Dlaczego powrót Lex Szyszko może pomóc w ochronie zasobów drzewnych w Polsce?

W dzisiejszym wpisie spojrzymy na zarządzanie zasobami drzewnymi w Polsce z szerszej perspektywy. Odniosę się do Lex Szyszko, prywatnych właścicieli lasów oraz planowania w Lasach Państwowych. Dowiemy się również o filmowych „sukcesach” Biura Urządzania Lasu i Geodezji Leśnej, a zwłaszcza ich kosztach. Zapraszam!


Lex Szyszko

Krótka historia. Ustawa z dnia 16 grudnia 2016 r. o zmianie ustawy o ochronie przyrody oraz ustawy o lasach zwiększyła uprawnienia właścicieli nieruchomości odnośnie wycinki drzew i krzewów na nich rosnących. Innymi słowy „Lex Szyszko” likwidował absurdalny obowiązek uzyskiwania od urzędników zezwolenia na wycinkę drzew i krzewów rosnących na nieruchomościach stanowiących własność osób fizycznych. Brak takich zezwoleń w latach wcześniejszych prowadził często do wielotysięcznych i kompletnie niewspółmiernych do wyrządzonych czynów kar finansowych. 

Na przykład rolnik z województwa warmińsko-mazurskiego dostał rachunek za wycięcie topoli na 101 tys. złotych, inny właściciel działki w Łodzi za nielegalnie ścięty buk musiał zapłacić 150 tys. złotych. Były nawet sytuacje, że drzewo zostało zniszczone przez piorun, właściciel posesji je uprzątnął a następnie otrzymał drakoński paragon do zapłacenia. Albo, że z czyjejś posesji zostały wycięte nielegalnie (ukradzione) drzewa, a gdy o sprawie dowiedzieli się urzędnicy natychmiast ukarali, ale nie złodziei a ludzi, których okradziono i to wcale niemałą karą bo aż 456 tysięcy złotych. Takich artykułów jest wiele w Internecie po dziś dzień i myślę, że w wielu przypadkach rozgrywały się ludzkie dramaty, przez tak niewłaściwie skonstruowane prawo. Podkreślę, aby nie było tutaj niedomówień, że nie mówię tutaj o pomnikach przyrody ani o terenach przeznaczonych dla deweloperów. Mówię o zwykłych gospodarstwach domowych.

Kiedy Lex Szyszko weszło w życie, chyba nie można było się dziwić, że właściciele działek zechcieli wreszcie zarządzić aktywnie swoim terenem – tak jak oni tego chcieli a nie jak chcieli urzędnicy wydający zezwolenia. Według mediów oraz przedstawicieli nauki w pół roku od uchwalenia Lex Szyszko miało dojść do rekordowej wręcz wycinki drzew. Dr hab. Zbigniew Karaczun ze Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego oszacował nawet, że w ciągu obowiązywania „Lex Szyszko” Polska straciła nawet 3 mln drzew.

Tak na marginesie, pan doktor Karaczun swoje szacunki oparł na wywiadach ze „swoją siecią kontaktów” na obszarze 20 gmin i nawet jeżeli założylibyśmy, że jego szacunki były poprawne to jeżeli założymy, że na 1 hektarze lasu jest około 1000 drzew, to wyjdzie nam, że te 3 mln odpowiadają ok. 3000 hektarów, co stanowi raptem ok. 10% powierzchni wszystkich zrębów zupełnych w Lasach Państwowych. Nie brzmi to na pewno tak doniośle dla mediów jak 3 mln drzew, prawda?

Znów pojawia się nam liczba 10%, czyli tyle ile rekordowo eksportowaliśmy w 2018 roku (dane z 2020 roku mówią już o 4%). Liczba względnie nieduża, a sztucznie stworzony szum przez media i izby drzewne bardzo donośny…

>>Czy w Polsce wycina się lasy na potęgę i lawinowo eksportuje drewno? Monitor Leśny w TVN24.

Tak na marginesie, ciekawe było to stwierdzenie pana doktora Karaczuna:

„Zmarnowaliśmy mnóstwo drzew liściastych, które pożądane są zwłaszcza w przemyśle meblarskim, ale odpowiednio ścięte na deski, a nie szybko i byle jak. Straciły więc nie tylko samorządy, ale też przemysł i w efekcie budżet państwa”

Chciałbym to zobaczyć jak przemysł meblarski wybiera się po jedno lub dwa drzewa do pana Kowalskiego na jego posesję, a kontroler jakości stoi na straży jak prawidłowo ściąć drzewo na deskę. Oczywiście w tych badaniach brakowało mi też drugiej strony medalu, czyli policzenia ile w tym czasie Polacy posadzili drzew i krzewów na swojej posesji. Szkoda też, że „niekwestionowane” wyniki pana doktora Karaczuna nie pojawiły się w żadnym recenzowanym czasopiśmie. 3 miliony to 3 miliony i kropka. Ehh…

Ale do rzeczy. Również nie można się dziwić, że ludzie łapali za siekiery, kiedy rządzący patrząc na słupki poparcia i medialną wrzawę wokół tego tematu i zaczęli zapowiadać zmianę przepisów w bardzo krótkim czasie.

I tak na skutek protestów organizacji przyrodniczych, mediów grających pod opozycję i doniesień „naukowych”, ustawę ostatecznie znowelizowano i dnia 17 czerwca 2017 r. (Dz.U. 2017 poz. 1074) powrócono do przepisów, które obowiązywały sprzed wprowadzenia „Lex Szyszko”, czyli wprowadzono częściową kontrolę nad wycinkami i do chwili obecnej stan prawny opiera się co prawda na „zgłoszeniu” zamiaru wycinki, to w praktyce sprowadza się to do zezwoleń urzędników. To co się jeszcze zmieniło w ostatnich latach, to obniżenie wysokości kar za samowolną wycinkę drzew – jednakże dalej potrafią one być wysokie.

Już miałem pochwalić rząd Zjednoczonej Prawicy i Jana Szyszko bo ta akurat zmiana były naprawdę dobra. Niestety, ale wyszło jak zwykle…Swoją cegiełkę w tym całym zamieszaniu dokładają oczywiście politycy partii opozycyjnych oraz organizacje przyrodnicze krytykujące bez namysłu Lex Szyszko. Ale to już chyba norma w polskim piekiełku…

Lex Prywaciarz Leśny

Temat prywatnych właścicieli lasów nieraz poruszaliśmy na tutejszych łamach. Tak jak wiecie prywatna własność leśna w Polsce została uszczuplona z 60% do 20% na skutek procesu nacjonalizacji po roku 1944, o czym pisaliśmy w naszym pierwszym wpisie na tym blogu.

>>Lasy państwowe w krajach postkomunistycznych zrodziły się z krzywdy i cierpienia zwykłych ludzi.

Zmiana struktury własności lasów w Polsce.

Pomimo faktów historycznych (chyba nikt nie wypiera nacjonalizacji prywatnych właścicieli lasów?) to smutne jest to, że wielu naszych czytelników oraz pracowników Lasów Państwowych dalej mówi, że lasy powinny być państwowe a nie prywatne i popierają swoją tezę sloganem STOP PRYWATYZACJI Lasów Państwowych. To hasło, pojawiające się zwykle często przed wyborami, jest błędne z dwóch powodów i dość obszernie to dyskutowałem na Polskim Kongresie Leśnym.

Po pierwsze to nie Lasy Państwowe są właścicielem nieruchomości leśnych a Skarb Państwa. Przypomnę, że LP są tylko zarządcą i to nietanim. Po drugie nie mówimy tutaj o żadnej prywatyzacji a o REPRYWATYZACJI, czyli zwrocie mienia prawowitym właścicielom, a to zmienia postać rzeczy diametralnie.

Niemniej jednak, rozumiem, dlaczego hasło STOP PRYWATYZACJI Lasów Państwowych tak przebija się na salony polityczne, bo chyba żaden zarządca nieruchomości nie chciałby zostać pozbawiony pracy i majątku którym zarządza, prawda? Stąd też rozumiem manipulacje kierownictwa Lasów Państwowych w tym temacie i patrzę na to z wielkim zdumieniem ale i trochę żalem.

Wracając do tematu…kolejną ważną datą dobijającą prywatną własność leśną w Polsce była zmiana ustawy o lasach z 30 kwietnia 2016 roku, która przepisem art. 37a wprowadziła zapis, że przy sprzedaży nieruchomości leśnych prawo pierwokupu przysługuje Skarbowi Państwa reprezentowanemu przez Lasy Państwowe. I wszystko byłoby dobrze gdyby Lasy Państwowe nie korzystały z tego prawa. Niektórzy czytelnicy jednak usilnie nawet chcieli wmawiać innym, że tak jest i że LP nie mają interesu tego robić, bo to dokłada im pracy, zmniejsza budżet itd. Pojawiały się nawet artykuły na ten temat.

>> Lasy Państwowe nie korzystają z prawa pierwokupu działek leśnych

No cóż…tyle teorii…ale praktyka była i jest zgoła odmienna, gdyż LP to prawo bardzo dobrze egzekwują o czym mówi nam strona DGLP (z dokładnymi ilościami hektarów oraz cenami zakupu). Ale w ostatnich tygodniach możemy zobaczyć coś jeszcze. Nie tylko, że LP egzekwują prawo pierwokupu to teraz jeszcze nawet prowadzą akcję zachęcającą prywatnych właścicieli lasów do zbycia swoich nieruchomości leśnych (np. Telewizja LP) a nawet prowadzą aktywną akcję akwizycji nieruchomości leśnych. Czyżby zbyt wysoki wynik finansowy LP mógł ukłuć w oczy polityków i potrzeba trochę zamienić gotówkę w nieruchomości leśne? Takie tłumaczenie właśnie odnajdujemy w linku do Dziennika Telewizyjnego LP.

Tak czy siak…o ponurej rzeczywistości prywatnych właścicieli lasów prywatnych pisaliśmy już nie raz i sama idea kontroli właścicieli przez starostwa, które zlecają te prace w większości Lasom Państwowym (nota bene konkurentom prywatnych właścicieli), jest w moim przekonaniu niewłaściwa.

>>Neandertalska prywatyzacja lasów publicznych na świecie

>>Fikcyjny właściciel lasu w Polsce

>>Polscy „prywaciarze leśni” – wiele obowiązków, niewiele, o ile, praw. 5.

Obecną aktywną akcję akwizycji nieruchomości leśnych uważam za bardzo szkodliwą dla całego sektora leśnego w Polsce, dążącą do pogłębiającej się monopolizacji rynku drzewnego, usługowego oraz pracowniczego. Moim zdaniem niezbyt świetlana rysuje się przyszłość dla przemysłu drzewnego, zakładów usług leśnych czy nawet samych leśników szukających alternatyw poza Lasami Państwowymi. Ministerstwo Klimatu (Środowiska) gra wyłącznie pod Lasy Państwowe, a raczej powinno być gwarantem dążenia do równowagi na rynku między sferą publiczną i prywatną, o czym opisałem więcej w moim artykule już w 2016 roku:

>>Opcje strategiczne dla państwowych leśnych instytucji w Polsce

A jak to wygląda w Lasach Państwowych?

Jak wszyscy wiemy podstawowym dokumentem gospodarki leśnej dla Lasów Państwowych jest Plan Urządzenia Lasu (PUL), który jest sporządzany raz na 10 lat. Jest on tworzony przez Biuro Urządzania Lasu i Geodezji Leśnej (BULiGL lub po prostu BUL), bądź inne firmy posiadające uprawnienia. Tyle w teorii, w praktyce jest to BUL, czyli przedsiębiorstwo państwowe, które do 1996 roku pozostawało w administracji Lasów Państwowych. Później BUL przeszedł pod pieczę Ministra Skarbu Państwa, a od 1 stycznia 2017 r. organem założycielskim przedsiębiorstwa jest Minister Środowiska (teraz Klimatu). Cały sęk w tym, że tworzenie planów urządzenia lasu pociąga za sobą spore koszty co 10 lat dla każdego nadleśnictwa a mamy ich ponad 400 w holding’u Lasów Państwowych.

Głównym zleceniodawcą i partnerem handlowym BULiGL są oczywiście Lasy Państwowe, dla którego BUL robi projekty planów urządzenia lasu, ale nie tylko. BUL również otrzymuje np. zlecenia:

  • planów zadań ochronnych dla obszarów sieci Natura 2000,
  • programów ochronnych dla Parków Narodowych (też współfinansowanych przez LP – moja uwaga),
  • wykonania obsługi serwisów internetowych z zakresu ochrony przyrody dla RDLP,
  • z zakresu inżynieryjnego zagospodarowania lasu na wykonanie projektów optymalizacji sieci dróg tych jednostek,
  • naukowe np. z Instytutem Badawczym Leśnictwa (ok. w 60% finansowanym przez LP – moja uwaga) wykonując np. umowy konsorcjum na tematy badawcze z zakresu monitoringu przyrodniczego, takie jak, m.in.: „Monitoring gatunków i siedlisk przyrodniczych”.
    (BUL, Sprawozdanie za 2020 r.)

A jak BULiGL zarządza majątkiem, również de facto Skarbu Państwa? O zacofaniu polskiego urządzania lasu możecie przeczytać w moim wcześniejszym wpisie. 

Przypomnę tylko, że według bilansu BULiGL pod koniec 2020 roku firma miała ponad 53 miliony złotych wszystkich aktywów. Osiągnęła ponad 88 milionów przychodów netto ze sprzedaży a jej koszt był na poziomie 87 mln pln, co przełożyło się na zysk netto równy 1.2 milionów złotych. W tych 87 mln kosztów działalności operacyjnej mieliśmy…uwaga…55 mln kosztów na wynagrodzenia (63%).
Moim zdanie to dużo za dużo…

Jak również możemy przeczytać w sprawozdaniu z działalności za rok 2020, BULiGL 98.6% przychodów ze sprzedaży stanowiła sprzedaż produkcji. Na pozostałe przychody operacyjne w głównej mierze wpłynęło uzyskanie m.in. dotacji z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej na wyprodukowanie filmu „Przedziwna Puszcza Białowieska”. Jeżeli jeszcze nie widzieliście to na samym dole znajduje się link do filmu, który ma niecałe 21 minut, a na który wydano…uwaga… ponad 155 tysięcy złotych (ok. 7500 złotych na minutę filmu). Krótki komentarz pod puentą…

Puenta

Jako liberał myślę, że sposób zarządzania i planowania zasobami drzewnymi w Polsce powinien być spójny, przejrzysty oraz konsekwentny zarówno dla właściciela posesji, prywatnego lasu czy też dla administracji Lasów Państwowych. Dlatego też uważam, że ponowne wprowadzenie Lex Szyszko, zniesienie wielu ograniczeń dla właścicieli prywatnych lasów (np. wieki rębności) czy wcielenie Biura Urządzania Lasu i Geodezji Leśnej w struktury Lasów Państwowych może przynieść wiele pozytywnych rezultatów dla przyrody czy samej ekonomii zarządzania zasobami naturalnymi w Polsce.

Uwolnienie prywatnych właścicieli lasów od zbędnych i czasochłonnych regulacji, likwidacja z Ustawy o Lasach punktu dotyczącego prawa pierwokupu przez Lasy Państwowe mogą przyczynić się do napływu kapitału do prywatnego sektora leśnego, mogą wspomóc formowanie się lasów wyspecjalizowanych (model triady) choćby dostarczających surowiec drzewny do przemysłu, przynoszących inwestorom satysfakcjonujące zwroty z inwestycji, a w konsekwencji odciążających od eksploatacji lasów cennych przyrodniczo. 

Myślę, że czas najwyższy, aby w Polsce wreszcie zapanowała odpowiedzialna wolność zarówno dla lasów prywatnych jak i publicznych i ten postulat chciałbym dodać do mojej listy punktów reformacji polskiego leśnictwa. Przerzucanie odpowiedzialności na zewnętrzne organizacje, które „urządzają” polskie lasy i roślinność przydomową to droga donikąd…

Reformacja polskiego leśnictwa

„Przedziwna Puszcza Białowieska”

Powiem krótko, nawet chciałem omówić ten film na naszych łamach, ale po prostu się poddałem, gdyż mój komentarz po 6 minutach filmu był dłuższy od wszystkich wypowiedzianych dialogów w całej produkcji. Uważam, że ten film to czysty popis propagandy, manipulacji i celowego zniekształcania obrazu sytuacji, która ma miejsce w Puszczy Białowieskiej. Na przykład w 3’19” lektor mówi:

„[…] Puszcza po stronie polskiej oraz jej otulina należą do unijnej sieci obszarów Natura 2000. I tu pojawia się kolejna przedziwność. Okazuje się, że niektóre ostępy chronione są aż siedmioma różnymi formami jednocześnie! Paradoksalnie Puszczy wcale to nie pomaga

Później mam wrażenie, że antybohaterem opowieści jest grab…później potwierdza to stwierdzenie „[…] dopóki nie obumrą [graby – moja uwaga] stworzą środowisko jedynie dla wąskiej grupy roślin[…]”

No i te tendencyjne pytania (np. lektor mówi w 5’09”):

„Fundamentalnym dzisiaj problemem jest to, czy pozostawić przyrodę na łasce losu, czy zacząć działać? […] Czy powiedzenie „przyroda poradzi sobie sama” pasuje do nowych, trudnych czasów, gdy susza powoduje zamieranie całych ekosystemów?”

lub

„Czy w takich sytuacjach człowiek powinien pomóc przyrodzie np. zatrzymując wodę w lesie, ratując ginące gatunki i przywracając im odpowiednie warunki do życia?”

oraz bardzo stanowcze stwierdzenia „człowiek pomógł przyrodzie zabliźnić wiele ran.”, „młode drzewa są równie cenne co stare”, „żeby las trwał życie musi się nieustannie odradzać”, „dlatego dla zachowania konkretnych, specyficznych siedlisk pomaga się naturze, ingerując w proces” albo np. nie trafione zestawienia jak choćby zamierania świerków z zamieraniem świetlistej dąbrowy…

Nie cierpię taniej propagandy, ale ta w oparta na danych źródłowych BULiGL (produkcja dla TVP S.A.) – wcale taka tania nie była….ale poziom TVP został utrzymany


Zdjęcie tytułowe: R. Chudy

Dodaj komentarz