaka będzie ostateczna cena.”

Adam Smith przewraca się w grobie, a wszyscy zwolennicy austriackiej szkoły ekonomii pukają się w czoło to czytając. Odwoływanie się do przepisów o ochronie konkurencji, i do cen niskich i nadmiernie wygórowanych? Naprawę? Co to ma w ogóle wspólnego z wolnym rynkiem, który sam ustala cenę równowagi? Zresztą Art. 24. UOiK mówi tak:

„1. Zakazane jest stosowanie praktyk naruszających zbiorowe interesy konsumentów.
2. Przez praktykę naruszającą zbiorowe interesy konsumentów rozumie się godzące w nie sprzeczne z prawem lub dobrymi obyczajami zachowanie przedsiębiorcy, w szczególności:
1) (uchylony)
2) naruszanie obowiązku udzielania konsumentom rzetelnej, prawdziwej i pełnej informacji;
3) nieuczciwe praktyki rynkowe lub czyny nieuczciwej konkurencji;
4) proponowanie konsumentom nabycia usług finansowych, które nie odpowiadają potrzebom tych konsumentów ustalonym z uwzględnieniem dostępnych przedsiębiorcy informacji w zakresie cech tych konsumentów lub proponowanie nabycia tych usług w sposób nieadekwatny do ich charakteru.
3. Nie jest zbiorowym interesem konsumentów suma indywidualnych interesów konsumentów.”

Jest dokładnie odwrotnie. Tą nieuczciwą konkurencją Lasów Państwowych jest ich właśnie pozycja monopolisty na rynku leśno-drzewnym w Polsce i zwalczanie konkurencji wśród prywatnych właścicieli lasów, o czym pisałem w poniższych postach.

>>CZYTAJCIE RÓWNIEŻ: Monopol LP, pozyskanie i ceny drewna w Polsce

>>CZYTAJCIE RÓWNIEŻ: Czy Lasy Państwowe kontrolują ceny drewna?

>>CZYTAJCIE RÓWNIEŻ: Fikcyjny właściciel lasu w Polsce

>>CZYTAJCIE RÓWNIEŻ: Fatality na lasach prywatnych w Polsce

Redaktor Pulsu Biznesu był trochę mało dociekliwy, moim zdaniem, bo gdybym ja przeprowadzał ten wywiad to zapytałbym od razu, „Ale skąd Pan wszystko wie, że „handel drewnem wyłącznie na zasadach wolnego rynku byłby zabójczy dla przemysłu drzewnego i Lasów Państwowych (LP)” skoro takie zasady nigdy w Polsce nie obowiązywały, a w innych krajach (tj. Szwecja, Nowa Zelandia, południowo-wschodnie USA itp.) jakoś wolny rynek ma się dobrze, a przemysł drzewny, czy właściciele lasów jakoś nie narzekają?

Jednakże, później redaktor Bartłomiej Mayer zaczął dociskać naszego leśnego mesjasza o tak:

BM: Te zasady powodują, że w Polsce drewno drożeje, a w innych europejskich krajach, gdzie obowiązują inne reguły kształtowania cen, tanieje.

„Na rynkach zachodnich nie ma żadnych jednolitych i spójnych zasad, bo jest tam zazwyczaj mnóstwo podmiotów także po stronie sprzedawców.”

Mam na myśli zasady wolnego rynku.

„Jeśli ktoś uważa, że np. w Niemczech jest wolny rynek sprzedaży drewna, to się myli: tam nie ma wolnego rynku. Tam przychodzi klient do właściciela lasu i umawia się co do ceny…”

…czyli ceny kształtuje prawo popytu i podaży.

„Niezupełnie. W Europie, gdzie prowadzi się zrównoważoną gospodarkę leśną, produkcji drewna nie można zwiększać, jak się chce — można wyciąć tylko tyle drzew, na ile pozwala przyroda. Dlatego nie można tu mówić tylko o popycie i podaży. Nawet jeśli mamy chętnych nabywców oraz możliwości techniczne i logistyczne, by pozyskanie drewna zwiększyć o tyle i tyle, to nie znaczy, że to robimy — decydują względy ekologiczne, a nie rynkowe.”

Myślę, że następnym laureatem Nobla z ekonomii będzie nasz obecny Dyrektor Generalny Lasów Państwowych. Nobel za obalenie „prawa popytu i podaży”. Ale tak serio, powyższy tekst tylko pokazuje, że Pan Dyrektor kompletnie nie rozumie mechanizmu „niewidzialnej ręki rynku” i pokazuje tylko swoją niewiedzę i ignorancję. A może on jest po prostu marksistą, co wiele by tłumaczyło.

Kontrola podstawą zaufania (W.Lenin)

Dalej już jest tylko gorzej, i aż się prosi, aby redaktor Mayer wziął telefon, zadzwonił i powiedział do słuchawki„Jeden kaftan bezpieczeństwa poproszę.”

Dyrektor mówi tak:

„Stworzyliśmy system monitorowania sytuacji finansowej wybranej, reprezentatywnej próby ok. 100 podmiotów z różnych branż przemysłu drzewnego: producentów płyt drewnopodobnych, zakładów celulozowych, tartaków, firm ogrodniczych i wytwórców palet. Na tej podstawie określamy marżowość tych sektorów.”

Ile ona wynosi?

„Rentowność LP to teraz 3-4 proc., podobną mają tartaki, producenci palet — ok. 2,5 proc., ale zakłady przemysłu płytowego już znacznie wyższą — 8-9 proc.”

Ciekaw jestem jak Pan Dyrektor i jego sztab wyliczył te 3-4%. Popatrzmy jak to obliczono. Zakładam, że leśnemu Nobliście chodzi o ROA, czyli wskaźnik rentowności aktywów, który liczy się dzieląc zysk netto przez aktywa ogółem. Wziąłem sobie ostatnie sprawozdanie finansowe, które znalazłem na stronie LP, a nie w BIPie jak to było do tej pory. Według sprawozdania za 2016 zysk netto wyniósł 404.031,7 tysiące złotych, a aktywa (trwałe i obrotowe razem) 10.332.941,0 tys.zł. Dzieląc jedno przez drugie mamy 3.9%.

Wszystko byłoby fajnie, gdyby nie fakt, że Lasy Państwowe do aktywów nie wliczają lasów (gdybyśmy traktowali to gospodarstwo leśne jak prywatne), a mówiąc precyzyjniej terenu/ziemi, na której te lasy rosną. Jest to trochę paradoks, kiedy to Skarb Państwa jest właścicielem ziemi, a LP tylko jej zarządcą. W takim świetle ich wskaźnik rentowności aktywów będzie często pozytywną wartością. Nie mniej jednak, zwiększając dzielnik o pokaźną kwotę wartości gruntów, wynik ROA spadłby do zera. Bo tak się składa, ale ziemia jest aktywem. Bazując na definicji aktywa Roberta Kiyosakiego, aktywo to coś takiego co wpycha nam pieniądze do portfela, a pasywo to coś co nam te pieniądze zabiera. Dlatego też, ziemia na której rośnie las wpycha mi te pieniądze do portfela (oczywiście umiejętnie zarządzana), a taka droga leśna sama w sobie to pasywo, bo przychodów żadnych z niej nie mam. Proste?

CZYTAJCIE RÓWNIEŻ: W leśnictwie nie ma miejsca na darmowe obiady- wywiad z Bobem Izlarem

Tak wygląda najczęściej początek końca firm państwowych, które nie rozumieją, że tracą pieniądze w biznesie właśnie przez takie kalkulacje. Myślą, że są takimi panami świata, a zapominają, że na każdym produkowanym metrze sześciennym tracą tak naprawdę pieniądze. I o tym będzie mój kolejny post, w którym to wytłumaczę, jak powinna być liczona stopa zwrotu w LP.

Tymczasem Mistrzu brnie dalej w gówno, odpowiadając na pytanie redaktora.

Chcą państwo, by przemysł i LP miały taką samą rentowność?

„Tak, będziemy tak kształtować cenę proponowaną, by te rentowności były porównywalne. Między obiema stronami nie może być jednak pełnej równowagi. Rozumiem, że przemysł drzewny to koło zamachowe rozwoju gospodarczego, ale jego przedstawiciele też muszą wziąć pod uwagę, że LP mają do wypełnienia misję — ochronę środowiska, zapewnienie bezpieczeństwa ekologicznego kraju, wspomaganie administracji państwowej, pełnienie funkcji społecznych i wielu innych. Nasze świadczenia na te cele sięgają rocznie 2 mld zł. Dlatego LP nie mogą być traktowane w tym rachunku wyłącznie jak dostawca surowca.

Na razie opieramy się tylko na danych z małej próby, a sytuację przemysłu drzewnego w Polsce chcemy znać od podszewki, musimy więc dokładniej badać kondycję odbiorców, aby móc precyzyjniej ustalać ceny. Dyrektor generalny LP ma prawo kształtować system sprzedaży, ale ma też obowiązek monitorowania skutków jego funkcjonowania. Dlatego uruchamiamy właśnie monitoring totalny. Już w październiku będziemy dysponować danymi nie ze 100, ale z ponad 3 tys. podmiotów.”

Myślę, że po przeczytaniu tej odpowiedzi nie jeden menadżer w zakładzie drzewnym pomyślał sobie „Chyba go ******** do reszty”. Ciężko to inaczej skomentować, jeżeli Lasy Pańtwowe będą dążyły do wyrównania poziomu rentowności. No chyba, że to LP będą równać do przemysłu, a nie przemysł do siebie. Wtedy chętnie na to popatrzę, jak to zrobią. Jeżeli jest przeciwnie to nasuwa mi się tylko cytat Aleksandra Fredro:

„Socjalizm każdemu równo nosa utrze: Bogatych zdusi jutro –  a biednych: pojutrze…”

Innymi słowy, Pan Dyrektor chce wprowadzić na rynku coś co się fachowo nazywa dyskryminacją cenową. Ale czy przypadkiem, już coś takiego nie istnieje na rynku drzewnym w Polsce? Teoria mówi jasno, że mamy 3 stopnie dyskryminacji cenowej:

  • 1-go stopnia : monopolista sprzedaje każdą jednostkę po cenie równej maksymalnej skłonności do zapłaty (cena graniczna). W tej sytuacji mamy dwa wyjścia. Albo różni nabywcy drewna płacą różne ceny, albo różne sortymenty drewna mają różne ceny. I chyba taką sytuację mamy na rynku, czyli różni nabywcy drewna (papiernie, tartaki) płacą różne ceny za różne sortymenty drewna.
  • 2-go stopnia: cena dyktowana przez monopolistę różni się w zależności od ilości dobra nabywanego przez konsumenta. Znów dwa wyjścia. Albo różne sortymenty drewna mają różne ceny, albo różni nabywcy drewna płacą tą samą cenę za taką samą ilość drewna. Pierwsze znów działa, drugie już mniej zwłaszcza przy obecnym systemie licytacji, chyba, że duzi gracze mają takie kontrakty.
  • 3-go stopnia: monopolista różnicuje ceny według grup konsumentów, np. dla studentów, emerytów. Kolejny raz dwa wybory. Albo cena jest niezależna od nabywanej ilości, albo różni konsumenci (firmy drzewne) płacą różną cenę. Pierwsze znów obowiązuje, bo jak to ładnie ujmuje Dyrekcja w załączniku 1 z Aneksami „Lasy Państwowe nie zajmują się hurtowym handlem drewnem.”

Więc z powyższego rozumiem, że guru leśnego marketingu chce wprowadzić 3 stopień dyskryminacji, czyli, że różni konsumenci (firmy drzewne, nawet w tej samej branży) będą płaciły różne ceny, bo Pan dyrektor będzie ich różnicował według ich poziomu rentowności. Czyli w skrócie, tartak z rentownością wyliczoną przez LP z ich wywiadu gospodarczego na poziomie 5% za 1 m3 zapłaci powiedzmy 200 złotych, a ten z rentownością 2% za ten sam metr już tylko 150zł. Do czego to doprowadzi? Ano do tego, że każdy przedsiębiorca działający na rynku drzewnym będzie dążył do zaniżania swojej rentowności, przez na przykład zwiększanie poziomu aktywów księgowych tak, aby współczynnik rentowności wychodził im jak najniższy (zakładając, że Pan Dyrektor i specjaliści z DGLP tak policzą). Zacznie się zabawa w kotka i myszkę. Pytanie tylko, czy taką rolę w przemyśle leśno-drzewnym, Lasy Państwowe powinny spełniać, czyli policjanta z pałą, który za dobre wyniki rentowności karze przedsiębiorców wysokimi cenami, a tych kiepskich wynagradza upustami? Moim zdaniem nie.

>>CZYTAJCIE RÓWNIEŻ: Dyrektor Lasów Państwowych Konrad Tomaszewski melduje.

Jest jeszcze jeden aspekt tej głupoty. Pomimo, że procent jest jakąś miarą rentowności, to nie mówi nic o poziomie pracującego kapitału. Na przykład mały tartak powiedzmy przecierający 1000 m3 w roku będzie miał wysoką rentowność, a wielki tartak z przerobem pół miliona m3 będzie miał niską. Dyrektora i LP mało to będzie obchodziło, że ten mały będzie płacił dużo, a ten duży i bogaty mało. Zero jakiejś sprawiedliwości, o tej wolnorynkowej nie mówiąc.

Wiemy również, że mały może mniej, gdy tymczasem duże zakłady przemysłu drzewnego należą często do sporych grup kapitałowych. Czy Pan Dyrektor i leśni specjaliści (bez znajomości controllingu finansowego) będą w stanie policzyć rentowności? A co z tymi zakładami, których rentowności nie pozna Pan Dyrektor? Weźmie z przysłowiowego sufitu? Będzie przyjmował ubiegłoroczny poziom rentowności na cały następny rok? Nie mówiąc o tym, że jeżeli ktoś dokonał inwestycji kilka lat temu, zainwestował w dobrą, przyszłościową technologię i dopiero jego okres finansowych żniw ma nadejść? Nie nadejdzie…o nieeee, Pan Dyrektor się tym na pewno zajmie. No i na koniec, jest kontrola poziomów rentowności, to jest i łapówkarstwo i dodatkowi ludzie zatrudnieni do sprawowania tych kontroli. Oczywiście korupcja nie będzie dotyczyła raczej Pana Dyrektora, ale nie on sam pracuje w Lasach Państwowych. Także problemów jest co nie miara.

Spadek cen drewna?

Redaktor podjudza tylko rozmówcę i pyta:

Czy w wyniku uruchomienia nowego systemu ceny surowca spadną?

„O spadku cen w dzisiejszych realiach gospodarczych, przy takiej koniunkturze na świecie i w Polsce, nie może być mowy.”

To pytanie chyba było zbędne. Przecież ten facet nie wierzy w popyt, podaż i wolny rynek. Wierzy natomiast w kontrolowanie klientów i ideę równego dzielenia się zyskiem. Nie wiem co za głosy podpowiadają mu takie rozwiązania, ale radziłbym zmianę leków.

Wytłumaczenie takich pomysłów

Podróż do bilbioteki IBL

Nie tak dawno wybrałem się spontanicznie do biblioteki IBL. Interesowało mnie przeczytanie pracy doktorskiej obecnego Dyrektora Generalnego LP.

Wchodzę do biblioteki IBL i mówię do pani bibliotekarki, że chciałbym dostać pracę doktorską o sygnaturze D.1825. Temat pracy „Kształtowanie się wzrostu wysokości drzewostanów sosnowych na zmeliorowanych glebach torfowych Lasów Janowskich”. Praca z 1978 roku. Temat jak najlepiej pasujący do człowieka na kierowniczym stanowisku w LP, bo z zarządzania czy strategii. Trochę z tego szydzę, ale przeczytajcie sobie jeszcze raz ten temat i powiedzcie mi jakie podstawy menadżerskie może być osoba z takim doktoratem, a ku bolączce LP to nie jedyna taka praca, która wylansowała na stanowisko kierownicze autora tylko dla tego, że ma doktorat. O tym kiedy indziej. Ale dalej…

Pani najpierw mi mówi, że potrzebna jest zgoda Dyrektora Instytutu, abym dostał tę pracę do ręki. Pytam grzecznie: Dlaczego? Dlatego bo być może ta praca była finansowana z pieniędzy Lasów Państwowych, które sobie zastrzegają prawa autorskie do prac za które zapłaciły.

>>CZYTAJCIE RÓWNIEŻ: Wywiad z dyrektorem Lasów Państwowych.

I tutaj kolejny raz mit Lasów Państwowych, dobra wspólnego, wciskających na siłę ludziom hasła „lasy dla ludzi, ludzie dla lasu itp” upada. Rozumiem, kiedy firmy prywatne płacą za prace i sobie zastrzegają sobie prawo autorskie, aby konkurencja na rynku nie znała ich wyników badań i strategii na przyszłość. Ale Lasy Państwowe – monoplista? I to jeszcze z takim tytułem pracy, z moich podatków? Żenada.

I teraz lepsza sprawa. Pani poprosiła koleżankę, aby ta poszła do archiwum i przyniosła tę pracę z 1978, aby wypełnić wniosek do Dyrektora IBL. Pani wraca z pustymi rękami i mówi „No, nie ma”. Ja na to „Jak to nie ma?„. Pani odpowiada „No nie ma, widocznie autor pracy przyszedł sobie i ją sobie zabrał”. Kopara mi opadła do ziemi i wyszedłem stamtąd. Szok. Jedyny egzemplarz jest u Dyrektora Generalnego i nikt nie jest w stanie tego przeczytać. Jeżeli to jest droga rozwoju nauki w Polsce, to ja przepraszam, ale jest to chyba droga destrukcji. Powstaje tylko pytanie, po co Panu Dyrektorowi było zabierać swoją pracę doktorską z biblioteki. Nie chciał, aby ktoś to przeczytał i nie daj Boże zacytował jego wyniki badań? O co chodzi? Nie wiem.

Efekt Krugera-Dunninga

Moim zdaniem, te wszystkie głupoty, które obecny Dyrektor Generalny LP wygaduje i wypisuje (a i Ministra Środowiska też bym tutaj włączył),

>>CZYTAJCIE RÓWNIEŻ: O tajemniczym białym proszku wciąganym w Bedoniu

można wytłumaczyć efektem Krugera-Dunninga, który mówi, że im mniej ktoś się zna na rzeczy, tym bardziej myśli, że jest ekspertem.

Najlepiej prezentuje to wykres poniżej, którego chyba nie muszę tłumaczyć i w którym jego odcinku znajduje się Pan Dyrektor Generalny LP.

 

Dodaj komentarz