zakup harwesterów przez SL

Kto zyska, a kto straci na zakupach harwesterów i forwarderów przez LP?

W tym poście chciałbym przanalizować kto zyska, a kto straci na nowym pomyśle Dyrektora Generalnego LP dotyczącego zakupu harwesterów i forwarderów (po jednym komplecie) na każdą regionalną dyrekcję lasów państwowych. Czy ziści się marzenie Dyrektora Generalnego, o zastaniu polskiego leśnictwa pilarkowym, a zostawieniu harwesterowo-forwarderowym? Czytajcie dalej…


Pomyślałem, że tego typu rozważania, których jestem pewny na 100% nie wykonała Dyrekcja Generalna LP (czytaj Dyrektor Generalny), są potrzebne, gdyż pozwalają na realną ocenę sytuacji i podjęcie adekwatnych decyzji. Można powiedzieć, że taka analiza w biznesie nazywa się analizą zysków i strat. Jest ona oczywiście rozszerzona o liczby, o które niestety bardzo trudno w przypadku samofinansujących LP. Przykładem może być tutaj samo zatajanie sprawozdań finansowych w BIP-ie za 2016 rok (dajcie znać jak są gdzieś indziej).

CZYTAJCIE RÓWNIEŻ: Dobre Paniska herbu Lasy Państwowe.

Poruszę te punkty, które przyszły mi na myśl, oczywiście po lekkim ochłonięciu i mam nadzieję, że czytelnicy w komentarzach, tak jak ostatnio w przypadku posta zatytułowanego Cichociemni – spadochroniarze Lasów Państwowychpomogą mi w uzupełnieniu argumentacji. Zauważę, że żyjemy w bardzo ciekawych czasach, tu z jednej strony widzimy narastające napięcia na linii Korea Północna – USA, a tu za chwilę słyszymy komunikat o zakupie harwesterów i forwarderów przez Lasy Państwowe w Polsce. Aż chce się powiedzieć „Komuno pozwól żyć!” Ale dobra, nie będę wyprzedzał mojej argumentacji 🙂

Kto zyska?

Zacznijmy od tego kto zyska na zakupie harwesterów i forwarderów przez LP.

Firmy, które je produkują

Chyba oczywistym jest, że firmy produkujące harwestery i forwardery, za średnio milion i pół miliona złotych odpowiednio, już zacierają ręce na myśl o przetargach w wykonaniu samofinansujących LP.  Załóżmy, że maksymalnie będzie to 17×2 = 34 harwestery i 34 forwardery (oczywiście będzie to mniej, gdyż niektórzy nadleśniczowie już wcześniej się zatroszczyli, aby wykazać niedochodowość swoich nadleśnictw i brak gotówki na kontach). Także z poprzednimi zakupami mamy koszyk o wartości 34 milionów(harvestery) + 17 milonów (forwardery)  równy coś koło 50 milionów złotych! Można powiedzieć, że dla firm produkujących takie maszyny, to pula warta świeczki. Tylko teraz pytanie, kto je wyprodukuje?

CZYTAJCIE RÓWNIEŻ: Marka firmowa Lasy Państwowe.

Rzeczą oczywistą jest, że Polska nie jest żadnym potentatem na rynku takich maszyn. No chyba, że OTL Jarocin jakimś cudem zwiększy swoje moce zakładowe:) Wątpię! OTL Jarocin chyba swoje dobre lata ma już dawno za sobą, o ile w ogóle takie miał. Sprawdziłem ich stronę i ofertę, i doszedłem do wniosku, że na rynku maszyn, OTL Jarocin to taki trochę przykład firmy afrykańskiej (nie obrażając Afryki), czyli produkcja motyk, szpadli, czy przyczep. Innymi słowy zero produktów klasy high-tech. Z całym szacunkiem dla OTL Jarocin, ale mój dobry kolega, który właśnie obronił doktorat na Norweskim Uniwersytecie Nauk Przyrodniczych, w ciągu 3 lat zbudował robota, który potrafi sam jeździć po lesie, skanować ten las i jeszcze potrafi sam zlokalizować się w terenie. Mówiąc wprost, dokonał większego postępu technologicznego w ciągu 3 lat, niż OTL Jarocin przez ostatnie 50, a koszt jego doktoratu był napewno tańszy niż nakłady na pensje dyrektorów z Jarocina i ich wkład w innowacyjność produktów leśnych. Tutaj możecie po angielsku przeczytać post Marka o przyszłości automatyzacji w leśnictwie i zobaczyć jego prototyp robota.

CZYTAJCIE RÓWNIEŻ: Optymalna gęstość sieci dróg leśnych w Polsce

Chociaż jedna rzecz mnie zaskoczyła na stronie OTL Jarocin (patrzcie tutaj). Rekomendacja sprzętu zagranicznego. Głównie szwedzko-czeskiej firmy ENTRACON. Czyżby to ta firma miała zdominować wkrótce polski rynek harwesterów i forwarderwów? Tego nie wiem, ale wiem jedno, że to firmy zagraniczne ubiją dobry interes na decyzji Dyrekcji Generalnej, czytaj Dyrektora Generalnego. Dla Polski to żadna różnica czy LP kupią maszyny z firmy Ponsse, John Deer, Komatsu, Catterpillar, Logset, Rottne, Bell, Gremo, Entracon, czy innych. Kapitał tak czy siak wypłynie z Polski. Ale nie cały…

Prowizja musi być!

To może mała anegdota. Pracując w jednej z jednostek LP (nie ważne w której) nagle zaczął się temat ubezpieczeń grupowych. Byłem wtedy młodym stażystą, z cholernie biedną pensją (ok. 2000 zł netto po uwzględnieniu wszystkich premii). Mówię biedną, gdyż w Niemczech jako stypendysta miałem dwa razy taką, więc powrót do Polski był dla mnie finansową degradacją. Ale Służba, to Służba! Żeby nie spadła mi stopa życiowa, zacząłem dorabiać po godzinach spędzonych w LP jako doradca finansowy i sprzedawca ubezpieczeń, czy produktów rynku kapitałowego (lokat, produktów strukturyzowanych itp.). Ofertę produktową miałem w małym palcu, więc dość dobrze znałem się na warunkach ubezpieczeń, wiedziałem na co patrzeć przy porównywaniu ubezpieczeń, kredytów itd. Pominę tylko fakt, że kiepski był ze mnie sprzedawca, bo jedyną osobą, która kupiła coś ode mnie była moja obecna żona – chyba z litości kupiła:P No więc, ja specjalista w zakresie ubezpieczeń, a tu nagle pojawia się w pracy w LP temat ubezpieczenia grupowego i dostaję ofertę do ręki. Każdy normalny oczekiwałby super oferty, bo wiadomo, że przy ubezpieczeniach grupowych można wynegocjować lepsze warunki, bo to trochę jak sprzedaż w hurcie. A tu nie! Jak zobaczyłem te warunki przygotowane dla pracowników LP, to od razu wyśmiałem tą ofertę i zarchiwizowałem ją w stylu LP i Ministerstwa… w koszu na śmieci.

CZYTAJCIE RÓWNIEŻ: Opcje strategiczne dla państwowych leśnych instytucji w Polsce

Taka sytuacja nie dotyczyła tylko ubezpieczeń, ze stawkami telefonicznymi było dokładnie tak samo. Jako prywatna, pojedyncza osoba miałem lepsze warunki, niż firma zatrudniająca coś koło 50 ludzi. I tutaj przy okazji pojawia się głupota LP, zamiast negocjować jako jedna duża firma, negocjują jako samodzielne jednostki (Sic!) To dlatego te stawki są tak okropne. Kompletna niegospodarność, wręcz działanie na szkodę Skarbu Państwa, i niewykorzystanie przy tym możliwości i ekonomii skali.

Kończąc moją anegdotę o ubezpieczeniach dla LP, ponieważ zawsze byłem dociekliwy, na końcu i tak się dowiedziałem kto wziął prowizję w dyrekcji od wybrania akurat właśnie tej kiepskiej oferty. Każdy agent ubezpieczeniowy, czy inny sprzedawca, na ogół dostaje prowizję za sprzedaż produktu. Czym agent jest wyższego stopnia tym wyższa prowizja i tym większe możliwości dzielenia się nią z współpracownikami. Proste jak to! Teraz dodajcie sobie maszyny za miliony złotych i prowizje związane z ich zakupem, to dojdziecie do wniosku, kto jeszcze może na tym zyskać. Co prawda, w przypadku ubezpieczeń, które nie kosztowały tyle co produkcja harwesterów, to były to zamówienia tak zwane z „wolnej ręki”, gdzie nie trzeba było startować w przetargu publicznym. Są to takie zamówienia, gdzie moim zdaniem dochodzi do największych przekrętów, w ramach zasady „jak już kraść, to małymi łyżkami”. Zakup harwesterów i forwarderów pójdzie zapewne w przetargach publicznych, ze względu na wysoką cenę. Tutaj też różne manewry można stosować, ale o tym innym razem. Ale jak pamiętacie jak na przykład budowano stadiony na Euro, i jak zwiększały się wykładniczo koszty budowy to możecie sami sobie dopowiedzieć. Albo zobaczcie na przykład od czego o 10% droższa była budowa kanału elbląskiego. Zdziwicie się. Polak potrafi i chyba nikt w to nie wątpi? Pozostawię retoryczne pytanie, czy z harwesterami i forwarderami może być inaczej?

CZYTAJCIE RÓWNIEŻ: Kreatywność leśnika.

Zresztą, zakup takich maszyn w tego typu przetargach publicznych nie jest łatwą rzeczą. Bo przede wszystkim trzeba się na tym znać! A co leśnik biurokrata może wiedzieć o parametrach maszyn leśnych? Nie dużo! Nie wystarczy w przetargu napisać, że „maszyna musi umieć ścinać drzewa”, ale trzeba podać też jakieś parametry techniczne. A wiadomo, że czasem jeden parametr może prowadzić tylko do jednej firmy. No i? No i prowizja przyklejona!

Operatorzy na start!

Nowe harwestery i nowe forwardery to również nowe miejsca pracy, dla tych co zainwestowali w siebie i zrobili kurs na operatora harwestera. Ktoś tą maszyną musi w końcu sterować. Nie dość, że praca będzie dla takich osób, to jeszcze i stabilny pracodawca. Nie wiem dokładnie jak to jest (może ktoś z czytelników na dole skomentować) ale rozumiem, że jak LP będą miały te maszyny, to operatorzy też będą zatrudnieni przez LP razem z całym uposażeniem, premiami itp. jako osoby na stanowiskach robotnicznych, lub jako specjaliści Służby Leśnej ds. ścinania drzew. A co jeśli nie ma na rynku wykształconych operatorów? No to marszem do Nadleśnictwa Gidle na „profesjonalne kursy i szkolenia w zakresie technik pozyskiwania i zrywki drewna przy użyciu mobilnych maszyn leśnych typu harwester i forwarder”. Nadleśnictwo Gidle z decyzji DGLP, czytaj Dyrektora Generalnego, na pewno się ucieszy zwiększonymi przychodami z opłat za kursy, które tanie nie są.

CZYTAJCIE RÓWNIEŻ: Leśnik a zulowiec.

No wreszcie LP, ale czy na pewno?

Jednym z argumentów, za decyzją DGLP, czytaj nieomylnego Dyrektora Generalnego, jest „zabezpieczyć LP przed ewentualnymi kłopotami z wykonawstwem prac”. Coś w tym jest. Na wypadek ogólnokrajowego strajku wszystkich ZULi, samofinansujące LP na pewno będą mogły sobie pozyskiwać i zrywać drewno tymi 64 maszynami:)  A tak serio, na pewno LP zyskają dodatkowy atut w negocjacjach i w przebieraniu ofert ZULi w przetargach. Rozmowa będzie prosta „Robisz za taką stawkę, a jak Ci się nie podoba to ***********, bo my mamy swoje maszyny”. Na pewno ZULe będą czuły dyskomfort i oddech na karku. LP znajdą też się w niekomfortowej sytuacji, bo z jednej strony będą mieli swoje maszyny, które muszą pracować ile się da – najlepiej dzień i noc (tak jak w Szwecji) – aby zarobiły na siebie, a z drugiej strony będą musieli żyć z ZULami w zgodzie, bo sami całej Polski nie obskoczą tymi 64 maszynami, zwłaszcza, że ponad 80% wszystkich prac w Polsce wykonuje się pilarkami. Dla mnie argument Dyrektora Generalnego jest kompletnie chybiony, i dlatego przechodzimy do rozdziału, kto straci na zakupach harwesterów i forwarderów przez LP.

Kto straci?

Zawsze traciły i będą traciły ZULe

Niektórzy panowie widać jeszcze się nie obudzili w nowej rzeczywistości, istniejącej w Polsce od czasów, gdy ZULe zostały wyłączone ze struktur LP. Wyłączenie ZULi ze struktur LP było dobre dla LP. I dla ZULi też by było dobre, gdyby miały tę dodatkową nogę na której mogły by się podeprzeć. Tą dodatkową nogą dla obecnych ZULi powinny być zamówienia ze strony lasów prywatnych. A tak to ZULe zostały skazane na wieczną tułaczkę i trzymanie się jak tonący brzytwy jednego monopolistycznego pracodawcy w Polsce – LP. To ich właśnie skazuje na przegraną, i to się nigdy nie zmieni, dopóki to LP nie zaczną zabiegać o pracę wyspecjalizowanych firm w pozyskaniu i zrywce drewna. W sytuacji, kiedy ZULe byłyby zajęte pracą na rzecz prywatnych właścicieli lasów, to LP musiałyby się trochę bardziej postarać i zacząć konkurować stawkami z sektorem prywatnym (mam tu nie tylko na myśli prywatne osoby, ale również inne zagraniczne i polskie koncerny, które posiadałyby swoje lasy). Obecna sytuacja ZULi jest bardzo zbliżona do sytuacji studentów leśnictwa, ubiegających się o pracę, czyli „Lasy Państwowe albo nic!”.

Przede wszystkim Lasy Państwowe

Po pierwsze, trzeba zwrócić uwagę na sprawę dotyczącą finansowania zakupów przedmiotowych maszyn leśnych. Każdy przedsiębiorca (nawet mający te 1,5 miliona złotych na koncie w banku) dobrze wie, że zamiast pozbywać się gotówki i jej potencjału, z pewnością wolałby wziąć te maszyny na kredyt lub w leasing. O zaletach i wadach obu rozwiązań możecie przeczytać na przykład tutaj: Kredyt czy leasing?

CZYTAJCIE RÓWNIEŻ: W leśnictwie nie ma miejsca na darmowe obiady- wywiad z Bob’em Izlarem

Główną wadą zakupów za gotówkę jest fakt, że wydane środki zmniejszają budżet i ograniczają możliwość inwestowania środków w bieżącą działalność firmy. W przypadku Lasów Państwowych to żaden problem, bo menadzęrowie z generalnych, regionalnych dyrekcji i nadleśnictw w żaden sposób nie inwestują w rozwój firmy, bo najzwyczajniej w świecie nie mają pojęcia o inwestycjach, nie mówiąc o tworzeniu wartości dla interesariuszy. Oni te pieniądze przejadają, a to coś zupełnie innego!

CZYTAJCIE RÓWNIEŻ: Czy w Lasach Państwowych pracują dobrzy menadżerowie?

Panadto zakup harwesterów i forwarderów dla Lasów Państwowych na własność za gotówkę wiąże się z koniecznością prowadzenia bardziej skomplikowanej dokumentacji księgowej i ewidencyjnej niż w przypadku leasingowanych flot. Oczywiście, po okresie eksploatacji maszyn Lasy Państwowe będą musiały zająć się z oszacowaniem wartości i ich sprzedażą, co z pewnością obciąży działy księgowości. No chyba, że będą sprzedawać te maszyny, tak jak komputery, nieruchomości czy telefony komórkowe i inny sprzęt biurowy w przetargach wewnętrznych między sobą. A co, niech leśniczy też se kupi harwestera za pół darmo!

Tutaj mała anegdotka. Kiedyś osobiście wystartowałem w takim przetargu na sprzęt biurowy i telefony w dyrekcji regionalnej LP. Wykosiłem Dyrektora i jakiegoś naczelnika z ich telefonów, a innego naczelnika z biurowego krzesła (później się okazało, że zniszczonego kompletnie-moja wina bo nie miałem odwagi iść do gabinetu naczelnika i powiedzieć mu, że przyszedłem skontrolować jego sprzęt biurowy i jak z niego korzysta). Moja zaoferowana cena była po prostu najwyższa w przetargach. W Dyrekcji zrobił się nagle szum, jak to możliwe, że stażysta wykasza biednych pracowników z Dyrekcji z ich „osobistych” sprzętów? Wręcz zmusza ich do walki na cenę o ich „osobiste” dobra, a tak to mogliby spokojnie je sobie kupić za symboliczną złotówkę! SKANDAL! HAŃBA! Po tym „skandalu” przyszedł do mnie Pan ze związków i powiedział tak:

„Panie Rafale, niedługo będzie przetarg na komputery w Dyrekcji. Dobrze Panu radzę, niech Pan lepiej nie startuje”. 

Temat przetargów publicznych i wewnętrznych zostawiam na razie w spokoju, ale wrócę do niego na pewno.

Wracając do tematu, pomimo wad zakupów za gotówkę, jest wysoce prawdopodobne, że Lasy Państwowe na takie właśnie finansowanie pójdą. Nie wiem ile gotówki mają teraz, ale w 2012 roku jako firma, miały coś ponad 3 miliardy. Teraz pewnie mają trochę mniej po wpłatach do Budżetu i podatku od sprzedaży drewna.

CZYTAJCIE RÓWNIEŻ: Robotnicy leśni jako gastarbeiterzy.

Co gorsze, tak jak wcześniej LP nie wystąpią w przetargu jako jedna firma, tylko poszczególne nadleśnictwa będą robiły to na własną rękę (tak jak z ubezpieczeniami i telefonami), więc kolejny raz ekonomię skali szlag trafił!

Coś do baku harwesterów trzeba wlać!

No przecież kogoś za sterami tych maszyn trzeba posadzić, nie? I jeszcze za niego ZUS płacić. Tak samo coś trzeba wlać do ich baku? Gorzej, te maszyny trzeba przecież przetransportować z miejsca na miejsce, a to też kosztuje. Już w ogóle nie wspominając, jak nie daj Boże, któraś maszyna się popsuje i trzeba będzie ją serwisować.

CZYTAJCIE RÓWNIEŻ: Śmierć leśnej bestii

Jest to szereg kosztów, które samofinansujące LP będą musiały ponieść. I ja je nazywam stratami. We wcześniejszej wersji z outsourcingiem i jego zaletami, o których pisałem przy okazji znakomitego występu mojego leśnego idola z zarządzania, z Krakowa: Nominacje do tytułu „Leśny Ignorant Roku 2016”Lasy Państwowe kompletnie nie przejmowały się takimi sprawami. I właśnie z takich przyczyn, outsourcing jest najlepszym rozwiązaniem dla LP, a zakup maszyn najgorszym. No ale jak chce się być niezależnym od złych ZULi, no to trzeba płacić! Ten argument jest tak wyssany z palca jak przedwyborcze sondaże TVP.

Stracą LP, to i straci Skarb Państwa, a w konsekwencji my wszyscy Polacy

Tu już nie ma co się rozpisywać, Lasy Państwowe zarządzają polskimi lasami w imieniu Skarbu Państwa, to i straci Skarb Państwa. Proste jak to. Osobiście takiego zarządzającego wyrzuciłbym, przepraszam za wyrażenie, ale na zbity pysk i poszukałbym nowego zarządcy. W przypadku LP, nie można ich całych wyrzucić, ale chyba wszyscy wiecie z kim trzeba byłoby to zrobić. Zakup tych maszyn przez LP, uważam jednogłośnie za szkodę na rzecz Skarbu Państwa,  oraz nie umiejętne zarządzanie firmą. Traci Skarb Państwa, to i tracimy my wszyscy Polacy, bo wszyscy wiemy, że gdy w Budżecie brakuje pieniędzy to od kogo te pieniądze łatwiej dostać, niż od podatników?

Straci też wizerunek Lasów Państwowych

Przynajmniej ten lansowany na ich facebook’owym profilu, który stara się jak najwyraźniej przypisać Lasom Państwowym wszelkie wytwory przyrody kreowane poprzez gospodarkę leśną, oprócz drewna rzecz jasna. Dlatego nie znajdziecie tam zbyt wiele o prawdziwej pracy leśnika, o odbiórkach, nudnych szacunkach brakarskich, a o wycinaniu drzew nawet nie marzcie.

CZYTAJCIE RÓWNIEŻ: Niedokończone rozmowy z Adamem Wasiakiem

Wcześniej samofinansujące LP miały tylko narzędzia do sadzenia, budowania ścieżek przyrodniczych, czy edukacyjnych zabaw z dziećmi. Same bezkonfliktowe działania. Teraz będą miały niosące śmierć drzewom maszyny. Ciekaw jestem, czy po ich zakupie LP pochwalą się nimi na facebook’u, i zademonstrują ich działanie w praktyce?

Podsumowując

Biorąc powyższe argumenty pod uwagę, uważam, że decyzja o zakupie nowych maszyn przez LP jest zła, wręcz szkodliwa dla funkcjonowania całej firmy. Rodzi się zatem pytanie, dlaczego LP idą w zaparte i realizują tak karygodne przedsięwzięcie? Czy rzeczywiście jest to próba uniezależnienia się od ZULi?

Nie sądzę! Według mnie jest to kolejny sposób pozbycia się gotówki z kont LP lub z Funduszu Leśnego.

CZYTAJCIE RÓWNIEŻ: O Leśny Funduszu! Dodaj nam animuszu!

Można powiedzieć, że jeden z wielu realizowanych ostatnio w praktyce. Do których zaliczyłbym również pomoc niedochodowym Parkom Narodowym (ponad 65 mln złotych), czy dofinansowanie uproszczonych planów urządzania lasów w starostwach (tylko powiat tucholski 50 tys. złotych). Pisał również o tym wcześniej Pan Tadeusz Ciura w poście zatytułowanym Dobre Paniska herbu Lasy Państwowe.

Także, Dyrektor dwoi się i troi jak tu pozbyć się tego „balastu” zwanego gotówką. A może chce budować wizerunek LP jako tych biednych, walczących ostatkami sił o polską ziemię i wizerunek najlepszego leśnictwa na świecie, z minimalnym kapitałem własnym?

Szkoda tylko, że jak ognia unika słowa inwestycja. Chodzi mi o prawdziwą definicję tego słowa a nie zakup np. harvestera… to ma być  inwestycja … pfff… Może, gdyby jakimś cudem samofinansującym się LP wpadło do głowy zainwestowanie tego balastu zwanego gotówką w jakieś konkretne aktywa, może wtedy wilk byłby syty i owca cała. Może… Gdybologia… właśnie zdałem sobie sprawę, że wyobraźnia poniosła mnie (niestety…) daleko do krainy różowych jednorożców i aktywnego inwestowania przez DGLP…


Zdjęcie tytułowe: Leśnik, zulowiec i harwester, tylko czyj? Autor zdjęcia: Rafał Chudy

Dodaj komentarz