leśnictwo NCSU Rafał Chudy

Czy warto studiować leśnictwo?

Okres matur to niewątpliwe ważny i stresujący czas dla młodych ludzi. Wyniki matur pojawią się już lada dzień, i nastąpi kolejny krok w życiu przyszłych studentów, czyli co i gdzie studiować? Czy kierować się statystyką i średnią zarobków po studiach, czy może życiową pasją? Bezwątpienia najlepiej byłoby połączyć jedno i drugie. Ponieważ w ostatnich dniach rozgorzała na nowo dyskusja pod naszymi postami odnośnie wykształcenia leśnego i jego relacji z otrzymaniem pracy po studiach, postanowiłem napisać czy w ogóle warto studiować leśnictwo. W tym poście odpowiem również na pytanie gdzie moim zdaniem najlepiej studiować leśnictwo, a które miejsca należy omijać szerokim łukiem. Na koniec podzielę się moim doświadczeniem z pracy w jednej uczelni leśnej, która daje mi pełen obraz na polską edukację leśną i nie tylko. 


Wszechstronne wykształcenie leśne?

Powiem szczerze, że po maturze nigdy nie zastanawiałem się nad studiowaniem leśnictwa. Zamierzałem studiować ekonomię i zarządzanie lub informatykę, gdyż te dwie dziedziny zawsze mnie fascynowały. Złożyłem jeszcze papiery na leśnictwo na wszelki wypadek. Traf chciał, że na ekonomię dostałem się na listę rezerwową, z informatyki w Krakowie się rozmyśliłem, więc wylądowałęm na leśnictwie. Na pierwsze zajęcia ze statystyki leśnej na SGGW u prof. Bruchwalda poszedłem z dużymi obawami, czy to będzie to czym będę się chciał w życiu zajmować i specjalizować. Na początku przeskok z poziomu liceum na studia był mocno zauważalny, od rozpoznawania terminologii studenckiej takiej jak kolokwium, sesja, aż do nauki panującej hierarchi na uczelni wyższej (pan profesor, profesor zwyczajny, niezwyczajny, dr habilitowany itd.). Na studia leśne poszedłem, kompletnie nie znając realiów panujących w Lasach Państwowych. W sumie bardzo mnie to nie obchodziło, gdyż jako idealista uważałem, że jeżeli będę ciężko pracował i uczył się pilnie to będzie tylko kwestią czasu kiedy otrzymam wymarzoną pracę w zawodzie. O tym jak bardzo się myliłem, opisałem już wcześniej w linku poniżej.

>>CZYTAJCNIE RÓWNIEŻ: Moja leśna walka

Ponieważ byłem po liceum, pierwsze zajęcia z tematyki leśnej były dla mnie trudne. Czułem, że moja wiedza leśna jest dużo mniejsza niż kolegów i koleżanek po technikach leśnych. Nadrabiałem za to z przedmiotów takich jak statystyka, matematyka, fizyka czy chemia. Przedmioty leśne starałem się nadrabiać w czasie wolnym. Muszę przyznać, że pierwszy rok był czymś naprawdę ciekawym, co za pewne wiązało się z nowością studiów w moim życiu, nowym miejscem zamieszkania (Warszawa, którą do tej pory znałem z wycieczek szkolnych), nowymi znajomościami z kolegami i koleżankami z całej Polski, oraz gamą nowych przedmiotów, które były mieszanką wiedzy ogólnej z przedmiotów ścisłych i podstawami wiedzy leśnej (np. botanika, geodezja, zoologia). Drugi i trzeci rok pamiętam tylko z samych przedmiotów leśnych takich jak urządzanie, hodowla, geomatyka, czy użytkowanie lasu. Co jakiś czas przyjeżdzał na wydział Dyrektor Lasów Państwowych (w moim przypadku Dyrektor przyjechał trzy razy, i za każdym razem była to inna osoba), i opowiadał głównie o firmie, o standardach tam panujących, co imponowało niewątpliwie dużej części studentów i zaskakująco pokrywało się z naszym programem nauczania. Studenci czuli, że to jest miejsce pracy dla nich. Każdy po trzecim roku rozumiał terminy używane przez Pana Dyrektora takie jak SILP, wydzielenie, obręb itd., i nigdy nikomu nie przyszłoby do głowy, aby je zakwestionować. Nikt by nawet nie śmiał zapytać, ale dlaczego w Polsce sadzimy 10 000 tysięcy sosny na hektar, podczas gdy nasi koledzy Skandynawowie czy Amerykanie sadzą jej 2-5 tysiące. Leśnictwo na świecie jakoś mało kogo obchodziło, bo wmawiano nam, że to my jesteśmy najlepsi, a po drugie profesorowie nie byli na wykładach skłonni do dyskusji. Prawda była wyłącznie po ich stronie.

>>CZYTAJCIE RÓWNIEŻ: Zrozumieć Skandynawów

>>CZYTAJCIE RÓWNIEŻ: Zrozumieć Konfederatów

Myślę, że po trzecim roku studiów, miałem wpojone do głowy kilka rzeczy. Jednymi z nich były wyższość leśnika polskiego nad innymi leśnikami z całego świata, nieomylność naszych polskich naukowców oraz wzór Lasów Państwowych jako najlepiej zarządzającej firmy na całym naszym globie, z najlepszymi specjalistami. Po trzech latach indoktrynacji byłem świetnie przygotowany do pójścia do Lasów Państwowych. Byłem idealnym kandydatem na biurokratę, niekwestionującym panujące zasady i przyjęte normy. Po angielsku biurokrata to „jobsworth” i uważam, że definicja googla najlepiej oddaje sens tego słowa, czyli „an official who upholds petty rules even at the expense of humanity or common sense.” Tłumacząc na polski, biurokrata to urzędnik, który stoi na straży mało istotnych zasad, nawet kosztem ludzkości oraz zdrowego rozsądku. Teraz z perspektywy lat oczywiście to oceniam, i mogę śmiało powiedzieć, że przygotowanie mnie do roli pracownika Lasów Państwowych uczelnia zrobiła świetnie. Ze studiów pamiętam jeszcze jedno, i była to niesłychana buta i arogancja kadry profesorów i doktorów, czasami wręcz chamstwo (oczywiście nie wszystkich). Czekanie na korytarzach na Pana profesora czy doktora, który raz przyszedł a raz nie na umówione spotkanie, pretensjonalność w odpowiedziach, kiedy ktoś zadał pytanie na wykładzie, czy łaska wpisania oceny do indeksu. Myślę, że takie podejście kadry uniwersyteckiej na uczelni leśnej nie było odosobnione od innych uczelni w Polsce.

I przyszło stypenium z IKEA’i oraz Stora’y Enso, które pozwoliło mi po trzecim roku studiów na SGGW studiować w Szwecji. Mój świat wywrócił się kompletnie do góry nogami. Pamiętam jak dziś pierwszy wykład z prof. Ola Sallnäs na SLU w Alnarp, gdzie grupie leśników pochodzących z krajów basenu Morza Bałtyckiego ale i Pakistanu, Urugwaju, Chin czy Indii, Pan profesor zaprezentował to jedno zdjęcie.

Źródło: John William Waterhouse – Echo and Narcissus – Google Art Project.jpg

To oczywiście Narcyz. Główny przekaz z tego zdjęcia był taki, aby nie być zapatrzonym w siebie i leśnictwo w swoim rodzimym kraju, a wręcz przeciwnie być otwartym na nowe pomysły, nowe rozwiązania, kwestionować rzeczywistość czy nie bać się zadawać ciężkie pytania prowadzącym. I tego nauczyłem się na SLU.

>>CZYTAJCIE RÓWNIEŻ: O drzewach na sterydach, szacunku ludzi ulicy i polskiej szkole hodowli lasu

I od tej uczelni, śmiało mogę powiedzieć, zaczęła się dla mnie prawdziwa nauka leśna. Mieliśmy prezentacje, nie tylko od ludzi lasów państwowych, ale od prywatnych właścicieli, dużych firm leśnych i drzewnych, zadawaliśmy pytania, dyskutowaliśmy na przerwach jak to jest u innych kolegów w kraju. Zapraszani byli profesorowie z całej Europy, którzy prezentowali swoje faktyczne badania, a nie opierali się na dogmatach i np. na Zasadach Hodowli Lasu.

>>CZYTAJCIE RÓWNIEŻ: Jak zachowują się drzewa wzdłuż szlaków zrywkowych i dlaczego ZHL można wyrzucić śmiało do kosza?

Jednym z zaproszonych gości był prof. Max Krott, z którym niedawno opublikowaliśmy razem artykuł naukowy o państwowych leśnych instytucjach w Polsce.

>>CZYTAJCIE RÓWNIEŻ: Opcje strategiczne dla państwowych leśnych instytucji w Polsce

czy z którym przeprowadziłem dość kontrowersyjny wywiad, jak na dzisiejsze czasy politycznej poprawności:

>>CZYTAJCIE RÓWNIEŻ: BREXIT, wspólna polityka leśna w UE i puste frazy – wywiad z profesorem Maxem Krottem.

Zderzenie z rzeczywistością

Po studiach w Szwecji, Finlandii, USA i Niemczech, wróciłem do Polski, aby nie utracić możliwości pracy w Lasach Państwowych, co jest kompletnym kuriozum moim zdaniem. Chodzi mi o jakieś tam wymyślone prawa, że student po skończeniu studiów ma 2 lata na odbycie stażu w LP. Po tym okresie zaczynają się problemy. Czy po 2 latach zapomina się tego co nauczyło się na studiach? Czy po 2 latach młody człowiek staje się krnąbrny i otwierają mu się oczy na świat, kiedy uczelniana indoktrynalizacji i praktyka w LP ustępują? Coś w tym jest, gdyż po tych latach za granicą, kiedy przyjechałem do Polski, widziałem, że ja już nie pasuję do tego środowiska. Moje pytania stawały się dla wielu oficjeli LP niewygodne. Trochę traktowano mnie jak heretyka, starając się narzucić poprzez krytykę, swoje jedyne słuszne poglądy najlepszego leśnictwa na tej planecie. Ale się nie dałem.

Pamiętam jak dziś jedną scenę, kiedy byłem na prezentacji Pana Andrzeja Szwedy-Lewandowskiego (byłego wiceministra środowiska i Głównego Konserwatora Przyrody), który „pracował” albo spadochronował w Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Łodzi (jest wysoce prawdopodobne, że teraz też tam pracuje po dymisji) i zajmował się rzekomo certyfikacją leśną.

>>CZYTAJCIE RÓWNIEŻ: Cichociemni – spadochroniarze Lasów Państwowych

Przyjechał do nadleśnictwa opowiadać ZULom o certyfikacji leśnej, i powiedział, że IKEA umieszcza na swoich produktach znak certyfikacji. Po tych słowach ja zabrałem głos mówiąc, że nie jest to prawdą i wytłumaczyłem dlaczego, używając argumentację menadżera IKEA ze Szwecji, który kiedyś był u nas na wykładzie na SLU w Alnarp. Kiedy skończyłem swoją wypowiedź, Pan nadleśniczy, chyba, żeby przypodobać się Panu z RDLP, wstał i powiedział, że w zeszły weekend był w IKEA na zakupach i widział znaki certyfikacji na produktach IKEA (sic!). Zabieg był oczywiście celowy i dzięki niemu zobaczyłem jednocześnie jak funkcjonuje system w LP, kiedy ktoś ma inne zdanie, i kiedy ktoś się nie zgadza z oficjelami. No bo jak by to było, gdyby w nadleśnictwie, Pan z RDLP opowiadał o rzeczach, o których do końca nie ma pojęcia, a tu ktoś z tłumu go kwestionuje? Wiemy o co chodzi. A jak nie wiemy, czytamy:

>>CZYTAJCIE RÓWNIEŻ: Raz prozą, raz rymem, czyli zrozumieć reżim

Instytut Nauk Leśnych FUŁ w Tomaszowie Mazowieckim

W czasie mojej pracy w LP, pracowałem dodatkowo jako wykładowca ekonomiki leśnictwa w Instytucie Nauk Leśnych Filia Uniwersytetu Łódzkiego w Tomaszowie Mazowieckim. Akurat tak się złożyło, że wcześniejszy wykładowca z IBL zrezygnował z tej posady i potrzebny był ktoś kto mógłby poprowadzić ten przedmiot. Na początku miałem zajęcia ze studentami dziennymi, czyli młodymi ludźmi tuż po liceum. Muszę przyznać, że była to dla mnie nowa rola, w której chciałem wprowadzić skandynawskie i amerykańskie metody do polskiej uczelni takie jak: dużo dyskusji na zajęciach, praca w grupach, zero tolerancji dla ściągania na egzaminach, egzaminy weryfikujące umiejętności i logiczne myślenie, a nie wiedzę czysto książkową, czytanie artykułów naukowych i ich analizowanie, pokazywanie mocnych i słabych stron badań, kwestionowanie polskiego modelu leśnictwa, nauka o innych systemach itd. Przez to, że byli to młodzi ludzie (praktycznie moje pokolenie), z elastycznym myśleniem zajęcia przebiegały bez problemów. No ale przyszły egzaminy i niestety Ci ludzie rozpieszczeni metodami panującymi w Tomaszowie, spodziewali się stu terminów zdawania egzaminów. Były tylko dwa. Po obu egzaminach, jedna czwarta ludzi nie zdała i nie została przepuszczona dalej. I się zaczęły telefony od dziekana, prodziekana itd., żeby dać im jeszcze jeden termin. Ugiąłem się.  Na trzecim terminie pytania były takie same jak na pierwszym i drugim terminie, a właściwie kombinacją z tych dwóch, aby pokazać, że Ci ludzie nie przyswoili żadnego materiału i po prostu chcą się prześlizgać. Dalej większość z tych ludzi nie zdała. Jak się sprawa zakończyła? Ja ocen nie wpisywałem, tylko robił to Pan dziekan. Jak się później dowiedziałem, Ci którzy nie zdali ekonomiki leśnictwa, i tak zdali. Magia kurwa.

Później przyszli studenci zaoczni, w dużej części pracownicy LP i wszyscy w wieku moich rodziców praktycznie. I się zaczynały schody, znów zwłaszcza w okresie egzaminów. Niektórzy oczekiwali łatwego przejścia, stu egzaminów poprawkowych itd. I tu moje najlepsze sceny z egzaminów. Student na drugim terminie oddaje pustą kartkę po 10 minutach, ja mu mówię, że to ostateczny termin i nie będzie więcej poprawek, na co on odpowiada mi „No to zobaczymy”. Pani, pracownica LP, ściąga na egzaminie, ja ją łapię, mówię, żeby pokazała mi kartkę, którą trzyma w ręce pod stołem (już samo to było głupotą, bo na moich egzaminach nie można było nic ściągnąć, bo pytania były na myślenie, a nie na wiedzę. Wszystkie wzory studenci mogli mieć obok siebie do kalkulacji), Pani odmawia. Zabieram jej kartkę i mówię, że dla niej egzamin już się zakończył. Wracam do biurka. Pani przychodzi po 3 minutach, jak się spakowała, rzuca mi kartkę i mówi, że to to miała w ręce. Patrzę, a tam potwierdzenie z poczty, że zapłaciła za gaz (sic!). Pani na dowidzenia mówi „A tak w ogóle to mam dzisiaj gorączkę i się słabo czuję”, wychodzi i pierdul drzewiami z całej siły. Później wychodzę z uczelni, wskakuję po jakieś papiery do dziekanatu, a Pani żali się dziekanowi jaki to ja nie jestem straszny. Jej mąż (również student Instytutu) pisze mi na facebooku, że jestem jak Mussolini i co to ma w ogóle być. Pisze, że tu ludzie przyszli po papier, a nie uczyć się ekonomii. Do dziś niestety ta Pani dalej pracuje w LP, a po tej akcji powinna zostać, moim zdaniem, wyrzucona z uczelni, a nawet stracić posadę w LP za brak podstaw moralnych, nie mówiąc, że prawdopodobnie jeszcze LP zapłaciły jej za jej naukę na marne. Życie.

Znów sporo osób nie zdało. I to co najfajniejsze, ponieważ już wtedy czułem się problemem dla tej uczelni, to nie studenci ponieśli konsekwencje, lecz ja, i kontrakt ze mną nie został przedłużony na kolejny semestr. Już pomijam fakt, że dowiedziałęm się o tym na tydzień przed rozpoczęciem roku akademickiego. Jakoś nie żałowałem tego ani chwilkę. Ale najlepsze jest to kto mnie zastąpił. Otóż zastąpił mnie nikt inny jak emerytowany profesor ekonomiki leśnictwa z IBL Pan Stanisław Zając, a w późniejszym czasie mój były promotor z SGGW prof. Lech Płotkowski. Oczywiście nie byłem w stanie konkurować z nimi pod żadnym względem, dorobku naukowego, doświadczenia itd. Bo z takimi żaden młody człowiek nie jest w stanie konkurować. Jak zobaczycie sobie na listę pracowników w Instytucie Nauk Leśnych, to wielu absolwentów leśnictwa wciąż może odnaleźć tam swoich profesorów sprzed dziesięcioleci. W większości już emeryci, byli i obecni pracownicy LP z tytułami doktora. Można powiedzieć, że sama śmietanka polskiego leśnictwa lub dawny leśny AC Milan (jak ktoś pamięta czasy Inzaghiego, Seedorfa, Maldiniego). Różnica może taka, że tych starych piłkarzy można było ocenić za ich pracę i kwalifikacje pucharowe. Ze starymi profesorami jest dużo trudniej.

Żeby było jasne. Wszystkim, którzy wybierają się do Tomaszowa Mazowieckiego studiować leśnictwo, zdecydowanie odradzam. No chyba, że macie dobre plecy w Lasach Państwowych. Wtedy jeszcze jakieś statystyczne szanse istnieją. Ale ani nie zdobędziecie tam wiedzy, ani się nie rozwiniecie, a Wasza przyszła praca będzie zależała wyłącznie od tego kogo znacie, a nie co umiecie. Chociaż z tym drugim też mocno bym polemizował w przypadku innych uczelni leśnych.

Inne uczelnie leśne w Polsce

Zawsze powtarzano mi na studiach w Warszawie, że w Polsce są trzy główne uczelnie kształcących przyszłych leśników, głównie tych państwowych, czyli Kraków, Poznań i Warszawa. Z uczelnią z Warszawy nie tak dawno, bo przez ostatnie pół roku, miałem okazję współpracować odnośnie organizacji szkoły letniej z ekonomiki leśnictwa w Polsce. Zwrócił się do mnie z prośbą profesor Sun Joseph Chang ze stanowej uczelni z Luizjany (LSU) w USA, specjalista w dziedzinie ekonomiki leśnictwa, optymalnego wieku rębności (wzoru Faustmanna), który chciał zorganizować taką szkołę w naszym kraju, po jej wcześniejszym sukcesie w Sankt Petersbursgu w Rosji. Pomyślałem, że organizacja tej szkoły we współpracy z SGGW to dobry pomysł, zwłaszcza, że w międzyczasie wynikło, że SGGW i LSU mają podpisaną umowę o współpracy. Wszystko było ok, ale po pewnym czasie panowie doktorzy i profesorowie  z SGGW kompletnie przestali odpisywać na maile, odbierać telefony, kontakt się po prostu urwał. Przeprosiłem profesora Changa za problemy organizacyjne. Szkoda, że szkoła się nie powiodła, bo wtedy może panowie profesorowie i doktorowie ekonomiki leśnictwa w Polsce wreszcie nauczyliby się czegoś więcej o optymalnym wieku rębności i nie powtarzaliby błędów w swoich publikacjach, o których pisałem wcześniej.

>>CZYTAJCIE RÓWNIEŻ: Czego nie wiesz o optymalnym wieku rębności dla lasów produkcyjnych w Polsce?

>>CZYTAJCIE RÓWNIEŻ: Jak obliczyć optymalny wiek rębności?

Inną niespodzianką ze współpracy z leśnymi uczelniami w Polsce, było to, że jako współorganizator Międzynarodowej Konferencji Biznesu Leśnego w Polsce (International Forest Business Conference 2018), zaproponowałem uczelni w Poznaniu 5 darmowych wejść na konferencję najlepszym studentom z ekonomiki leśnictwa, w zamian za drobną pomoc organizacyjną. Nikt się nie zgłosił i nie mogę powiedzieć, czy był to problem znalezienia takich studentów, czy uczelni w przekazaniu informacji. Duża szkoda, bo młodzi ludzie z Poznania mieli szansę rozwinąć swoją sieć kontaktów poza Polską i Lasami Państwowymi, a także mieli szansę nauczyć się o co tak naprawdę chodzi w leśnictwie:

>>CZYTAJCIE RÓWNIEŻ: Leśnictwo to jest biznes!

Podsumowując

Uważam, że każde studia to inwestycja młodego człowieka w swoją przyszłość. Dlatego powinna zostać podjęta bardzo roztropnie. Dalej ubolewam, że studiowanie w Polsce jest kompletnie bezpłatne, co jest tylko marnowaniem publicznych pieniędzy na ludzi, którzy nigdy w życiu nie powinni skończyć żadnych studiów. Tacy ludzie zabierają tylko fundusze ludziom zdolnym i ciężko pracującym.

Moim zdaniem, głównym celem studiów jest specjalizacja oraz zdobycie ważnych znajomości na przyszłość. Znajomości nierozumianych w kontekście nepotyzmu, czy korupcji:

>>CZYTAJCIE RÓWNIEŻ: Korupcja w Lasach Państwowych

>>CZYTAJCIE RÓWNIEŻ: Nepotyzm w Lasach Państwowych

Moim zdaniem, studia leśne w Polsce są bardzo wszechstronne i kształcą naprawdę dobrą kadrę ludzi pracujących w terenie pod względem przygotowania do zawodu pracownika Lasów Państwowych. Jednakże, uważam, że leśne studia kompletnie nie kształcą menadżerów, którzy powinni znać się na zarządzaniu LP, czy jakimikolwiek innymi podmiotami gospodarczymi.

>>CZYTAJCIE RÓWNIEŻ: Czy w Lasach Państwowych pracują dobrzy menadżerowie?

Czy warto studiować leśnictwo?

Odpowiem wprost: TO ZALEŻY. Jeżeli studiujemy leśnictwo w Polsce (na obojętnie jakiej uczelni), nasz rozwój może zostać ograniczony, względem naszych kolegów z innych krajów i studia mogą w bardzo łatwy sposób skierować nas na łaskę Lasów Państwowych, kuszących odmóżdżającą pracą za lepsze wynagrodzenie niż średnia rynkowa.

Na szczęście skończenie leśnej uczelni wyższej to jeszcze nie koniec świata o czym świadczą posty Przemka Pachany oraz moje:

>>CZYTAJCIE RÓWNIEŻ: Gdzie i jak szukać pracę w sektorze leśnym

>> CZYTAJCIE RÓWNIEŻ: Moja leśna walka lub Zgryźliwi leśni tetrycy kontratakują – toruński piernik Omega

Nie jest to droga usłana różami. Jednakże, polecam tym co lubią walkę i prawdziwą konkurencję na rynku pracy. W przeciwieństwie do ustawionej konkurencji w LP.

Porównując się do moich kolegów z lat studiów, większość z nich pracuje obecnie na stanowisku podleśniczego, maks leśniczego lub jakiegoś specjalisty w biurze nadleśnictwa (ang. jobsworth).

Myślę, że zarówno moja generacja millenialsów (pokolenie Y) jak i obecne pokolenie Z (centennialsi) – czekające obecnie na wyniki matur – jest dobrze przygotowane na walkę na rynku pracy. Jesteśmy elastyczni, chcemy się rozwijać i nie lubimy narzucanych nam zasad przez pokolenie X, które niestety ale dominuje w Lasach Państwowych, w IBL (tu dochodzą mnie z wielu źródeł słuchy, że od lipca 2018 ma zacząć pracę dynamicznie rozwijający się „młody” człowiek, czyli Pan Konrad Tomaszewski), w Biurze Urządzania Lasu, czy polskich uczelniach (przykład z Tomaszowa pokazuje, ze tam jest jeszcze pokolenie XX a nawet XXX. Panie Konradzie, jeszcze tam Pana nie było. Proszę śmiało aplikować!). O różnicach pokoleń było trochę napisane tutaj: Zarządzanie przez delegowanie w Lasach Państwowych

Tym, którzy interesują się leśnictwem, proponuję w pierwszej kolejności Studia leśne za granicą. Odradzam studia leśne w Polsce, nawet nie wspominając o pracy dla Lasów Państwowych. Na tą chwilę, zagranica oferuje dużo lepsze warunki pracy w leśnictwie, w różnych askpektach, czy to pracy w terenie (ta pewnie jest porównywalna w różnych krajach, może mniej papierów za granicą), czy to w inwestycjach w aktywa leśne, analizy rynkowe itd. Po studiach za granicą, co nie zawsze jest tanie, ale często istnieją programy stypendialne, będziecie mieli dużo więcej możliwości znalezienia pracy. Przeczytajcie koniecznie inny post Przemko:

>>CZYTAJCIE RÓWNIEŻ: Gdzie i jak szukać pracę w sektorze leśnym

Przekaz tego posta jest jeden, istnieje leśny świat poza LP i polskim leśnictwem. Wielu moich kolegów i znajomych pracuje w zawodzie za granicą, lub w Polsce dla międzynarodowych firm. Chwalą sobie swoje prace, jednakże zawsze przyznają, że musieli prześć przez małe piekło związane ze środowiskiem LP, aby znaleźć się tam gdzie są obecnie. Tak że, wybierajcie mądrze i zostawcie piekło innym…


Zdjęcie tytułowe: Tutaj ja na ceremonii rozdania dyplomów na North Carolina State University (NCSU). Teraz z perspektywy czasu, gdy oceniam konkurencję na rynku pracy mogę powiedzieć śmiało, że to właśnie dyplomy z NCSU i SLU (Swedish University of Agricultural Sciences) przesądzały o tym, czy lepiej wypadam na tle konkurencji i, czy ostatecznie dostaję pracę. Te dyplomy pomogły mi wszędzie, oprócz Lasów Państwowych oczywiście, gdzie ludzie kompletnie nie rozumieli ich wartości. Z drugiej strony za granicą, na dyplom z SGGW nikt nawet nie spoglądał, bo za granicą wartość polskich studiów i prac dyplomowych często dzieli się na dwa albo i trzy. Pisałem pokrótce o tym w poście: Leśny Ignorant Roku 2017. Tego nikt się nie spodziewał

4 myśli na temat “Czy warto studiować leśnictwo?

  1. Bardzo żałuję, że nie dotarła do nas informacja o International Forest Business Conference 2018 (sprawdziłam dzisiaj czy informacja dotarła do Dziekana lub naszego dziekanatu Wydziału Leśnego UPP).

    1. Informacja została wysłana do Pana Prof. UPP dr hab. inż. Krzysztofa Adamowicza, który miał wytypować 5 najlepszych studentów z ekonomiki leśnictwa. Nie wnikam dlaczego studenci nie zostali wytypowani. W każdym razie, kolejna edycja International Forest Business Conference odbędzie się w roku 2020. Mam nadzieję, że za dwa lata studenci z Poznania pojawią się na niej licznie. Bądźmy dobrej myśli!

  2. W LP publikacje się nie liczą.
    Niby prasa leśna istnieje i powinna być trampoliną do zatrudnienia czy awansu, ale pewniejszym pewnie sposobem jest występ w Pani Domu czy artykuł o twórczości Madonny w Telesrele.
    Najlepsze leśnictwo na kuli ziemskiej kieruje się własnymi zasadami wypracowanymi przez pokolenia leśników 🙂

Dodaj komentarz