moja leśna walka

Moja leśna walka

Do tej pory, nie dałem się w pełni poznać czytelnikom bloga i myślę, że ta chwila właśnie nadeszła. Nasz blog istnieje już od 1.5 roku, i uznałem, że to odpowiednia okazja, aby opisać moje początki w świecie leśnictwa. Moja leśna walka. Zapraszam!


Pierwsze kroki

Można powiedzieć, że moja historia z Lasami Państwowymi zaczęła się od porozumienia pomiędzy Dyrektorem Generalnym Lasów Państwowych a Dziekanami Wydziałów Leśnych o zatrudnianiu w Lasach Państwowych absolwentów posiadających najwyższe w danym roku akademickim średnie ocen. Jako absolwent studiów inżynierskich, udało mi się załapać do grona takich studentów. List do mnie z Dyrekcji prezentuję poniżej. 

Na zdjęciu poniżej ten sam Dyrektor Generalny LP, który podpisywał pismo, czyli Marian Pigan wręcza mi nagrodę rektora za dobre wyniki w nauce.

moja leśna walka

Ponieważ przebywałem w tamtym czasie akurat w Stanach Zjednoczonych i już miałem pomysł na odbycie, a wręcz skrócenie swojego stażu w LP (jako ekonomista zawsze myślę w kategoriach optymalizacji i najlepszego wykorzystania danych mi zasobów), odpowiedziałem na pismo i moja korespondencja wyglądała tak:

>>CZYTAJCIE RÓWNIEŻ: Czas docenić pracowników terenowych leśnictwa.

moja leśna walka

Niektórzy z Was czytając moją korespondencję z Dyrekcją Generalną mogą pomyśleć o mnie, że jestem bezczelny. I tutaj muszę przyznać Wam rację! Wiem czego chcę od życia, wiem jakie mam cele, i realizuję je (ale nigdy po trupach), lub inaczej mówiąc moja bezczelność polega na realizacji własnych marzeń i dążenia do doskonałości.

Nie ukrywałem, że chciałem być zatrudniony w Dyrekcji Generalnej w Warszawie z uwagi na młodzieńcze ambicje, lub RDLP w Łodzi z uwagi na fakt, że z tego miasta pochodzę. Pismo dotyczyło nadleśnictw, jednakże z doświadczenia wiem, że niektórzy studenci również dostawali się na staż do regionalnych czy Generalnej Dyrekcji, a także często dostawali zatrudnienie w tych jednostkach zaraz po stażu. Mierzyłem wysoko, bo jak spaść to z wysokiego konia. I ta zasada przyświeca mi do dziś, czego nie wstydzę się przyznać.

Odpowiedź z Generalnej była taka:

moja leśna walka

Ze Stanów wróciłem jakoś w styczniu 2012, a stypendium w Niemczech zaczynało mi się w marcu. Myślałem, że istnieje możliwość odbycia najpierw 3 miesięcy stażu w LP, później kontynuacja tego stażu za granicą, i powrót do kraju w celu zakończenia stażu lub jego uznania. Liczyłem wtedy na bardziej zintegrowany program, bardziej dostosowany do moich potrzeb, ale i też do korzyści LP w postaci np. nawiązania przeze mnie współpracy zagranicznej z innymi jednostkami, wykorzystania świeżo zdobytej wiedzy z instytucji zagranicznej itp. Niestety, ale taka możliwość wtedy nie istniała.

Z jednej strony trochę szkoda mi było tych 3 miesięcy i oderwania od leśnictwa, z drugiej, mogłem w pełni skupić się na nauce języka niemieckiego bo wiedziałem, że przyda mi się on na obczyźnie.

Kiedy wyjeżdżałem do Niemiec, Pani z Wydziału Kadr i Doskonalenia Zawodowego, z którą jeszcze przed wyjazdem spotkałem się osobiście w Warszawie, twierdziła, że według obowiązującego zarządzenia z 2009 roku, można skrócić staż o nie więcej niż 9 miesięcy. Niestety, po przyjeździe z Niemiec okazało się, że zarządzenie zmieniło się w międzyczasie i LP mogą skrócić staż już tylko o 6 miesięcy. Po przedstawieniu stosownej dokumentacji, ostatecznie uznano mi tylko 3 miesiące z mojego stażu zagranicznego, argumentując, że nie pokrywa się on z wytycznymi i tematami stażu istniejącymi w polskich leśnych realiach. No cóż, pomyślałem, że te kilka dodatkowych miesięcy na pewno przyda mi się z punktu widzenia mojego przyszłego doświadczenia.

RDLP w Łodzi – ale o co chodzi?

Wchodzę do Dyrekcji. „Miła” pani sekretarka (tak miła jak portier z filmiku na końcu tego posta) skierowała mnie do wydziału kadr, a tam  dowiedziałem się, że w RDLP w Łodzi nie przyjmuje się na staż ludzi po leśnictwie [sic!]. Pan naczelnik i kadrowa powiedzieli mi wówczas, że w RDLP Łódź zatrudnia się ludzi tylko po studiach takich jak finanse, czy księgowość. W zamian skierowano mnie do nadleśnictwa.

Powiem, że po tej wizycie byłem trochę zmieszany, bo nie rozumiałem jak niektórzy z moich znajomych odbywają swoje staże w innych dyrekcjach, a tu nagle w Łodzi okazuje się, że leśnicy nie mają wstępu do dyrekcji. Starsi czytelnicy tego bloga zapewne pamiętają mój wywiad z jedną ze studentek Wydziału Zarządzania Uniwersytetu Łódzkiego. Po wywiadzie i jego publikacji na blogu, zostałem poproszony w niedługim czasie o zmianę jego treści. Od razu wiedziałem o co chodzi, i jak działa środowisko akademickie i RDLP w Łodzi. Na studentkę UŁ były wywierane naciski, aby zmieniła swoją wypowiedź i krytykę względem RDLP Łódź. Przesłała mi nawet poprawioną wersję, w której zobaczyłem lansowane nazwiska pracowników RDLP Łódź, czego oni tam nie zrobili i jakiego oni tam wkładu nie wnieśli we współpracę. Po przeczytaniu, od razu zdecydowałem się zdjąć wywiad z bloga kompletnie, plan Baryły po raz kolejny nie wypalił:). Chciałbym tutaj zacytować tylko fragment tego wywiadu:

– Dlaczego akurat wybrałaś Regionalną Dyrekcję Lasów Państwowych (RDLP) w Szczecinku, skoro tuż obok Wydziału Zarządzania UŁ na tej samej ulicy znajduje się RDLP w Łodzi?

    – Od początku współpraca mojego Koła Naukowego z Lasami Państwowymi lepiej układała się z RDLP w Szczecinku. Mimo że tak  jak mówisz RDLP w Łodzi mamy tuż „pod nosem”, kontakt z tym oddziałem był utrudniony. Nie mam tu na myśli trudności w znalezieniu drogi do biura RDLP w Łodzi JPracownicy nie byli otwarci na kontakt ze studentami – młodymi a zarazem już dość świadomymi użytkownikami lasów, którzy chcieli dowiedzieć się czegoś więcej o sposobie zarządzania naszym wspólnym dobrem narodowym, co w przyszłości mogłoby posłużyć jako materiał do badań i być może w jakiś sposób przydać się Lasom Państwowym. Trudno mi jednak określić powody, dla których RDLP w Łodzi nie chciało nawiązać z nami takiej współpracy, jaką udało się stworzyć z oddziałem w Szczecinku.

Ten wywiad przeprowadziłem jakieś 3 lata po moich własnych doświadczeniach z RDLP Łódź. Powiem szczerze, że brak jakichkolwiek zmian w na tej płaszczyźnie jakoś szczególnie mnie nie dziwi.

Po negatywnej odpowiedzi w RDLP Łódź, postanowiłem spróbować swoich sił i wybrałem się do Dyrekcji Generalnej, aby pokazać moje doświadczenie zagraniczne i zapytać jakie mam możliwości.

Pociągiem do Generalnej

W Dyrekcji Generalnej poradzono mi, napisanie podania do Dyrektora Generalnego, aby przychylił się do mojej prośby odbycia stażu w RDLP Łódź.

Ku mojemu zdziwieniu, ówczesny Dyrektor Generalny zgodził się „prosząc” ówczesnego dyrektora RDLP o przyjęcie mnie na staż w jego jednostce. Prośba została spełniona. Także, sami widzicie bez znajomości, a ciężką walką można trochę oszukać przeznaczenie. Ale nie jest to ani prosta, ani miła sprawa.

Zatrudnienie na czas nieokreślony?

Staż mi się skończył po 9 miesiącach. Pytanie, co teraz? Nie ukrywam, że w ofertach pracy po stażu nie przebierałem. Wcześniejsze pismo straciło już wtedy ważność i obejmowało tylko pracę w  nadleśnictwach. Po studiach magisterskich, pomimo średniej 5.0 podobnego pisma już niestety nie otrzymałem. Koniec końców, otrzymałem ofertę pracy w Nadleśnictwie Grotniki, i zostałem oddelegowany do leśnictwa znajdującego się 40 km od Łodzi na pełniącego obowiązki podleśniczego.

I tu mogę powiedzieć nastąpił moment przełomowy w moim życiu i leśnej karierze. Kiedy po tych wszystkich studiach, stażach dostałem puszkę farby do ręki i powierzchnię do wyznaczania trzebieży, coś we mnie pękło. Nie po to się tyle kształciłem i dążyłem do doskonałości w ekonomice leśnictwa i analizowaniu rynku drzewnego, aby teraz wykonywać pracę, którą spokojnie mógłby wykonywać uczeń po technikum leśnym, chcący zarobić na dalsze kształcenie lub ZULowiec. Tak swoją drogą, to ówczesny inżynier nadzoru powiedział mi, że to tylko Służba Leśna dokonywać tak poważnych obowiązków jak wyznaczanie drzew do trzebieży, bo ZULowiec miałby w interesie docinanie więcej (płacone od metra) co mogłoby być niezgodne z trwałą, zrównoważoną i wielofunkcyjną gospodarką leśną. Później się przekonałem, że nie tylko ten zulowiec był traktowany jak złodziej, ale ja jako podleśniczy również kiedy nadleśniczy z inżynierem jeździli po terenie rozmawiając z zulami za naszymi plecami, oskarżając nas o zły nadzór nad zulem, złą sortymentację, czy w rozmowie ze mną bezpośrednio wywierając na mnie presję aby donosił na swojego leśniczego w kwestii tego dlaczego sprzedaż detaliczna idzie tak słabo.

Powiedziałem sobie: „Dość tego Rafał, trzeba stąd… „uciekać!” i opuścić to złowrogie środowisko. Ale zanim jeszcze zacząłem szukać bardziej intensywnie innych możliwości poza LP postanowiłem, że zagram Va Banque. Umówiłem się jeszcze na spotkanie z Zastępcą Dyrektora Generalnego ds. ekonomicznych (który notabene pełni dalej swoją funkcję do dziś).

Pociągiem do Warszawy po raz drugi

W Nadleśnictwie wziąłem sobie dzień wolny i wybrałem się znów pociągiem do Warszawy do Generalnej. Pamiętam to spotkanie do dziś. Rozmowa trwała może z 5 minut i wyglądała mniej więcej tak:

JA: Panie Dyrektorze, pracuję obecnie w Nadleśnictwie na stanowisku podleśniczego, skończyłem te studia i te, i bla bla bla. Czy widziałby Pan dla mnie inną funkcję w Lasach Państwowych, w której mógłbym się przydać i w której mógłbym w pełni wykorzystać swoją wiedzę i doświadczenie zdobyte w kraju i za granicą?

Zastępca Dyrektora Generalnego ds. ekonomicznych : Wie Pan, właściwie to mogę Pana ściągnąć do Dyrekcji Generalnej, ale będzie robił Pan zwykłe klepanie w klawiaturę przy Funduszu Leśnym. Mogę za to dać namiar do Pani w Departamencie Leśnictwa w Ministerstwie, która Panu pomoże w szukaniu innych możliwości zatrudnienia za granicą. Tam Pan coś na pewno znajdzie ze swoimi kwalifikacjami.

Wtedy sobie uzmysłowiłem po słowach Dyrektora, że w tej firmie mnie po prostu nie potrzebują.

>>CZYTAJCIE RÓWNIEŻ: Szympansy w spółkach Skarbu Państwa

Czułem się po prostu niechciany i odsyłany z kąta w kąt. Czułem, że moje wykształcenie i potencjał zwyczajnie marnują się w tej firmie. Spotkałem się więc z Panią w Ministerstwie, która mi dała adres strony FAO i gdzie można szukać wakatów, o której już dawno temu wiedziałem. Powiedziała mi też, że gdybym chciał odbyć staż w Ministerstwie to muszę sobie pieniądze na staż zorganizować w Urzędzie Pracy jako bezrobotny, bo oni w MŚ żadnych funduszy na stażystów nie mają. Smutna prawda. Pomyślałem sobie wtedy, że jak my mamy być poważni na arenie międzynarodowej, skoro Ministerstwo i LP są kompletnie zabetonowane, w czasie kiedy moi koledzy z Finlandii, Szwecji czy USA idą sobie spokojnie bez żadnego nepotyzmu na staże w podobnych jednostkach.

Tak teraz, jak o tym sobie wszystkim piszę i myślę, to muszę przyznać, że Pan Zastępca Generalnego zrobił mi wielką przysługę wybijając mi z głowy pomysł pracy w LP. Albo przynajmniej zniechęcając mnie nawet do myślenia o takich rzeczach. Dalej moja kariera potoczyła się dość szybko, ale zagranicą. Patrząc w chwili obecnej co robią moi koledzy ze studiów, dziś byłbym pewnie dalej podleśniczym, leśniczym, strażnikiem leśnym, a w najlepszym razie specjalistą w biurze, ale tylko pod warunkiem ukończenia programu „Mój wujek/tata … itd.”

Dla kogo jest ten blog?

Po moim krótkim lecz intensywnym doświadczeniu w pracy w LP, mam dalej niesmak odnośnie sposobu w jaki traktuje się tam ludzi i jak destrukcyjne środowisko tam istnieje, zwłaszcza dla młodych ludzi. Dla mnie najgorsze w ciągu tych 2 lat był brak komunikacji między przełożonymi a mną, nie było pytań na temat moich potrzeb, czym ja chciałbym się zajmować, gdzie mogę włożyć jakiś wkład w obecny system itd. Był za to system nakazowo-rozdzielczy, czyli masz robić to i to, masz teraz pracować tam i tam, a co o tym myślisz, zostaw dla siebie. Wydaje mi się, że mundury w jakimś stopniu zmieniły niektórych leśników w wojsko i system wykonywania rozkazów.

Pomyślicie może po raz kolejny, że jestem bezczelny, że czego ja w ogóle wymagam, że w prawdziwej pracy nikt nie interesuje się potrzebami oraz planami pracownika. Muszę więc wyprowadzić was z błędu. W dobrej firmie to właśnie pracownik jest na pierwszym miejscu, jego potrzeby, pomysł na rozwój itp. Jasno wytyczona ścieżka rozwoju i możliwość udoskonalania siebie i swoich umiejętności to najlepsza forma systemu motywacyjnego dla mnie. Powiecie, że w LP system motywacyjny, motywuje pracowników pieniędzmi. Szczerze? Po co wam pieniądze, kiedy nie możecie się rozwijać zawodowo?

Nie podobało mi się również i dalej się nie podoba brak zasad moralnych, czy etycznych norm wśród kierownictwa. O nepotyzmie, korupcji (te posty właśnie wracają na bloga), braku kompetencji na poziomie zarządzania nie wspomnę. Chociaż jak w każdej firmie znajdują się i w LP ludzie, którzy są dobrymi pracownikami, profesjonalistami i którzy mają zasady. Problem jest taki, że wraz z awansami zasady te zaczynają się zamazywać i człowiek wpada w wir korpomaszyny opartej na niewłaściwych zasadach. Czy młodzi coś zmienią w LP? Czy zmienią system? Myślę, że niestety nie, gdyż system nie pozwala im dojść do głosu i wciąga ich bardzo szybko. Ograniczone zatrudnienie w leśnictwie w kraju popycha młodych ludzi w kierunku ustępowania nakazom przełożonych, i młody człowiek uczy się, że tak już musi być. Po pewnym czasie człowiek przyzwyczaja się do luksusu pracy w LP i jest w stanie, w obronie tego luksusu, do wszelkiego rodzaju zachowań, nawet tych najbardziej nikczemnych.

Monitor Leśny

Ten blog nie jest skierowany przeciwko Lasom Państwowym, ale ludziom je tworzącym. Ludziom, którzy kompletnie nieumiejętnie zarządzają tą firmą i którzy marnują na każdym kroku powierzone im zasoby (w tym ludzkie). Ten blog jest przeciwko tak zwanym fałszywym autorytetom jak na przykład ostatni Dyrektor Generalny, były Minister Środowiska czy każdy nadleśniczy, leśniczy czy ktokolwiek powołany z uwagi na inne niż zawodowe względy.

Ten blog jest skierowany do tych, którzy jeszcze nie pojęli, że leśnictwo nie jest o drzewach, tylko o ludziach.

I na koniec, jest on skierowany do tych co chcą się rozwijać, uczyć o tym jak wygląda leśnictwo w innych krajach, i jak jest zarządzane. Tego mi chyba najbardziej brakowało w LP kiedy tam pracowałem, możliwości rozwoju i wyzwań. Była tylko stagnacja i politykowanie na korytarzach, zamiast prawdziwej pracy i dążenia do doskonałości w tym co się robi.

To tyle z mojej strony. Myślę, że motywacje prowadzenia bloga przez Pana Tadeusza są zgoła odmienne i taka też jest funkcja tego bloga, aby prezentować różne poglądy, z różnych krajów, nie być anonimowymi i poruszać tematy, które prasa leśna w Polsce raczej nie poruszy z wiadomych względów.

>>CZYTAJCIE DALEJ: Raz prozą, raz rymem…, czyli zrozumieć reżim

Kim jestem?

Muszę przyznać, że najbardziej podobały mi się następujące opisy mojej osoby pisane przez różnych ludzi, którzy nie potrafili zaatakować moich myśli, więc skupili się na mojej osobie:

„Eks-pracownik LP, frustrat, który jak wyszedł z piaskownicy nie został od razu powołany na stanowisko Dyrektora”

„Szwedzki agent”

Bawią mnie one do tej pory. Jeśli chodzi o eks-pracownika to jak najbardziej prawda. Frustrat? Na pewno nim byłem kiedy pracowałem w LP, bo sytuacja tam panująca doprowadzała mnie nieraz do frustracji i bezsilności. Teraz gdy już od 4 lat przebywam na obczyźnie, nie mam powodów, aby być sfrustrowanym. Czasem czytając pomysły LP, czy inwektywy w moją stronę, mam ochotę powiedzieć o LP, tak jak wielu moich kolegów, którzy wyemigrowali z LP i Polski i sobie odpuścili mówiąc: „Nie mój cyrk, nie moje małpy, nie mój problem”, lub „Po co mi to?”. 

Jednakże, z drugiej strony, czuję jakąś wewnętrzną powinność, że jako osoba niezależna od ludzi LP mnie przyszło walczyć o przywrócenie normalności w tej firmie, o jej rozwój, i o jej wkład w rozwój Polski. Ludzie pracujący w LP tego nie zrobią, bo im jest obecnie dobrze tak jak jest, a nie widzą drugiej strony medalu, co się dzieje z naszym krajem, w sytuacji utrzymywania tego silosu, monopolu itd.

Szwedzki agent? Tutaj co bym nie odpowiedział, to i tak nim będę, bo to już jest jakaś polska mentalność oskarżać kogoś o bycie szpiegiem, agentem, złodziejem itd. Co prawda w komunie żyłem tylko 3 lata, i myślałem, że nikt mnie o agenturę nie oskarży, a tu taka niespodzianka. A swoją drogą, nie uważam, że skandynawska czy anglosaska gospodarka leśna jest idealna. Jednakże, uważam, że znacznie bliżej im do ideału niż gospodarce polskiej, niemieckiej, nie mówiąc o rosyjskiej. Skoro skandynawska czy anglosaska gospodarka jest oparta na relatywnie większej uczciwości, biznesowym podejściu, ekonomicznym myśleniu, i chciałbym takowe widzieć w Polsce, nie tylko w LP ale i w lasach prywatnych, to tak jestem szwedzkim lub amerykańskim agentem.

Podsumowując

Moja historia w LP nauczyła mnie jednej zasady:

„Zawsze rozmawiaj z osobą decyzyjną, a nie marionetką”

I taka zasada mi przyświecała w LP, nie rozmawiałem o swoich sprawach z nadleśniczym, sprzątaczką czy innym biurokratą. Starałem się rozmawiać z tym kto podejmuje decyzje i kto pociąga za sznurki w tym leśnym burdelu.

Po drugie, uważam, że mój przykład nie jest odosobniony, nie pierwszy i nie ostatni. O czym pisaliśmy już na blogu:

Młody polski leśnik – czy należy do generacji lat 1990?

Lasy Państwowe a młodzi leśnicy.

Perspektywy na zmiany w LP, aby stały się firmą przyjazną młodym ludziom, pokoleniu Y są raczej mizerne na najbliższe lata, bo LP, moim zdaniem, pokolenie Y szybko zamienia w X.

Zarządzanie przez delegowanie w Lasach Państwowych

Nowe czasy, nowe technologie a Lasy Państwowe.

Co mogę przekazać młodym leśnikom będącym na początku kariery w leśnictwie? Załóżcie, że studia leśne Was cały czas indoktrynowały, przygotowywały do pracy dla jednego pracodawcy, spójrzcie szerzej, dostrzeżcie inne możliwości, specjalizujcie się w tym co lubicie robić, i na koniec handlujcie swoją specjalizacją. Istnieje świat poza LP:

Studia leśne za granicą

Gdzie i jak szukać pracę w sektorze leśnym

Czy wykształcenie leśne daje pracę?

Jednakże jeżeli naprawdę chcecie iść do LP lub innej instytucji publicznej w Polsce, proponuję najpierw obejrzeć znany od lat film fragment bajki Asterix i Obelix. Przynajmniej będziecie wiedzieć czego się spodziewać i jak można wygrać z biurokracją:)

11 myśli na temat “Moja leśna walka

  1. Panie Rafale,
    można Pana podziwiać i można współczuć . Myślę,że jest Panu ciężko w Polsce ? Ale proszę niech Pan nie idzie drogą ” totalnej opozycji”… W LP – nie wszystko jest na sprzedaż ! Warto być przyzwoitym ? Atak w ogóle to Pan sam sobie odpowiedział … Cytuję Pana słowa ” Co mogę przekazać młodym leśnikom będącym na początku kariery w leśnictwie? Załóżcie, że studia leśne Was cały czas indoktrynowały, przygotowywały do pracy dla jednego pracodawcy, spójrzcie szerzej, dostrzeżcie inne możliwości, specjalizujcie się w tym co lubicie robić, i na koniec handlujcie swoją specjalizacją. Istnieje świat poza LP:”
    Wesołych świąt – darz bór,
    Ryszard Kosior , emerytowany leśnik – 50 lat pracy w LP.

  2. Wyłania się z tego obraz LP jako skostniałej , niezdolnej do reformy instytucji. Po prostu przywileje leśników są tak duże, że ten system korumpuje najlepszych. Większość pracowników będzie do upadłego bronić status quo Lasów Państwowych, używając wszelkich dostępnych ku temu środków. I pomyśleć, że kiedyś też chciałem być leśnikiem.

    Tomasz K.

    1. Panie Tomaszu ,
      w Lasach Państwowych pracuje z dobrym skutkiem wielu ” nie leśników” o różnej specjalności !
      Lasy stanowią Dobro Narodowe i Wszyscy możemy być dumni , że taki Skarb posiadamy …

      Ochronę środowiska przyrodniczo – leśnego współczesny człowiek powinien
      pojmować jako racjonalne działanie na rzecz samego siebie.Albowiem nie
      w industrializacji i cywilizacji leży zło, a w postępowaniu człowieka.
      W tej pozornej sprzeczności współczesnego świata pomiędzy technizacją życia i
      jego unowocześnianiem a szkodliwym oddziaływaniem na środowisko,
      rozumny człowiek a szczególnie leśnik, który jest przecież jednym z
      ogniw tego środowiska poszukiwać powinien tego wszystkiego co nie
      dzieli, a łączy – nie antagonizuje, a harmonizuje.

      Problem ten jest nader poważny, aby pozostawić go wszechwiedzącym
      technokratom lub romantycznie nawiedzonym pseudo – ekologom w sferze
      ochrony środowiska przyrodniczo-leśnego…
      Nasz glob – planeta ziemia, widziana oczami ludzi dojrzałych i
      wykształconych wszechstronnie, kurczy się i maleje z każdym uderzeniem
      topora…Te uderzenia siekiery i warkot pilarek stanowią symboliczne
      piętno – stempel jaki ” homo sapiens ” stawia na powierzchni naszej
      ziemi… Tym bardziej my leśnicy musimy zadbać razem z biologami i
      technikami , by urządzić go dla nas jak najrozsądniej i najlepiej – po
      prostu po ludzku.

      Narodowy Program Leśny powinien uwzględniać hasło proste i
      zrozumiałe dla całego polskiego społeczeństwa a szczególnie naszej
      nadziei – młodzieży….Myślę,że najbardziej wyrażą go te krótkie słowa
      …LAS DOBREM NARODU – ZA DBAŁOŚĆ SZCZODRZE PŁACI…Organizujmy więc
      współczesność naszej gospodarki leśnej – szanując jej przeszłość i
      kapitalny dorobek naszych poprzedników. Wzbogacajmy nasze współczesne
      życie w oparciu o zrozumienie mechanizmów, które rządzą przyrodą od
      zarania dziejów.
      Nie zastępujmy zawsze jej mądrości kosztowną techniką i technologią
      tam, gdzie sama bez kosztów daje sobie radę…Primum non nocere.

      Darz Bór

  3. Na ale Stary Gajus, LEŚNICY nie mają alternatywy dla EKOLOGÓW.
    No i chyba wcale nie chcą jej mieć, bo głoszą, że ich działalność to NATURA
    Ekolodzy zaś głoszą i dążą do realizacji NATURALNEJ NATURY, czyli ZERO ingerencji człowieka na jakimś obszarze.
    Jak wychodzi taka naturalna natura dziś, to można się przekonać w Parku Białowieskim. Z opracowań wynika, że grabina prowadzi w nim ekspansję i nic poza nią się nie odradza. Będzie więc monokultura naturalna, czyli to co osiągają leśnicy swoją technologią. No ale sto – dwieście lat później zacznie się to zmieniać na rzecz różnorodności.
    Natura w wykonaniu leśników, to ANTYNATURA, ponieważ w naturze nie istniej równość, do której dążą leśnicy w swej technologii.
    Nierówność w naturze jest mechanizmem służącym do redukcji drzew i wytworzenia jak najszybciej struktury wielopiętrowej . Natura ma to, co nie udaje się leśnikom, czyli nie potrafią takiej struktury wytworzyć. Zaleta to duża ilość masy z 1ha, kosztem gatunków, osuszenia terenu i wyjałowienia gleby.
    Można oczywiście posłużyć się mechanizmami natury i zalesić las tak, że nawet ekologom wyskoczy gul na szyi z zazdrości. Leśnicy jednak nie są gotowi na taki wyczyn, bo co z tymi medalami „zasłużonego” i kordelasami co sobie wcześniej powręczali. A może i nawet kilku czeka na Orła Białego.
    Można w sprawie leśnej natury dzwonić do Ministerstwa Środowiska i spróbować tam poszukać zainteresowanego.
    Numer telefonu na stronie Ministerstwa, tyle że nie podnoszą słuchawki 🙂

    1. Panie Bogusławie, wiedza leśników nie opiera się wyłącznie na ” prawdzie ” nieomylnych – ekologów !
      W swojej 100 letniej działalności gospodarczej wyciągają wnioski z popełnionych błędów !
      Leśnicy wycofali się właśnie z szybko rosnących plantacji topolowych i innych koncepcji Stanisława Gawłowskiego z PO !!!
      Wajrakowa koncepcja eko rozboju ponosi klęskę !!!

    2. W całej Puszczy Białowieskiej następuje ekspansja graba. Ale grab zawsze domiował w grądowych siedliskach, a teraz dodatkowo sprzyja mu ocieplenie klimatu. Jeszcze w latach 20 XX bodajże Faliński mówił o ekspansji świerka- „O tajga idzie”. Znam trochę Puszczę Białowieską i rezerwat ścisły, bo byłem tam nie kłamiąc z kilkadziesiąt razy. Oprócz grabu świetnie odnawia się klon pospolity i lipa drobnolistna. Odnawia się wiąz szypułkowy i jesion. Młodych dębów jest mało, ale też się pojawiają, nawet w siedliskach grądowych. Ale jest ich zatrzęsienie na siedliskach borowych. Zawsze tak oceniając popełniamy błąd poznawczy. Oceniamy las w krótkim wycinku czasu, a przecież najstarsze dęby mają po 500-600 lat, to jest kilkadziesiąt ludzkich pokoleń. Musiały się kiedyś jakoś wysiać, bez pomocy człowieka. Po ekspansji graba nadejdzie czas na inne gatunki drzew. I tak działo się przez tysiące lat, tylko ludzie zwykli patrzeć na las poprzez dosyć wąską perspektywę.

      1. Jak się tkloszew jakiś teren leśny zostawi „na wieki”,to kiedyś na pewno nastąpi w nim różnorodność gatunkowa.
        W latach osiemdziesiątych nastawienie wśród leśników było takie, by jak najwięcej dosadzać mieszanek liściastych w tym dębu. Również zabiegi pielęgnacyjne w młodych drzewostanach często polegały na starannym pilnowaniu tych wyrosłych dębów. No finał jest taki, ze to wszystko i tak pochorowało się i uschło.
        W tamtych czasach byłem młodym leśnikiem i pilnowałem tych „dąbków”. Zwrócił mi jednak uwagę stary robotnik leśny i powiedział, że to wszystko na nic, bo tego nie będzie. Obserwowałem więc i dziesięć lat później wiedziałem już że ma rację. Resztę czasu spędziłem na tym, by się dowiedzieć jak to zrobić, by to jednak osiągnąć. No ale kogo to interesuje?
        🙂

        1. Na uzupełnienie i przyklepanie dodam, że leśnikom zamiast mieszanego składu gatunkowego wyrósł na dłoni kaktus. Rośnie już też taki sam ekologom 🙂
          Prościej byłoby zapytać samego lasu, o co w tym chodzi, ale na takie manewry nie ma na razie klimatu(brak zainteresowanych).

  4. Wymieniony Gawłowski Stanisław, to wykształcony magister ekonomii.
    Głośno o plantacjach było u nas w latach siedemdziesiątych i pokładano w nich wtedy duże nadzieje.
    Osobiście miałem możliwość taką oglądać pod koniec lat osiemdziesiątych i prawie połowa była sucha.
    Gawłowski wiec odgrzewał zepsuty kotlet , który miał już prawie 50 lat.
    Poza tym z niczego się nie wycofano.

  5. Panie Rafale,
    Na początek chciałbym pogratulować wyników w studiach, bo taka średnia wymaga sporo pracy i talentu, oraz pasji do lasu.
    Ja jestem w trajcie studiowania leśnictwa w Krakowie. Ze studiów generalnie jestem zadowolony. Ale zastanawiam się już, co chciałbym robić po, jako że perspektywa pracowania w LP i odbierania/wydawania drewna czy innych zajęć, które wymagają podobej inwencji mbie nie zachęca.
    Także smutny jest fakt, że dla osób z takim potencjałem jak Pan, nie ma miejsca w LP.
    I jestem wdzięczny za ten blog, bo otwiera horyzonty.
    Pozdrawiam

    1. Inną kwestią jest jeszcze sam staż, który dla mnie jest rzeczą trochę patologiczną. Masz 2 lata po studiach, aby go zrobić, czasami egzamin wstępny, egzamin po stażu.. To po co są te studia?!

Dodaj komentarz