Zielone anonimy.

Zielone anonimy, zielony faszyzm.

Zielone anonimy, zielony faszyzm.

Dobre czasopismo leśne nie unika tematów drażliwych i do takich zaliczyłbym staro-nowy temat, opisany w artykule Pani Magdaleny Bodziak w Nowej Gazecie Leśnej 6/2017.
Pani Magdalena zatytułowała swój artykuł „Kontrole na pomówienia” znajdując zarówno przyjemny synonim na zwykłe, staropolskie, anonimowe donosy jak i zgrabnie komponując tytuł.

Dyrektor Jan Kosiorowski „Ekologianin” z krakowskiej dyrekcji lasów państwowych wydał 7 marca 2017 zarządzenie dotyczące wszystkich leśniczych i ZUL-i na terenie swojej dyrekcji. Celem zarządzenia, tłumaczy on Nowej Gazecie Leśnej, jest „uporządkowanie wywozu przedmiotowego drewna, a co najważniejsze zapobieganie wszelkim plotkom i pomówieniom o niekontrolowanym wywozie drewna przez zule.”
Bowiem „W części społeczeństwa funkcjonuje pogląd, że zule dokonują częściowego wywozu zakupionego drewna, zachowując pewną partię i permanentnie wywożąc dodatkowe ilości.”

O co chodzi?

Świadczący usługi leśne ZUL zakupuje czasem drewno od nadleśnictwa na terenie którego pracuje. Są to sortymenty średniowymiarowe S, głównie opałowe S4 czy użytkowe S2AP i S2A. Te sortymenty dostarcza następnie do odbiorcy lub przerabia. ZUL prowadzi więc inną, dodatkową działalność obok tej typowo leśnej. Klasyczną, drobnotowarową działalność gospodarczą na wsi polskiej.

To połączenie działalności leśnej ZUL-u z jego działalnością dodatkową np. typu sprzedaży zakupionego wcześniej drewna opałowego i przerobionego na gotowe szczapy do kominka, rodzi wątpliwości dyr. Jana Kosiorowskiego co do uczciwości przeprowadzonej transakcji. Transakcji kupna, należy przypuszczać.

Dlatego wywóz zakupionego przez ZUL drewna musi miejscowe nadleśnictwo zgłosić dyr. Janowi Kosiorowskiemu co najmniej 5 dni wcześniej przed datą wywozu.
Po to aby dyr. Jan Kosiorowski „Ekologianin” zdążył wysłać do nadleśnictwa Grupę Interwencyjną Straży Leśnej – GISL.
Zwolennik porządku pomyślałby naiwnie że taka interwencja należy do Izby Skarbowej a nie do Lasów Państwowych, ale dyr. Kosiorowski do naiwnych nie należy i stworzenie GISL-u albo raczej Zmotoryzowanych Oddziałów Straży Leśnej (ZOSL) do przygotowania starć, przyszłych być może, z harvesterami i forwarderami zulowców widzi jako niezbędną konieczność.

Co ta GISL będzie robić? No cóż, znając życie leśniczego, co prawda tylko te sprzed 40 lat, mogę przypuszczać że będzie ta grupa stać na drodze i kontrolować traktory czy forwardery wyjeżdżające z drewnem z lasu czy ze składu oraz sprawdzać czy wywóz zgadza się z masą zakupionego drewna, numery z numerami i podobne przyjemne rzeczy. Ja widzę tutaj pewne problemy organizacyjne, no bo jak nadleśnictwo ma na ogół jeden dzień w tygodniu na wydawanie zakupionego drewna a ZUL czy ZUL-e mogły to drewno zakupić w kilku czy nawet w kilkunastu leśnictwach, czasem odległych od siebie o 100 km, jak te nasze sprzed 40 lat, to czy GISL będzie się wtedy rozdwajał? Roztrajał? No bo w tym przypadku już nie będzie przecież GISL-em czy ZOSL-em.

W artykule Nowej Gazety Leśnej skarży się anonimowy przedsiębiorca leśny na atmosferę stwarzaną takimi kontrolami. „Poczuliśmy się jak potencjalni złodzieje”.

Drogi przedsiębiorco, odpowiedziałbym.

Takie uczucia dzielisz z innymi i jesteś we wcale dobrym towarzystwie.

Podobnie czuł się i czuje podleśniczy i leśniczy w stosunku do inżyniera nadzoru i nadleśniczego kontrolującego ich pracę. Podobnie nadleśniczy w stosunku do inspektorów nadesłanych przez Jana Kosiorowskiego. Oraz sam „Ekologianin” gdy pojawi się u niego na Al. Słowackiego inspekcja wysłana przez Generała.

Tak czuli się leśnicy przed 40 laty i tak czują się również i dzisiaj, jak widzę i słyszę. Dlaczegoż więc nie mogliby dzielić się swoimi uczuciami z drzewiarzami, zulowcami, transportowcami jak i ze wszystkimi którzy odwiedzają ich państwowe lasy?

Takie uczucia są nierozdzielne związane z pracą w Lasach Państwowych i ta instytucja jest po prostu zbudowana na solidnej bazie podejrzeń, pomówień i niewiary w dobre obyczaje kupieckie. Oraz w uczciwość gospodarczą firm z nią współpracujących. Oraz po prostu w uczciwość zwykłego człowieka.

Czy słuszne są podobne podejrzenia, moglibyśmy zapytać sie pana Jana Kosiorowskiego?

No bo jak przedsiębiorcy leśni są traktowani jako potencjalni złodzieje, to ile było tych rzeczywistych i niepotencjalnych złodziei zulowskich na terenie dyrekcji lasów państwowych kierowanej przez Jana Kosiorowskiego? Zakładamy że dużo albo i bardzo dużo, skoro Jan Kosiorowski widzi potrzebę powołania GISL-u?

Dużo. 8 ( słownie osiem), w ciągu ostatnich 8 lat, od roku 2009, pisze Pani Magdalena Bodziak.

Co wiec przyczyniło się do tego że Jan Kosiorowski czuł się zmuszony do stworzenia GISL-u?
„W części społeczeństwa funkcjonuje pogląd …” powiedział on powyżej i dlatego chce on aby wywóz drewna był dla wszystkich transparentny.
Transparentność dyr. Jana Kosiorowskiego to kontrole kupców drewna, przedsiębiorców leśnych, przedsiębiorców drzewnych, transportowców no i swoich podwładnych poprzez swoją Straż Leśną.

Takiej transparentności nic nie można zarzucić. Jest całkowicie przejrzysta w swojej konsekwencji. Część społeczeństwa funkcjonuje na zasadzie pomówień czyli anonimów, dlaczego więc dyr. Jan Kosiorowski „Ekologianin” nie miałby należeć do tej części?

Ale czy przy okazji musi zmuszać do funkcjonowania w niej wszystkich mających interesy gospodarcze z lasami państwowymi krakowskiej dyrekcji?

Każdy leśnik powinien, moim zdaniem, pamiętać o niedawnej konferencji toruńskiej „Jeszcze Polska nie zginęła – wieś.”
Jestem przekonany że Jan Kosiorowski jej nie przegapił. Jestem przekonany że spijał słowa z ust ks. Tadeusza Guza „Kochani”, te o zagrożeniach wynikających z rozszerzania się Zielonego faszyzmu.

Nie wiem jaki faszyzm, poza kolorem, miał i ma na myśli ks. Tadeusz Guz, bo trudno mi przychodzi dopasować jego obraz do opisu rzeczywistego faszyzmu czy komunizmu znanego z historii, jego faszyzmu który widzi on w postaci dzisiejszych ruchów ekologicznych, bazujących przecież na gospodarce społeczeństw liberalnych i rozwijających się w społeczeństwach liberalnych.

Natomiast łatwo, aż za łatwo przychodzi mi wyobrazić sobie w roli np. włoskiego faszysty człowieka nadsyłającego kontrole na swoich podwładnych, propagującego Lasy Państwowe bez demokracji, uważającego państwową własność leśną za jedyną i właściwą, identyfikującego agentów wpływu tkwiących na wrogich pozycjach ataków na Lasy Państwowe no i jak ci włoscy faszyści likwidujący małe i średnie firmy działające w miastach i na wsi. Poprzez właśnie kontrole swojej straży, mającej uprawnienia policji.

Wielka własność to gospodarczy ideał faszyzmu. Wielka własność państwowa to ideał komunizmu. Zarówno faszyzm jak i komunizm wspaniale chronił przyrodę, przynajmniej tą na papierze. Dopóki jej nie zniszczył poprzez swoje wojny.

Krakowska dyrekcja Lasów Państwowych jest na razie jedyną która kontroluje ZUL-e pod kątem właściwego przez nich zakupu drewna. Przed kilkoma miesiącami Straż Leśna kontrolowała na terenie całego kraju zakup drewna przez ponad 9.000 przedsiębiorstw przemysłu drzewnego. Kontrola obywateli wjeżdżających do polskiego lasu państwowego jak i wyjeżdzających z niego jest już niestety normalnością, nie zwracającą uwagi. Jeszcze jedna kontrola więcej, jak powiedział w grudniu 2016 jeden z przedsiębiorców leśnych.

Co to ma za znaczenie, zapytał się.

Ma.

Kogo właściwie miał na myśli ks. Tadeusz Guz „Kochani”?

Czytaj również: Lasy państwowe w krajach postkomunistycznych zrodziły się z krzywdy i cierpienia zwykłych ludzi.

Zatajone statystyki Lasów Państwowych

Jak zwalniać to najlepiej nie u siebie!

Lasy Państwowe – innowacyjna firma przyjazna pracownikom?

Fikcyjny właściciel lasu w Polsce

Bezprawie prawa pierwokupu LP

Polscy leśnicy, leśnicy nieporównywalni.

Leśny porządek, ekologianie, uznane wartości.

Dobre Paniska herbu Lasy Państwowe.

Dinozauria leśna w Lasach Państwowych.

Teatr absurdu w reżyserii Lasów Państwowych.

 

 


Zdjęcie: SKP Stockholm

Dodaj komentarz