korupcja w lasach państwowych

Korupcja w Lasach Państwowych

Kontynuując temat mojej dyskusji z Panem profesorem Tomaszem Zawiłą-Niedźwieckim, w której uczestniczyliśmy nie tak dawno we Freiburgu, podczas kongresu IUFRO, chciałbym szerzej rozwinąć swoje myśli na ten temat. Czym jest tak naprawdę korupcja w Lasach Państwowych? Czy występuje ona w nich w ogóle? Jak tak, to w jakiej formie? Czytajcie dalej…

Korupcję w Lasach Państwowych można rozpatrywać na wielu płaszczyznach, jednakże zanim omówię te płaszczyzny, najpierw dowiedzmy się czym jest korupcja.

Co to jest korupcja?

Posłużę się definicją z Wikipedii, ale nie tej polskiej, gdyż ona bardzo zawęża definicję korupcji i nie oddaje istoty rzeczy, lecz przetłumaczę angielską wersję. Tak więc, korupcja  (łac. corruptio – zepsucie) jest formą nieuczciwości lub nieetycznego zachowania osoby, często z powierzoną pozycją zwierzchnią (mającą władzę), która często używa swojej mocy władczej do osiągnięcia osobistych korzyści. Termin korupcja może być używany w stosunku do przekupstwa, jak i malwersacji, ale także do praktyk uznawanych za legalne w wielu krajach. I tutaj dojeżdżamy do sedna tego posta, korupcja polityczna lub rządowa występuje wtedy kiedy dany pracownik rządowy lub urzędnik państwowy działa w celu osiągnięcia osobistych korzyści. Także idziemy dalej…

Czym jest korupcja polityczna?

Aby zaistniała korupcja polityczna, potrzeba w sumie jednego czynnika, urzędnik państwowy i jego działanie musi być bezpośrednio związane z jego czynnościami służbowymi oraz odbywa się w fałszywym/pozornym majestacie prawa (ang. „color of law”) lub zawiera w sobie handel wpływami. To drugie powinno dać nam więcej do myślenia, w kontekście Lasów Państwowych czy Ministerstwa Środowiska. Jest wiele form politycznej korupcji, wymienie tylko kilka: nepotyzm (o tym mogliście już przeczytać u nas na blogu, zobaczcie link poniżej, a jeżeli nie, link poniżej to wejdźcie sobie na strony nadleśnictw, RDLP i zobaczcie, że jakoś dziwnym trafem nazwiska często się powtarzają)

CZYTAJCIE RÓWNIEŻ: Nepotyzm w Lasach Państwowych

ale także i malwersacja, szantaż, kumoterstwo (kumoterstwo jest pojęciem nieco szerszym niż nepotyzm, gdyż dotyczy nie tylko krewnych, ale znacznie częściej przyjaciół i znajomych), prowincjonalizm (chodzi tutaj o stan umysłu, polegający na tym, że dana osoba skupia się na bardzo wąskiej i szczegółowej sprawie, zamiast rozważać problem w szerszym kontekście), „mecenat” (o tym za chwilę, bo jest to chyba najbardziej widoczna forma korupcji w organizacjach rządowych i LP), handlowanie wpływami, płatna protekcja, malwersacje środków publicznych służące maksymalizacji prywatnych interesów, ale także i represje polityczne, wykorzystywanie policji i innych jednostek uzbrojonych do walki z politycznymi przeciwnikami oraz to na co skarży się często dużo Polaków to kleptokracja, czyli dosłownie „władza złodziei”, czyli wykorzystywanie bogactw naturalnych kosztem mieszkańców w celu defraudowania funduszy państwowych oraz poszerzania osobistego bogactwa i władzy politycznej. Ufff…trochę się tego nazbierało.

Powiem krótko, długo w LP nie pracowałem, bo tylko dwa lata, ale przyznam, że chyba spotkałem się w Lasach Państwowych z każdą z tych form korupcji. Ten post nie ma na celu pokazania winnych, czy oskarżania pracowników LP. Chodzi mi bardziej o pokazanie środowiska w jakim LP funkcjonują i zwróceniu uwagi dlaczego system jest „zespsuty” z definicji. Zaczynamy!

Kleptokracja, czyli „władza złodziei”

Definicja kleptokracji jest dość prosta:

„forma władzy ze skorumpowanymi władcami, wykorzystującymi swoją pozycję do wykorzystywania bogactw naturalnych kosztem mieszkańców w celu defraudowania funduszy państwowych oraz poszerzania osobistego bogactwa i władzy politycznej.”

Zastanawiając się nad formą umocowania Lasów Państowych, o których pisaliśmy nie raz na naszym blogu, to LP funkcjonują po części na zasadach kleptokracji, gdyż wykorzystują bogactwa naturalne (w tym wypadku lasy) kosztem mieszkańców (obywateli).

>>CZYTAJCIE RÓWNIEŻ: Siedem mitów Lasów Państwowych. Mit piąty, mit szósty. (polecamy przeczytać wszystkie mity) CZY

>>CZYTAJCIE RÓWNIEŻ: Lasy Państwowe – urzędnicze państwo leśne.

Chodzi mi głównie o relatywnie niskie wpływy do Budżetu Państwa, dzięki którym LP mogą płacić swoim pracownikom dużo wyższe pensje niż w innych gałęziach sektora publicznego („[…] poszerzania osobistego bogactwa […]”)

>>CZYTAJCIE RÓWNIEŻ: Metsähallitus kontra Lasy Państwowe

dzięki którym mogą pozwalać sobie na korumpowanie Parków Narodowych, instytutów badawczych, uczelni państwowych, władz lokalnych (dając różnego rodzaju dopłaty, granty i wsparcie w zamian za m.in. handel wpływami), czytajcie („[…] i władzy politycznej”)

>>CZYTAJCIE RÓWNIEŻ: Dobre Paniska herbu Lasy Państwowe.

dzięki którym kupowane są nowe komputery, i sprzęty (nie zawsze potrzebne, patrz np. harwestery i forwardery)

>>CZYTAJCIE RÓWNIEŻ: Kto zyska, a kto straci na zakupach harwesterów i forwarderów przez LP?

dzięki którym zwykły człowiek musi płacić wyższe podatki (zakładając, że przy wyższym wkładzie LP do Budżetu podatki teoretycznie powinny się zmniejszyć) oraz wyższe ceny za drewno i produkty drzewne, które wynikają z wysokich kosztów własnych LP (m.in płace, nagrody, trzynastki, deputaty, delegacje itp.) oraz ich pozycji monopolisty:

>>CZYTAJCIE RÓWNIEŻ: Czy Lasy Państwowe kontrolują ceny drewna?

>>CZYTAJCIE RÓWNIEŻ: Monopol LP, pozyskanie i ceny drewna w Polsce

Wykorzystywanie policji i innych jednostek uzbrojonych do walki z politycznymi przeciwnikami

No cóż, jeśli chodzi o jednostki uzbrojone służące do walki z politycznymi przeciwnikami, to gdybym usłyszał ten argument wcześniej to bym się tylko uśmiechął. Jednakże konflikt o Puszczę Białowieską mocno zmienił moje zdanie na temat funkcjonowania i celów Straży Leśnej. Nie obwiniałbym Straży Leśnej, dla której jest to chyba pierwsza taka akcja walki wręcz i chyba doświadczenia nie wszystkim starczyło, ale bardziej porównałbym Straż Leśną do wojska, czyli że jest na ogół pożyteczna (chociaż osobiście bym ją zlikwidował, bo 1) z doświadczenia wiem, że jak miejscowy leśniczy nie wskaże Straży złodzieja, to oni sami go raczej nie złapią (chyba, że złapią na gorącym uczynku, lub po przez fotokamery), oraz, 2) że jeżeli istnieje policja to po co utrzymywanie dość drogiej Straży Leśnej), lecz w rękach nieodpowiedniego człowieka może zrobić więcej krzywdy niż pożytku. I takim człowiekiem jest dla mnie Dyrektor Generalny i obecny Minister Środowiska.

>>CZYTAJCIE RÓWNIEŻ: Straż Leśna pacyfikuje lasy państwowe.

>>CZYTAJCIE RÓWNIEŻ: Straż Leśna: Jaka forma Lasów Państwowych byłaby lepsza?

„Mecenat” i represje polityczne

Mecenat” (ang. patronage) to jest bardzo ciekawy koncept, chociaż nie mogłem znaleźć go w polskiej wikipedii. Dziwne, zwłaszcza w kraju, w którym „mecenat” jest chlebem powszednim. Mecenat odnosi się do sytuacji, kiedy to nowo wybrany rząd zmienia wysokich urzędników w swojej administracji po to, aby bardziej efektywnie wprowadzić swoje zmiany polityczne. Mecenat postrzegany jest jako korupcja w sytuacji gdy, osoby niekompetentne, w zamian za zapłatę w formie poparcia politycznego, są wybierane niż te osoby, które są bardziej zdolne i które posiadają lepsze umiejętności. Mecenat czesto spotykany jest w krajach gdzie brak jest demokracji i tutaj trzeba podpiąć LP, bo jak zauważył Pan Jan Kosiorowski – RDLP Kraków:

„Lasy nie są korporacją i dzięki temu, że nie ma w nich demokracji na poziomie zarządczym, zachowują tradycyjny porządek i wartości”. – odpowiedź.

Więcej o zarządzaniu w LP przeczytacie tutaj: Zarządzanie przez delegowanie w Lasach Państwowych

Z krajów bliskich nam kulturowo, angielska wikipedia podaje przykład Rumunii, gdzie „rząd jest często oskarżany o mecenat wtedy, kiedy nowo nastała partia rządząca natychmiastowo wymienia urzędników w sektorze publicznym. Czy aby nie brzmi to znajomo w kontekście Lasów Państwowych, i innych państwowych instytucji również w Polsce? 

>>CZYTAJCIE RÓWNIEŻ: Szympansy w spółkach Skarbu Państwa 

Dla przypomnienia przywołam fragment z portalu Drewno.pl, który napisał tak:

„W okresie roku pełnienia funkcji dyrektora generalnego, Konrad Tomaszewski wymienił dyrektorów regionalnych w 14 z 17 dyrekcji regionalnych.”

Aż strach napisać ilu zmieniło się naczelników, nadleśniczych i innych politycznie niewygodnych leśników. Ale jest na szczęście Głos Lasu, który dość rzetelnie informuje o ruchach kadrowych w LP, w swojej kolumnie „Raz na wozie, raz pod wozem”. 

>>CZYTAJCIE RÓWNIEŻ: Raz prozą, raz rymem, czyli zrozumieć reżim

Z mecenatem można śmiało powiązać represje polityczne, no bo skoro jednych się bierze, to innych się usuwa, skoro innych się awansuje to innych się degraduje, skoro jedni mają awanse za awansami, to inny ich czasem nie mają ich wcale itp. Jak mawiał Józef Stali:

„Wolę, gdy ludzie popierają mnie ze strachu niż z przekonania. Przekonania są zmienne, strach zawsze jest ten sam.”

I ten cytat chyba dość dobrze mi pasuje do modelu zarządzania kadrami w Lasach Państwowych. Ludzie po prostu boją się własnego cienia i na ogół się nie wychylają, bo aparat represji działa dość szybko.

Malwersacja

Mam dwa przykłady malwersacji w LP. O jednym już kiedyś wspomniałem w poście: Kto zyska, a kto straci na zakupach harwesterów i forwarderów przez LP? Napisałem wówczas:

Tutaj mała anegdotka. Kiedyś osobiście wystartowałem w takim przetargu na sprzęt biurowy i telefony w dyrekcji regionalnej LP. Wykosiłem Dyrektora i jakiegoś naczelnika z ich telefonów, a innego naczelnika z biurowego krzesła (później się okazało, że zniszczonego kompletnie-moja wina bo nie miałem odwagi iść do gabinetu naczelnika i powiedzieć mu, że przyszedłem skontrolować jego sprzęt biurowy i jak z niego korzysta). Moja zaoferowana cena była po prostu najwyższa w przetargach. W Dyrekcji zrobił się nagle szum, jak to możliwe, że stażysta wykasza biednych pracowników z Dyrekcji z ich „osobistych” sprzętów? Wręcz zmusza ich do walki na cenę o ich „osobiste” dobra, a tak to mogliby spokojnie je sobie kupić za symboliczną złotówkę! SKANDAL! HAŃBA! Po tym „skandalu” przyszedł do mnie Pan ze związków i powiedział tak:

„Panie Rafale, niedługo będzie przetarg na komputery w Dyrekcji. Dobrze Panu radzę, niech Pan lepiej nie startuje”. 

Jest to dla mnie typowy przykład malwersacji, czyli przywłaszczeniu sobie powierzonego mienia. Oczywiście za takim zachowaniem ludzi stoją głupie i nieprecyzyjne przepisy, dopuszczające, że sprzęt biurowy idzie drogą ograniczonego przetargu wewnętrznego. Rozwiązanie? Bardzo proste: zrobić publiczną licytację, czyli kto da więcej na otwartym rynku (np. jakiś portal aukcyjny) ten otrzymuje sprzęt. Straciliby na tym na pewno pracownicy LP, ale same LP na pewno by zyskały.

Drugi przykład, to ta cała już osławiona od wielu lat sprzedaż mieszkań w LP. Poruszę ten temat i całą tę malwersacyjną patologię kiedy indziej.

Dobry artykuł został opublikowany na łamach Lasu Polskiego pt. „Mieszkania w Lasach. Są równi i równiejsi (nr 13-14/2014)”. Rozwiązanie patologii? Tak samo jak z komputerami i krzesłami, czyli otwarta aukcja dla wszystkich Polaków i koniec kropka. Bo nie ważne czy przedmiot wart jest 5 zł czy 0.5 miliona, liczą się zasady. A skoro Lasy Państwowe są dobrem narodowym, to dlaczego tylko leśnicy mogą kupować ich dobra, a zwykli obywatele nie? To jednak dobro wszystkich Polaków, czy tylko leśników? To samo dotyczy, moim zdaniem lekarzy, górników, nauczycieli itd.

Szantaż, prowincjonalizm, łapówkarstwo

Szantaż w LP jest bardzo prostym i szybkim narzędziem w użyciu i wiąże się głównie z brakiem lepszych warunków zatrudnienia poza LP. Bo kto zatrudni za takie pieniądze leśnika, często bez żadnego innego doświadczenia zawodowego, często bez szkoleń gdzie nie ma w tytułach słowa „las”, często ze złym podejściem do pracy. Sam osobiście słyszałem historię o jednym takim leśniku wyższego stopnia co jeździł i szantażował żony innych leśniczych zwolnieniem męża, w zamian za niemoralne propozycje. Trudno potwierdzić mi prawdziwość tej historii, bo tylko ją słyszałem, ale myślę, że jest w niej ziarno prawdy. Bo jednak dobrze płatna praca w LP w porównaniu z wizją straty 5 lat studiów oraz często ograniczonymi perspektywami rozwoju poza Lasami potrafią wielu pchnąć do radykalnych decyzji.

Odnośnie prowincjonalizmu to trochę o nim pisałem tutaj:

>>CZYTAJCIE RÓWNIEŻ: Czy w Lasach Państwowych pracują dobrzy menadżerowie?

Moim zdaniem, trudno w Lasach Państwowych, nie podchodzić do spraw prowincjonalnie, kiedy większość otaczających Cię ludzi w tej firmie skończyła praktycznie te same studia (leśne) i brak jest postrzegania pewnych problemów na płaszczyznach interdyscyplinarnych, cechujących się innymi celami, innymi punktami widzenia, innym podejściem, innymi rozwiązaniami itp. Konflikt Białowieski dość wyraźnie to obnaża, z obu stron barykady.

No i łapówkarstwo. Nie spotkałem się osobiście z żadnym łapówkarstwem w LP, choć nie mogę poświadczyć, że takowe nie istnieje. Przykład z RDLP Krosno chyba pokazał, że jednak istnieje: Kolejne zarzuty: Dyrektor Lasów Państwowych przyjmował łapówki?

Gdzie ja bym się dopatrywał łapówkarstwa w LP? Na pewno w przetargach publicznych. Wystarczy, że pracownicy LP określą w odpowiedni sposób przetarg, faworyzując w warunkach jedną wybraną firmę (np. długość żurawia w harwesterze na 11 metrów), i już mamy korupcję. W takiej sytuacji często pieniądze trafiają do kierownika (np. nadleśniczego) pod stołem przed przetargiem. I nie mówimy tu o kilku tysiącach złotych, zwłaszcza jak zobaczymy za jakie kwoty LP kupują obecnie harwerstery, forwardery, ciągniki, budują i remontują swoje budynki itp. Jest tu spore pole manewru do korupcji i łapówkarstwa. Oczywiście konkurenci mają rękę na pulsie i jak dostrzegą, że przetarg jest ustawiony to wiedzą gdzie i do kogo się zwrócić. Pracownicy LP mogą też zawsze unieważnić dany przetarg, gdy wygrana firma nie jest im na rękę (czytaj. nie chciała dać pod stołem).

Ponadto, zawsze jest tak, że nadleśnictwo czy inna jednosta LP ma określony budżet na wykonanie danej drogi czy innego obiektu. Wystarczy, że dojdzie do zmowy pracownika LP i wykonawcy na jaką kwotę może ten maksymalnie sobie pozwolić (zakładając brak konkurencji lub konkurencję ograniczoną) i już mamy korupcję i działanie na niekorzyść firmy. Mój trzeci argument, to taki, że isnieje też możliwość, że firma specjalnie zaniży ofertę i przebije konkurentów ceną (w większości przetargów jest to jedyne kryterium). Jednakże, istnieje później coś takiego w przetargach publicznych jak „niespodziewane wydarzenia”, na które LP mogą dołożyć ok. + 15-20% kwoty przeznaczonej na przetarg ekstra. Potrzeba często dobrego wytłumaczenia. Jest to również pewnego rodzaju pole do popisu dla łapówkarstwa i korupcji.

Ponieważ LP muszą respektować prawo zamówień publicznych, więc z ząłożenia poniekąd są skazane i podatne na działania łapówkarskie i korupcjogenne. Portal Forsal napisał o tym ciekawy artykuł i chyba jako Polacy nie możemy być z tego zbyt dumni: Korupcja w zamówieniach publicznych: przetarg wygrywa ten, kto da większą łapówkę.

I na koniec, stare powiedzenie mówi: najlepiej się kradnie małymi łyżkami. I tutaj LP również mają duże pole do popisu, gdyż w każdej jednostce kierownik określa kwotę na tak zwane przetargi z wolnej ręki. Powiedzmy jest to 5 tysięcy złotych, które mogą być przeznaczone na zakup drukarek, długopisów itp. Mając taką władzę, wielu ludzi na pewno kusi chęć wzięcia prowizji za zakup danej usługi na rachunek LP. Czyli osoba biorąca  prowizję zyskuje, a firma na tym traci bo kupiła coś drożej niż trzeba i często gorszej jakości. Pisałem kiedyś o tym w związku z wykupem ubezpieczenia grupowego w jednostce LP w której pracowałem (link niżej).

>>CZYTAJCIE RÓWNIEŻ: Kto zyska, a kto straci na zakupach harwesterów i forwarderów przez LP?

Korupcja w Lasach Państwowych – podsumowanie

Bez wątpienia mogę powiedzieć, że tam gdzie są pieniądze i władza, tam zawsze będzie większe prawdopodobieństwo istnienia jakiejś formy korupcji. W Lasach Państwowych istnieją obie te rzeczy.

Rozwiązanie problemu korupcji nie jest rzeczą ciężką, choć trudno wyeliminować ją na pewno do zera. Między tym a coś daje, a tym co coś bierze w zamian jest pewna więź. Tę więź trzeba rozerwać, poprzez na przykład karanie zawsze tego co wziął w łapę, a nie tego co coś zaoferował. Wymusi to strach na tych co chcieliby wziąć, że ten dający może zawsze zgłosić proceder i uniknie kary. Kary za korupcję powinny być bardzo dotkliwe. 

Na pewno słowo „korupcja” nie jest nieznana Panu Tomaszowi Zawile Niedźwieckiemu, gdyż niejednokronie przetoczyło się ono przez korytarze IBL i na pewno obiło się Panu Dyrektorowi o uszy. Tutaj znalazłem taki krótki artykuł: Korupcja w Instytucie Badawczym Leśnictwa? 

Nie mniej jednak, myślę, że Pan Zastępca Dyrektora ds. Rozwoju częściowo miał rację, mówiąc, że termin „korupcja” jest jasno zdefiniowany i ,że nie można używać go w kontekście Lasów Państwowych i tego co się tam dzieje. Inaczej mówiąc, myślę, że Panu Dyrektorowi chodziło o to, że brakuje słowa, które dość precyzyjnie oddałoby obecną działalność LP. A może miał na myśli „brak słów…”?


Zdjęcie główne: Alegoria przedstawiająca zjawisko korupcji (Fresk Elihu Vedder z 1896 r.). Źródło: Wikipedia

4 myśli na temat “Korupcja w Lasach Państwowych

  1. Brakuje jeszcze info o sytuacjach młodych leśników nie mających konotacji czyli którzy nie są żonami, synami córkami czy kochankami… i aby dostać posadę choćby podleśniczego ich rodziny dają grube koperty (wartość nowego dobrego samochodu) odpowiednim osobą w LP. Zaciągając przy tym kredyty i pożyczki. No cóż każdy chce dobrze dla swojego dziecka…

    1. Nie jest to regułą. Sam mając spore doświadczenie w innych firmach (np. BULiGL ) i pomysł na swoją ścieżkę (kilka kierunków, szkolenia i kursy nie koniecznie branżowe) kariery dostałem sie do LP bez „znajomości”.

      Problem jaki się pojawią to podatność szefów jednostek na wpływy i w jakiej mierze chcą zatrudniać osoby dobrze przygotowane bo to nie zawsze idzie w parze.

    2. No i ta patologia mówi sama za siebie słowem opłaca się zainwestować nawet grubą kopertę i wizję wielu lat spłat jak za kredyt hipoteczny, nooo ale jak już się dostaną to hulaj dusza piekła nie ma: kaska leci z prawa i lewa no a ci co się boją albo jeszcze nieśmiali to i trzynastka i deputat drzewny wliczany do emerytury, i szkolenia wyjazdowe co miesiąc (uwaga na wątrobę podobno się regeneruje no ale takiego tempa może nie wytrzymać) umundurowanie i ciuchy php z najwyższej półki no i wycieczki po całym świecie…

  2. Taka sytuacja -huragan w Piszu trochę już lat temu. Dar z nieba dla nadleśnczego – bo to doskonała okazja żeby się nachapać tuż przed odejściem na emeryturę, a w sytuacji stanu tak wyjątkowego o wiele więcej uchodzi na sucho. Przy uprzątaniu pracują delegowane nadleśnictwa z całej Polski i kilkadziesiąt zewnętrznych firm. Drewno jedzie w wielu różnych kierunkach dzień i noc ( w klasyfikację drewna i odbiorców lepiej nie wnikać). Jest to także okazja żeby przyjąć do pracy dodatkowo wszystkich znajomych i krewnych królika. Po uprzątnięciu powierzchni po huraganowych następuje usunięcie ludzi, którzy pracowali w nadleśnictwie od dawna, aby zrobić miejsce przyjętym na czas klęski znajomym. I tak osoby po wydziale leśnym zostają „zredukowane” na rzecz np. córki kadrowej (wykształcenie pielęgniarskie), kolegi syna nadleśniczego (wykształcenie – ochrona środowiska). Nikt nie protestuje, bo firma jest od lat sterroryzowana przez jaśnie panującego „władcę” do tego stopnia, że ludzie boją się głośniej oddychać i siebie nawzajem. Tak to działa w LP – no chyba, że jest się przysłowiową już „córką leśniczego”.

Dodaj komentarz